Archiwum dla Wrzesień, 2011

SEN 13230

Siedzimy na murku okalającym kościół, gdzieś w Asyżu, takie miasto we Włoszech. My czyli – Ojciec Jan Andrzej Kłoczowski OP i ja. Rozmawiamy jak za dawnych czasów moich studiów na UJ, jest ciepło. Ten kościół obok to chyba taki kościół na drodze wlotowej, zaraz za bramą do miasta Asyż po lewej stronie gdy iść w kierunku Bazyliki św. Franciszka. Nie jest to kościół główny tego miasta na pewno, ale jeden z ważniejszych. Nieszczególny ten kościół a wokół pora gdy miasto jest słoneczne i puste. Kłoczu w swoim dominikańskim habicie, ja nie wiem w czym. Zaraz wejdziemy do kościoła na jakąś konferencję czy inne wystąpienie publiczne. Ma być jakiś panel, krzesła mają być ustawione na podwyższeniu przed ołtarzem i ludzie mają się wypowiadać panelowo, w tym i Kłoczu i ja. Kłoczu dyskursywnie a ja tam mam czytać wiersz jakiś zaangażowany czy coś podobnego. To jest coś na pograniczu konferencji dotyczącej religii i literatury albo czegoś jeszcze. Tak, zdecydowanie czegoś jeszcze. I wtedy przychodzi organizator tego strasznego mityngu i mówi, że mu strasznie przykro, że on nie wie co zrobić ale Andrzej Piasek Piaseczny, reprezentujący środowisko homoseksualistów i homoseksualistek nie przyjdzie, bo nie może. Ogólne przerażenie, bo zdaje się że interkulturowy i transseksualny charakter mityngu w Asyżu bierze w łeb. „To jak będzie?” pytam z lekka zdenerwowany a Ojciec Kłoczowski uśmiecha się i odpowiada „No jak to jak będzie Radek, normalnie będzie, jak ma  być, wjedziemy tam, siądziemy na krzesłach obok siebie, ty po prawej jako mój ulubiony uczeń i powiemy co mamy do powiedzenia na temat”. I wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że nawet we śnie wiem, że jest dokładnie odwrotnie, to Kłoczu jest, był i pewnie pozostanie moim ulubionym wykładowcą i Mistrzem a ja jako uczeń i student już dawno zapewne przestałem dla niego istnieć.

 

SEN 13224

Ocean, ale skąd wiadomo, że ocean? Ujście Amazonki, bo woda brunatna i ciepła. Leżę w gumowym pontonie nieokreślonego koloru, a ponton jest też wypełniony częściowo tą wodą, leniwie falującą. Mam plan wypłynąć na szerokie wody, więc sprawdzam odporność podłogi pontonu, bo jakby tak rekin… I widzę, że odległość między wierzchem pływaka a wodą to dwa palce. Powinno być do cholery więcej wolnej burty niż dwa palce jak się człowiek wybiera na ocean. I nagle w oceanie otwiera się katarakta, oceaniczny wodospad, próg wodny wielki jak wodospady Iguazu albo jeszcze większy. Steruję pontonem ku krawędzi, może jakoś bokiem, na ten ocean, chociaż po chwili ponton jest już pełen wody, brunatnej cieczy mimo że wodospady błękitne i białe. Po chwili mój ponton w zasadzie zamienia się w ponton podwodny. Marszczą mi się ręce i stopy, i nie mam co pić i leżę w zatopionym unoszącym się pod powierzchnią wody pontonie w słonej wodzie. Dobijam do progu wodospadu z boku, wychodzę na skalny próg na jego krawędzie. Do dupy, nigdzie nie popłynę w takim stanie.

SEN 13223b

Jest piękny słoneczny dzień, chyba lato, ogród pałacu w Kopicach. Jestem przerażony. Zaraz za mostkiem na fosie-kanale doprowadzającym wodę do stawu w ogrodzie barona Schaffgotscha.  Tutaj obok stał kiedyś święty Krzysztof, ale odpiłowano go na polecenie jego magnificencji, rektora pobliskiej wyższej szkoły gotowania na gazie ziemnym zamienionej na uniwersytet dla niepoznaki. Odpiłowano i zabrano. A teraz patrzę zza mostku a tutaj już nie ma pałacu w kopicach. Jest plac przed pałacem i zrównany z ziemią teren wśród traw, ze dwa buldożery ugniatają jeszcze pryzmy gruzu tam gdzie były piwnice pałacu. Nawet kaplicy nie zostawili. „No, co?!” mówi miejscowy „stało niszczało, już by nikt tego nie odbudował nigdy a tak może chociaż jakieś domy dla ludzi postawią, żeby się mieszkać dało.” Chcę tłumaczyć, że przecież kultura, dziedzictwo architektoniczne, że porównywanie nawet ruiny pałacu w Kopicach do jakiejś deweloperki to obraza boska, ale miejscowi nie dawali się przekonać, mówili, że teraz bez tej ruiny będzie normalniej, że tam piwnice były odkryte i można było nogę złamać i młodzież się łajdaczyła, chlała, piła, gziła się i rzygała a teraz już nie będzie miała gdzie. Nic nie będzie.