Daremne nadzieje, próżny trud


Najpierw zacznijmy od tego że stało się i ukazał się ostatni numer olsztyńskiego pisma literackiego „Portret” pod nazwą, właśnie „Ostatni” z klepsydrowym layoutem okładki. To miły gest wobec czytelników i kronikarzy życia intelektualnego i artystycznego Polski, że nie pozostawia się domysłów, dąsów, tylko się mówi otwarcie było i się skończyło, bęc. Lepszy niewąski sztych na koniec niż powolne konanie w ramach pogłębiającej się hibernacji. Szkoda „Portretu”, szkoda innych pożegnań i niezliczonych hibernacji. o ale miało być nie o tym. Chociaż powiem jeszcze, że żegnamy gromkimi brawami „Portret” i donośnym pohukiwaniem, że było nieźle. Naprawdę.


Niezależnie od wszystkich złych, nienajlepszych i kiepskich objawów pozostałych po roku 2009 nie sposób nie zauważyć, że w roku 2009 pojawiły się nowe odpryski nadziei że generalnie zrobi się trochę lepiej. To co zwraca moje uwagę to obok trwałej pozycji jaką wypracowała sobie poznańska oficyna WCAiK made by Mariusz Grzebalski (w zeszłym roku mówiłem o tych seriach jako wschodzącym holdingu literackim) to niezwykła mobilizacja Łodzi na mapie literackiej. Stowarzyszenie K.K. Baczyńskiego, Tygiel Kultury, konkurs im Bierezina to były znane marki, ostatnio jakby przyprószone. Obok nich pojawiły się w 2008 roku i w 2009 utrzymały niezłe tempo wydawnicze „Arterie”. To nowe pismo, nowe pomysły, nieco siermiężny undergroundowy image i ciekawe próby wadzenia się z tematami. W ogóle to zabawne, kiedy zaczynaliśmy „Red.”-a około 4 czy 5 lat temu, uznaliśmy że tematyczność pisma to może być jakiś rodzaj przebitki na rynku czasopism. Minęło kilka lat i oto w zasadzie wszyscy idą w tematyczność. Ale, ale btw – nowy numer też juz w kioskach, salonikach prasowych, empikach i w Garmond Press (to nowość w naszej dystrybucji, zamiast Kolportera SA). Kto ciekaw niechaj sobie zajrzy do odpalanaego i wypełnianego pomalutku serwusu reda.


Chciałem też zdyskontować jeszcze jedną, obok wzmożenia moralnego między środowiskiem neoapokaliptyków a krytykantami politycznymi, pomyłkę. Liczyłem że Roman Honet z Grzegorzem Nurkiem jednak zmontują inicjatywę wydawniczą. Nie wiem dlaczego ale liczyłem że ten redaktorski tandem jeszcze się spotka i namiesza. Wygląda na to, że chyba nie. Instytut Baśni jaki obaj założyli po odejściu z „Zielonej Sowy” wydał do tej pory jedną książkę i na kolejne się nie zanosi. Tym bardziej że Grzegorz Nurek zdaje się wkręcony jest bardzo mocno  „Tygodnik Powszechny” (w którego kolejnej debacie o literaturze nie biorę udziału, och, chyba nie mam już nic do powiedzenia nowego) a Roman Honet realizował w tym roku na rzecz Biura Literackiego cykl „Poeci na nowy wiek”.  To są takie żale na puszczy, bo przecież każdy sobie sterem żeglarzem i okrętem, rok ponad po zamknięciu jest pora zakończyć żałobę po „Studium”. Było, minęło.

 

Nie mylę się jednak chyba co do tego , że zupełnie nową jakość do Internetu wnosi Leszek Onak i jego serwis „niedoczytania.pl” oraz pochodne projekty – wczytane.pl oraz gazetaliteracka.pl której częścią ten blog bywa. Nie chodzi tylko o żywość tych mediów, ale także o żelazna konsekwencję i kilka nowych postaci, do tej pory mi nie znanych. Ciekawskich pomysłów realizacyjnych tamże jest co niemiara. Aż szkoda, że nie powstaje żadna, chociażby śladowa emenacja na papierze. Bo tak zawsze może kiedyspaśc serwer i dupa blada, śladu nie zostanie.

Ciągle trwa w tej spienionej kipieli w kałuży naszej niczym Reduta Ordona Dunin Wąsowicza  czyli „Lampa” i chyba należałby się medal za wytrwałość i odporność na frustrację tak dla Dunin Wąsowicza jak i kolejnych jego recenzentów którzy nie opuszczają chyba żadnej książeczki, płytki, ulotki. Nie wiem czy to nie „Lampa” jest najczulszym rezonatorem prądów i nurtów w literaturze i okolicach.

Skoro o redutach mowa – chciałem zwrócić uwage na rączo prowadzony – już samodzielnie przez Bartka Sadulskiego i Przemka Witkowskiego Ósmy Arkusz „Odry” od tego roku podobno co miesiąc!  Byłbyż to powrót do dawnego pomysłu „Ordy” na tyłach „Odry”. Zaznaczam, że mój udział w Ósmym Arkuszu jest ostatnio symboliczny zaledwie a to co obaj panowie robią (obok arcyciekawej mapy nowej poezji wydanej także w roku 2009 z „Ritą Baum”) to ich własna robota i zasługa.

Z czytelniczego rynku obok licznych niespodziewajek, z których przede wszystkim składa się życie czytelnika – czekam wreszcie na ukończenie powieści „Nod” Radosława Kobierskiego, „Burzę” Macieja Parowskiego (niech się wreszcie ukaże!), nową powieść Mariusza Sieniewicza. Ciekawy jestem czy w końcu ukaże się antologia poetów neomesjanistycznych, czy ukaże się odpowiadająca im antologia poetów lewackich. Ciekaw jestem nowych wierszy Marcina Cieleckiego, który ponoć po latach milczenia ma o sobie przypomnieć (przypomnę debiut „Czas przycinania winnic” 2002), podobno kończy prace nad nowym zbiorem wierszy Joanna Wajs. Ciekawe czy ukaże sie kolejny zbiór wierszy Karola Maliszewskiego? Co z nowymi wierszami Zegadły Marcina (podobno już w drodze, już już).


Wiele nadziei wiażę też z tym, że w roku 2009 wokół kultury i metod jej zarządzania wynikło kilka nerwowych wymian zdań, na Kongres Kultury Polskiej odpowiedziały liczne środowiska kontr-kongresami wśród których znowu prym wiedzie ta sama ekipa – Sowa, Stokfiszewski, Marecki, Sierakowski et consortes (a te consortes na przestrzeni lat nie takie znowu różne, raczej podobne). To fajnie. Potem zadyma Tomka Piątka wokół bibliotek, jeszcze fajniej. A nad wszystkim unosi się duch raportu Hausnera o stanie kultury i zdania o tym jak to PRL zalega w instytucjach kultury jak Polska długa i szeroka. Agnieszka Graff w Wyborczej łoi ngo’sy a ngo-izację, po warsiawsku , owszem, centralistycznie, ale też świetnie. No znakomicie. A dlaczego? Bo niby na początku z jednej strony i z drugiej strony coś ze złości, zdumienia. A jednak mam nadzieję, że to wszystko doprowadzi do przewietrzenia struktur w jakich się to wszystko kisi, dusi i pichci. Niechby wreszcie ktoś zrobił krok naprzód i dał możliwość czasopismom kulturalnym stawać do konkursów 2 czy 3 letnich. To by dało trochę oddechu, czasu na pomyślenie i dopracowanie tego co ma się wydrukować i redakcje mogłyby zacząć działać jak redakcje a nie drużyny harcerskie do wyrywania grantów. Generalnie sporo było nerwu, polemik, dyskusji i wydaje mi się – mogę się mylić – że to się zaczyna pomału układać w jakiś rodzaj fragemntarycznej, ale wynikającej z naturalnej energii debaty o kulturze, byc może także o literaturze. I ta naturalnosc niektórzych reakcji mnie buduje. Że to nie jest znowu animowanie i wymuszanie w jakimś stopniu wymiany zdań, ale że okzało się że ludziom, jakimś ludziom na czymś zależy i coś ich naprawdę boli.

A tutaj – tak przy okazji –  kolejny głos w sprawie wziankowanego niżej zawieszonego, czyli zamkniętego Festiwalu 4 Pory Książki – może jednak da się uratować ten festiwal? Nie w tym roku to może chociaż w 2011?

Na desre ploteczka. Nie wiecie być może, że towarzystwo wzajemnej adoracji ostatnich sprawiedliwych Pani Bieńczycka i Pan Trojanowski, którym przynałem w zeszłym roku laur za niesposkormione dążenie do jedynej prawdziwej prawdy o poezji podziergało sięw roku 2009 i odtąd są podzieleni na dwa podobozy (conjamniej) i już nie posiadują na jednym blogu Marka Trojanowskiego. Ból był wielki i publiczny o tyle o ile ktoś jeszcze to śledzi. Tutaj pytanie, czy w 2010 ktoś by nie wydał wreszcie dzieł zebranych Marka Trojanowskiego za godizwą kwotę? To by rozwiązało wiele problemów.

Ciąg dalszy kiedy indziej.