Archiwum dla Czerwiec, 2008

REKOLEKCJE

IN ABSENTIA, DOMYKANIE FIGUR (1998-2008)

 Nie ma szczepionki na tamten postrzał. I kto dzisiaj poskleja
te ciała w skorupy godne nawrócenia; do kogo ten żal, żalątko,
pogięte zwierzątko zasuszone za powiekami. A przecież mimo
tego, że tak nie chce się patrzeć i widzieć – już rośnie za oknem
równoległy ogród. Zdziczały orzech, grab i klon odgrywa zadaną
rolę po tamtej stronie ziemi. Wytłumia dźwięki i odgina powłoki,
którymi okrywa nas niebo, tak żebyśmy mogli uczyć się  oddechu,
który nie zostawia śladów. Mówisz, Meister, że to tylko mała dusza
a wielki lament, ale nigdy nie będzie nad miłością innego lamentu
niż ten, jaki wznosi się samotnie pomiędzy pociętymi dziąsłami. Wiem,
nie trzeba było przyjmować bukietów doskonale wymierzonych noży
niesionych w pochodach jak kwiaty wiosną. Spróbuj jednak od nowa,
bez wstępnych narzędzi otworzyć człowieka. Niech nie wie co to

lament niech wymierza wiarę.

PUNKT SIŁY, KOLEINA, NOWA RUDA



[fot Marcin Zegadło]


 POWERPOINT, CZARNY MOST
 
Cieleckiemu
 

Zatrzymujesz się w pół mostu, jakbyś tęsknił za wrednym zielem
rosnącym na nasypie, zbieranym dawno temu pod semaforem
wyśnionym z rdzy, ciemniejącym w aureoli niespisanej miłości.
Oddech idący z nadnerczy, erupcja miasta zapowiada wiosnę.
I oto nagle jesteśmy wolni by pytać, kto kradnie i podmienia slajdy,
w których istnieje tylko to, co daje się przełożyć na równoważniki
zdań. Przed nami wzgórze i czarne ości mostu ułożonego nad Woliborką
niczym szkielet wietrznej ryby. To się układa w całość;
w ukrzyżowanie
dolin – ulubiony pejzaż jaskółek. Gdybyś rzucił to
drewno w piaski
jak krew niewiernych, nawet byś nie czuł, że ryba
ciągle żyje. Wiatr
wypycha ciała lżejsze od życia ku górom a świat
zarasta po nas
szybciej niż torowisko w Sudetach. Atom Helu
ma więcej wspólnego
 z powietrzem, niż my z miastem w dole gdy otwiera się koleina
kolej i na nas

GRUNGE CRITIC – CAŁOŚĆ NIEBAWEM W

1.

            Na początek tak zwana refleksja osobista. Otóż dziesięć lat temu organizowaliśmy z przyjaciółmi w mieście Brzeg pierwszą większą imprezę literacką, której kulminacją miał być pochód poetów z manekinami stworzonymi z masy papierowej przez główne ulice miasteczka. Padał deszcz, nieliczni przechodnie na widok dziwnej ludzkiej menażerii chowali się w bramach. Ani to grupa kiboli – bo jednak dziwnie gadają; ani demonstracja – bo nie wzywają do niczego zdrożnego, tylko wiersze czytają, do wierszy zapraszają, jednym słowem obcy, aż strach się bać. Karol Maliszewski, który wówczas był gościem specjalnym imprezy rzucił gdzieś w przelocie między odczytaniem wierszy a pociągiem (albo drzwiami skody, nie pamiętam już za dobrze):

 - Szukałeś metafory losu poety we współczesnym świecie i popatrz, masz to jak na dłoni, idą jakieś dziwolągi miastem, pada deszcz, ludność przed nimi się chowa, nikt ich nie słucha, nikt nie widzi, ale idą.

To zdanie i kontekst sprzed dziesięciu lat skojarzyło mi się ostatnio, przy okazji szumnie zapowiadanej dyskusji wokół kolejnej książki krytyczno-literackiej Karola Maliszewskiego, zatytułowanej dla niepoznaki „Po debiucie”. Dyskusja miała się dobyć w czasie trzynastej edycji „Portu Literackiego” we Wrocławiu. Książka ukazała się nieco wcześniej nakładem wydawnictwa, które organizuje „Port Literacki”, nie należy się zatem dziwić, że wydawca chciałby wokół wydanej przez siebie książki poczynić zamieszanie. I słusznie, bo to niezwykła książka, swoisty papierek lakmusowy do badania tego, kim jest Karol Maliszewski jako krytyk, ale także jaka jest jego rola i miejsce w przymierającym, cichnącym i odżywającym na przemian dyskursie o najnowszej literaturze, czy może literaturze w ogóle. W ramach rozmowy na scenie Teatru Polskiego zaproszeni goście gadali o debiucie i debiutowaniu ale ani słowa o samej książce. Tak może wyszło niezamierzenie, ale czyż życie samo nie podsuwa właściwych metafor? Oto bowiem wszyscy mówili o debiutowaniu (a książka Maliszewskiego dość marginalnie traktuje ten temat, jest to raczej pretekst do wypowiedzenia osobistej narracji) i obok autora, który w czasie dyskusji w  Teatrze Polskim nie odezwał się ani razu. Czy to z nieśmiałości, czy ze złości – siedział jak słup z soli i paper-marche. Znamienne że nawet w centrum zdarzeń literackich Karol Maliszewski wydaje się być z boku, na pozycji obecnego-nieobecnego, człowieka znikąd. To wymowne milczenie i wymowny obraz i to nawet nie jako memento dla noworudzkiego krytyka, bo jego wyjątkowej (co nie znaczy że przesadnie wysokiej) pozycji nikt mu już raczej nie odbierze. Na marginesie – nie wiem czy owa wyjątkowość nie sprowadza się w gruncie rzeczy do dyskomfortu jaki sprawia niemal wszystkim aktorom życia literackiego autor „Zwierzęcia na J.” i jego rozpoznania, lub odmowa dokonywania zbyt łatwych, pochopnych rozpoznań literackich. Maliszewski po prostu nie pasuje do żadnej z kolein jaką toczy się życie literackie w Polsce ostatnich dziesięciu lat. Wtłaczany w nie raz po raz, tym częściej z nich wyskakuje i ucieka w bok.

Slajd pod tytułem dyskusja nad książką Karola Maliszewskiego wydaje się być memento dla pewnego sposobu mówienia o literaturze. Jeżeli mówienie o literaturze, uznać w najbardziej ogólnych zarysach za zaczątek krytyki – metafora ta zdaje się świadczyć o zagaszaniu także istnienia pewnej szczególnej formy krytyki w przestrzeni publicznej. W przestrzeni publicznej jak się zdaje (i dyskusja we Wrocławiu, ale także inne dyskusje w czasie innych festiwali zdają się to potwierdzać), jest miejsce na towarzyszącą eventom i gigom[1] publicystykę literacką. Krytyka zdystansowana, gdyby nazwać ją roboczo „akademicką”, pozostaje tam gdzie była zawsze, na dobrze usypanych szańcach akademii. Środkiem szerokie mgliste, w znacznej mierze puste pole wypełniane z rzadka czymś co ukazuje się w pismach literackich, na blogach czy portalach internetowych. Wydaje się, że tam gdzieś właśnie mieści się ciekawy z punktu widzenia walorów komunikacyjnych i nie tylko – projekt Karola Maliszewskiego.



[1] Event – z ang. Wydarzenie, gig – z ang. Widowisko – w tym wypadku obu słów używam w ich potocznym znaczeniu jakie wdarło się także do języka polskiego. Event czy gig to na przykład wręczenie tej czy innej nagrody, festiwal literacki etc.