Archiwum dla Sierpień, 2012

SYFON ANTE PORTAS. ZAPROSZENIE

SYFON 2012
WOLNE ŻARTY, SZYBKIE WIERSZE

1 wrzesień 2012, sobota
godzina 17:00, kawiarnia „Ambrozja” – „Trzech pasażerów Nostromo – czy Sience Fiction to literackie getto?” – spotkanie dyskusyjne Michał Ctenarowski, Adam Bobreski, Krystian Ławreniuk.
godzina 19:00, NOK „Herbaciarnia” –Spotkanie wokół „Części pomarańczy” – antologii nowej poezji ukraińskiej z Anetą Kamińską prowadzenie
godzina 20:00 – koncert elektroniczno-liryczny „Ho ho i czar!”

7 września 2012, piątek
godzina 18:00, NOK „Herbaciarnia” – „Polska literatura na EURO – czy polska literatura ma coś do powiedzenia Europie, światu, historii?” – spotkanie dyskusyjne z udziałem: Karola Maliszewskiego i Ryszarda Chłopka prowadzenie: Adam Boberski, Krystian Ławreniuk, Radosław Wiśniewski
godzina 20:00 – koncert zespołu Happy Bones Kamili Janiak

8 września 2012, sobota
godzina 12:00, plac Solidarności – Poeci dla Tybetu – happening wierszy Jacka Mączki i grafitti Anny Juchnowicz z towarzyszeniem muzyki

godzina 14:00, Miejska Biblioteka Publiczna w Brzegu, czytelnia – warsztat krytyki literackiej z Bartłomiejem Suwińskim

godzina 19:00, BCK, Mała Scena -  Noc Syfonów –
Wieczór laureatów XXI Konkursu o laur Stowarzyszenia Żywych Poetów,
Rozstrzygnięcie IV Konkursu o Syfon Scherffera,
II Brzeski Slam o Złoty Syfon Publiczności,
koncert formacji The Stone braci Wróblewskich

Organizator:
Stowarzyszenie Żywych Poetów

Współorganizatorzy:
Miejska Biblioteka Publiczna
Fundacja „Rozwój”
Brzeskie Centrum Kultury
Niezależny Ośrodek Kultury „Herbaciarnia”

mecenasi i wspierający:
Starostwo Powiatowe w Brzegu
Urząd Miasta i Burmistrz Miasta Brzeg
Urząd Marszałkowski Województwa Opolskiego

Patronat
Pismo literackie „Red.”

na wszytskie imprezy wstęp wolny

w II Szlamie Poetyckim, który poprowadzi Dawid Koteja do wygrania oprócz koperty z zawartością pieniężną także Tablet ufundowany przez Starostę Powiatu Brzeskiego!

MEMY Z ŻYCIA LITERACKICH SFER

STOS MEMÓW I ZABOBONÓW LITERATURY POLSKIEJ

„[...]Stanowczo za daleko poszliśmy w uprzejmości względem zabobonnych mędrków. Wypada raz wreszcie z tym skończyć, odróżnić hipotezę naukową od widzimisię demagoga, naukę od fantazji, uczciwy wysiłek filozoficzny od pustej gadaniny. A to tym bardziej, że owa gadanina miewa, niestety, tragiczne skutki [...]”[J.M. Bocheński OP, „Sto zabobonów”] 

MEM SZÓSTY – KTÓRY MÓWI O TYM JAK DOBRY CZARDZIEJ INTERNET MIAŁ WYPROWADZIĆ LUD POETYCKI W SZEROKIE PRZESTRZENI A WYPROWADZIŁ W POLE
 

1. W każdej dziedzinie ludzkiej aktywności roją się takie sądy, które można uznać za zabobonne. Uprawomocnione pozostają jedynie czasem trwania, częstością powtarzania a także ilością narosłych wokół nich drugo i trzeciorzędnych interpretacji. Ich trwanie jest tym silniejsze im bardziej oczywistych i ogólnych zjawisk zdają się dotyczyć. Nie inaczej wydaje się być w szerokim polu otaczającym ostrokół literatury, szczególnie tej nowej literatury, szukającej sobie miejsca, wyrugowywanej i powracającej co chwila na upatrzone pozycje. Hasa sobie tam i wokół zupełnie swobodnie wiele memów, co to jedne mają różki i brykają a znowu inne – pełzają, jako wąż podstępny czy wreszcie szepczą kłamstwa, roztaczają iluzje jak wytrawni kłamcy.  Memy trwają prawem samolubności w potocznej świadomości, która bywa legitymizowana przez głosy akademickie jak mentalne odpowiedniki pustych genów, których jedyną rolą jest to, że się replikują. Memy trwają z wypowiedzi na wypowiedź, nie niosąc za sobą żadnej informacji, nie zbliżając ani na krok do opisywanych zjawisk za to pochłaniają masę energii imitując komunikację i przekaz informacji. Są pozorem informacji.

Pośród wielu fałszywych memów, które obsiadły współczesną polską literaturę, są i takie, które mają postać strupieszałego ukwiału, strupa, skorupki, która nasiąkła za młodu i na starość też nasiąka, chociaż martwa i nie dyga. Ich moc deformująca jest mniejsza niż, tych, które pozostają wciąż żywe i kąsają – jak mem mniemanej kariery literackiej czy bezbrzeżnej kałuży piśmiennictwa literackiego – ale nadal ją posiadają. Trochę jak trwałe zanieczyszczenie obiektywu lub przebyty trądzik młodzieńczy. Niby już nie ma choroby, ale ślad pozostaje. Takim właśnie zabobonem, zbiorem nieprawdziwych i złudnych poglądów, co gorsza poglądów wzniecających i podtrzymujących nadzieję na lepsze jutro, jest mem dobrego czarodzieja z internetu. Wiąże się on z tym, że w ogóle po internecie i technologiach IT obiecywano sobie swego czasu bardzo wiele i wietrzono rewolucję, która obejmie wszystkie dziedziny życia w tym literaturę i jej istnienie w świecie. Przy czym uściślijmy – zmiany rzeczywiście zaszły, nie ma co tego dyskutować – nie takie jednak jakie obiecywano sobie dziesięć czy piętnaście lat temu. Literatura, a szczególnie poezja miała się stać lepiej dostępna, miała mieć większe możliwości wyjścia do czytelnika, odbiorcy, odnalezienia się w role playing game, gdzie role miały się zmieniać. Internet miał być koniec getta poezji i literatury. Domniemanie, które okazywało się w skali ogólnej wątpliwe, w skali szczególnej bywało wręcz zabójczo mylne.

CDN.
wstęp do wiekszego tekstu złożonego dod ruku w redakcji czasopisma „Bliza”

KANIUKUŁA. ZAPOWIEDZIANE OSTATKI

Już niebawem nowy numer „Red.”-a, sygnowany jako „Ostatni”. W tymże numerze ostatniego wywiadu jako redaktor naczelny pisma literackiego „Red.” Radosław Wiśniewski udzielił sam sobie. W numerze 15 przedstawiamy ów ekskluzywny materiał niemal w całości. Ewentualne skróty pochodzą od redakcji. Tutaj, na blogu przedstawiam jedynie fragment.

RW: No i co, nie udało się Panie Red.?
WR: Zaraz, zaraz, jak to się nie udało?
RW: No, to że rozmawiamy jest najlepszym dowodem, że się nie udało, przecież pretekstem naszej rozmowy jest to, że przygotowywany jest ostatni numer pisma literackiego „Red.”…
WR: Owszem, ale to nie znaczy że się coś dramatycznie nie udało, że to jakaś klęska. Myślę nawet, że ten numer ostatni może być dość zabawny i atrakcyjny. Niemal radosny. A wracając do zagajenia -  nie ma na tym świecie rzeczy wiecznych i niezniszczalnych. Uważam, że często o tym co trwa, chociaż nie ma racji bytu, można mówić, że jest nieudane niż o tym, co tracąc swoją rację bytu, pokornie schodzi ze sceny. Popatrz na tę scenę pism literackich, kulturalnych, społeczno-kulturalnych. Podstawową formą ich istnienia jest pół-istnienie a w ramach niego wyróżniamy kilka typów pół-istnienia, na przykład – istnienie mniemane, hibernacja, obkurczenie metafizyczne, czkawka dotacyjna.  Kiedy zabieraliśmy się za robienie pisma – a był to rok 2005, nie chcieliśmy wpaść w jedną z tych kolein. Stwierdziliśmy, że to właśnie nam grozi, w zasadzie już się w tę strefę cienia, między światłością a mrokiem osunęliśmy, bo numer poprzedzający numer ostatni ukazał się w kwietniu 2011 roku i w sprzedaży był do późnego lata roku 2011 a zatem przerwa w momencie kolejnego numeru „Red.”-a wyniesie ponad rok. Domykamy figurę, dopisujemy kropkę na końcu rozdziału.
RW: To już nieodwołalnie podjęta decyzja, koniec?
WR: No może wydarzyć się cud, bo on zawsze może się wydarzyć. Ale poprzedni rok był bardzo słaby, fizycznie do czytelników trafiły ledwie dwa numery, jeden na przełomie roku 2010 i 2011 drugi wiosną-latem 2011 a potem długa i zła jesień, dziwna zima. Teraz jest szansa wydać numer to wydajemy, ale naprawdę bliżej nam do odejścia. Stąd też układ tego numeru – wydajemy wszystko co z różnych względów nie mieściło się w pozostałych numerów. Dużo fajnej prozy, fajnej poezji, trochę szkiców, recenzji a na dokładkę moim zdaniem dwa mocne debiuty – Jarka Mosera i Janusza Radwańskiego obaj są laureatami konkursu o Złoty Syfon Scherffera na zbór wierszy. Nie wiem kiedy i czy w ogóle ukaże się kolejny numer. A wiesz, mnie ani nikomu z redaktorów nikt za tę robotę nie płaci, więc nie wiem czy komuś się będzie chciało wskrzeszać tytuł za pół roku jak pojawią się być może kolejne pieniądze. Nie wiem czy będzie energia między ludźmi. A nawet jeżeli taki numer się pojawi, to prawdopodobnie to nie będzie już ten sam „Red.”, którym „red.” miał być. Zresztą takiego „Red.”-a nigdy nie było. Takiego jakim miał być.
RW: No to jednak nie udało się Panie „Red.”, nie tak to miało wyglądać chyba u początków?

WR: W stosunku do zamierzeń chyba się niewiele rzeczy udaje na tym świecie. No dobra, w pewnym sensie się nie udało o tyle, że zamiary były ambitniejsze i szersze. Chcieliśmy robić pismo które zarazem byłoby dostępne i ambitne, do dostania w miasteczku, wiosce (przynajmniej potencjalnie), do przejrzenia w Internecie i jeszcze było nośnikiem książek poetyckich łamiąc mury getta wokół nowej poezji. Ówczesny zespół redakcyjny wierzył skrycie, że jest gdzieś czytelnik, który by może chciał wiedzieć co się w literaturze dzieje, jakie rzeczy o lepsze miejsca dla siebie walczą, ale został od tego obiegu odcięty i nawet jakby chciał to nie ma jak. Internet to gęstwina, obieg czasopiśmienniczy zatrzasnął się w salonach „Empik” i kuniec. Świat nie widział, historia nie słyszała. Tam, do tego człowieka chcieliśmy dotrzeć i chyba nam się nie udało, ale nie wiemy do końca dlaczego.

Pełna wersja wywiadu tylko w „Red.” nr 15!