Zatem Rok 2009 to kolejny rok bez żadnej debaty literackiej, poetyckiej, krytycznej. Mówię tutaj o realnie nośnej wymianie zdań, która by zajęła środowisko, podzieliła je według postaw i pomysłów na literaturę, wzbudziła wściekłość lub złość. Przy końcu roku trafiła się nam jakaś namiastka przy okazji kolejnej książki Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Sama wymiana poglądów przypominała raczej teatrzyk stereotypów i odległa jest od tego czego by można oczekiwać. Nie trzasło, jak sobie mniemałem rok temu na linii między pismem apokaliptycznym „44” i innymi przypisanymi do nurtu mesjanistów czy neomesjanistów a linią środowiska „Krytyki Politycznej”. Obie inicjatywy były w tym roku dość niemrawe, to znaczy niby były a jakoby ich nie było a szkoda. Na tym styku mogłoby wiele wyrosnąć dzikiego ziela. Skoro jednak o tym mowa trzeba zwrócić uwagę na ważny gest – mianowicie pierwszą książkę Igora Stokfiszewskiego „Zwrot Polityczny”. Zapewne jest ona trochę obliczona na przekonywanie przekonanych, ale to rzecz ważna od strony meta. Po pierwsze zamiast krytyczno-literackiej drobnicy (jaką ja sam preferuję) próbuje stworzyć w miarę spójną (inna sprawa czy akceptowalną) wizję krytyczną. Poza tym to jakby nie było najważniejszy debiut, ważniejszy niż jakikolwiek debiut poetycki w 2009. To ten łysy gość rozdawał od lat kuksańce, samemu nie podając się całościowej ocenie, to ten niezrealizowany poeta, autor bodaj jednego wiersza pod tytułem „Miłość” próbował dzielić i rządzić a teraz sam się wystawia na strzał. I ten strzał padnie. Niebawem. Nawet wiadomo skąd. Stąd.
Jak na rok rocznicowy słabo wypadły ewentualne sponsorowane przez państwo albo po prostu liczące na sukces komercyjny produkcje literackie. Wiadomo że Maciej Parowski ukończył w grudniu „Burzę” powieść opowiadającą alternatywny wrzesień 1939. Znane fragmenty oraz wcześniejsze mutacje pomysłu (komiks, scenariusz do filmu) każą myśleć o tym tekście jak o czymś co mogłoby się okazać ciekawym, ważnym głosem w sprawie. No ale wiadomo już, że nie ukaże się w 2009. Strategicznie byłoby to ważne dla tej książki, podobnie jak dla szykowanego od wielu lat „Nod” Radosława Kobierskiego znanego z fragmentów krążących w czasopismach literackich. Jacek Dukaj wydał „Wrońca”, chociaż to nawiązanie mocno nie wprost – bo przecież żadnej okrągłej rocznicy 1981 nie było, raczej chodziło o nawiązanie a’rebours do 20 rocznicy 4 czerwca 1989. Aż dziwnie, że tylko tyle. Można by było zaliczyć w ten poczet powieści Ciszewskiego gdyby nie fakt, że miały one swoje edycje wielu lat wcześniej a z okazji okrągłej rocznicy 1939 – zostały tylko wznowione. Zdaje się, że temacie zmieścili się nieźle historycy i wydawnictwo „Bellona” (ale nie tylko ono) zalewając rynek monografiami, opracowaniami o zróżnicowanej zresztą jakości i sensowności. Bo po co nam kolejna monografia obrony Warszawy w 1939 czy kolejna zdawkowo-obrazkowa monografia wojny obronnej 1939 roku pod takim czy innym tytułem – nie wiem. Chyba tylko po to, żeby każdy wydawca miał na czym zarobić. Ale żadnych nowości sensu stricte nie było. Dobra i ciekawa książka Moczulskiego to przecież reedycja z drugiego obiegu sprzed lat, Zawilski „Bitwy polskiego września” to reedycja z pierwszego obiegu zresztą z popsutymi graficznie mapami. Te ze starego dwutomowego wydania były kolorowe i o wiele bardziej przejrzyste.
Rok 2009 to również rok słabych produkcji z pogranicza muzyki i poezji. „Herbert”, „Poeci”, „Gajcy”. Pisałem o dwóch pierwszych na tym blogu, więc nie będę powtarzał zarzutów, projekt „Poeci” w którym wziął udział także L.U.C., ale także Peja i O.S.T.R. to jednak rzecz chyba już nie na Jarodzkie ucho, które topi się w monotonii przekazu muzycznego. Być może ta monotonia brzmi wyłącznie w moim uchu, ale pomysły fajne na raz są mordercze gdy robi się je więcej razy niż raz. Fajnie że da się wyrapować Lechonia i może dzięki temu jedna na sto osób lubiąca Peję czy Lilu – sięgnie po oryginał. Na projekcie mści się chyba tez dość chaotyczny dobór tekstów od Ignacego Krasickiego po Tuwima. Nie za bardzo czytam te logikę. A generalnie działanie na pograniczu muzyki, sztuk audiowizualnych to chyba jedna z ciekawszych możliwości trafiania poezji do szerszej widowni, czytelni. Na tym tle nieźle wypada formacja Łukasza Jarosza „Lesers Band” która wykonała w 2009 ogromną pracę, wydała kolejną płytę i zagrała trasę. Jarosz to w ogóle muzyczno-poetycki unikat – lider, autor tekstów i perkusista, takie połączenie rzadko się zdarza. O i teksty ma niezłe.
Istnieją domysły, że w roku 2009 na krawędzi upadku, z różnych przyczyn, głownie docinania dopływu funduszy publicznych, zmęczenia materiału znalazło się kilka projektów czasopiśmienniczych – w tym ponoć „Portret” i – jak wynika pośrednio z komentarza – „artpapier”. Na tym tle dobrze się dzieje, że powstaje czasem coś nowego, dobrego. Ale o tym już w następnym odcinku.
CDN
| tomasz | tomgas@w-s.plgzlwj 2010-02-20 18:20:14 | 192.168.14.121, 83.18.39.242 |
dość w sztuce tego, co jest jak ruban . trzeba ewenement! jakże wolno znika z kulturowej oczywistości ta skamielina, rodem z materialnego, dialektycznego piekła! zamartwianie się losem ciągłości! to, już lepiej, może, przejmować się losem "losu" - jako takiego.. a, cóż to, czyżby miały zginąć: umiejętność, sama czynność wytwarzania bądź wytwór tej czynności,(definicja sztuki, wg Tatarkiewicza). a, to czemu? może przedmówca wi, o tym nieszczęściu? bo ja - nie. |
| tomasz | tomgas@w-s.plgzlwj 2010-02-01 14:48:25 | 192.168.14.121, 83.18.39.242 |
Oj! wielka smuta! Oj! - czyli, dokonania (wynikające z osobistych przekonań) Wielkich Mistrzów, korespondujące z prawdą epoki, to wszystko? to, clou" mistrzostwa, wielkości? i, że co, że, ciągłość będzie przerwana, gdy Oni zamkną oczy? Czy, nie jest tak, że mistrzostwo polega na czymś zupełnie innym? Czy, nie polega (poza warsztatem, oczywiście), na szczerości, na emocjonalnym następstwie faktów, zupełnie niezależnym od tzw. "prawdy"? Czyż, w końcu, nie polega na wierze we własny projekt mentalny, duchowy, artystyczny? A, kiedy to "prawdziwe" poglądy znajdowały wyznawców? Wyznawców najprędzej znajdą zagubienie i bezbronność -a o to - coraz łatwiej! Dekomponowanie tradycji! Otóż, trzeba - ją, tradycję - dekomponować, a to dlatego, by nie stała się kamieniem u nogi! a propos tradycji: było nią odpowiadanie (choćby zdawkowe), na zajęte w dyskusji stanowisko. Nawet gdyby szło o szczekanie psa,czy miauczenie kota. p. s. jestem spokojny o tzw. "ciąg dalszy" kultury! |
| tomasz | tomgas@w-s.plgzlwj 2010-01-27 21:48:56 | 192.168.14.121, 83.18.39.242 |
a bo, o co ma chodzić? o sens duchowy? społeczny? na jakiej podstawie, jakim fundamencie? ani fundamentu, ani podstawy teraz nie uświadczy! fundamenty kopane są w wielkim pośpiechu.ciągle nowe. kopane,równane, znowu kopane. czym? konwenansem! owym od lat sprawdzonym narzędziem. a dykcja? najczęściej "mowa trawa" - najświeższa - z wczoraj. i układy, układziki, towarzystwo wzajemnej adoracji. nawet, ci młodzi - och! ile oni muszą przejść - ci, młodzi - by wyskoczyć na widok! jaki widok? na co widok? jak by nie było, jak by nie bredził, to widok na łatwość. ową, szczególną, dzisiejszą, techniczną łatwość wszystkiego, łącznie z łatwością zdobywania, mistrzostwa, podrabiania mistrzostwa. i, zatracania się walorów. walor dziś, to - no niech kto powie, co jest walor! czekam! |
| Maciek Froński > Jurod | 2010-01-26 08:33:15 | 83.238.186.122 |
"Wierze w siłę indywidualnego wyrazu" - odebrałem to jako refleksję ogólną, a nie dotyczącą tylko 2009 roku |
| Jurod --->MFR | 2010-01-25 12:59:03 | 83.30.254.34 |
no tak ale Yugoton to nie jest projekt z 2009 chyba? |
| Maciek Froński > Jurod | bellerophont@go2.pl 2010-01-25 09:45:45 | 83.238.186.122 |
Nie do końca mogę się z Tobą zgodzić, bo są wyjątki, np. bardzo dobrze wyszły projekty Jugoton i Jugopolis. |
| Krzysztof | krzyk74@wp.pl 2010-01-22 18:21:52 | 109.243.174.16 |
... tzn. GAJCY |
| Kleszcz | krzyk74@wp.pl 2010-01-22 18:20:29 | 109.243.174.16 |
Zgoda, ale GAJDY to jednak porządna płyta |