W dniu w którym zostałem ćwierć-nominowany do „Paszportu Polityki” w zasadzie nic się nie zmieniło. Pewien Pan z pewnej firmy dystrybucyjnej, na moje uprzejme zapytanie czy w końcu zechce zakończyć negocjacje w sprawie znowelizowanych form sprzedaży „Red.”-a, odpisał mi, że sam sobie jestem winien bo gdy dwa tygodnie temu po dwóch tygodniach milczenia ze strony firmy w przerwanej w pół zdania rozmowie napisała do mnie pewna pani, że chciałaby dostać dane do nowej umowy – odpisałem jej że negocjacje są w toku i nic mi nie wiadomo o tym jakoby były sfinalizowane. Zresztą psu na buty ten cały wysiłek, bo umowy z dystrybutorami są tasiemcowe, zawierają kolejnych kilkanaście stron załączników i konia z rzędem kto zrozumie dodatkowo wewnętrzny slang dystrybutora a co dystrybutor to jego slang a ty się ucz, bo nauka to potęgi klucz.
Dzień później Tomasz Piątek wysłał list w obronie bibliotek wiejskich, które chciałby likwidować minister kultury Rzeczypospolitej Polskiej, bo jak mówi, trzeba coś zrobić z bibliotekami niedochodowymi. Po raz pierwszy chyba, ale kto wie czy nie ostatni podpisałem protest song zawieszony na stronie "Krytyki Politycznej" i poczułem się zepchnięty na tę samą barykadę co Igor Stokfiszewski. Nie z powodu w widzeniu literatury, ale w poczuciu, że za chwilę już nic nie będzie widać. Ja proponuję zacząć od najbardziej niedochodowego molocha – Biblioteki Narodowej a potem polecieć po całości – Zakład Narodowy Ossolińskich, biblioteki uniwersyteckie, wojewódzkie, wojewódzkie pedagogiczne a z oszczędności i wyprzedaży wszystkich książek proponuje ufundować wielki pomnik Hansa Franka. Bo w końcu w ten sposób spełni się jego Third-Reich-Dream o polakach jako prawdziwych pastuchach z krwi i kości.
Dwa dni po ćwierć-nominacji zmienił się rozkład jazdy w całym PKP i gruchnęła wieść, że będą likwidowane stacyjki wzdłuż całej, świeżo wyremontowanej za pieniądze budżetu i UE linii Opole – Wrocław. Ajentów jakoś nie ma chętnych na stacje co specjalnie nie dziwi. Częste zmiany, wojny o bilety, mętliki spółkowy sprawia że coraz mniej ludzi chce jeździć koleją a czasem i coraz mniej może. To i komu by się chciało opierać swój byt materialny o kolejne spółek PKP wojenki. A spółek tych jest ze czterdzieści, sam nie wiem ilu kolesi się w nich mieści. No bo przecież nie ma logicznego powodu ciągłego pączkowania spółek PKP poza jednym – wiele spółek skarbu państwa, wiele zarządów, wiele rad nadzorczych, wiele synekur. Wożenie pasażerów jak po raz kolejny się to pokazuje w całej krasie – nie należy do głównych zmartwień wszystkich spółek PKP, bo przecież nie o to tutaj chodzi. Nikt już nawet nie udaje, że pasażer jest celem istnienia kolei. Jest im przeszkodą.
Dwa dni po ćwierć-nominacji skradziono słynną tablicę z obozu w Auschwitz i to jest świetne świadectwo stanu społeczności w jakiej żyjemy. To nie neonaziści, nie, to złomiarze, dam sobie główkę przyciąć. A następnego dnia przyszła zima i okazało się, że pękają szyny, wywracają się samochody zaskakując w zasadzie wszystkich. Jednej nocy zamarzło 15 bezdomnych lub nadużywających alkoholu. Wszyscy znowu poczuli się zaskoczeni. Jakże to, mróz w grudniu?
No właśnie, bądź tu mądry i pisz wiersze. Może właśnie dlatego to ostatnie jakoś się nie składa. Real wychodzi jak szydło z wora.
| be_wu | be.wojcik@gmail.com 2009-12-25 00:17:11 | 83.28.227.70 |
Radku, mogę się i lewicą i prawicą pod twoimi słowami podpisać. Co do kolejnictwa, proszę spojrzeć, co się stało z transportem publicznym w USA od kiedy lobby paliwowo-samochodowe zepchnęło kolej na margines. Już nie wspominając o wpływie marginalizacji kolejnictwa jako środka trans. publicz. na stan niektórych regionów USA. |