3-15

Rzadko chodzę do kina. Nie ma do niego zaufania, trochę na podobnej zasadzie jak do PowerPointa. PowerPoint wszystko musi obrócić w równoważnik zdania i podpunkt. Kino musi upchnąć wszystkie wątki opowiadanej historii w półtorej, maksymalnie dwie godziny. Bywają wyjątki, potwierdzające regułę. Pomimo tego raz na jakiś czas jest film, który chce zobaczyć, po prostu po to, żeby przekonać się jak został zrobiony, wymyślony. Takim filmem w roku 2017 była od początku „Dunkierka” Chrisa Nolana. Bardzo się obawiałem, jak zawsze kiedy idę na film wojenny. Pewnie za dużo oczekuję, żądam wiarygodności na każdym poziomie, w ogóle i szczególe, a jednocześnie przecież chciałoby się, żeby film pozostał filmem, żeby miał jakąś fabułę a nie tylko świetne sceny bitewne albo świetne efekty specjalne. Zastanawiałem się jak Chris Nolan pokaże chwalebną ucieczkę, dziewięciodniową (27 maja – 4 czerwca 1940 roku) ewakuację 338.226 otoczonych alianckich żołnierzy. I jak pokaże. Czy znajdzie w filmie jakieś odbicie fakt, że dopiero kiedy ewakuowano do Wielkiej Brytanii większość żołnierzy sił ekspedycyjnych wprowadzono zasadę „jeden Anglik – jeden Francuz”? Bardzo brytyjskie. Mogli przecież w ogóle swoich aliantów nie ewakuować, to także mieli oćwiczone w dziejach. Poniekąd – trochę tak było. Ostatecznie żeby brytyjscy chłopcy mogli się ewakuować głowę nadstawiało do ostatniej chwili 40 tysięcy żołnierzy straży tylnej, złożonej wyłącznie z Francuzów a ściślej dowodzonej przez Francuzów, bo w jej składzie było wielu żołnierzy z pułków kolonialnych – Senegalu, Maroka i podobnych. Oni wszyscy, kiedy odpłynęły ostatnie okręty z ich sojusznikami 5 czerwca poszli do niewoli. I tak siedziałem w sali kinowej, ślipiłem w półgodiznny blok reklam i myślałem. Co w ogóle udało się uchwycić z tego dramatu? Gdzie trzeba było skłamać? Gdzie podstawiono sztafaż i jakiej był jakości? Najbardziej się bałem przypału takiego jak „U571” czy nasza, polska „Tajemnica Westerplatte”, na których obu to filmach rżałem ze śmiechu i niewiele brakowało, aby mnie nie wyproszono z sali.

dunkierka

Sporo tych oczekiwań. A jednak – udało się! „Dunkirk” to jest naprawdę dobry film. Proszę to ważnie przeczytać, bo ja rzadko uważam jakiś film za dobry, a wojenny to już bardzo, bardzo rzadko, w zasadzie nigdy. Film Chrisa Nolana to jest naprawdę pierwsza liga, obok „Das Boot”, obok „Full Metal Jacket”, obok „Hurtlocker”, obok „Jarhead”, obok „Stalingradu” i oczywiście „ Czasu Apokalipsy”. Przede wszystkim bronią filmu jest znakomity pomysł scenariusza, który pozwala w sposób nienachalny z kilku sytuacji jednostkowych zbudować panoramę. Widz wie, że to fragment, ale nikt tego nie musi mówić na głos, a co więcej ta fragmentaryczność wciąga co i rusz i nie pozwala zatrzymać się nad niedociągnięciami. Niewielka ilość dialogów, oszczędność środków wyrazu (nie, nie będzie epickich animacji, komputerowo multiplikowanych samolotów, okrętów, zdjęć kręconych tak, żeby widz towarzyszył kuli wystrzelonej przez snajpera, o nie) – wzmaga tylko napięcie. Wszystko jest we fragmentach, nie ma epiki podanej na tacy. I nie wszystkie fragmenty tej układanki są oczywiste. Sporo zostaje w niedopowiedzeniu. A przy tej oszczędności są znakomicie realizowane zdjęcia, świetnie zrobiony dźwięk (Na przykład w pierwszej scenie odgłos kul walących w drewniany płot albo później dźwięk silnika Spitfire’a). W ogóle znakiem tego filmu wydaje mi się właśnie samoograniczenie. Można było więcej, bardziej osaczająco, chociażby jak w słynnych pierwszych 45 minutach „Szeregowca Ryana”. Ale ze względów artystycznych twórcy filmu tego nie zrobili, wyciągając na plan pierwszy coś szlachetniejszego. Bo ja wiem, może właśnie wiarygodność. I nie ma tutaj taniej moralistyki, owszem, jedni zachowują się szlachetnie, inni mniej, jeszcze inni po prostu chcą przetrwać, ale widać jak niewielkie przesunięcia w ludzkim charakterze, może nastrój chwili sprawiają, że ktoś przesuwa się na linii kontinuum w stronę bohaterstwa i tchórzostwa. Nie mam pojęcia czy to właśnie tak jest, ale wierzę, że może być bardzo podobnie. No i najważniejsze – nie ma prób przekłamania, uproszczenia, gierojady. Wszystko jest osadzone w realiach na tyle na ile jest to możliwe w 90 minutowym filmie. I są to bardzo proste zabiegi. Żeby ludzie mieli świadomość o co chodziło w całej sytuacji na planie ogólnym, brytyjscy żołnierze w pierwszej scenie podnoszą ulotki zrzucane przez Niemców nad Dunkierką, na których jest mapa i wielki napis „jesteście otoczeni, poddawajcie się”. Prosty obraz, wiarygodny (takie ulotki, tyle że czarno-białe rzeczywiście zrzucano). W kolejnej scenie brytyjski żołnierz wypada na umocnienia obsadzone przez Francuzów, pokazuje że jest Anglikiem, Francuzi mówią mu tylko „Bon Voyage” i zostają – wymowne, ktoś musi zostać, żeby ktoś mógł wrócić do domu. Nawet Komandor Bolton na molo ma zaczepienie w prawdziwej postaci Komandora Tennanta, zwanego przez żołnierzy „Dunkirk Joe”a który zrozumiał pierwszego dnia ewakuacji, że port nie wystarczy, że trzeba ściągnąć z Wielkiej Brytanii wszystko co może dopłynąć do plaż, a w ostatni dzień ewakuacji jeszcze chodził po plażach i zbierał osobiście ostatnich niedobitków. Symbolicznie też, jestem pewien że nieprzypadkowo, główni bohaterowie, przez większość czasu nie mają broni, jeden gubi ja na początku filmu, inni w ogóle już jej nie mają. Ich głównym zajęciem jest przetrwanie. Jak mówi jeden z nich w jednej z finałowych scen starszemu człowiekowi wydającemu ocalonym koce ze słowami „Well done” – My tylko przetrwaliśmy („We had only survive”). Bo w wojnie niewiele jest z bohaterstwa. Głównie chodzi o to żeby przetrwać.

3817e3a130dffc4e30ab662a5e78acd2

Są też drobne potknięcia. W ostatniej scenie Komandor Bolton (Tennant) mówi do odpływającego oficera wojsk lądowych, że on jeszcze zostanie, żeby pomóc teraz sojusznikom. Nic takiego nie miało miejsca. Brytyjczycy odpłynęli w nocy z 4 na 5 czerwca i 40 tysięcy francuskich żołnierzy zostało pozostawionych samym sobie. Nikt zresztą nie wiedział ile ich było tak dokładnie. W innej scenie widać współczesną fregatę (z radarem na maszcie) grającą drugowojenny niszczyciel. W innej scenie, widać ten sam okręt tak jakby nie wypłynął jeszcze z Dunkierki i zresztą w nocy zostaje stropedowany. Jeden z ocalonych w jakiejś scenie mówi, że jego okręt zatopił U-boot. No, w czerwcu 1940 nikt nie pchał U-bootów pod Dunkierkę, bo tam nie za bardzo by miały jak się zanurzyć, rejon był pełen mielizn i płycizn,nie mówiąc o tym, że pełen lekkich jednostek, które z łatwością by wytropiły i zatopiły pierwszego U-boota jakiego by zobaczyły. A przy tym Kriegsmarine nie miała jeszcze wtedy tylu U-bootów żeby obstawić nimi zachodnie podejścia wysp brytyjskich, Morze Północne i Dunkierkę. Można też się czepić i tego, że żaden myśliwiec w tamtym czasie nie miałby dość amunicji na to żeby stoczyć na jednym wylocie 4 czy 5 zwycięskich walk powietrznych. Flotylla Łupin Orzecha jak Brytyjczycy nazwali pospolite ruszeni cywilnych jednostek, które ruszyło w sukurs Royal Navy odegrała sporą, ale nie była głowną siłą przewozową przez kanał.

on-this-day-dunkirk-evacuation-begins-136398316371610401-150526171510

W sumie są to jednak drobiazgi, która mają znaczenie i to raczej marginalne dla wyrazu całości dzieła. No tak. Bo Nolanowi wyszło Dzieło.

 dunkirk-movie-preview-01_feature

P.S. Kto byłby ciekaw co było a co nie realistyczne w filmie – poniższy link prawdę powie:


http://www.slate.com/blogs/browbeat/2017/07/20/what_s_fact_and_what_s_fiction_in_dunkirk.html