jurodiwy-pietruch - komentarze

[strona główna]

[dodaj komentarz]

TRZY RAZY S - NIEBAWEM NA STRONACH BIURA LITERACKIEGO
Niebawem na stronach Biura Lietrackiego rusza dyskusja pod szczytnie brzmiącym hasłem "Byc poetą dzisiaj" o tym co poezja ma robić, żeby trafiać, żeby byc czytaną i czy w rzeczy samej Nike dla Eugeniusza Tkaczyszyna Dyckiego cokolwiek w tej sprawie zmienia. W istocie nic, ale z samego zastanowienia się to i owo wyniknąc może, czego fragment poniżej:

W pierwszych słowach mojego listu pragnę zaznaczyć, że nie bardzo wierzę w literaturę żyjącą z samego prestiżu bycia nagradzaną. Dlatego nagroda NIKE dla Eugeniusza Tkaczyszyna - Dyckiego w moim odczuciu niewiele zmienia w sytuacjipoezji, chociaż pewnie wiele zmienia w recepcji poezji samego Dyckiego i wiele zmienia w życiu samego autora. Zarazem wydaje mi się i nieśmiało to głoszę, że literatura musi być czytana, publikowana, dyskutowana. Tymczasem fakt przyznania znaczącej nagrody oryginalnemu twórcy bardzo często wytrąca go z normalnego obiegu, ustawia poza dyskusją, przesuwa recepcję jego twórczości w stronę słowa objawionego. To niewątpliwie jedne z licznych a nie wyrżniętych resztek etosu poezji o proweniencji romantycznej. Dla autora to może zbawienne, że literaturę może z szafy na różne hobby - gdzie być może literatura sąsiaduje z takimi aktywnościami jak „wędkarstwo”, „sklejanie modeli samolotów z drugiej wojny światowej” przenieść do szufladki – „zajęcia poważne”. Bo praca w języku jest zajęciem poważnym - z całym szacunkiem dla wędkarzy oraz  modelarzy.Niezupełnie też się zgadzam z zawartą w zagajeniu dyskusji insynuacją, że instytucje zajmujące się promowaniem literatury stawiają głównie na prozę. Po pierwsze ileż to tych instytucji jest w Polsce. Po drugie – nawet zakładając, że każdy powiat i gmina jest powołana (no bo teoretycznie jest) do krzewienia i dbania o stan kultury (w tym literatury)  na swoim terenie - ne za bardzo wiem na jakim argumencie, obserwacji, na jakich danych taki sąd miałby się opierać.  Toż jak Polska długa i szeroka konkursy ogłasza się najczęściej dla poetów i poetek. Dla prozaików i prozaiczek konkursy organizuje się rzadko i niechętnie. Być może dlatego, że publiczne wysłuchanie nagrodzonego wiersza to zaledwie kilka chwil mąk wyższego rzędu, podczas gdy opowiadanie potrafi się ciągnąć i czasu nie wystarczy na poczęstunek.  Gdy mówimy o konkursach - mowa  jest jednak  najczęściej o promocjo dla amatorów. A co mają zrobić twórcy po pierwszej niszowej publikacji? Organizowanie  konkursów słuszne jest i zbawienne, ale nie zastępuje czytelnictwa – a to zasię leży jak Polska długa i szeroka. Z drugiej strony w tym poszarpanym świecie poucinanych momentalnych obrazków i fragmentaryzacji opowieści – proza sprzedaje się nieźle, zatem nie zawsze i nie wszędzie potrzebuje wsparcia publicznego. Być może dlatego, że ludzkość potrzebuje podświadomie jakichś opowieści, które coś skleją w całość. To temat na osobną dyskusję. Oczywiście jak w przypadku każdej dziedziny art&entertainment są takie zjawiska które świetnie sobie radzą same i takie które bez hojnego mecenatu – publicznego lub prywatnego - nie dadzą sobie rady a mimo to uznaje się że tez powinny istnieć. Tyle, że kwestia rozeznania co jest czym - to problem w ogóle kultury w tym kraju a nie szczególny przypadek poezji.  Niezależnie od tych wstępnych uwag - pozostaje pytanie-dzwon o to jakich dróg i ścieżek ku odbiorcy ma szukać poezja, jako sztuka relatywnie trudna w odbiorze. Wydaje mi się, że takich sposobów jest kilka, aczkolwiek nie są one wcale nowe.  Na użytek niniejszej wymiany zdań spróbowałem je sformułować w miarę pozytywnie pod postacią trzech „S”. Po pierwsze „S” jak Strzecha. Ne ma lepszej drogi ucierania się poezji z jej odbiorcą jak bezpośrednie spotkania, konfrontacje, rozmowy o niej, z nią i poprzez nią. To tam w odległych opłotkach, na salach bibliotek miejskich i wiejskich – rzekomo niezrozumiała, odległa od życia, hermetyczna poezja przeczytana na głos, ogrzana wartością dodaną – osobą autora, wzbogacona o glossę, ton głosu – może szukać zrozumienia. Gdy odbiorca nader często nie ma jak trafić na poezję, z którą mógłby się (być może) dogadać –poezja powinna jego szukać i podążać za nim, złazić czytelnicze ścieżki, szukać czytelnika pod strzechą. Nie w sensie artystycznym, tutaj dopuszczalne są wzajemne wystawienia się na trudne próby, ale w sensie dosłownym. Poezja, poeci, poetki mają być w ruchu. Zbyt wiele wyrosło wysp wykluczenia z obiegu literackiego na mapie Polski. Żaden obdarzony milionowym budżetem festiwal imienia Kogoś Bardzo Ważnego odbywany w jednym z kilkunastu centrów akademickich w kraju nie zastąpi kilkuset a może i kilku tysięcy spotkań w niewielkich miejscowościach, czasami ledwie kilka kilometrów w bok od szosy głównej a czasem wręcz w miejscach leżących na głównej trasie ale mijanych, przejeżdżanych. Takim działaniem w ostatnich latach był organizowany przez Instytut Książki Festiwal 4 Pory Książki, który pomimo głosów krytycznych – czynił zadość postulatowi ruchliwości i dostępności. Dość wspomnieć, że jego kolejne edycje odbywały się w kilkudziesięciu miastach na raz. Literatura i literaci kilka razy w roku wędrowali po całym kraju a na tych trasach wędrówek równouprawniona była Warszawa z Nową Rudą a Wołów z Krakowem. Ten festiwal wytwarzał miejscowe koalicje na rzecz literatury, pomagał kreować i stabilizować grupy zadaniowe, dawał zapaleńcom możność policzenia się, odkrycia swojego współwystępowania na niewielkiej przestrzeni miasta, miasteczka – do tej pory wydawałoby się skrajnie aliterackiego. Przy czym co ważne – projekt Instytutu Książki wyraźnie premiował miejscowe, oddolne koalicje animatorskie, pozbawiony był cech objazdowego niemego kina, które przyjedzie i pokaże prowincjonałom czym kultura jest. Nic z tego paternalizmu! To lokalni liderzy i organizatorzy określali co chcą zrobić i w jakiej formie a donator po spełnieniu minimalnych wymogów formalnych – zezwalał na dużą dozę swobody w kształtowaniu programu, zgodnie z lokalnymi potrzebami i oczekiwaniami. Pod tym względem ten festiwal wydaje mi się czymś unikalnym i wartym naśladowania, czymś skrajnie innym niż popularne jeszcze do niedawna spędy środowiska czy imprezy od wielkiego dzwonu typu Festiwali Imienia Bardzo Ważnych Osób.

CDN na stronach BL niebawem

2009-11-16 13:28:39

komentarzy: 5

Jurod---Arturo |
2009-12-01 12:56:28 | 83.4.217.250
  A mnie skąd wiedzieć Arturo, prosili żeby napisać, to im wysłałem i nie wiem czy im plik zaginął czy uznali że jednak za cienkie, chociaż wcześniej mówili że dobre, któż zbada ścieżki jakimi wędrują głosy w dyskusjach w Biurze Literackim. A że ja nie jestem biurowiczem portowiczem - no to i wiem tyle ile mi powiedzą coraz młodsze stażystki:)


Arturo |
2009-12-01 11:11:49 | 188.146.207.232
  I co z tym "niebawem"?
Lista dyskutantów już długa, ale Jurodiwego na niej nie widziałem.


Maciek Froński |
2009-11-16 23:23:47 | 89.76.148.151
  "Oczywiście jak w przypadku każdej dziedziny art&entertainment są takie zjawiska które świetnie sobie radzą same i takie które bez hojnego mecenatu – publicznego lub prywatnego - nie dadzą sobie rady a mimo to uznaje się że tez powinny istnieć" - racja, ale nie może też być tak, że skoro się uznaje, że też powinny istnieć, to już się niczego od nich nie wymaga, żadnych celów przed nimi nie stawia. A tak się właśnie często zdarza, w myśl zasady: "jakimi nas, Panie Boże, stworzyłeś, takimi nas masz" :-)


Jarosław |
2009-11-16 23:18:07 | 77.252.168.220
  Proponowałbym rozróżnić literaturę od pisarstwa. Literatura owszem podlega promocji a nawet jej bardzo potrzebuje, ponieważ literatura jest czymś środowiskowym i często instytucjonalnym, a przy tym nastawionym społecznie, to jest na w miarę szybki odzew. Natomiast pisarstwo jest domeną samotności, odludzia, bywa że karmi się szaleństwem, czego literatura - poza marketingowymi skandalami - nie uskutecznia. Według mnie najpierw powinno być pisarstwo, a dopiero na jego glebie wzrastać może literatura.


KczK |
2009-11-16 14:31:59 | 80.53.135.100
  A czemu nie napisałeś nic o slamie?