Archiwum dla Sierpień, 2008

MSZA ZA WOLNY TYBET. O NIEPODLEGŁOŚĆ GESTU.


To poniższe to słówko ode mnie, które w podobnej formie padnie jutro w Częstochowie. Publikuję je w celu wyjaśnienia i objaśnienia, że nie ma być to manifestacja takich czy innych poglądów politycznych ale gest etycznej solidarności z prześladowanymi za przekonania.To takżę rodzaj zapewnienia bezpieczeństwa temu gestowi w przyszłości, uczynienia go gestem niepodległym teraz i w przyszłości.

Chrystus wiele razy pytał swoich uczniów za kogo go uważają, wiele razy wspominał o tym, że kto za nim podąża, ten będzie zbawiony. Ale w kazaniu na górze, centralnym tekście ewangelicznym, wyrażającym uniwersalne przesłanie Chrześcijaństwa jakby zapomniał o dbaniu o elitarność wiary, doktryny. Okazuje się że jest osiem przypadków na tyle powszechnych i uniwersalnych że nie stawia się im warunków wstępnych, osiem sytuacji granicznych w których Bóg obiecuje nadzieję i bezpośrednią interwencję w sprawie. Wśród tych ośmiu, mówi się o tych, którzy łakną i cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości. Dla Chrystusa nie jest istotne, jakiego wyznania są owi cierpiący, czy mają proste czy skośne oczy, długie czy krótkie nosy, czy posługują się Greką, Łaciną, Sanskrytem. Ważna jest podstawowa sytuacja, właściwość ich losu. Nie tyle cierpią niesprawiedliwość, ale cierpią dla sprawiedliwości, czyli upominają się o prawa podstawowe, wydawałoby się oczywiste. To cierpienie intencjonalne. Spotykamy się na mszy, której intencja w uszach wielu z Was może brzmieć dziwnie. Tybet to odległa kraina, o niejasnym statusie, zamieszkała przez ludzi o innej fizjonomii, dziwnych, trudnych do wymówienia imionach, śniadej skórze, lekko skośnych oczach w niemal stu procentach wyznających buddyzm w dość specyficznej, bardzo barwnej odmianie, nazywanym Diamentową Drogą, Wadżrajaną lub po prostu buddyzmem tybetańskim. Dlaczego mielibyśmy się modlić za nich? Właśnie dlatego, że według wszelkich informacji są to ludzie w pokorze znoszący cierpienia dla sprawiedliwości. Dalaj Lama, nazywany przez chińskich komunistów agentem CIA, terrorystą, oświadczył kiedyś, że jako mnich może reprezentować swoich ludzi tylko o tyle, o ile powstrzymają się od używania przemocy, walki zbrojnej i jak dotąd Tybetańczycy go słuchają ginąc za posiadanie zdjęcia Dalaj Lamy, godząc się na więzienie, tortury, szykany. Świat w większości nie zna imion tych bitych i mordowanych, a jeżeli nawet zna, to nie potrafi się za nimi skutecznie ująć, imiona są zbyt trudne do wymówienia. Dlatego ta Msza nie jest tylko w intencji Wolnego Tybetu, w intencji bezosobowych „jakichś” bitych, „jakichś” uwięzionych. Dlatego wśród innych zdecydowaliśmy się przypomnieć chociaż jedno z tch dziwnych imion – Kelsang Namco. Nie odpowiem wam kim była, bo niewiele o niej wiemy, wiemy jak zginęła. Razem z grupą uchodźców w październiku 2006 roku zdecydowała się na ryzykowną wyprawę przez Himalaje, przez przełęcz Nangpa-la w kierunku Nepalu i Indii. Nie wiemy czy dlatego, że chciała zobaczyć Dalaj Lamę, czy dlatego że ma po drugiej stronie Himalajów rodzinę czy może te rodzinę zostawiła właśnie w Tybecie. Pod przełęczą grupa uchodźców została wypatrzona przez grupę funkcjonariuszy wojsk ochrony pogranicza. Co było dalej wiemy dzięki grupie himalaistów wspinających się na pobliski ośmiotysięcznik Cho Oyu. Dzięki nim świat zobaczył w stereo i w kolorze jak chińska armia strzela do bezbronnych ludzi brnących przez śnieg ku przełęczy. Ciężko im się szło, przełęcz leży na wysokości 5700 metrów, tam już ciężko się oddycha, w powietrzu jest niewiele tlenu i jest on rozrzedzony. Jedną z ofiar, wiemy to z relacji innych uchodźców z tamtego pochodu – była trafiona w plecy Kelsang Namco. To było dwa lata przed olimpiadą. Świat widział i wiedział. Ale wydawało się jakoby nikogo nie było, kto dałby radę powiedzieć, że jednak w tym świecie nie ma możliwości by jedną ręka pozwalać na strzelanie ludziom w plecy a drugą głosić chwałę olimpijskich ideałów. Spróbujmy uczyć się tych imion, wymawiać je czasem na głos – ostrożnie i z należytą powagą. Mieć imię to znaczy istnieć. Dlatego satrapie i tyranie dążą do uczynienia swoich ofiar anonimowymi. Kelsang Namco – zabita na podejściach Nangpa-La, Tendzin Delek Rinpocze, skazany w kapturowym, jednodniowym sądzie na śmierć, któremu w wyniku szerokiej międzynarodowej kampanii zamieniono ten wyrok na dożywocie, Tenzin Cunde, uchodźca, który urodził się w Indiach i nigdy nie widział swojej Ojczyzny, znany z prostych wierszy i z tego że w tym roku zorganizował pokojowy marsz młodych Tybetańczyków do granicy, tak aby mogli zobaczyć chociaż przez chwilę swoją Ojczyznę.

MSZA ZA WOLNY TYBET

Drodzy Przyjaciele
Pragniemy Was zaprosić do uczestnictwa w Mszy świętej w intencji Wolnego Tybetu oraz pamięci zabitych i zamordowanych w tym Kelsang Namco mniszki zastrzelonej przez chińską służbę graniczną w 2006 roku na podejściach do przełęczy Nangpa-la w Himalajach w czasie próby ucieczki z Tybetu.
Mszę odprawi nasz Przyjaciel, ks. Patryk Michalski pallotyn w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Częstochowie przy ul. Kordeckiego 49 o godzinie 19:00 dnia 30 sierpnia 2008 w sobotę
Chcielibyśmy, aby dla tych z Was, którzy są wierzący była to chwila skupienia na modlitwie za naszych braci i siostry, którym odmawia się podstawowych praw do wolności. Dla tych z Was, którzy są innego niż katolickie wyznania, lub nie podzielają żadnej wiary religijnej proponujemy udział w tej Mszy jako moment refleksji nad ludzkim cierpieniem i gest solidarności, który ma w Polsce piękne korzenie i długą tradycję.
Radek i Kasia Wiśniewscy
 

OLIMPIJSKI SPOKÓJ PREZESA NUROWSKIEGO.


Szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Piotr Nurowski jak już wszyscy wiemy – może spać spokojnie. Do Pekinu pojechało 263 sportowców, największa reprezentacja od roku 1980, kiedy pojechali nasi do Moskwy, co członek PZPR i prezes Polskiego Związki Atletyki, Piotr Nurowski - w tamtych latach pamięta na pewno doskonale. Jakoś tak pół roku wcześniej wojska bratniego ZSRR wjechały do Afganistanu gdzie rozpoczęła się wojna, która w zasadzie trwa do dzisiaj.  Ale w 1980 roku Polacy sobie tym głowy nie zaprzatali. „Gest Kozakiewicza” stanowił tutaj alibi, że wprawdzieśmy pojechali i byli z jednego baraku, ale wała zawsze gotowi ruskim pokazać. Takiego wała jak Polska cała. Ho ho Rosja się od tego zatrzęsła. Przepraszam. ZSRR to przecież nie Rosja.
Zatem Piotr Nurowski może spać spokojnie. Obiecał, że jeżeli ta armia sportowców zdobędzie mniej medali niż nasi zdobyli w Atenach , cztery lata temu – poda się do dymisji. Mniej nie zdobyli, więcej też nie. Równo dziesięć. Sukces miażdżący, podobnie jak w 1980. Tym bardziej że podobnie jak w 1980 nikt nie pomieszał igrzysk z polityką. W marcu gdy chińska armia okazywała męstwo na ulicach Lhasy były kierownik wydziału propagandy i kultury warszawskiego KW PZPR tak mówił naszym 263 atletom:
- Sportu nie należy wykorzystywać do polityki. Karta Olimpijska i regulamin igrzysk są nieubłagane, grożą dyskwalifikacje. Żeby to nie był nie wiadomo jaki kandydat do złotego medalu, poniesie konsekwencje - 
 I w rzeczy samej,  nikt z 263 reprezentantów kolebki „Solidarności” solidarnie nie zaprotestował. No,  tylko jeden działacz się skuł i wietrzył się na trawniku.

Ogolona czacha Szymka Kołeckiego być może będzie jak „gest Kozakiewicza”. Może ktoś zapamięta. Ale jedno jest pewne spokój panuje wśród polskich działaczy i sportowców. Spokój panuje w Tybecie i na placu Niebiańskiego Spokoju Pekinie. Nie było pory by rozmawiać przed Pekinem bo nie, w trakcie bo święto, a teraz kogo to wszystko obchodzi?
Pax, pax
chociażby po trupach, ale pax.

Post Scriptum I
Mielismy dzisiaj dyskusję. Kasia mówi, że szkoda, że żaden ze sportsmenów nie walnął medalem o matę w imię solidarności, że poza Kołeckim, który ogolił sobie bez słowa głowę – nikt jak się zdaje nie zdobył się na wyrazistszy gest. Ja na to, że no dobra, ale sportowcy pracują latami na formę, trochę ich rozumiem, że dla nich to wbrew naszym moralnym oporom – to jest przygoda życia. A żona na to:
- No ale przecież jak facet czy facetka stoi na podium to zwycięstwa i tak im już nikt nie zabierze, cały świat widział w telewizji, internecie – nie ma dyskusji byli najlepsi a ten medal to tylko kawałek metalu.
I pomyślałem sobie że indeed, kawałek metalu, bo wyniku sportowcowi nikt nie zabierze. No ale trzeba by chcieć i mieć „odrobine koniecznej odwagi” jak rzecze poeta.

Post Scriptum II
Już nawet zwyciestwa moralne mojemu krajowi nie wychodzą. Proszę mi za rok nie jojczyć, że nikt nie pamięta o „solidarności”,
symbole żyją tylko o tyle, o ile wypełnia się je żywotną treścią a nas na tę treść nie stać. Tylko jojczenie.

HYMN OLIMPIJSKI. PEKIN 2008

Wersja 1

Wersja 2

PEKIN 2008. MOTTO

Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem komunistą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem związkowcem.
Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem Żydem.
Kiedy przyszli po katolików, nie protestowałem. Nie byłem katolikiem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.

Pastor Martin Niemöller, 1942, Dachau.

PEKIN 2008? NOT IN MY NAME.

Nie będę oglądał igrzysk. Wczoraj na ekranie telewizora zobaczyłem zegarek odliczający dni do otwarcia igrzysk w Pekinie i pomyślałem sobie, że jednak nie zniosę tego na trzeźwo. Życzę jak najlepiej Chińczykom jako ludziom, ale mam alergię na autorytaryzm, szczególnie w wydaniu azjatyckim w myśl, którego człowiek jest o tyle jednostką, o ile władca, na przykład Pierwszy Sekretarz – umniejszy się w swojej łaskawości. Wychowałem się jednak w tradycji, że nawet w dawnych czasach, władcy dawano tyle władzy ile zgodzili się zrzec obywatele. Pamiętacie finał świetnego kostiumowego filmu „Hero”? Hero nie ginie ostatecznie, dlatego, że cokolwiek poszło nie tak. Hero ginie, bo musi zginąć każdy kto się porywa na Pomazańca Bożego, Józefa Stalina czy Innego Mao. Jadą, jadą wozy tańczyć na balu u królu a wszyscy biją brawo aż cebula pęka.

Wstyd mi za siebie, za mój kraj, polityków, których tak czy inaczej legitymuję, za nas wszystkich, że tak niewiele potrafimy, potrafiliśmy zrobić w tej sprawie, że tak niewiele czujności wykazaliśmy, wykazałem, wykazali. Głównie wstyd mi za siebie, za to że pewnie mogłem zrobić w tej sprawie więcej niż zrobiłem.

 

I proszę nie mówić, że nikt nie chce umierać za Tybet, bo po pierwsze nikt nie mówi, że chodzi tylko o Tybet, po drugie nikt nikomu nie każe umierać. Stawka była i jest jak na razie żałośnie niska – ale przez to może tak trudna do odrzucenia. Chodzi przecież tylko o fun i kasę. Kiedy słucham tego cudnego szczebiotu sportowców naszej Niepodległej Rzeczpospolitej, że oni tutaj dla idei nie dla polityki, to myślę, że nader często zasada neutralności i bezstronności staje się cichym i czyściochowatym wspieraniem oprawców przeciwko słabszym.Przeciwko słabszym tak bardzo. Bezstronne sędziowanie w meczu bokserskim między myszą a kotem to rzeczywiście cudowne zajęcie.

 

I proszę mi nie opowiadać dyrdymałów, że Chińczycy z natury nie potrzebują wolności, oddechu, że Tybetańczycy to wieśniacy i mnisi, którzy po prostu nie wiedzą co dla nich dobre a za to świetnie wie za nich to Komunistyczna Partia Chin. Nawet głupiego szynszyla jak się zamknie w klatce to trafi się jednostka, która będzie próbowała, czy aby się nie da tej kraty, szyby, jakoś zwalczyć. Nie dlatego, żeby nawet miejsca było za mało, ale żeby nie było tych krat – o to chodzi. Każde żywe stworzenie dąży do takiego przekraczania barier, jeżeli mu się je postawi. Nie wiem dlaczego mielibyśmy zakładać, że wolność słowa, sumienia i wyznania dotyczyć ma z definicji przedstawicieli cywilizacji bogatego i zbrojnego zachodu a jakichś untermenschów (bo przecież to się kryje za podobnymi rozumowaniami) to już nie. Bo na przykład nie mają za sobą demokratycznej tradycji.

 Wracając do tematu – naszym domu igrzysk oglądać się nie będzie. Nie za bardzo jeszcze umiem powiedzieć co w zamian, ale jestem pełen niepokoju. No bo kto chciał umierać za Gdańsk, za Warszawę, za jakichś tam Żydów? Teraz nikt nawet nie chce splunąć w imię Tybetu? Jeden Żyd Spielberg któremu wystarczyło jaj, żeby powiedzieć „nie”. A cała reszta? Krzysio Hołowczyc, który biedaczek padł ofiarą ataków medialnych i nie mógł ponosić sobie olimpijskiej zapalniczki przez miejscach gdzie Armia Chińska okazywała męstwo jeszcze tak niedawno strzelając do uchodźców na przełęczy Nangpa-la? Nie ma co, jak na kraj który wydał „Zośkę”, „Rudego”, „Anodę”, „Morro”, „Ponurego”, Popiełuszkę, Wojtyłę – popisujemy się. Dlatego mimo zrozumienia dla wysiłku sportowców, działaczy, rzeczników – odmawiam wam mojej legitymacji. Jestem Polakiem, ale nie występujecie w moim imieniu.   To nie hart ducha, to chart, po prostu chart, proste psisko, które umie napinać mięśnie, gdy ktoś rzuci komendę. I potrafi biegać, szczekać, merdać ogonem. Chart ducha maskotką olimpiady w Pekinie!