Archiwum dla Kwiecień, 2009

KANON I WYCHOWANIE SEKSUALNE


1.

Powiedz mi jak ty dostajesz pieniądze, załóżmy, że gdzieś pracujesz, to do kiedy ci wystarcza. No, tak żeby wystarczyło, prawda, jak ma wystarczyc na tydzień to na tydzień, jak na dwa tygodnie to na dwa. Bo oni tutaj w P., widzisz, dwa dni po wypłacie często już nie mają pieniędzy, bo już sobie kupili co im trzeba a tak naprawdę to w przeważającej mierze to czego im w ogóle nie potrzeba. Popatrz na tę drogę. Widzisz ją tak jak ja, piękna jest, asfalt nowiutki i jak myślisz ile ona przetrwa? Popatrz naokoło. Tropikalny las deszczowy, przez sześć, siedem miesięcy w roku leje dzień w dzień, czasem ulewnie, ale czy jak robią nową drogę i przebijają się przez te strome wzgórza to czy robią jakieś zabiezpieczenia, siatkę, beton, cokolwiek? Nie. Dlaczego? Bo oni niby wiedzą, że opróćz dzisiaj jest jakieś jutro ale nie myślą jak będzie jutro. Jutro będzie futro. I będziemy się martwić kiedyś ale nie teraz. To jest  dopiero prezencja. Istnieje tylko czas teraźniejszy. Dziewczynka wchodzi do domu i jest mokra jak szczur. Pytasz jej, jak to możliwe, czemu jesteś mokra dziewczynko a ona mówi, że jak wychodziła z domu to nie padało. A jest pora deszczowa, rozumiesz, i pada codziennie, od południa do zmierzchu. A ona wychodziła o jedenastej i nie padało.

  

2.

Chcesz prowadzić tę księgarnię w K.? Świetny pomysł, ale posłuchaj co historia ci opowie. Jak w 1991 roku Amerykanie interweniowali w Panamie, żeby obalić Noriegę to był taki krótki moment interregnum kiedy nie było policji, administracji, to oni się rzucili do rabowania wszystkiego co było. Jedyne sklepy jakie ocalały to były księgarnie, bo oni nie wiedzieli do czego to jest, co z tym zrobić czy to na opał, czy do kosmetyki. Przyszedł taki jeden, stąd, z A., członek parlamentu, że oni mają taką uchwałę w pralamencie, w tych ichniej skupince, żeby młodzież seksualnie wychowywać, żeby pouczać, pogadanki, demonstracje i żebym ja, jako członek ważnej duchowej instytucji coś powiedział, napisał na ten temat, żeby mogli się jakoś podeprzeć. No to, kurwa mówię, co ja mam wam napisać? Jakie wychowanie seksualne. Czy im dasz gumy, mówie czy im tych gumy nie dasz – i tak pójdą w krzaki. Chcesz, mówię gutkowi, żeby coś się zmieniło, to nie wychowanie seksualne, ale kanon lektur matole w szkole musi być. Oni muszą zacząć czytać. Dlaczego? A co ma zrobić chłopak jak spotka  tutaj jakąś Juanitę? No co?! Pierwsza randka pogadają o ptaszkach, druga o kwiatkach a na trzeciej pójdą w tango, bo jak on ma jej inaczej powiedzieć, że ją kocha? Nie potrafi, nikt nikogo tego nie nauczył.

 


3.

Pojechał Stary Żyd do Moskwy i wraca do Jerozolimy i wraca. A wokół zbierają się bracia i pytają jak tam w tej Moskwie, jak tam w tej Rosji, a on mówi:

-         Wy posłuchajcie mnie dobrze, co ja wam chce opowiedzieć. No więc oni w ta Moskwa mają rocznica rewolucji. I to jest rewolucja październikowa, co to oni ja obchodzą co roku jak święto. Ale rewolucja jest październikowa a oni opbchodzą święto w listopadzie!

-         No ale rewolucja, święto, ty nam lepiej powiedz jak z resztą!

-         No z resztą to jest dokładnie tak samo

 


4.

C.I.A. prowadzi znakomitą stronę w internecie, pod hasłem „World fact book”, najprościej – zbiór danych dotyczących świata. Wszystkie państwa, wszystkie wyspy pokazane według tego samego aktualizowanego schematu. Gołe fakty chciałoby się powiedzieć. Zestawienia tych liczb same w sobie nie dają jeszcze podstawy do zbudowania jakich specjalnie skomplikowanych łańcuchów przyczynowo skutkowych. Cóż bowiem z tego, że widać jaki jest produkt krajowy brutto na głowę skoro są Państwa w których tyych głów mających udział w produkcie jest tak naprawdę niewiele. To czasem dwie, trzy rodziny na milion, dwa  miliony obywateli a reszta żyje na przykład za dolara. O tak, to duża niesprawiedliwość. Ale zatrzymajmy się na tych liczbach przez chwilę dla zabawy. Czy wysokość przychodu krajowego na głowę jest skorelowana z danymi społecznymi. No proszę, jest, z przeciętnym wiekiem matki, z ilością dzieci na jedną matkę, poziomem analfabetyzmu. Dlaczego tak to współwystępuje, to jeszcze z zestawienia nie wynika, ale można się domyślać, bo za tym pojawiają się inne czynniki, na przykład wiek inicjacji seksualnej, poziom wyższego wykształcenia, typ gospodarki. Literatura, poezja, ilość czytanych książek wprost się nie pojawia.

  

5.

Wychowanie seksualne, wychowaniem, ale jak z resztą….

 

PRZEZ OKULARY IDIOTY – POST MORTEM.


Poniższy tekst juz zapewne nie ukaże się w „Studium” gdzie zalegał spory kawałek czasu i pozostał bez echa tak jak i „Studium”. Proszę zatem poniższe słowa uznać za moje pożegnanie z tym szacownym tytułem, jak również z rubryką, którą miałem przyjemność tam samopas prowadzić dzięki Grześkowi Nurkowi i Romkowi Honetowi – „Przez okulary Idioty”. Sajonara „Studium”.


dawne dzieje dawne czasy
Każdy dźwiga własny ciężar
W końcu sztuka jest ważniejsza niż biografia,
Zbieg przypadków – ale jednak”
Jacek Kleyff  

1.
Mijający dwa lata obfitowały w olśnienia i objawienia. Udało mi się na przykład włączyć telewizor i z niemałym trudem wytrwać w oglądaniu jednego programu dłużej niż 30 minut a była to „Errata do biografii”. Realizatorzy programu postanowili poświecić go w całości Andrzejowi Szczypiorskiemu, który to świętej pamięci – nie żyje już lat dziesięć. Na stronie internetowej TVP znalazłem takie oto krótkie idei erraty opisanie:„Errata do biografii” to cykl filmów dokumentalnych odsłaniający nieznane, przemilczane bądź zmanipulowane z różnych powodów (politycznych, obyczajowych) fakty z biografii polskich pisarzy. Celem cyklu jest pokazanie rzeczywistych i pełnych portretów autorów naszych lektur. O żyjących autorach opowiedzą oni sami; o tych, którzy już odeszli świadkowie ich historii.W oglądanym przeze mnie programie zabiegi artystyczne były liczne a demaskacja oraz de-manipulacja była wprost uderzająca. Ledwo się pozbierałem podłogi, chociaż kilka razy musiałem przyjmować doustnie sacharozę. Oto na przykład wypowiedzi profesora Przemysława Czaplińskiego na temat tego, że Szczypiorski z jednej strony go drażnił moralizatorskim tonem a z drugiej zgadzał się często z konkluzjami jakie Szczypiorski wywodził zderzono z lekcją w liceum. Na lekcji dzieci mówiły co znaczy dla nich pisarstwo Andrzeja Szczypiorskiego, że wartości, że postawa, że ton moralny. Zaraz potem Pani Nauczycielka, w trosce o to by młódź rosła w prawdzie, rozdawała jakieś papiery do wglądu, realizator nie pokazał dokładnie jakie, poza tym że były pomieszczone w teczkach. Jak można się domyślić, były to papiery agenturalne. Nie wiadomo jakie to papiery dzieci dostały, ale jakieś dostały bo widać było po twarzach. No i dzieci wydawały sąd a ich wypowiedzi pointowały całość programu. A całość zawierała jeszcze pokazy mikrofilmów, powyrywane fragmenty publicystycznych wypowiedzi Andrzeja Szczypiorskiego oraz wypowiedzi jednego historyka IPN-u, który mówił o swoich porażających odkryciach. Nie było śladu wypowiedzi osób, które by miały inne zdanie niż twórcy programu, w imieniu których lektor z przyszepconym konfidencjonalnie głosem informował o kolejnych rewelacjach. Dzieci zaś były najlepsze, bo przecież nie zmanipulowane śladem głębszej, niźli podręcznikowa, wiedzy o tym co oceniają. Kiedy z niedowierzaniem opowiadałem o tym programie znajomemu, ten wzruszył ramionami i rzucił krótko:-         no co, donosił , to ma teraz za swoje. Zatem wiemy już, że na pewno donosił i że ma za swoje. A że dziesięć lat po śmierci i słowa w obronie nie mógł powiedzieć ani on ani nikt o odmiennym zdaniu i podobnym doświadczeniu – to kontekst biograficzny. Nieważne. Ważne, że całkiem być może, że obowiązkowej zwierciadłacji poddane są zostaną osoby których krewni do drugiego pokolenia miały kogoś w ORMO a w razie zatajenia uczestnictwa w Szkolnej Kasie Oszczędności (finansowa szara sieć systemu!) zostaną ukarane zakazem spożywania białego sera. Tego mogę nie przeżyć a istotnie Dziadzio ze strony matki był w ORMO. Uwielbiam biały ser we wszystkich jego postaciach. To już raczej zabierzcie mi majonez albo keczap. 

2.
Z drugiej strony ujawnił się ostatnio w formie książkowej komentarz do pism Lenina, „Rewolucja u bram” Slavoja Zizka i zacząłem się zastanawiać dlaczego ten wątpliwej jakości gest symboliczny firmowany jest przez pracowitą instytucję literacką oraz dlaczego w ogóle Lenin jest warty dyskusji polskich intelektualistów. Rozumiem, że dyskutuje się Marksa i Engelsa, wszak nie wiedzieli za dobrze, podobnie jak Waryński – co czynią. Rozumiem też, że lewicowość to postawa  bliska każdemu porządnemu intelektualiście, bo serce ma się po lewej stronie. Nie rozumiem jednak dlaczego na salonach się dyskutuje z namaszczeniem i odpowiednim brwi marszczeniem (widziałem to w telewizji jak marszczyła się Pani Marta Sawicka i jej uroczy znajomi!) pisma zbrodniarza, który tym się rożni od innych, że nie zdążył popełnić ich w liczbie, która by pozwalała wysforować się na czoło peletonu. Omawiane pisma pochodzą z roku 1917, kiedy Lenin dla bezpieczeństwa zostawił większość spraw Trockiemu a sam wybrał bezpieczne ubocze w Finlandii ale „Mein Kampf” Hitler napisał w roku 1923, 19 lat przed podjęciem decyzji o ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej a jakoś nie widzę chętnych do dyskusji.Takie cudo jak  Gułag nie powstaje z dnia na dzień i  Rosja to nie Trzeci Reich. Trudne sprawy załatwiało się prościej, można by rzec – ekologicznie. W 1921 – ostatnim roku okrutnej wojny domowej  wielka susza która nawiedziła centralne Gubernie Rosji wywołała głód, w związku z czym rozpoczęto przymusowy wywóz zboża zebranego na Ukrainie wgłąb Kraju Rad. Ukraina w wyniku działań wojennych w latach 1916 – 1920 straciła około 40% zasiewów. Prowadzona przez tworzącą się administrację bolszewicką przy pomocy wszelkich dostępnych środków akcja rekwizycyjna doprowadziła do tego, że pojawili się pierwszy głodujący a nie było, czym obsiać pól. Za garść zboża zachowanego na zapiecku brygady rekwizycyjne złożone z czekistów, komsomolców rozstrzeliwały lub wieszały na miejscu. Poruszony losem głodujących W.I. Lenin w tajnym piśmie do członków Biura Politycznego napisał:Właśnie teraz i tylko teraz, gdy w głodujących miejscowościach leżą setki, jeśli nie tysiące trupów, możemy i dlatego musimy skonfiskować kosztowności znajdujące się w cerkwiach, wkładając w to najbardziej zaciekłą energię i działając w sposób bezlitosny, nie cofając się przed zdławieniem wszelkiego sprzeciwu. Właśnie teraz i tylko teraz zdecydowana większość masy chłopskiej albo stanie po naszej stronie, albo też nie będzie w stanie udzielić jakiejkolwiek pomocy tej garstce czarnosecińskiego duchowieństwa i drobnomieszczaństwa. [...] Bez tego funduszu nie do pomyślenia jest jakakolwiek praca państwowa, w szczególności w zakresie budowania gospodarki. Wszystko wskazuje na to, że później nie uda się nam tego dokonać, ponieważ żaden inny moment poza straszliwym głodem nie spowoduje takiego nastroju wśród szerokich mas chłopskich [...].Pomoc tysiącom głodujących i umierających ludzi nie znalazła swojego wyrazu. Wartość zarekwirowanych kosztowności wysłanych do Moskwy oceniono wówczas na 834 tysiące złotych rubli. Władze komunistycznej Ukrainy prosiły aby na walkę z głodem przyznać im 15% tej sumy. Nie otrzymały nic. Według obliczeń Centralnej Komisji do Walki z Następstwami Głodu w lipcu 1922 roku na Ukrainie głodowało 3, 8 miliona ludzi. Pisarz Maksym Gorki skwitował to słowami: Sądzę że z 35 milionów głodnych większość umrze, wymrą półdzicy, głupi, ponurzy osobnicy rosyjskich wsi i zaścianków i na ich miejsce przyjdzie nowe plemię.W całym ZSRR klęska głodu w latach 1921-23 spowodowała śmierć około 5 milionów ludzi. Cerkiew została rozgrabiona. Maksym Gorki pisał świetną literaturę. Włodzimierz Ilijicz Lenin kochał dzieci. Niektórzy wrażliwi lewicujący intelektualiści, także w Polsce – jeszcze 80 lat po tych zdarzeniach potrafią twierdzić, że Lenin chciał dobrze, tylko nie wyszło.   

3.
W ostatnim roku odmówiłem sobie przyjemności uczestnictwa w dyskusji na łamach „Gościa Niedzielnego” zainicjowanej przez Jarka Jakubowskiego, który domagał się równouprawnienia prawicy w boju jaki ma jakoby trwać o dusze i umysły Polaków. Placem boju miałaby być literatura, w kraju gdzie 36% obywateli w ostatnim roku nie przeczytała ani jednej książki. Spośród pozostałych 17% czytało książkę telefoniczną, 12% kupiło książkę w jednej z tanich serii załączanych do gazet i poczuło się tak jakby przeczytało a 19% czytało przepisy w książce kucharskiej. Nie ma w tym zresztą nic zdrożnego. Literatura przesuwa się na pozycje Teatru, Opery, Muzyki Poważnej a nawet jeszcze głębiej w ciemność. Na pozycję gatunku sztuki trudnego, wymagającego, uprawianego przez straceńców, frustratów i wariatów. Wojna w umysłach Polek i Polaków toczy się chyba o coś zupełnie innego, ale nie o to czy będą czytali marginalnych autorów z rubryki „wiersz w świątecznej” czy laureatów nagrody Cata. Bój toczy się o to czy w ogóle będą czytali. 

4.
Można oczywiście nie lubić pisarstwa Andrzeja Szczypiorskiego, można plwać na dyktat Agory S.A. uważająć ją za kapitalistyczny wyraz lewicowej myśli literackiej, można domagać się literatury zaangażowanej, poezji zajmującej się społecznymi problemami R.P., stawiać za przykład polskim młodym autorom Włodzimierza Majakowskiego, dopisywać Szczypiorskiemu oraz dowolnej liczbie autorów (bo przecież w kolejce czeka Herbert, Miłosz, Brzechwa, Tuwim, Słonimski) erraty do biografii. Nie rozumiem jednak dlaczego należy to wszystko popierać cepem. Nagą pałą, bez dystynkcji i kontekstów. Wiele zależy od tego jaki się przyjmie układ odniesienia. W kontekście tego co w ostatnim roku dowiedziałem się o dezercji moralnej Gombrowicza w 1939 roku, który latynoski obmacując sprawiał Polsce wstyd w latach próby narodowej – aż dziwię się, że nikt nie zlustrował Brunona Schulza. Można przyjąć i taką metodę interpretacyjną w myśl której rysujący w dziecinnym pokoju esesmana freski Bruno Schulz okaże się kolaborantem współpracującym z hitlerowcami, współsprawcą holocaustu. Za to pisarz Ilija Erenburg zagrzewający czerwonoarmiejców do gwałcenia wyniosłych germańskich kobiet jesienią 1944 i zimą 1945 wyjdzie na humanistę, bo przecież nie kolaborował a zagrzewał tylko do gwałtów a nie morderstw. A dziesięć milionow skrobanek w 1946 to przecież nieuniknione koszty rewolucji. 
5.
Na boku wstydliwego pytania o nauki pomocnicze literatury staje pytanie o biografię i jej relację do sztuki. Tutaj może zamiast osądu, lepsza będzie anegdota z czasów NEP-u w Sowiecji. Otóż w Moskiewskim Konserwatorium pewien przedrewolucyjny profesor  prowadził wykład o życiu i twórczości Piotra Czajkowskiego. Po jego zakończeniu zadał pytanie czy wszystko jasne i czy są może jakieś wątpliwości wśród studentów. Natenczas powstała żwawa komsomołka i nieco napastliwym tonem wyrzuciła z siebie:- oczywiście obywatel profesor ani słowem się nie zająknął, że Czajkowski był pederastą i zmarł z powodu syfilisuNa co profesor z niewzruszonym wyrazem twarzy odrzekł:- Szanowna Pani zapewne ma rację, Czajkowski był homoseksualistą i zmarł na syfilis, ale proszę przyznać, że cenimy go nie tylko za to…

6.
Ot, drobny relatywizm, ale jednak… 

DOŻYNKI CZU DORZYNKI? – JUŻ NIEBAWEM NA PORCIE LITERACKIM

Na postawione pytania dotyczącego tego, jaki był rok 2008 w literaturze można by odpowiedzieć używając dwóch sposobów narracji. Z jednej strony bowiem można się skupiać na tym co jest w literaturze najważniejsze – na książkach, tekstach, postawach twórczych, światopoglądowych które dochodzą, lub zdają się dochodzić do głosu. Nazwijmy go tyopem narracji wysokiej, wzgardliwie omijającej rafy doczesności, szukającej tego co w literaturze, jeżeli nie wieczne, to chociaż trochę długowieczne. To piękne i szlachetne zadanie i chciałoby się na nim poprzestać. To taki jakościowy dyskurs, odcinający wszelkie zbędne, poboczne marginalne zjawiska, często określane wzgardliwym mianem „okołoliterackich”.

Z drugiej jednak strony trudno jest, szczególnie w kontekście ubiegłego roku, uniknąć pytań ogólniejszych, pytań o to co stanowi niezbędne zaplecze literatury, jej fundament. Ale ten typ rozmowy wymaga z kolei zejścia z piedestału jakości, wejścia w chaos i plątaninę kwestii doczesnych, zmiennych. Nie wiadomo czy jeden typ mówienia z drugim nie mają ze sobą nic wspólnego. Wygląda z pozoru jakby nie miały. Ale czy tak jest naprawdę?

Z jednej strony, zatem, pojawiło się w 2008 roku kilka książek poetyckich, które mnie kupiły po tym jak ja je kupiłem (lub dostałem): „Cosinus Salsa” Mosiewicz, „Lacrimosa” Kobierskiego, Pasewicza  „Drobne! Drobne! Drobne!”, Kopyta Szczepana z „Sale!Sale!Sale!” wreszcie Honet z „baw się” i wreszcie świetny, mocny debiut Konrada Góry – „Requiem dla Saddama Husajna i inne wiersze dla ubogich duchem”. Każda z tych książek zawiera spójną, wyrazista propozycję poetycką, za każdą też stroją odmienne strategie pisania, co nie pozwala ułożyć z tych (i kilkunastu innych nie wymienionych) prostej, linearnej hierarchii. Zawodów w minionym roku było sporo, ale żaden z nich nie był na tyle wyrazisty aby o nim powiedzieć kilka słów. To raczej rozczarowania średniej wagi i istotności. Z tych ogólnych problemów, o których warto byłoby wspomnieć są książki, które się ukazują ale krażą w odpisach. Nie ma owej przywoływanej powodzi niezliczonych niskonakładowych tomików, to już raczej żwawy strumyczek a nie wezbranie. Problem jest z książkami krążącymi nawet nie miesiącami ale latami jako propozycje dla wydawnictw i nie wydawanych dlatego, że coraz mniej wydawców zajmuje się wydawaniem poezji. A jeżeli już się ktoś zajmuje to dorywczo, nieregularnie, niechętnie. Autorzy też już nie publikują aby opublikować, nauczyli się, że wydać i zostać ze stosem przez nikogo nie czytanych książek – to żaden honor. W miejsce biblioteki widmo postulowanej jakiś czas temu przez Pawła Dunin Wąsowicza – tomów wierszy wydawanych licznie a nielicznie czytanych pojawia się alternatywna biblioteka widmo – mianowicie składająca się z książek czytanych w odpisach, wydrukach, PDF-ach, ale nie wydawanych latami. Warto przy okazji zauważyć, że utrzymujące się na scenie czasopisma literackie już jako standard traktują bezpośrednie dodawanie do numeru pisma książki, co ma podpierać zarówno wydawane tomiki jak i pisma, zwiększając podobno ich wzajemną atrakcyjność. Pewności, że tak się dzieje nie ma, ale jest takie prawdopodobieństwo. Idzie za tym dalszy zanik obecności poezji na półkach księgarskich, bo samych „czystych” tomików już prawie nikt nie wydaje. To rachunek zawierający się w ilości placów u rąk, nawet nie u rąk i nóg. Odnotujmy ukazanie się na rynku dwóch nowych czasopism z szarej strefy kultury i literatury – mianowicie prawicowego „44 – pisma apokaliptycznego” i łódzkiego magazynu „Arterie”. To pierwsze weszło na rynek przy końcu roku 2008 i na początku 2009 podbiło swoje istnienie publikacją manifestu neomesjanistycznego. Gdyby uznać to za skontrapunktowanie lewicowych wizji literackich Igora Stokfiszewskiego – mogłoby otworzyć się ciekawe pole do debaty w literaturze.

Z jaskółek 2008 wskazałbym rosnącą pozycję Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, które rzeczywiście rośnie w siłę i dobre edycje jako wydawca poezji jakby łamiąc dość powszechne poczucie niemożności.

Z czarnych kruków w roku 2008 zauważam na przeciwległym biegunie zapaść i likwidację krakowskiego czasopisma „Studium” wraz z jego serią wydawniczą oraz zapaść i likwidację czasopisma Ha!art. To pierwsze zniknięcie nie będzie pewnie miało swojego ciągu dalszego i jest drugim, znaczącym przykładem na to, że literatura pod skrzydłami prywatnego wydawcy z ambicjami może się mieć świetnie, ale niestety trwa wówczas tylko prawem kaprysu, który jak się pojawia z nagła, tak z nagła znika. To oczywiście prawo możnego, ale wyraźnie widać, że podobnie jak w innych dziedzinach sztuki możni mają działanie pomocnicze, ważne, ale dodatkowe.

Z kolei Ha!art zapewne odnajdzie kontynuację w politycznie naznaczonych poczynaniach zespołu „Krytyki Politycznej” mam nadzieję, że z większą reprezentacją Stokfiszewskiego, bez czytanek pisanych przez Sławomira Sierakowskiego.

W Internecie nie zauważyłem większych zmian – jest takim medium jak był, szybkim, kolorowym, tworzącym i sprzyjającym w tworzeniu płynnych, ulotnych nietrwałych serwisów, projektów, temporalnych inicjatyw wybuchających nagle i równie bez większych powodów osiadających na mieliznach. To chyba jeszcze nie ta pora i nie ten moment żeby literacki Internet coś/kogoś miał zastępować, eliminować.

A generalnie mamy za sobą kolejny rok antykoncepcji dotyczącej polityki kulturalnej Państwa i władzy publicznej, w tym polityki dotyczącej literatury władzy publicznej  Polsce . To zaś oznacza pozostawienie literatury w większości organizacjom pozarządowym i samorządom. W praktyce pozostawienie jej samej sobie. Oczywiście Grochola i Sapkowski i kilku laureatów powtarzających się jak paciorki różańczyka w kolejnych nominacjach do kolejnych nagród – się wyżywią. Reszta – niekoniecznie. No ale możemy dzięki tym nagrodom nadal udawać żeśmy naród kulturalny, oczytany i w literaturze swojej zakochany. A może przestańmy udawać? Może jednak zostańmy wreszcie spokojnymi klientami Kauflanda i przestańmy się oszukiwać?
 

LEKTURA NA WIELKĄ SOBOTĘ. HOŁODOMOR, HOLOCAUST

Historia jest pisana przez zwycięzców – powiedział Orwell i trudno się z tym nie zgodzić, szczególnie przy lekturze niezwykłej i unikatowej publikacji „Hołodomor 1932-1933 – Wielki Głód na Ukrainie w dokumentach polskiej dyplomacji i wywiadu” pod red. J.J.Burskiego. Z tego zestawienia, pozornie tylko beznamiętnego, wyjawia się obraz dokonanego metodami administracyjnymi mordu, który co do zasady, niewiele wydaje się różnić od holocaustu. Celem eksterminacji była peryferyjna grupa społeczna na zapomnianym przez historiografię i wielką politykę wschodzie Europy, podobna była bezwzględność oprawców a także ich chęć maskowania intencji, motywów i skutków swoich działań, podobna wreszcie była i – co gorsza – jest obojętność świata. O ile jednak Holocaust doczekał się chociażby werbalnej sprawiedliwości, o tyle ukraiński Hołodomor ciągle czeka na swoją chwilę prawdy.


           

Trudno zachęcać do lektury rzeczy tak z pozoru niewdzięcznej jak zbiór dokumentów. Jednak to one, przemycają one rodzaj szczególnej prawdy o ludziach. Prawdy ukrytej także w języku, składni, gramatyce, leksyce raportów, opracowań , które nie były tworzone z myślą o tym aby dać świadectwo. To była drobna, uparta i mozolna biuralistyczna robota podejmowana dla korzyści i realizacji celów doraźnych. Można powiedzieć, że wobec rangi zdarzeń, które niejako mimochodem zostały uchwycone – pierwotne cele dla których powstały te dokumenty wydają się być drobne. Mając to wszystko na uwadze warto pamiętać o jeszcze jednym – że to naprawdę unikatowe opracowanie, jakich zdarza się coraz mniej. Na całe szczęście, bowiem coraz mniej jest krwawych plam niewiedzy, nie wiadomo dlaczego nazywanych „białymi”. Hołodmor jest takim obszarem w historiografii zachodu niemal nieznanym. Publikacja Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych jest dziełem pionierskim i historycznym ze względu na próbę dokonania wyłomu w zmowie milczenia na temat 6, może 7 milionów zagłodzonych z premedytacją przez rząd Związku Sowieckiego Ukraińców.

DZIEŃ, WSPOMNIENIE LATA

[foto: www.ruciane-nida.pl]

NIEBIESKI MOST

Nie masz potomstwa, które można by przerzucić przez rzekę
i odejść. Uciekałeś stąd Rabbi, chociaż mówisz, że poszukiwanie
koleiny na południe, można nazwać misją. Tymczasem cisza
zamieszkała w tobie i słychać jak z zabójczą precyzją obraca
w ciele wychwyty, tryby, zapadki. to był ostatni odjazd, most
ślubował trwać wietrznie a w powietrzu unosił się pył, był
sierpień. dolina odpowiadała wysypem rzadkich gatunków
nasion. chciałeś przekroczyć barierę światła ale zatrzymał cię
w połowie szkieletu pręt wystający z boku. mgła, która wyrosła
pionowo za miastem, była gorzka jak piołun, gwiazda lśniła

jak krzyż.