Niech nikogo nie odstraszy rozmiar książki Szymona Hołowni „Monopol na zbawienie”. sprzedawanej dla niepoznaki w jeszcze większym opakowaniu wraz z grą planszową. Tytuł to nawiązanie do popularnej wciąż gry w Monopole, książka, bowiem formalnie jest instrukcją gry z opisami kart zdarzeń i testowych pytań na jakie można się natknąć (a nawet trzeba) grając w zbawienie. Z drugiej strony „Monopol na zbawienie” można czytać jak przewodnik (oczywiście niekompletny i subiektywny) po współczesnym katolicyzmie, który chociaż z statystycznie jest w Polsce powszechny, to bywa często jedynie słabą dekoracją pokrywającą mieszaninę pogaństwa i świadomości magicznej. Hołownia posługuje się językiem żywym, otwartym, może i literacki stopień powyżej potocznego, ale chętnie posługującego się kolokwializmem w miejscu gdzie warto jakiś przesąd odrzeć z koturnowości i patosu. Książka daje się czytać po kolei, rozdziałami, ale można ją czytać w losowej kolejności w ramach gry czy po prostu losowo w ramach tasowania kart albo otwierając na przypadkowej stronie. Ułatwia to struktura, bowiem żaden z tekstów nie jest obszerniejszy niż kilka-kilkanaście stron, każdy zaś stanowić może odrębną całość. Jest to zatem książka wiecznie otwarta różnych czytelników – i tych żyjących w ciągłym pośpiechu i tych zagubionych i tych którzy mają trochę czasu żeby pobawić się – koniecznie z bliskimi i spróbować książki jako instrukcji do gry. Skojarzenia literackie z „Grą w Klasy” Julio Cortazara przy całej odrębności tematu i języka nie jest od rzeczy. Kto radził sobie z Cortazarem, ten pewnie łyknie pomysł Hołowni.
Autor zaś pozostając mocno przy swoich katolickich przekonaniach, pozostaje otwarty na innego, nie omijając świętoszkowato trudnych tematów. I nawet tam gdzie trudno się z nim zgodzić – chętnie się go czyta, bo zwyczajnie jest ciekawe jak tym razem wybrnął. To także książka, która dla wielu statystycznych katolików może być próbą powrotu do źródła a dla tych którzy tej wiary nie podzielają – próba zrozumienia o co chodzi wielu ludziom wokół. Chociaż obserwując świąteczny festiwal umęczenia, zabiegania i kupowania – można mieć wątpliwości czy rzeczywiście chodzi im o to samo. Pewnie nie, ale co tam.
| Ewa Bieńczycka | ewa@bienczycka.com 2010-01-11 10:32:24 | 193.238.40.100 |
Dlaczego Pan swój wpis, Panie Radku, opatrzył moim nazwiskiem? Dlaczego Pan robi takie nieuczciwe zmyły? Po co Pan to robi? |
| Ewa Bieńczycka | ewa@bienczycka.com 2009-12-28 17:08:59 | 193.238.40.100 |
Panie Radku, przecież Pana wpis na blogu Marka Trojanowskiego jest bez sensu. Nie ja składałam Panu Życzenia Świąteczne i staram się jak najdalej od Pana przebywać. Nie wiem, po co Pan mnie tam obraża podwójnie, skoro już i tak jestem tam przez Marka obrażona. Tylko, że rolą tego bloga jest obrażanie i niekoniecznie goszczący na tym blogu wypisywacze muszą też obrażać już obrażonych i im dokopywać. Przyłączył się Pan po prostu do jatki, czując krew. A Pana działalność netowa, jak ja od kilku lat obserwuję, jest po stronie dobra i szlachetnych zachowań. Dlaczego łamie Pan swoje zasady moralne ze względu na moją osobę? Ja na blogu Marka Trojanowskiego już nie piszę i nie jestem tam linkowana, co jest dowodem poczynionych przez właściciela bloga zmian i jestem osobna. Tak czy owak, będę pisała o Pana najnowszym tomiku wierszy, nie wiem, czy Pan to miał na myśli polecając mi trzymanie się od Pana z daleka. Pan tego przecież nie może mi zabronić. Może tylko poetka Monika Mosiewicz, bo jest prawnikiem, a ja się prawników boję. I faktycznie, o jej twórczości nigdy nic nie napisze więcej. No, nic to, dzięki, że Pan chociaż odpisał. |
| Ewa Bieńczycka | ewa@bienczycka.com 2009-12-27 21:28:06 | 193.238.40.100 |
Panie Radku, Cortazar to akurat książka mojego pokolenia, znam ją, na pamięć, niestety na temat Szymona Hołowni „Monopol na zbawienie” nie napiszę nic, szczególnie, że taki sposób zbawienia mojej duszy, jaki Pan tu opisał, mnie nie interesuje. Proszę wybaczyć, że wpisuję się tutaj nie na temat. Na moim blogu napisałam do Pana taką odezwę: „Panie Radku, dlaczego Pan mnie obraża na blogu Marka Trojanowskiego, nazywając mnie „politrukiem”? Co to według Pana oznacza? To jest metafora literacka? Ja mam swoje lata i jeśli Pan chce donieść, że pracowałam jako politruk w PRL-u, to jest to przecież nieprawda i pomówienie. Dlaczego Pan to robi? Proszę o wytłumaczenie i sprostowanie na blogu Marka. Nie mogę się tam obronić, bo jestem zbanowana.” Pisałam o Pana twórczości i o Pana działalności publicystycznej i zabierałam głos na podstawie Pańskich słów, wygłoszonych w necie, bądź wydrukowanych. Nigdy wobec Pana nie posunęłam się do żadnych insynuacji do Pańskiej osoby, czy życia prywatnego. Pisałam zawsze to, co odczuwam, czytając Pana w Sieci, czy Pańskie tomiki wierszy. W dalszym ciągu nie jestem w stanie czytać Pana bloga, mimo, że, Bóg mi światkiem, wielokrotnie próbowałam. Pozwólmy sobie więc prowadzić swoje blogi w szczerym prawie sądzenia, czytania i nieskrępowanej niczym wypowiedzi. Ale Pan, Panie Radku zatruwa Sieć. Proszę to wziąć pod uwagę jako osoba społeczna, piastująca różne odpowiedzialne funkcje społeczne, od Redaktora Naczelnego, jurora konkursów literackich, Prezesa stowarzyszeń po właściciela szlachetnego (jak widzę po tematach) bloga. |