Zawsze, kiedy łamie się porządek rzeczy lub nie ma jeszcze nowego kosmosu – powstają obszary nieciągłości, próżni, wypełniane przez zjawiska przypadkowe lub typowe, ale prawem przypadku rozrosłe do kolosalnych rozmiarów. Gdyby nie słabość metropolii hiszpańskiej i słabość nowych mocarstw kolonialnych pewnie nigdy nie powstał fenomen wolnego piractwa na Karaibach ze złożonym systemem bractw wybrzeża, który podtrzymywał istnienie braci pirackiej na morzu. Tylko w szerokiej szarej strefie, wolnej od nacisków mocarstw możliwy był fenomen tych wolnych udzielnych i anarchistycznych republik. Jak wiadomo Piractwo wyginęło na fali wzrostu sił potęg kolonialnych i powolnego wypełniania pustych przestrzeni na mapach ich strefami wpływów. W nowym świecie nie było już miejsca na piractwo. Podobnym co do zasady momentem dziejowym, był upadek Rosji Romanowów, rozłożony w czasie na kilka lat czas kiedy sojusze zmieniały się jak w kalejdoskopie, sojusznicy zmieniali ideologiczne fronty a upadła władza nie została zastąpiona na nową. Do rozległości czasowej należałoby dołożyć  rozległość przestrzenną. W tych realiach dopiero, mógł się pojawić fenomen Nestora Machno, o którym swój historyczny reportaż pod tytułem „Pirat stepowy” Stanisław Łubieński. Ba’tko, jak go nazywali ukraińscy chłopi, wypuszczony w 1918 roku z więzienia carskiego, gdzie odsiadywał wyrok za napady z bronią w ręku w czasie dogasającej rewolucji  1905 roku – w ciągu kilku miesięcy potrafił zdobyć mir bohatera ludowego, swoistego ukraińskiego Robin Hooda początku wieku. Na fali popularności stworzył wielotysięczną armię chłopów i dezerterów ze wszystkich armii walczących w stepach Rosji. Szła za nim sława tego, kto nie jest po żadnej ze stron, a jedynie po stronie biednych. Raz bił czerwonych, raz białych, a raz nie bił nikogo i rozsyłał armię do domów, kiedy była zmęczona. W stepie pozostawał nieuchwytny, za to doskonale orientował się w ruchach przeciwników i przez trzy lata od końca 1918 do połowy 1921 roku na wschodniej i centralnej Ukrainie wszyscy musieli się z nim liczyć. Niepozorny z wyglądu, z upodobaniem do forteli, przebieranek – do dzisiaj stanowi legendę ruchu anarchistycznego będąc przywódcą chyba najbliższym do stworzenia realnego anarchistycznego społecznego eksperymentu. Jednak to, co było atutem stepowych piratów walczących pod czarnymi sztandarami anarchizmu, stało się ich zgubą. Niechęć do opowiadania się po żadnej ze stron, niechęć do tworzenia ściślejszych struktur władzy, i  ochotniczy, partyzancki charakter sił zbrojnych, które wyposażały się w to, co zdobyły na wrogu  – po upływie dłuższego czasu stało się zaczynem zguby tego ruchu. Z opowieści Stanisława Łubieńskiego wyłania się obraz rewolucjonistów, których zgubił brak odczytania w czas oznak, że szara strefa, okno międzyczasu w którym może istnieć ochotnicza, samorządna armia chłopska, która z nikim nie trzyma sojuszu – mija. Czy bezpowrotnie? Ostatni obrazek ze współczesnej Ukrainy jaki pokazuje autor tego historycznego reportażu – dogasający MachnoFest we współczesnym Hulajpolu, miejscu urodzin Nestora Machno – każe wierzyć,  że tak,  że bezpowrotnie. Ale kto wie, może to i lepiej. 
(Stanisław Łubieński, „Pirat Stepowy”, Wydawnictwo „Czarne”, Wołowiec 2012)