Nad wodospadami nie było nigdy żadnej misji – tak mówi przewodnik po ruinach misji San Ignacio Mini gdy z góry leje się tropikalny deszcz i wszystko jest mokre, rozemglone, niewyraźne. Czytana nieco później książka dopowiada resztę tej historii. Misje przenoszono od XVII wieku pod wodospady Iguazu a nie nad, bowiem te progi wodne dawały pewność, że nie dojdzie do nagłego ataku ze strony portugalskich bandeiros, którzy zamiast ganiać za niewolnikami po dżungli, woleli napadac na misje, gdzie w jednym miejscu mogli złapać od dwóch nawet do siedmiu-ośmiu tysięcy przyszłych niewolników. Film „Misja” zdaje się zatem opowiadać miejscami bzdurki, co jeszcze nie jest niczym strasznym bowiem dba przynjamniej o osadzenie ich w prawdziwym kontekście historycznym. Co jest w takim razie prawdą, skoro wiadomo już, że powyżej wodospadów Iguazu, dwa razy większych niż wodospady Niagary, nie było misji? Przede wszystkim prawdą jest, że na swoistej ziemi bezpańskiej na pograniczu hiszpańskich i portugalskich kolonii przez ponad sto lat trwała niewypowiedziana wojna o przebieg granic w rejonie dorzecza Rio de La Plata oraz rzek Paragwaj, Urugwaj i Parana w której obie strony – korona portugalska i hiszpańska posługiwały się innymi środkami. Tak jak zresztą miały jednak różne pomysły na realizcję snu o potędze kolonialnej. Korona portugalska nastawiona była na szybki zysk, gospodarke rabunkową podczas gdy administracyjnie i cywilizacyjnie Hiszpania była nastawiona na bardziej dalekowzroczną politykę inkulturacji tego, co zostało z indiańskich społeczności Ameryki sprzed kolumba. W tym sporze granicznym Portugalia postawiła na wykorzystanie działalności łupieżców, handlarzy niewolników i zabijaków formowanych w chorągwie, jak dawne polskie chorągwie magnackie. Nazywani byli od tych chorągwi – bandeiros, albo też od miasta skąd wyruszali najczęściej na wyprawy – czyli Sao Paulo – paulistas. Korona hiszpańska z kolei zezwoliła w rejonie La Platy, Parany, Pargwaju i Urugwaju na swoisty eksperyment społeczny jakim były Jezuickie redukcje, osady indiańsko chrześcijańskie, które w czasach najwiekszego rozkwitu liczyły grubo ponad dwieście tysięcy mieszkańców, prowadziły handel, posiadały własny samorząd a także własną milicję dla obrony przed napdami i rejzami bandeiros. Dla porównania wystarczy powiedzieć że cały pozostały obszar dzisiejszej Argentyny zamieszkiwało wówczas dwadzieścia pięć tysięcy Hiszpanów. Niestety, siła jezuicko-guarańskiego eksperymentu społeczno-teologicznego stała się także zaczynem jego upadku, bowiem powodzenie redukcji kuło w oczy zarówno hiszpańskich jak i portugalskich osadników, a warto powiedzieć, że Guarani w misjach byli wyłączeni spod wszelkiej jurysydykcji świeckiej korony hiszpańskiej. To drażniło antyjezuickie lobby w dworach europejskich, co doprowadziło w końcu w II połowie XVIII wieku do likwidacji najpierw kilku misji po stronie portugalskiej, potem wygnaniu zakonu z jego posiadłości w Paragwaju i wreszcie kasatą całego zakonu w roku 1772. Film opowiada o zdarzeniach jakie były wynikiem Traktatu Madryckiego, który miał zakończyć rywalizację portugalsko-hiszpańską w roku 1750. W jego ramach Portugalia miała się zrzec Colonia do Sacramento, miasta założonego naprzeciwko Buenos Aires, którego bogactwem było uprawianie kontrabandy naruszającej monopol kolonialny Hiszpanii w handlu z jej koloniami, w ramach którego wszytskie towary do metropolii miały być wysyłane przez … Peru. Z drugiej strony Hiszpania miała oddać bez walki rejon w którym znajodwało się 7 dobrze prosperujących misji, w praktyce wielotysięcznych miast, liczebnościa przewyższających ówczesne Buenos Aires. Wydaje się, że Król Hiszpanii nie do końca wiedział co na co wymienia, mając w oczach obraz raczej tego co się zazwyczaj, także i dzisiaj kojarzy z wioską misyjną niż realny obraz tego jak wyglądały redukcje jezuickie w Paragwaju. Na tym tle doszło do wojny obronnej 7 misji, z których nie chcieli odejść Indianie Guarani, którzy tak po prawdzie nie mieli gdzie ani jak odejść. W tej wojnie jak nigdy zjednoczyły się armie hiszpańska i portugalska, bowiem obu monarchiom zależało naonczas po pierwsze na pokoju, po drugie na ukróceniu powodzenia Jezuitów. Do opisanych w filmie scen walki rzeczywiście dochodziło i rzeczywiście miała miejsce wizytacja w misjach z strony władz zakonu, która poprzedzała masakre Indian Guarani i rzeczywiście byli Jezuici, którzy decydowali się na towarzyszenie swoim neofitom i naprawdę wielu z nich było dawnymi wojskowymi. W związku z zagrożeniem ze strony Portugalczyków poszczególnym misjom przydzielano nawet braci odpowiedzialnych za szkolenie i wyposażenie milicji indiańskich. Ci jednak częściej się zdarzali na wstępnym etapie wojen guarańskich, w XVIII wieku wobec napiętej sytuacji wokół Towarzystwa Jezusowego bracia ściśle pilnowali aby nie być posądzonymi o wspieranie rebelii, szczególnie w czasie wojny 7 misji, co mogło mieć fatalne skutki dla całej organizacji Jezuitów. A zatem nie było misji nad wodospadami. Guarani po likwidacji redukcji nie wrócili już do puszczy, przynajmniej nie w swojej masie, bowiem od wielu pokoleń żyli w redukcjach, często w monogamicznych rodzinach, uprawiali ziemię, nawykli do quasi-miejskich warunków, higieny i pracy, nader często umieli czytać i pisać. Za to nie potrafili już żyć w puszczy nad La Platą. Misji i ich infrastruktury – pół, szkół, domów, kościołów nikt nie wykorzystał później. Nawet jako składy mebli czy kina.