Nigdy nie udało się w Gruzji żeby w knajpie, restauracji, barze kelner, barman zapamiętał wszystko o co się go poprosiło, nawet jeżeli przy okazji zapisywał wszystko co się do niego mówiło. M. nawet zatrzymywała mnie w pół zdania, poczekaj, niech zapisze, mówiła i patrzyła czy kelner, barman już skończył pisać. Zawsze zdarzyło się, że był sok zamiast wody albo zamiast odżahuri z ziemniakami same ziemniaki albo zamiast jednej wody – trzy albo zamiast mięsa ryba. Rekordem była kafejka w Kazbegi gdzie poprosiliśmy o piwo, zupę dla mnie oraz gorącą czekoladę dla dziewczynki. Trzy artykuły, sześć słów z menu. Pani wszystko zapisała, uśmiechnęła się i zapomniała o czekoladzie.

Już pierwszego wieczora w Kutaisi, gdy wracaliśmy ze spaceru skusiły nas dźwięki jakiegoś rockowego ,amatorskiego bandu. Wyglądało na to, że grają z platformy samochodowej a grali całkiem nieźle. Podeszliśmy bliżej – rzeczywiście grali, ludność się gibała, a cała platforma w reklamach firmy zakładów sportowych. Zakłady Totalizatora Sportowego, to coś, co jakby mało się kojarzy z manifestem rockowego buntu i niezależności. Potem takich platform w Batumi i Tibilisi widzieliśmy jeszcze kilka. I obok posterunków policji i banków – właśnie siedziby i filie firm bukmacherskich były najbardziej widoczne, reprezentacyjne i kolorowe. Ale jeżeli takie firmy mają się dobrze i równe są bankom, to znaczy, że wielu ludzi upatruje swojego szczęścia w losowaniu, a nie np. w swojej pracy, umiejętności, kompetencji, kreatywności. To czy tak naprawdę może być dobrze?

Kiedy wyszliśmy na całodniowy spacer do lodowca Czaladi okazało się, że mamy tylko jedną butelkę wody. Nic to, powiedziałem, dwa kilometry za Mesti jest lotnisko, maleńkie i nowiutkie, ach prawie takie skromne jak w Rurrenabanque, tylko ładniejsze. Pewnie jest bufet, zajdę tam coś do picia. Istotnie był bufet. Kiedy wyszedłem M. zapytała:

- No i gdzie ta woda?

- Nie ma

- To sok jakiś

- Nic nie ma

- A to bufetu nie ma?

- Bufet jest, jest obsługa, taka Pani, jest lodówka, jest stojak na gumy do żucia i jest Pani cała w pracy, siedzi obok zlewu, na którym stoi butelka płynu do zmywania naczyń, pytałem co ma a ona odpowiedziała tylko „U nas siewodnia niciewo”. Pytałem o wodę, sok, kolę – ale odpowiedziała mi jeszcze raz i przekonująco pokazała na swoje stanowisko pracy, na którym nie było nic, oprócz tej butelki płynu do mycia naczyń, których nie ma.

Freski gruzińskich kościołów prawie nie istnieją. Musiały być piękne, ale najazdy wszystkich armii świata i trzęsienia ziemi robiły swoje. Do tego wandale współcześni i – co widać po wyrytych datach – także dziewiętnastowieczni (dominuje grażdanka, daty powyżej roku 1860, blizny są głębokie, nie do załatania, ale to nie rusyfikacja, to zwykły wandalizm i prostactwo, które nie ma narodowości i jest wieczne). To, co zostaje to zarysy, bryły, szlachetne, naturalne proporcje, dyktowane tektonicznym regionem i możliwościami oraz wytrzymałością naturalnych budulców. Metaforyczne skojarzenia jak najbardziej na miejscu. Freski da się odmalować, jeżeli jest na czym. Pustka, surowość nowych i starych gruzińskich zborów – wynikająca z tego że jeszcze nie udało się nic namalować, albo z tego co było już nic nie zostało – ewokuje wolę i zdolność przetrwania, nadzieje odrodzenia, teraz i znów i zawsze. Paka morda wydierżyt, paka sobor stajat.

Wieczór po powrocie z Uszguli w knajpie „Leila” i swaneckie śpiewy w wykonaniu niezidentyfikowanego chóru młodych Swanów. Jest jakaś wspólność w muzykalności ludów gór. Podawanie długiej nuty głosem niskim, przeciągłym. Tak, jakby trzeba było dać czas dźwiękowi by się uformował w głębokiej dolinie i poszedł pod górę, przez przełęcze. Rodzaj dostojeństwa zaśpiewu odpowiedniego masywności gór. Nie ma mowy o żadnej cepeliadzie, rytmicznym przytupie, zrywaniu brzmienia, umpa umpa. Głos ma się nieść, formować wysokie słupy powietrza tak, aby można było się usłyszeć, aby można było mieć pewność, że tam skąd płynie jest śpiew, spokojny i podniosły, są ludzie, jest życie, schronienie i bezpieczeństwo.

A jak tam w tej Rosji zapytali bracia Izraelici Mojżesza gdy wrócił po wakacjach. On im na to, że to dziwny kraj, ta Rosja, bo tam rocznicę Rewolucji Październikowej obchodzą w listopadzie. Ty nie mów nam o tym, że oni w tej Rosji obchodzą rocznicę Rewolucji Październikowej w listopadzie, tylko ty mów jak z resztą Mojsze, napominali bracia Mojżesza. A Mojsze odparł – no, a z resztą – tak samo!