jurodiwy-pietruch - komentarze

[strona główna]

[dodaj komentarz]

NEONOE NA POGRANICZU

A tymczasem ruszamy wskroś Polski na Pogranicze:


2009-12-11 01:53:36

komentarzy: 32

Jurod--->jak zadbał wydawca |
2009-12-23 01:54:12 | 83.22.160.251
  Zwyczajnie zadbał wydawca shutego i sam shuty - shuty sławek robił wiele akcji w Krakowie a robienie akcji w Krakowie jest zawsze bardziej medialne (patrz pasus o lenistwie redaktorów) niż w Tczewie. Ponadto wydawca Shutego (tego Shutego który dostał paszport) WAB stać na to finansowo żeby wysłać powiedzmy 200 czy 300 sztuk książki. Normalnej organizacji pozarządowej którą kontroluje osiemset państwowych inspekcji nie stać na wydanie chociażby jednego znaczka na promocję.
Do tego wydawców stać na to, żeby wydawać kupę kasy na umieszczanie książek w określonych miejscach w księgarniach, robić plakaty, wykupywać miejsca na targach (najlepsze i najdroższe), etc. Ot takie proste metody, chociaż kosztowne. W połączeniu z lenistwem redaktorów, bo to oni piszą recenzje usłużne a nie krytycy - daje to efekt kiedy w zasadzie przy odrobienie szczęścia można przepchnąć niemal wszystko, w tym także od czasu do czasu miernotę. Moje zdanie jest takie, że efekt IAI (Inercja -Arogancja - Ignorancja) jest o wiele silniejszym czynnikiem niż rzekoma siła układów towarzyskich, piwnych czy seksualnych jaka wiąże to czy inne środowisko.

Mój dowód z PKP jest może nie wprost ale poparty latami dochodzenia i tysiącami godzin. Ile lat, ile godzin, ile tomików, ile recenzji, esejów etc. przeżyłeś że z takim przekonaniem prawisz o tym jak jest w literaturze i w ogóle w całej kulturze?

I przypominam - zaczęliśmy od publicznych pieniędzy na publiczne cele. Żeby było jasne - nie jestem przeciwko dopłatom publicznym do PKP, nie wierzę, że prywatyzacja to lekarstwo na wszystko. Najgorsza jest pół-prywatyzacja, gdy coś udaje publiczne a w tle leci prywata. Kapitocjalizm rządzi w PKP. W literaturze moim zdaniem rządzi przede wszystkim IAI, a patrze na ten świat od lat około 10 czy 12 z bliska i daleka. Nie widzę tego spisku. To jest tak pofertane, zróżnicowane i rozdrobnione środowisko, że układy towarzyskie nie mają szans. To jest jakas gruka z marginesu która walczy o przetrwanie, ale przypomnę - nagroda Nike to rownowartość 20 metrów mieszkania we Wrocławiu, w bloku. O czym my tu. Porównaj to, ze pensją prezesa grupy PKP SA.


Maciek Froński > Jurod |
2009-12-21 14:51:51 | 83.238.186.122
  Radek, sam, kurczę, piszesz: „wydawca Shutego zadbał, żeby narobić wcześniej szumu wokół jego książki, wysłał ją do krytyków, sprawił, że ileś razy odmieniono nazwisko (a właściwie pseudonim) Shutego w mediach”. Możesz mi zdradzić, jak – w Twoim wyobrażeniu – zadbał? Jak sprawił?


Maciek Froński > Jurod |
2009-12-21 14:34:39 | 83.238.186.122
  Radek,
Moje przykłady są równie twarde jak i Twoje, bo i jakież inne mogłyby być? Ty widzisz, że źle się dzieje na kolei, ja widzę, że źle się dzieje w kulturze, Ty wyciągasz z tego wniosek, a w zasadzie domysł, że celem istnienia kolei nie jest pasażer, a ja się domyślam, również „po owocach”, że celem istnienia instytucji kultury nie jest odbiorca, ale przecież Ty nie dysponujesz protokołem z posiedzenia zarządu PKP, gdzie czarno na białym stoi, że prezes powiedział: „a chuj z pasażerami, likwidujemy osobowe z Opola do Wrocławia, niech se ludzie jeżdżą Intercity!”, i ja też nie dysponuję odpowiednimi protokołami z posiedzeń jury konkursów literackich czy kolegiów redakcyjnych, gdzie szef działu kultury mówi: „wiem, że ta książka to chała, ale obiecałem wydawcy przychylną recenzję, bo to mój znajomy, więc proszę, panie Heńku, niech ją pan napisze”. Obaj się tylko domyślamy przyczyn tego, co obserwujemy, żądając twardych dowodów bronisz patologii.


Jurod ---> Maciej |
2009-12-21 13:55:04 | 83.22.166.192
  Maćku,
w dalszym ciągu się nie zgadzam. Wskaż mi wreszcie ten twardy przykład, nie opierający się na gustach, gdzie złamano przyrzeczenie publiczne. Bo ja na razie widzę tylko tyle, że nie podoba Ci się Czesława Miłosza "Piesek przydrożny" nb. książka sprzed ilu 11 lat?
Pytanie czy jedynym wyznacznikiem sensu istnienia książki jest Twój gust? Czy dopuszczasz taką opcje że być może ani Twój ani mój gust nie jest absolutny? Może dlatego jednak powołuje się do różnych gremiów i jur krakowsko-częstochowskich wielu ludzi żeby gusta się jakoś znosiły, uśredniały?
I skąd sąd, że czytelnik nie jest celem istnienia jakiejkolwiek instytucji kultury? Zwróć uwagę na kwantyfikatory. To one w głównej mierze czynią Twoje wypowiedzi niestrawnymi. Rozumiem gdybyś mówił o konkretnej nagrodzie, bibliotece, piśmie, książce. I gdybyś tych konkretnych przykładów miał zebranych setki - wtedy może byśmy mogli się pokusić o jakieś uogólnienie. Na razie uważam że Twoje uogólnienia są bezpodstawne.
jaką mam podstawę do dworowania sobie z PKP? Ano taką że 23 lat ich używam na co dzień i od święta i mam porównanie tego komunistycznego PKP i kolejnych jego odsłon, jeździłem kolejami w innych krajach i widziałem jak są zorganizowane. łącznie jakieś (licząc tylko dojazdy na studia, do pracy i do szkoły średniej) 400 tys. km

Teraz Twoja kolej, co poza ogólnikowym oburzeniem wynikającym z tego że jakaś część literatury do Ciebie nie przemawia masz na obronę tezy.

I co w zamian? Poezja jako prywatny biznes? E tam, najlepiej jednak pomnik Hansa Franka. On miał Polaków za przygłupów i naród bez kultury. Najlepiej generalnie zlikwidujmy wszystkie instytucje które nie przynoszą zysku. Czyli wszystkie. Zdaje się że Muzeum w Auschwitz też nie przynosi zysku. Nie wiem czy będę miał ochotę żyć w takim kraju, ale Ty może tak i może będzie Ci się wiodło.


Maciek Froński > Jurod |
2009-12-21 11:40:58 | 83.238.186.122
  Radek, poznajesz ten cytat: „Dwa dni po ćwierć-nominacji zmienił się rozkład jazdy w całym PKP i gruchnęła wieść, że będą likwidowane stacyjki wzdłuż całej, świeżo wyremontowanej za pieniądze budżetu i UE linii Opole – Wrocław. Ajentów jakoś nie ma chętnych na stacje co specjalnie nie dziwi. Częste zmiany, wojny o bilety, mętliki spółkowy sprawia że coraz mniej ludzi chce jeździć koleją a czasem i coraz mniej może. To i komu by się chciało opierać swój byt materialny o kolejne spółek PKP wojenki. A spółek tych jest ze czterdzieści, sam nie wiem ilu kolesi się w nich mieści. No bo przecież nie ma logicznego powodu ciągłego pączkowania spółek PKP poza jednym – wiele spółek skarbu państwa, wiele zarządów, wiele rad nadzorczych, wiele synekur. Wożenie pasażerów jak po raz kolejny się to pokazuje w całej krasie – nie należy do głównych zmartwień wszystkich spółek PKP, bo przecież nie o to tutaj chodzi. Nikt już nawet nie udaje, że pasażer jest celem istnienia kolei. Jest im przeszkodą”. Wyszło Ci lepsze porównanie literatury niż mnie z PZPN:-) „Nikt już nawet nie udaje, że czytelnik jest celem istnienia instytucji kultury” – no sam bym tego lepiej nie ujął:-)


Maciek Froński > Jurod |
2009-12-21 11:32:24 | 83.238.186.122
  Po pierwsze – istnieje taka konstrukcja prawna jak przyrzeczenie publiczne. Jeśli ogłaszam konkurs na najlepszy nadesłany wiersz z nagrodą, powiedzmy, tysiąca złotych, a potem przyznaję tę nagrodę żonie, bo to moja żona, to łamię przyrzeczenie publiczne, które dałem, tym samym łamię prawo. Oczywiście nikt mi nie udowodni, że dałem żonie, bo to żona, ale jednak z formalnego punktu widzenia łamię prawo. Jeśli dla Ciebie nic w tym dziwnego, że łamię prawo, to najwyraźniej różnimy się w wyznawanych zasadach.

Po drugie – rozróżniam sytuację, gdy juror ma własny choć oryginalny gust i kierując się tym gustem dokonuje takiego a nie innego wyboru, od sytuacji, gdy jurorowi najbardziej się podoba zwyciężyć praca X, ale głosuje na pracę Y kierując się przesłankami pozamerytorycznymi. Z finansowaniem kultury jest dokładnie tak samo – urzędnik podejmuje decyzję o dofinansowaniu czasopisma A kosztem czasopisma B, choć żadnego z nich nie czytał, ale mu się wydaje, że tak trzeba albo są na niego naciski. Weźmy dla przykładu finansowanie różnych pisemek czy instytucji prawicowych za poprzedniego rządu. A skoro tak się dzieje, to może po prostu finansowanie kultury ze środków publicznych to nie jest najlepszy pomysł?


Jurod --->MFR |
2009-12-21 09:30:50 | 83.22.166.192
  a co dziwnego w tym, że ktoś może sobie sam ufundować własną nagrodę i przyznawać ją wedle własnego widzi mi się?

Co dziwnego w tym że Gmina utrzymuje bibliotekę (czyli dotuje kulturę na swoim terenie) albo Muzeum czy chociażby izbę regionalnej historii?

I co dziwnego w tym, że te dwa typy finansowania kultury (zakładając że osobista nagroda Macieja Kaczki by do kultury się zaliczała) mogą współistnieć w tym samym czasie a nawet w tej samej przestrzeni - to raz.

Dwa - to że nagrody są wypadkową gustów jurorów, w tym także odzwierciedlają ich ideologiczne lub - szerzej - światopoglądowe odchyły, to ma być argument że nie powinno się kultury w tym kraju otrzymywać z publicznych środków? Czy dobrze zrozumiałem? Bo tak akurat się składa, że nagrody to już zupełny margines publicznych finansów kultury. Zajrzyj sobie do BiP-u dowolnej gminy, miasta i zobacz na co idzie kasa na kulturę - a no i jak się ona ma do paragrafów budżetowych chociażby na wzmiankowana przez Ciebie kulturę fizyczną.

Bo mnie się ciągle wydaje, że rozmawiamy o tym jak może/powinno wyglądać finansowanie kultury a literatury w szczególności i w ogóle polityka kulturalna w tym kraju. Ale może się mylę?


Maciek Froński > Jurod |
2009-12-21 08:46:08 | 83.238.186.122
  Radek, widzę, że zabrałeś się za mnie metodą „na Dehnela”, czyli tworzysz jakąś karykaturę moich poglądów i potem ją zwalczasz. Nigdzie nie napisałem, że przyznaje się nagrody literackie w zamian za łapówki czy w następstwie popełnienia czynu zabronionego, pisałem, że przyznaje się je – oczywiście, nie w każdym wypadku, ale tak bywa – nieuczciwie. Owszem, porównałem sytuację w literaturze do sytuacji w PZPN, ale nie miałem na myśli akurat łapówkarstwa, tylko nieuczciwość, kierowanie się kryteriami pozaliterackimi, choćby towarzyskimi czy ideologicznymi. Bo jeśli nagroda jest za najlepszą książkę roku, a dostaje ją Miłosz, bo choć napisał książkę słabą, to jednak to noblista, to jest to nieuczciwe wobec pozostałych uczestników konkursu i wobec czytelników. Jeśli kapituła dowolnej nagrody wręcza ją temu a nie innemu twórcy, bo ma „jakieś ideologiczne klapki na oczach”, to jest to jednak nieuczciwe wobec innych nominowanych i czytelników, bo kryteria przyznania nagrody powinny być literackie, a nie ideologiczne właśnie. Gdzie tu jednak sugestia, że dano łapówkę? No i rozumiem, że dla Ciebie takie rzeczy są w porządku.

Druga sprawa – „bo jak Maciek Kaczka sobie odłoży że sprzedaży ołówków i ufunduje nagrodę” – no to już zaiste zadziwiający argument w ustach kogoś, kto postuluje dotowanie kultury z budżetu państwa czy gminy:-)


Jurod --->MFR |
2009-12-21 07:06:00 | 83.22.166.192
  acha i nie znoszę Gaby Kulki, skróa mi cierpnie jak słyszę Marię Peszek, nie wkręca mnie proza Drotkiewicz, nie bawi mnie gra aktorska Macieja Stuhra nie mówiąc o jego dowcipach cieniutkich jak barszczyk z proszku i tak dalej. Ale to jeszcze nie powód żebym miotał na wyżej wymienione osoby najcięższe oskarżenia i ocierał się o doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Po prostu rzecz gustów. Być może ja mam rację i wyżej (oraz niżej wymienione osoby) nie maja talentu a jedynie np. talenty marketingowe, dobre nazwisko. A może ja nie mam gustu? Takie rozwiązanie zawsze biorę pod uwagę w ramach tzw. pokory wobec świata. W końcu ja jestem jeden a świat wokół - ogromny.


Jurod ---> Maciej |
2009-12-21 07:02:29 | 83.22.166.192
  No i dobra i podobnych werdyktów w dziejach nagrody "Nike" gdzie dobre książki nawet nie były zauważane do szerokiego grona nominacji - mógłbym wymienić pięć, tylko że moja niezgoda to jeszcze nie dowód na to, że przyznanie tej nagrody miało charakter kryminalny i łapówkarski. A ty raz mówisz że kultura i literatura jak PZPN a drugim razem że przyznanie nagrody miało charakter towarzyski.
To są jednak zupełnie różne kategorie. Bo jak Maciek Kaczka sobie odłoży że sprzedaży ołówków i ufunduje nagrodę i przyzna ja Tomkowi Pułce to przyznanie nagrody będzie miało oczywiście charakter towarzyski, ale czy to już korupcja? Ja się głęboko nie zgadzam np. z wręczeniem bodaj w 2005 roku "Paszportu Polityki" Sławomirowi Shutemu (mimo że piłem z nim raz piwo a on chyba Julkowi Gabryelowi zjadł mandarynkę), kiedy nominowani byli w tym samym czasie Jacek Dukaj (z którym piwa nie piłem) i Tomasz Różycki ( z którym piwo wypiłem, ale dużo później). Ale czy to jest dowód na to, że Shuty lub jego odkrywca - Piotr Marecki - lub ówczesny wydawca - WAB - wręczył komuś łapówkę? Nie sądzę. Sądzę że to dowód na to, że kapituła "Paszportów" wówczas miała jakieś ideologiczne klapki na oczach, ale też dowód na to, że wydawca Shutego zadbał, żeby narobić wcześniej szumu wokół jego książki, wysłał ją do krytyków, sprawił że ileś razy odmieniono nazwisko (a właściwie pseudonim) Shutego w mediach. I tyle.


Maciek > Jurod |
2009-12-21 00:45:31 | 89.76.47.160
  A - przykład pierwszy z brzegu - nagroda Nike dla Czesława Miłosza w 1998 roku za słabiutkiego "Pieska Przydrożnego" kosztem genialnej "Mitologii Greków i Rzymian" Zygmunta Kubiaka? Jeśli nie względy towarzyskie o tym decydowały (a tak to przynajmniej odebrał Kubiak), to jakie?


Jurod ---> Maciej |
2009-12-18 00:40:10 | 83.22.164.4
  Maciek ciężko się z Tobą rozmawia, ponieważ nie przyjmujesz żadnego argumentu tylko jesteś po prostu przekonany że masz rację. Różnica jest znacząca - w aferze PZPN jakbyś nie wiedział liczba aresztowanych działaczy, sędziów i piłkarzy z postawionymi zarzutami przekracza setkę. Kiedyś z kumplem liczyliśmy że to ewidentnie sięga już ligi czwartej i piątej i to nie jest powszechny komunał typu "wszyscy wiemy że". To są konkretne dowody i postępowania w konkretnych sprawach.
Proszę podaj mi chociażby w przybliżeniu podobną sytuację z kultury czy literatury do ustawek "Fryzjera". Tylko proszę bez Dody Elektrody. Pokaż kto komu za czyje pieniądze co zrobił wbrew wszystkiemu, z dowodami.
Niech będzie z poszlakami, wystarczą.


Maciek Froński > Jurod |
2009-12-17 10:57:34 | 83.238.186.122
  Radek, mydlisz oczy. Równie dobrze mógłbyś bronić tezy, że polska piłka jest czysta i uczciwa. Wszyscy wiemy, że tak nie jest, ale czy ma ktoś dowody? Widział ktoś na własne oczy sędziego piłkarskiego przyjmującego łapówkę? Albo piłkarza? Widzimy tylko dziwne mecze i dziwne wyniki. No właśnie, dziwne wyniki:-)


Jurod --->MFR |
2009-12-17 08:57:42 | 83.22.164.4
  Maciek
i dla mnie to jest nieuprawniona generalizacja oraz dowód z poszlaki. Używasz przymiotnika "POWSZECHNE" podawszy trzy przykłady. To ja tak mogę wesprzeć podobnymi pseudo dowodami dowolną tezę na dowolny temat związany z dowolnym społeczeństwem.


Maciek Froński > Jurod |
2009-12-17 08:16:35 | 83.238.186.122
  To jest dowód na powszechne w Polsce kumoterstwo. Druga sprawa: a jakich dowodów byś oczekiwał? Nagrań rozmów? Osławionych billingów telefonicznych?


Jurod ---> Maciej |
2009-12-16 18:15:36 | 83.22.164.176
  i gdzie te dowody? i no co to są dowody Maćku? Kariera byłej żony Michała Wiśniewskiego to na co jest dowód proszę przypomnij mi, na to, że nie warto dawać pieniędzy na pisma literackie? O tym ciągle rozmawiamy?


Maciek Froński > Jurod |
2009-12-16 14:30:52 | 83.238.186.122
  A cudowna kariera wokalna żony Michała Wiśniewskiego?


Maciek Froński > Jurod |
2009-12-16 14:04:30 | 83.238.186.122
  A dynastie aktorskie na ten przykład? Choćby rola Marii Seweryn w "Kolejności uczuć"?


Jurod ---> Maciej |
2009-12-16 12:39:10 | 83.22.164.176
  Maciek
rzucasz generalne oskarżenia, może jakiś dowód poza dowodem z Twojej niewątpliwej - inteligencji? I co jak Muzeum dostaje dotacje to w Watykanie wystawia mumie papieża w Polsce mumię sołtysa?!


KczK |
2009-12-16 10:23:32 | 188.147.42.93
  normalnie przedszkole


Maciek Froński > Jurod |
2009-12-16 08:31:10 | 83.238.186.122
  OK, ale jeśli przyznasz dotację Operze, to dyrektor Opery wystawi spektakl żony w reżyserii szwagra z córką i jej chłopakiem w rolach głównych. Jeśli zaś wstrzymasz dotację, dyrektor będzie się musiał poważnie zastanowić, czy mu się taki manewr opłaci, i być może jednak będzie zmuszony wystawić coś z Verdiego w reżyserii Warlikowskiego z Josem Curą i Kiri Te Kanawą. To, co postulujesz, może i jest słuszne, ale w polskich warunkach przybiera jakiś karykaturalny wymiar. To dokładnie tak, jak z piłką nożną – warto tak w ogóle wspierać sport i jego rozwój, ale dotowanie PZPN to jednak trochę co innego:-)


Jurod ---> Maciej |
2009-12-15 23:19:10 | 83.4.215.144
  sęk w tym że społeczeństwo nie składa się tylko z wdów i sierot ani tylko z artystów.
Ludzie są różne i subsydiarność instytucji państwa powinna to mądrze brać pod uwagę. Opera z biletów się nie utrzyma ani Muzeum.


Maciek Froński > Jurod |
2009-12-15 15:34:54 | 83.238.186.122
  Debiut mi się nie zwrócił, ale na drugiej książce jestem już do przodu. Tak czy inaczej włożyłem własne pieniądze, nie odjęto wdowom i sierotom, żeby starczyło na dotację dla mnie:-)


Jurod ---> Maciej |
2009-12-15 15:07:12 | 83.4.215.144
  Maciek,
znowu nie masz racji ponieważ gdyby było tak jak mówisz, to podatki mogłyby iść tylko na to co rozumieją i czego potrzebują wszyscy a jako psycholog doskonale wiem że żadni "wszyscy" nie istnieją. Nie wszyscy potrzebują pomocy policji a jednak ją utrzymujemy, nie wszyscy potrzebują pomocy społecznej, szpitala, wysoce skomplikowanych eksperyment ów naukowych, nie wszyscy są beneficjentami transportu miejskiego, kolei, nie wszyscy chodzą do galerii, muzeum ziemi łęczyńskiej, nie wszyscy rozumieją po co istnieje muzeum w Auschwitz - a jednak są utrzymywane z podatków Twoich i moich.
Twoja koncepcja jest wykluczająca a ja wole inkluzję, niech sobie może z dotacji skorzystać i Froński i Sosnowski (Andrzej) czemu nie. Nota bene dobrze ci się sprzedaje Twoja zrozumiała poezja? Wiele ci się sprzedało debiutu? Zwróciły sie Tobie wydawcy nakłady?


Maciek Froński > Jurod |
2009-12-15 14:43:41 | 83.238.186.122
  Radek, moje przekonanie bierze się stąd, że sztuka jest sposobem komunikacji międzyludzkiej, dzielenia się pewnymi emocjami, a tam, gdzie jest komunikacja, jest nadawca, odbiorca i komunikat. Komunikat powinien być dostosowany do odbiorcy (to z kolei Ty powinieneś wiedzieć jako psycholog), a jeśli nie jest, to odpowiada za to nadawca, nie odbiorca. Oczywiście, dopuszczam możliwość, że komunikat jest dostosowany do odbiorcy, tyle że ja nim nie jestem. Albo jest jak list w butelce rzucony w fale oceanu – kto go wyłowi, tego będzie, wiadomo, że nie musi łowić każdy. W porządku, ale w takim razie wara od moich podatków! Niech sobie nadawca sam kupi butelkę i ocean:-)


Jurod ---> Maciej |
2009-12-15 13:34:45 | 83.4.215.144
  Maciek,
nie wiem skąd w Tobie to przekonanie, że MUSISZ rozumieć każdy rodzaj sztuki? We mnie tego przekonania nie ma i nie zakładam, że jeżeli czegoś nie rozumiem, to z założenia jest to złe i nie powinno mieć miejsca. Co więcej uważam że sporo ze sztuki, która uważam za złą powinno istnieć. To są często podglebia nowych projektów, które już lubię. Istnieje pewna ciągłość nawiązań, odwołań i tak jak uważam że fajną koncepcję stworzył Jung a nie lubię Freuda, uznaję, że bez Freuda nie byłoby Junga. Lubię swój telefon komórkowy a faceci i facetki którzy badają całymi latami obyczaje cykad są mi obojętni, ale gdyby nie oni - nie byłoby telefonu komórkowego. Nie zakładam że coś czego nie rozumiem jest do dupy. I tutaj się nie rozumiemy, bo ty zakładasz że istnieje prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że to coś jest do dupy. To jest różnica postaw i wartości. Nie do rozwiązania w dyskusji na argumenty.


Maciek Froński > Jurod |
2009-12-15 13:17:18 | 83.238.186.122
  Radek, wiesz, że jestem skromnym facetem i z reguły wypowiadam się w sposób wyważony, ale zmuszasz mnie, bym się pochwalił, bo bez tego nie mogę kontynuować dyskusji. Otóż uważam się za inteligentnego faceta – skończyłem ciężki kierunek studiów na najlepszym polskim uniwersytecie, znam – lepiej lub gorzej - kilka języków obcych, mam – wydaje mi się przynajmniej, że mam - dość szerokie horyzonty, byłem w Mensie i takie tam jeszcze. Jeśli nie widzę gdzieś sensu, to albo go tam rzeczywiście nie ma, albo został on przede mną jako odbiorcą celowo ukryty lub nie zadbano o to, by był on widoczny (najpewniej dlatego, że artysta miał ambicję być „elitarny”, żeby go koledzy artyści nie wyśmiali – ileż w tym jeśli nie pogardy, to przynajmniej obojętności wobec odbiorcy). Oczywiście każde grono ma prawo uznać się za „elitę” i nic mi do tego, ale dlatego mam się do tego, jako podatnik, dorzucać?

Wyjaśnij mi, proszę, w takim razie jedno: jeśli twórca nie ma mnie w dupie, a ja mimo to nie rozumiem jego dzieła, to jaka jest przyczyna tego, że nie rozumiem? Jeśli, mimo powyższe, jestem za głupi, to kto jest dość mądry?

W naszych dyskusjach Ty z kolei często podnosisz argument, że jeśli coś jest zrozumiałe dla odbiorcy, to jest to niechybnie Doda Elektroda. To jest bardzo nieuczciwie.


Jurod ---> Maciej |
2009-12-15 12:37:48 | 83.4.215.144
  Maciek
nie zgadzam się z Tobą fundamentalnie przede wszystkim w jednej kwestii - zakładasz z góry, że ci twórcy których nie rozumiesz albo rozumiesz ale nie lubisz, mają odbiorce w dupie. Jako prawnik, sam oceń logiczność tego wywodu.


Maciek Froński > Jurod |
2009-12-15 11:25:54 | 83.238.186.122
  Radek, recepta jest jedna: tworzyć – czy to wiersz, czy film, czy inną symfonię – z myślą o potencjalnym odbiorcy. Ja nie mówię: „tworzyć pod publiczkę”, „wyrzec się siebie” czy „zaspokajać najniższe gusta”, ale, kurczę, brać choć trochę pod uwagę faceta czy babkę, który ma dzieło czytać, oglądać czy go słuchać, a sobie człowiek poradzi. A jeśli „wybitny twórca” ma odbiorcę w dupie, nie obchodzi go, co by go interesowało i co jest w stanie odebrać, to niech się nie domaga pieniędzy z jego podatków. To, że państwo dało kasę na lichy film jest argumentem za tym, by nie dawać kasy na liche filmy, a nie za tym, by jeszcze dawać na poezję. Pieniądze z podatków są na drogi, szkoły i szpitale, jeśli coś zostaje, to znaczy, że można obniżyć podatki.

Zresztą popatrz na mnie – nikt do mnie nie dopłaca, nikt mi niczego nie funduje i tworzę świetną poezję. I nawet mnie ostatnio nagradzają!


Jurod ---> Maciej |
2009-12-15 10:25:36 | 83.4.211.248
  Być może to zadziałałoby na rynek dzieł sztuki Tarasiewicza tylko że jednym antybiotykiem (wolnym rynkiem) nie zwalczysz każdej choroby. Innej recepty potrzebują sztuki plastyczne innej literatura a jeszcze innej muzyka czy film, bo każda sztuka ma swoja specyfikę. na przykład za pieniądze jakie państwo kładzie na najlichszy film z PISF-u, przeciętny Busrzta czy Wiśniewski albo nawet - niech tam będzie - Froński, zrobiliby pięć pism literackich: dla poetów zrozumiałych, niezrozumiałych, pierdolniętych, niepierdolniętych i tych którzy się nie mieszczą w żadnej z powyższych klasyfikacji. I jeszcze na kilka serii wydawniczych by zostało.


Maciek Froński |
2009-12-14 08:42:55 | 83.238.186.122
  Radek, wybacz, że nie na temat, ale tak do Twojej informacji fragment wywiadu, którego malarz Leon Tarasewicz udzielił Rzeczpospolitej" (numer z 14-15 listopada 2009 roku):

Tarasewicz: No ale dopóki nie będzie zdrowego systemu wspierania sztuki...

Rzeczpospolita: Przez państwo?

T: Ależ skąd! Państwo musi sobie odpuścić kontrolowanie sztuki i kształtowanie jej rynku.

Rz: Artyści zwykle żądają od Państwa pieniędzy.

T: Państwo nie ma tworzyć administracji zajmującej się sztuką, tylko kreować mechanizm, dzięki któremu to klasa średnia będzie mogła chodzić do galerii i kupować tam obrazy. Sztuka ma trafiać do odbiorcy, a nie jest nim państwo, tylko ludzie.

Rz: Malarze mówią więc: "Dajmy więcej pieniędzy państwowym galeriom, a one kupią więcej obrazów i pokażą ludziom".

T: Bzdura! Przez taki mechanizm pieniądze trafiłyby tylko do uznanych twórców, których lubią i cenią ludzie na państwowych etatach. Tymczasem kołem zamachowym rynku sztuki muszą być małe prywatne galerie. To one ryzykują swoje pieniądze, a za konkurencję mają ludzi z instytucji państwowych, których nikt nie kontroluje i którzy kupują, co chcą, bo nie wydają własnych pieniędzy.

(...)

Rz: Artysta błagający o wolny rynek – to niebywała rzadkość. Uwielbiam pana za to!

T: Tak się dzieje w całym cywilizowanym świecie zachodnim. Ja wiem, że na początku pojawi się mnóstwo kiczu, ale pozwólmy ludziom żyć w kiczu, by z czasem ich gusty się rozwijały, by powstawała wyższa sztuka.

Rz: Może mówi pan, bo panu jest dobrze. A co mają zrobić młodzi ambitni artyści?

T: Ależ oni już teraz żyją z tego, co sprzedadzą w galeriach prywatnych! Kto z nich ma szanse na te stypendia czy na zakupy robione przez państwowe galerie?! Kilka osób.

Rz: Często sztucznie kreowanych.

T: Otóż to.


Jarosław |
2009-12-11 12:20:26 | 83.238.65.226
  Świetne spotkanie i miejsce, szkoda że nie mogę tam być.