Archiwum dla Listopad, 2011

SEN 13530. NAD PRZEPAŚCIĄ.

 Zatem góry, nie wiem skąd wiem, że to Bułgaria, że to Bałkany. Góry a w górach zamek, ściana, gzymsy z trawy wzmacniane od wewnątrz klockami lego. No ładnie, trzeba tylko iść po tym gzymsie wokół szczytu, nie patrzeć w dół, dobrze, że tu nie ma żadnego dziecka, jakby je przeprowadził, kiedy musze obiema rękami asekurować samego siebie. A jakie dziecko by utrzymało się na wąskim gzymsie pod nogi musząc chwytać się tego co jest na wierzchu tego wzniesienia. Czy to szczyt góry, czy może raczej korona fortecy? Chyba raczej forteca, wielka forteca, którą trawersujemy naokoło korony fortyfikacji (już my, od kiedy my). W którymś momencie kończy się trawiasta półka, zaczyna się skalna, o połowę węższa niż dotychczasowa, góra na której opieram ręce zaczyna się rozłazić, dół ledwo mnie trzyma, ale myślę twardo, nie patrzyć w dół, skupiać się na chwytach, podchwytach, łapać się tego co da się łapać, nie myśleć ile jeszcze przede mną, przed nami, krok po kroku, chwyt po chwycie, nie ma innej drogi, po prostu nie ma, tylko ta półka nad przepaścią.

SEN POMIĘDZY

Idziemy szlakiem przez lodowiec, po zboczu wielkiej góry, wielkiej białej góry jak Cerro Illimani. Z boku mówia oberwała się lawina seraków i przechodząc po jęzorze zerwała jego fragment odsłaniając katedrę, kościół, duża budowle jakby wyjętą sprzed kilkuset lat, rejon powstania Włochy, Francja, może Hiszpania, jasny kamień, przypory, zdobienia, rozety w okrągłych oknach. Wchodzimy do środka, a tam ktoś mówi, że ten lód odsłonił średniowieczne krypty pod katedra i okazało się, że tych ludzi można powoli rozmrażać, bo oni nie umarli kilkaset lat temu, ale ulegli hibernacji i teraz, jeżeli tylko ich delikatnie traktować i rozmrażać powoli, poprzez okładanie zimnymi szmatami – świetnie się rozmrażają i żyją. Wchodzimy do refektarza gdzie na drewnianych kozłach leża rozmrażane trumny a w nich w workach z płótna leżą ludzie. Tutaj się ich rozmraża, powoli i delikatnie, ci przebudzeni są obok w Sali, boimy się ich wypuścić od razu w doliny, mogą doznać szoku poznawczego, przecież nie żyli kilkaset lat. Wchodzę do tego innego pomieszczenia obok refektarza to chyba nawa główna tej zasypanej lodem katedry. Tam rzeczywiście stoją jeszcze w tych beżowych workach ludzie w róznym wieku, bosi, a wszyscy mają po jednym oku w środku głowy. No co, patrzę na nich i mówię do jakiejś jednookiej dziewczyny – inaczej jest niż było przed śmiercią, co? A ona patrzy na mnie, bo mam jakiś goreteks, polar. Poczekajcie jak zejdziecie w doliny, mówię, poczekajcie, dopiero będzie impreza.