Archiwum dla Luty, 2009

PORA POEZJI. A TERAZ BĘDZIE SIĘ DZIAŁO!

Teraz będzie się działo oj będzie, Flota Połączonych Sił koordynowana z Brzegu zaczyna rejs w Rzeszowie, ale już wkrótce: Bielawa, Wołów, Oleśnica, Nowa Ruda, Katowice, Świdnica i last but not the least – Brzeg i Syfon.

 

WAS IST DAS – CZAS NA KWAS…

Znalazłem coś zupełnie ciekawego o tutaj , bardzo jest mi miło, że komus chciało się tłumaczyć moją wypowiedź sprzed trzech lat, tylko dalibóg jaki to język i kto to robił? Niezłe jaja, chyba to po litewsku, ale czy się mylę?

R a d o s ł a w a s  W i ś n i e w s k i s  (g. 1974) gyvena Brzege, vienas „Gyvųjų poetų draugijos“ įkūrėjų, dviejų poezijos rinkinių autorius, žurnalų „Odra“, „Studium“, interneto svetainių www.nieszuflada.pl, www.literackie.pl bendradarbis.

       RADOSŁAW WIŚNIEWSKI

       Laiškas iš periferijos

       Virš lenkų literatūros klajoja eilinių diskusijų šmėklos. Kad kažkas negerai, turbūt jaučia kiekvienas. Visgi nėra vieningos nuomonės dėl to, kokia literatūros ar literatūrėlės negalia.    …juk tai miestas, kylantis iš slėnio
     Karolis Maliszewskis. „Pažadas“

       Negalime būti tikri, kad diagnozės ir receptai yra tikslūs, nes nežinia, ar skiriami tikrajam pacientui. Šią problemą taikliai aptarė Julianas Kornhauseris, rašęs apie kelias literatūrinės apytakos sferas. Rūpestį kelia ne tai, kad tos sferos yra, tačiau tai, kad tarp jų pernelyg maža perėjimų. Juk kalbame apie literatūrą, kuri suvoktina ne tik kaip tekstų rinkinys, bet ir žmonių, knygų, įvykių, objektų tarpusavio ryšių sistema.
       Turime nišų sankaupas; archipelagai plyti labai arti vienas kito, bet tvarkosi pagal savas taisykles. Nes vieni dėsniai valdo poezijos archipelagą, kiti – prozos salą. Pavyzdžiui, poezijos neveikia atsakomasis ryšys, susijęs su tiražo pardavimu. Galbūt dėl to, viena vertus, šiuolaikinės poezijos kalba linksta į stiliaus hermetizaciją, bet, kita vertus, palyginti didelė meninės saviraiškos laisvė skleidžiasi vienalytėje aplinkoje, kurioje koegzistuoja labai įvairaus amžiaus ir patirties autoriai. Laisvoji Poetų Respublika – ši metafora ne taip jau ir nutolusi nuo tikrovės. Prozai pastaraisiais metais teko kur kas nuožmesni rinkos išbandymai, ir tai lėmė, kad ji uzurpavo visuomenės sąmonę, tačiau toji uzurpacija vis dėlto neatnešė ypatingos kokybės.
       Visa tai verčia manyti, kad neįmanoma sukurti vieno rišlaus pasakojimo apie pastarųjų metų literatūrą ar literatūrėlę, ypač jei atsižvelgsime į faktą, kad atsirado visiškai nauja rašytinio žodžio sklaidos terpė – internetas. Terpė, kurios galimybės Lenkijoje atrodo ir toliau menkai panaudojamos – bet apie tai vėliau.

DZIEŃ. WSPOMNIENIE NAZCA.






KAIN    
                              


nigdy więcej nie mów, że masz numer

pod skórą bo nie pomoże ci nawet telefon

do przyjaciela. każdy drobny dźwięk

rozprasza snajpera i przez przypadek

może zostawić tobie tylko trochę życia.

 

a trochę, to za mało, żeby za to umierać.

słuchaj jak trzeszczą i dojrzewają w nas

kości. zobaczysz, będą błyszczeć.

KOLEJNY MEM – NIEBAWEM, NA TYŁACH „ODRY”


„[...]Stanowczo za daleko poszliśmy w uprzejmości względem zabobonnych mędrków. Wypada raz wreszcie z tym skończyć, odróżnić hipotezę naukową od widzimisię demagoga, naukę od fantazji, uczciwy wysiłek filozoficzny od pustej gadaniny. A to tym bardziej, że owa gadanina miewa, niestety, tragiczne skutki [...]”

[J.M. Bocheński OP, „Sto zabobonów”]

Zorientowałem się, że ostatnimi czasy, dla wielu kolegów i koleżanek po piórze stałem się człowiekiem układu, mrocznym widmem, bardzo złym jedi. Przebóg, czyliż to możliwym jest?! – zakrzyknąłem w duchu, czytając na kolejnym blogu czy forum jak jestem oskarżany o mycie rąk rękami (słynny, ogólny i słuszny to zarzut – że ręka rękę myje). Dopóki zajmowałem się pisaniem recenzji czy wierszyków, względnie współorganizacją jednej z wielu podobnych imprez literackich w kraju – miałem z grubsza poprawne relacje w środowisku i święty spokój. Lubiłem się z tymi, z którymi się lubiłem i znałem się z tymi, z którymi się znałem. A z którymi nie – to nie. Ostatnio jednak obrywając już niemal anonimowo, na przykład za to, że znowu gdzieś jestem jurorem albo redaktorem, zrozumiałem, że dla niektórych jestem postacią, co do której mają poczucie że mnie znają. Znają i wiele wiedzą – na przykład z kim jadam, pijam. Zdałem sobie sprawę z zabawnej roszady jaka dokonała się wokół mnie. Wokół mnie – podkreślam – bowiem wewnętrznie czuję się spójny i ciągły.

 Kilkanaście, będąc u początki literackiej drogi, żyłem w silnym przeświadczeniu i intuicji, że skoro nie jestem publikowany w rozlicznych pismach, w których chciałbym być publikowany i skoro nie wygrywam nagród, jakie chciałbym wygrywać oraz skoro nie jestem zapraszany gdzie chciałbym być zapraszany – to coś w tym musi być. Żyjemy w kraju, gdzie jak wiadomo, gdy ktoś, coś ma, no to skądś to ma – że zacytuję klasyka. To oczywiście nie mogło być tak, że znakomitość moja pozostawała nierozpoznana dla gremiów które decydowały o publikowaniu, nagradzaniu i zapraszaniu. Bynajmniej – moja znakomitość była rozpoznawalna już od pierwszych słów wiersza i to ona była – w domyśle – powodem milczącego odrzucenia, obojętności świata a za tym stał niewątpliwie wredny spisek. W spisku mieli brać udział Ci, którzy strzegli swoich miernych lepianek ulepionych w trakcie kariery literackiej (por. mem znaności uznaności albo kariery literackiej) a strzegli tylko po to, by nie dopuścić innych, młodszych, lepszych, takich jak ja, do wnętrza systemu gdzie się rozdaje i znaczy karty. Być może nie do końca istnienie tej niezachwianej pewności istnienia spisku sobie uświadamiałem, ale skądś przecież młodociany autor musiał czerpać uspokojenie, pewność, że z nim jest wszystko w porządku a źle jest, owszem, ale wszędzie naokoło. Frustracja jest nieodłączną towarzyszką w wykonywaniu zawodów pisarskich w tym czasie, w tej szerokości geograficznej i w tej długości. Być może, zresztą – tak było, jest i będzie, wszędzie i zawsze. Być może. Struktura przekonań, którą nazwałem Memem TWA (czyli Towarzystwa Wzajemnej Adoracji) ma o tyle destruktywny wpływ na życie literackie, że kiedy dochodzi do autentycznego nadużycia – nikt nie kwapi się z reakcją. Wszyscy bowiem żyją w mylnym poczuciu, że tak dzieje się ciągle, wszędzie i zawsze. A utwierdza owych wszystkich powtarzanie obiegowych opinii o wszechwładnym spisku, myciu rąk rękami lub mocy wszechwładnej wzajemnej adoracji. Cechą charakterystyczną tego memu jest, to, że jest on wyraźnie skierowany – od zewnątrz życia literackiego ku jego prawdziwemu lub domniemanemu centrum. O ile poprzednie dwa memy – (por. mem nieznośnej lekkości druku, oraz mem bezbrzeżnej kałuży czasopiśmienniczej) mają charakter horyzontalny, są poglądami ogóle, udają zdania opisowe, – o tyle mem TWA jest zawsze wypowiadany przeciwko komuś lub czemuś. Z wroga czerpie swoją żywotność. Z wroga i ofiary, najczęściej partyzanta jedynej prawdy, jedynej prawdziwej jakości.Czuję się w tej narracji zarazem wewnątrz systemu jak i na zewnątrz. Z jednej strony bywam jurorem, jestem redaktorem, czytam, wyrażam opinie, podobno też rozdaję słabe bo słabe – ale jakieś karty. Z drugiej strony – wydaje mi się, że nieźle pamiętam rozliczne wszeteczne myśli i namiętności jakie targały sercem i umysłem młodego autora, pamiętam nade wszystko dojmujące poczucie niezawinionej krzywdy i słusznego gniewu. Jestem też w stanie prześledzić swoją drogę od tamtego momentu do dzisiaj i na tym drobnym przykładzie, ale także na obserwacji innych przykładów równoległych – ocenić prawdziwość memu TWA, zwanego także klątwą salonów, sanhedrynem redaktorów, orskością czasopism, bursztalizacją poezji, jurydyzacją życia literackiego i czym tam kto jeszcze chce. Chciałbym kiedyś wyjść sobie samemu naprzeciw i opowiedzieć tę historię w sposób możliwie prawdziwy i autentyczny. Na razie mogę tylko nadgryźć ten mem i powiedzieć gromkie – na pohybel mu!