Archiwum dla Grudzień, 2011

SEN 13605

A zatem to jest tak, że nie wiedzieć dlaczego, słyszę dziecko, które zza zasłony snu mówi głośno i ze złością, że coś jest niedobre a ja w jasny dzień wkraczam w słoneczne podwoje empiku i nagle widzę na półce, och to nie do wiary biało wydrukowany z klejonym grzbietem 48 numer czasopisma literackiego „Portret”. To przecież niemożliwe jest zupełnie, bo „Portret” jako jedno z niewielu pism literackich pożegnał się ze swoją publicznością z klasą wydając ostatni numer, zatytułowany jako „ostatni” a tutaj nagle zmartwychwstanie? I to jakie, okładka biała, druk na niej jakby z Staromiejskiego Domu Kultury i „Wakatu” zdarty, i to już 48 numer. A skąd on się wziął, to jasne odwracam pismo na IV stronę okładki a tam w pozach młodych księżycowych czarodziejek uproszczone do komiksowych zarysów trzy mocne kobiety polskiej literatury – Agnieszka Wolny Hamkało, Marta Mizuro i Joanna Lech. Wszystkie trzy stoją z zaciśniętymi pięściami, opuszczonymi rękami. Środkiem, skosem wielkie, bezszeryfowe, masywne czcionki „Jak nie MY to KTO?”. No właśnie? Kto?

SEN 13544

Ona pali papierosa w moim pokoju! Ona, która po pierwsze nigdy nie paliła a poza tym wszystkich, nawet najbliższych wywalała do kuchni a potem nawet z kuchni z papierosem a teraz śmie w tej czerwonej sukience, mocnym makijażu, krwawej szmince kopcić jakiegoś „Marlboro”?! I żeby to jeszcze się zaciągała, ale nie, po prostu kopci, nabiera do ust i wypuszcza ten tłusty, niedobry, ciężki dym w pokój, mój pokój, albo już nie taki mój pokój. Wynocha mówię, pokazuję jej drzwi i sam wychodzę na miasto, to Brzeg, to pewne że to Brzeg. Idę długą w stronę Centrum Kultury, na Plac Polonii Amerykańskiej, widzę, że  na rogu długiej i mlecznej nie ma kamienicy. Ściśnięte rusztowania trzymają fasadę, ale w środku pozapadane wszystkie stropy, jedno kłębowisko cegieł. Po co ta demolka? Widzę że takich ściśniętych rusztowaniami kamienic jest więcej, średnio co druga, co trzecia tak wygląda wzdłuż prawej strony ulicy Długiej. Wśród nich jakiś betonowy szkielet wieżowca – zaraz będą wyburzać – mówi ktoś z boku, dlatego tak ściskają rusztowaniami, żeby sypało się do środka. I nagle ten dziwny betonowy wieżowiec zaczyna się składać pionowo, jak WTC 11 września, ale w połowie swojej wysokości coś się nie udało i budynek zaczyna się chylić w lewo, na dachy sąsiednich kamienic. Nie , no widać, że to bez ofiar się nie obejdzie. Zaczynają się kolejne wyburzenia, ale zamiast spokojnie robi się masa huku, wokół zaczynają latać kawałki gruzu, odłamki cegieł. Widzę jak spory blok muru uderza radiowóz jadący Długą, ludzie uciekają w różnych kierunkach ale głownie, nie wiedzieć czemu wzdłuż walących się murów a nie aby dalej od nich. I wtedy widzę tego człowieka na pomoście, który w przyspieszonym tempie jedzie w dół, wzdłuż walącej się ściany. Przez chwilę wydaje się że da radę, ale potem pomost się gnie i następuje jeszcze większa eksplozja, latające odłamki gruzu, brunatny kurz, uciekam w zaułek za kościołem św. Mikołaja, mam nadzieję, że jego wysoka bryła mnie uchroni.