1.

No dobra, minęły równe dwa lata od wydania wierszy pod tytułem „Abdykacja – wiersze zaangażowane i nie”. Czas na podsumowania i to takie zupełnie przyziemne. Poczyniłem je trochę dlatego, żeby poznać prawdę i liczby a nie sugerować się przeczuciem czy gorąca obserwacją. Na koniec tego okresu jak powiada wydawca – poza egzemplarzami które poumieszczałem w różnych miejscach sprzedaży i upowszechniania, oraz tych, które mam ręku pozostały 133 egzemplarze w ręku wydawcy, więc jakby co – jest rezerwa i to dość potężna. Z tego, co sam zrobiłem wokół książki wychodzi mi niezbicie, że rozdałem znajomym, rodzinie lub na własny rachunek rozesłałem krytykom i redakcjom 104 sztuki, wysyłkowo sprzedałem 7 sztuk, 10 sztuk przeznaczyłem na prezenty do projektu „Psalm do św. Sabiny”, 35 sprzedałem przy spotkaniach autorskich, 35 przez księgarnie internetowe i zwykłe z 86 sztuk jakie tam umieściłem. Zusamen wychodzi mi, że rozeszło się przez moje ręce 267 sztuk, plus minus 3 (bo o czymś mogłem zapomnieć. Większość z tych egzemplarzy dostałem od wydawcy jako nakład autorski, promocyjny a w części jako komis. Wydawca zgodził się przesuwać kolejne terminy rozliczenia tego ostatniego kilka razy i ostatni termin jaki sobie wyznaczyliśmy to 31 grudnia 2015. Pewnie uda mi się z księgarń wycofać z 40-50 sztuk, za resztę zapłacę po cenach autorskich z 50% rabatem. Po odliczeniu tych kosztów, znaczków, kopert, doliczeniu honorariów za 17 spotkań autorskich ale też kosztów tych spotkań ( dojazdy, noclegi, jedzenie etc.) wychodzi mi, że przez te dwa lata wyszedłem jako autor do przodu o jakieś 2000 złotych. Średnia sprzedaż książek przy spotkaniu autorskim – 2 sztuki. To wszystko znacznie więcej niż nic, wystarczająco dużo aby sobie działalność literacką wpisać w życie gdzieś między „hobby” a „praca”.

2.

Pieniądze to oczywiście nie wszystko a przede wszystkim pieniądze związane z samą książką, bo ta książka trochę mnie wypchnęła z dziury i pociągnęła też w inne miejsca, wprawiła w ruch.  Trochę byłem i jestem zdziwiony z powodu zerowego odzewu krytyczno-literackiego na książeczkę. Podejrzewam, że chodzi tutaj o dwie okoliczności – pierwsza jest taka, że wydana została w listopadzie 2013 i to przy końcu więc zanim się dobrze rozkręciły spotkania – była już książką zeszłoroczoną, zgłoszoną, nienominowana i nienagrodzoną a miejsca na omówienia dopraszały się książki nominowane i nagradzane (a było ich niemało i każda warta słów kilka, chociażby i bardziej niż krytycznych). Jakoś to rozumiem. Podobnie jak rozumiem fakt, że czwarta czy piąta książka autora nie budzi takiego skurczu jak debiut. Rozumiem też, że na omówienia literatury jest coraz mniej miejsca i w sieci i w Realu. I rozumiem także, że kiedy książka ma dwa wyraziste blurby – to one wielu dziennikarzom, organizatorom, czytelnikom, po prostu wystarczają za sygnał tego, co mogą znaleźć w środku i paradoksalnie, kanalizować odbiór. Nieodmiennie pierwsze z czego książka musiała się spowiadać to ewentualna zawartość zaangażowania i jego kierunek w tomiku, podczas gdy, według mojej własnej oceny, zaangażowanie wymieniało się równie często w tych wierszach na „nie”, rekwizytornia stawała się tylko przykrywką dla wystukania prostym alfabetem zupełnie innych rzeczy, innych spraw. Ale cóż, sam sobie bądź winny autorze dyndało skoroś tak skomponował książkę, że te inne sprawy i rzeczy skutecznie w odbiorze czytelników, słuchaczy, prowadzących – zasłoniłeś?

3.

Niezależnie od tego milczenia krytyczno-literackiego, udało mi się być i spotkać z wieloma ludźmi, osobami. Czasami na chwilę po spotkaniu autorskim, przy okazji udziału w festiwalu, konfrontacjach, imprezie. Chyba te rozmowy, to, co działo się niejako na marginesie książki, do czego książka stawała się jedynie pretekstem było ciekawe, mam nadzieję, że owocujące jakoś w przyszłości. Za to zupełnie przez przypadek, niejako mimochodem powołałem jednoosobowy zespół do spraw własnych tekstów czytania i pomimo zamknięcia cyklu życia „Abdykacji” wierzę, że One Man Riot Rangzen Band w różnych odsłonach pojawi się jeszcze nie raz. Może nawet nie jako One Man Band ale po prostu Rangzen Riot Band?

4.

W związku z tym, że w roku 2016 przez zupełnie dziwny zbieg okoliczności mogą się ukazać nawet trzy nowe tytuły – zamykam historię „Abdykacji”. Co było to było. Książka oczywiście pozostaje nadal dostępna u mnie i wydawcy i pewnie czas jakiś (niedługi) w dystrybucji internetowej. Za wszystko serdeczne dzięki, spasiba, danke, thank you, gracia, i tak dalej.