Archiwum dla Grudzień, 2010

ALTERNATIVE HISTORY DISPUTE


Tragedią polskiej kawalerii i w ogóle polskiej armii była we wrześniu 1939 roku pogoda. Wyjątkowo pogodne, upalne lato. Niemieckie samoloty miały idealne warunki do lotów, mogły atakować polskie oddziały na każde wezwanie. O tym jaki wielkie to miało znaczenie, świadczy fakt, że niemieccy generałowie naciskali na Hitlera, by jak najszybciej rozpoczął atak na Polskę – niebo w końcu kiedyś musiało się zachmurzyć.

Michał Foerster: To nie cytat z „Burzy” Macieja Parowskiego, a fragment wywiadu z Normanem Daviesem („Gazeta Wyborcza” 22-23.08.2009). Wygląda na to, że nie tylko pisarze biorą pod uwagę alternatywne zakończenia kampanii wrześniowej. No ale właśnie – czy na pewno alternatywne? Skoro znany historyk wypowiada takie opinie, coś musi być na rzeczy. Może to my żyjemy w alternatywnej wersji historii, może to nasza rzeczywistość powinna być opisywana w powieściach fantastycznych? Czy mogliśmy wygrać, powstrzymać blitzkrieg i odmienić historię? Nie doszłoby do tylu tragicznych wydarzeń jak Auschwitz, powstanie warszawskie, nie byłoby Jałty i tak dalej. Baczyński dostałby Nobla, a Wałęsa został zwykłym elektrykiem w Stoczni Gdańskiej. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze, jak powiada klasyk.
Ostatnio w polskiej fantastyce sporo się działo, jeśli chodzi o historie alternatywne. Pojawiły się „Wieczny Grunwald”, „Lód”, „Wallenrod”, „Jedna przegrana bitwa” czy wreszcie od dawna oczekiwana „Burza”. Warto zadać sobie pytanie, co jest powodem takiego zainteresowania historią ze strony rodzimy pisarzy? Spodziewam się, że Michał Cetnarowski zaraz poda szczegółowy schemat możliwych odpowiedzi na to pytanie…
Michał Cetnarowski: Oż cholera, aż taki się człowiek zrobił przewidywalny…? To tym razem nic na wstępie nie powiem, tylko zaproszę do naszej dyskusji Radka Wiśniewskiego z Magazynu Literackiego RED, z którym na jego łamach mieliśmy swego czasu – jeszcze przed „Burzą” i inicjatywą NCK – rozmowę właśnie na podobne tematy: skąd dziś historia i „prawicowość” w fantastyce, czy to tylko koniunktura rynkowa (ale taka też się przecież skądś bierze), czy przejaw szerszego prądu literackiego. Przy czym kiedy spojrzy się na mapę geopolityczną sprzed 1939 r., trudno się z Davisem zgodzić. Polska mogła bronić się dłużej, odnieść być może większe sukcesy militarne – ale bez aktywnego włączenia się Francji i Anglii do działań militarnych, jakaś forma klęski, przy tej kolosalnej dysproporcji sił i prężności gospodarek wydaje się niestety nie do uniknięcia – bo III Rzesza, zbudowana na dążeniu do konfliktu, z pewnością ze swoich dążeń by tak łatwo nie zrezygnowała. Znaczy, od tej strony „Burza” nie byłaby historią alternatywną (albo byłaby złą historią alternatywną, o blisko zerowej możliwości zaistnienia). Co nie umniejsza jej literackiego znaczenia – no ale z punktu widzenia historii siła takiego eksperymentu myślowego jednak ograniczona. Radek, ty siedzisz mocno w II wojnie światowej…

Radosław Wiśniewski: Wydaje mi się, że Parowski zdawał sobie sprawę z tego, że to zbieg okoliczności z grubsza niemożliwy do zaistnienia, dlatego zajmuje się przede wszystkim niezaistniałymi duchowymi, literackimi, kulturowymi konsekwencjami wygranej wojny. Trzeba dodać, że III Rzesza, atakując Polskę, grała va banque, ale nie miała wyjścia, rozbudowywała się bowiem na turbodoładowaniu gigantycznego wewnętrznego zadłużenia i żeby utrzymać gospodarkę w równowadze, musiała połknąć jakiś średniej wielkości kraj środkowej Europy. Inaczej groził jej poważny kryzys wewnętrzny. Czy Polska w jakimkolwiek mającym pretensje do wiarygodności scenariuszu mogła wyjść z tej historii obronną ręką – moim zdaniem nie, ale też nie znaczy to wcale, że nie było się o co bić. Warto było się może bić lepiej, żeby nie prowokować agresji Stalina, który prawem hieny czekał do samego końca, żeby zdobyć to, co chciał jak najniższym kosztem i ruszył się dopiero, kiedy Niemcy przekroczyli linię demarkacyjną zakreśloną w pakcie Ribbentrop-Mołotow, czyli kiedy pojawiło się zagrożenie, że nie dostanie swojej części łupu. To temat rzeka, ale jedną z najciekawszych wersji alternatywnych roku 1939 napisał kilka lat temu Wojciech Zalewski, obecnie wydawca i edytor monumentalnego „Atlasu Kampanii Wrześniowej 1939”. W jego wersji bodajże wiosną 1938 roku w wypadku samochodowym ginie Rydz-Śmigły, generał Bortnowski, Rómmel, Fabrycy i Kutrzeba – zdaniem Zalewskiego najgorsi dowódcy w 1939. A zaraz potem dochodzi do pełnej mobilizacji gospodarki i przestawienia jej – kosztem kredytów – na wojenne tory. Polska pod tym kierownictwem jakie miała, nie miała szans. Armia Polska nie była źle wyposażona na tle porównywalnych armii ówczesnej Europy, nie była też jakoś szczególnie źle wyszkolona, była po prostu dość przeciętną armia średniego państwa, a starła się z armia numer 1 i numer 2 współczesnego świata. Żeby wyjść z tego cało potrzebowała czegoś nietypowego, odkrywczego, może ryzykownego, ale śmiałego. We wszystkich wersjach alternatywnych 1939 roku brakuje mi właśnie tej głównej myśli. Scenariusze alternatywne grzęzną w szczegółach i szczególikach, koncepcjach opartych na masowej produkcji „Łosi” czy karabinów przeciwpancernych, ale brakuje mi jakiejś śmiałej idei, która by rzeczywiście wówczas mogła przeważyć szalę. Jakiegoś wściekłego bojochoda jak z Twardocha. I obawiam się, że w wersjach mających pretensje do miana „historii alternatywnej” trudno taki pomysł znaleźć. Może dlatego w ogóle za ten temat, zwróćcie uwagę, wzięli się ludzie z krainy polskiej fantastyki. Przy czym rok 1939 wydaje mi się rzeczywiście jednym z ciekawszych momentów, ogniskujących silną energię, najpewniej energię traumy, tęsknoty za tym, żeby jednak nasz świat, realia, w których my, Polacy, żyjemy, były nieco inne, żebyśmy mieli nieco więcej do powiedzenia. Tylko że spoglądając w ten sposób otrzymujemy chyba nazbyt proste wyjaśnienie tego ruchu pisarskiego w okolicach historycznych – zwykłe leczenie polskich resentymentów. A przecież czujemy chyba wszyscy, że to nieco za mało.
MC: Jeśli chodzi o fantastykę, wydaje mi się, że to jest przejaw szerszego trendu: autorzy wzięli się za II wojnę nie dla jej „pierwiastka irracjonalnego” czy „potencjału fantastycznego”, choć pewnie to też – tylko ponieważ znów śmielej wzięli się za polskość w ogóle. A więc i za jej współczesność, i – zwłaszcza – za jej historię. To nie jest tendencja zupełnie ostatnich lat – Andrzej Pilipiuk czy Jacek Komuda pisali o tym już w schyłku lat 90. Ale teraz, pod piórami Dukaja, Parowskiego czy Twardocha (a wcześniej Pacyńskiego z „Wrześniem”) – dostała ona chyba artystycznego przyspieszenia. Mnie w tym kontekście cieszy coś innego – nie, że fantastyka odkryła historię (bo jakby nigdy jej nie gubiła; historia alternatywna to nie wynalazek z ostatniego roku), ale że na powrót odkrywa, że może w swoich ramach poruszać istotne kwestie.
Tu widzę największą siłę „Burzy”, skoro się na niej póki co skupiamy: że Parowski bez kompleksów podejmuje tematy przemilczane, przeciera w głowach dawno nie ruszane zastawki. „Wroniec”, „Burza”, „Eremanta”, „Nadchodzi”, „Wieczny Grunwald”, „Chochoły” – to wszystko tytuły z tego roku (i końcówki zeszłego), które oczywiście w różnym natężeniu nie są pozbawione mankamentów, ale też skłaniają do dyskusji, projektują pewną przestrzeń do budowania własnych przemyśleń, czasem irytują, czasem zachwycają; no, nie pozwalają o sobie tak łatwo zapomnieć. To może być kwestia pewnego sztucznego „pompowania dramy” – o „Burzy” rozmawia się, bo to „tekst Parowskiego”, pierwszy po wielu latach i być może w ogóle dla niego najważniejszy; o „Wrońcu” bo to „tekst Dukaja” itp. Ale też jednak wystarczy przeczytać te książki, żeby pozbyć się choćby w części podobnych podejrzeń: ich autorzy jednak szukają sposobu na powiedzenie czegoś poważniejszego, o człowieku i współczesności. I nie chodzi to od razu o Wielkie Improwizacje, Ojczyznę czy Króla Ducha – a po prostu pójście w bok od najczęstszych schematów. Jako czytelnika taka sytuacja nie może mnie nie cieszyć.

Całość na: www.esensja.pl    – link:
http://www.esensja.pl/ksiazka/publicystyka/tekst.html?id=10999

ZANIM ZABRZMI WHAM


LAST CHRISTMAS. ANTYLITANIA  

“I jeżeli miałeś przyjaciela,
z którym mieszkałeś pod jednym dachem,
 który jadł twój chleb, pił z twojego kubka i przed którym nie miałeś tajemnic
 a jednak odwrócił się od ciebie i  splunął ci w twarz i wydał na śmierć lub poniewierkę
 - wiedz, że nie jesteś sam”
(Liturgia na Wielki Piątek, Supraśl, Wiek XVI – tłum. aut.)



 I jeżeli nie ma dla ciebie miejsca w gospodzie,
na stacji benzynowej, w hotelu na przedmieściach,
pod wiatą przystanku i na dworcu tymczasowym
– to nie jest dobre usprawiedliwienie. i jeżeli nie ma
pustego miejsca przy stole, bo nie ma stołu ani krzesła 
a ty jesteś tym pustym miejscem w czyimś oddechu;
i jeżeli nie ty zostałeś zdradzony ale jesteś zdrajcą
i zdradzonym równocześnie – to także nie jest powód;
i jeżeli nic się nie urodziło, nic nie słychać i nie wiesz
co odpowiedzieć kobietom, dzieciom i starcom głośno
domagającym się  zakończenia – to także nie jest powód;
i jeżeli mężczyźni nie rozpoznają w tobie złodzieja
a kobiety nie dostrzegają  że je wykradasz w biały dzień
nawet ich nie dotykając  a ty to wiesz, widzisz ale milczysz
- to także nie jest wytłumaczenie; i jeżeli otwierają się domy
na powietrzach w których mógłbyś zamieszkać
bo wiesz,
że nigdzie już nie uciekniesz a jednak zamykasz
im okna;
i jeżeli od otwartych drzwi dzieli cię krok, ale nie
robisz go;
i jeżeli czujesz, że powietrze cię nie utrzyma,
ziemia
nie przyjmie ani znajoma dłoń, nie zamknie oczu
 
- bo nie ma ziemi, nie ma powietrza i nie ma dłoni,
która by cię znała przedtem  - to także nie jest powód,
żeby nie zasiąść dzisiaj do stołu, nie spojrzeć sobie
w twarz – nawet jeżeli właśnie ją straciłeś.

CZYTANIE Z JEREMY’EGO

JEREMY (PLAYIN’ WITH THE FIRE) 

There’s a fire inside
When I’m falling over
I feel the fire, fire
I’m going down
(U2, Fire) 

ognie pełgające we wnętrzu urządzenia do przeżywania
wymkną się i podmienią nadgryziony, kartonowy kubek
po kawie z automatu za złoty sześćdziesiąt, na zgrabną
jak cholera sygnaturę śmierci. tak to się przydarza
nieostrożnym hurtownikom zdarzeń. chwilowo ratują cię
drgawki poprzedzające słowa, których nie da się zmylić
zwodem, zwichnięciem składni, złamaniem kości, ruchem
wolnych kryształów w żyłach. jutro dostrzeżesz na kraterze
dziecko bawiące się językami w ciepłych kolorach.
trzeba mieć głowę w otchłani żeby nie zrozumieć lęku
przed potworami chowającymi się pod łóżkiem i stukającymi
w okno na ostatnim piętrze. jeszcze masz czas zatrzymać
ten kołowrotek, wyśnić od nowa wszystkie epizody
zanim przyjdzie kolejny natan, eliasz albo jeremy
i powie prawdę i będzie za późno.  

- a wiedz, że popiołu nie da się ugasić

BORDERLINE





[foto by SpikeCopoer]




LIST DO MSZ


  „Panie Zorro odgadajmy się jakoś, tu się przecież pali”(Krzysztof Nogieć, Bajka szósta) 

trudno wyznać całą prawdę o tym dziwnym kraju,
którym jestem od kiedy przyśniłem się sobie obcy.
wyznawcy spraw zagranicznych wznosili mur.
moja
skóra była napięta i przezroczysta a niespokojny żywioł
tańczył wewnątrz tak, jakby nie minęło dwadzieścia lat
i jakbym był wolnym kondominium; jeszcze nie rozdartym
rysunkiem wpływów, wycieków, wybroczyn i rurociągów.
trudno się przyznać, że jestem pełen jaskrawych płynów
przemieszczających się w różnych kierunkach bez pytania
o zgodę. a mimo tego, że nikt nie unieważnił
traktatu
o przebiegu cienkich, czerwonych linii na mapach,
nadal krew chce się chować we krwi a ręce lgną do rąk.
dobrze wiesz, że po przekroczeniu tych zasiek nie ma
ziemi na horyzoncie. wszystko staje się papierem.
wszystko płonie.  

teraz.