Archiwum dla Sierpień, 2011

SEN 13223a

 

To jest Jeż, wielki Jeż, stary Jeż, wypadły mu igły i została zamszowa skóra, nader wrażliwa na dotyk. Bo jeże są wrażliwe, jeże to męczennicy z pokora znoszący swój los. W języku leporydzkim jeż, wykłada się na „lendri” i to mniej więcej opowiada mi jeż. Jest tutaj od trzech dni, niewiele się rusza, w zasadzie bardziej przypomina chyba inne zwierzę a nie jeża, tylko pyszczek ma jeżowy. Pochylam się nad nim i widzę mokre plamy za głową. „Krew” myślę z przestrachem, jakby na jeżu mi jakoś szczególnie zależało. Dotykam, a jeż mówi „spokojnie to tylko ciepła woda”. I rzeczywiście, woda. Gdzieś spod jeża. Odwracam go na plecy, żeby nie leżał w tej wodzie, która mu wychodzi na skórze i widzę, że ten wielki jeż od spodu jest wypatroszony i upieczony. Jest rozpruta i pusta jama ciała a zamiast nóg ma tylko upieczone kikuty jakby był prosięciem. Ale przecież z drugiej strony żyje, bo jest tutaj od trzech dni. Trzeba go zabrać do kogoś kto go pozszywa i naprawi, no bo skoro z taką dziurą jest tutaj od trzech dni i potrafi mówić, to jak go się zaszyje i naprawi, odpiecze zapieczone łapy – będzie jeszcze lepszym jeżem.

SKRAJ

a w zasadzie to nic.