Archiwum dla Październik, 2007

ZA DUSZKI

19bd0b680652403amed.jpg

SZEOL. REGENBOGENFABRIK

to nie jest wyjście ani droga, to wściekły wij, złośliwe
smoczysko żłobi trop w mule pochmurnej kotliny.
o zmierzchu gęste są obrazy i osady drętwieją
w powietrzu. idźcie i rozwłóczcie wszystkie szmaty
świata – mówi płaskie jak srebrnik słońce. już knuje
jak nas wydać, wbić z powrotem pod trzcinę.
dojrzewa wolibórz za garbem i góra napełnia się
mgłą jak wytwórnia widm rzeczy widzialnych
i niejadalnych. oto jest spełnienie, chociaż szare
jest wrzeciono niziny i ślęża wystaje z niej jak płetwa
rekina. od obietnicy kobietom otwierały się brzuchy
i wirowały głowy mężczyzn; pod ziemią przyjazną
każdemu wypuszcza kły ku przełęczy czerwona ruta.
sowa bez oka widzi szczere korzenie pełznące w górę
serca. kruszeją czółenka ciał w otchłani i rozmieniają
na drobne kolory.

PRZEGLĄD HISTORYCZNY

PRZEWODNICZĄCY SAMO ZŁO

0232c6dde5ffac4d1872661c975ff0b0.jpg

Mao Tse Tung w wielu lewicujących kręgach elity intelektualnej wolnych ludzi zachodu uchodził (i o zgrozo często nadal uchodzi) za „lepszego” komunistę, często zestawianego jako antyteza dla Stalina. Tym bardziej warto sięgnąć po wydaną właśnie w języku polskim biografię tego dyktatora Czerwonych Chin autorstwa Jung Chang i Jona Halliday’a. Za kilkuset stronicową pasjonująca narracja stoją setki wywiadów, rozmów, dokumentów a także nie skrywana pasja badaczy obojga autorów.
Z mitycznego przewodniczącego Mao po lekturze nie zostaje niemal nic, autorzy śledząc losy Przewodniczącego od urodzin do śmierci bez litości demaskują kolejne mity, w tym także te największe –o Długim Marszu czy tzw. Powstaniu Jesiennych Zbiorów. Czasami autorzy nie są do końca bezstronni i są to słabsze elementy tej opowieści, bowiem wymowa dokumentów i samo ich zestawianie czyni przerażające wrażenie. Wydaje się też, że nadmierna uwagę duet autorów zdaje się przywiązywać do spraw osobistych i poszczególnych intryg a za mało uwagi poświęcają ważnym wydarzeniom o nieco większym stopniu komplikacji niż kolejne gabinetowe podchody. Z trudem by było szukać opisów konkretnych bitew czy starć z udziałem armii czerwonych. Nader często dowiadujemy się czegoś jak było „na przykład” w tym i w tym powiecie, ale brakuje zarysowania ogólnego, globalnego tła.
Bodaj najbardziej wstrząsające portrety zarysowane w tej opowieści to obrazy Mao układającego poezje w czasie gdy jego żołnierze mordują jego przeciwników politycznych lub giną z głodu. Śmierc innych ludzi, nawet własnej żony nie robiła na Mao żadnego wrażenia. Istotne było by służyło to władzy, jego władzy. Wyłania się z tej ksiązki obraz skupionego na sobie zakompleksionego nieudacznika, którego jedyną mocną stroną w starciu ze światem jest zdolność do intryg, szantażu, brak skrupułów i skrajny egocentryzm połączony z wielkościowym przekonaniem o własnej nieomylności. Można powiedzieć że gdyby ktoś chciał opisać wcielone biblijne zło – to miałoby ono twarz Mao.

(Jung Chang, Jon Haliday, „Mao”, Wydawnictwo „Albatros”, Wraszawa 2007)

OSTATNIA OFENSYWA WEHRMACHTU

839b8dddf1fc29d288531a55df1e4fc7.jpg

„Charków – Donbas 1943” Łukasza Przybyły, najnowsza pozycja serii „Bitwy Historyczne” wydawnictwa „Bellona” to obowiązkowa lektura dla wszystkich hobbystów
interesujących się historią wojskowości. Uzupełnia lukę w polskiej literaturze popularno-naukowej o wiedzę na temat tzw. trzeciej bitwy o Charków w lutym i marcu 1943 roku.

Nie jest to jednak tylko relacja z odtworzonego na podstawie dokumentów obu stron przebiegu bitwy, w której po raz ostatni III Rzesza z sukcesem próbowała zastosować doktrynę
Blitzkriegu. Pośrednio książka Przybyły pokazuje też sylwetkę Ericha von Mansteina, jednego z najzdolniejszych dowódców II wojny światowej, którego cień unosił się nad planem
kontruderzenia na wschodniej Ukrainie. Trzecia bitwa o Charków jawi się z tej ksiązki jako punkt zwrotny w historii nie mniej istotny niż Bitwa pod Stalingradem czy Bitwa
w Łuku Kurskim. Lekturę może utrudniać miejscami zbytnia kondensacja dat, nazw i nazwisk w tekście, normalna dla tekstu teoretyczno-wojskowego, ale nadmierne dla tekstu
popularno-naukowego, jednak książki walory podnoszą obszernie cytowane fragmenty relacji i pamiętników raczej mało znanych do tej pory autorów.

(Łukasz Przybyła, „Charków Donbas 1943”, Wydawnictwo „Bellona”, Warszawa 2007)

MARSZAŁEK BŁOTO

978-83-11-10797-7_31066_F.jpg

Omówienie tej unikatowej książki na rynku militariów trzeba zacząć od wyjaśnienia nieporozumienia, jakie wynika z nienajszczęśliwszego tłumaczenia tytułu. Nie jest to książka o porażkach militarnych, ale o … błocie. Tytuł oryginału dałoby się bowiem przetłumaczyć jako „Militarna historia błota” i jest to przeredagowana wersja dysertacji. Sprawa błota zostaje tutaj zatem potraktowana z metodycznością i dogłębną znajomością źródeł. C.E. Wood pokazuje jak znajomość błota i dynamiki jego powstawania na polu bitwy potrafiła decydować o losach bitew, pomagając stronie, która doceniała jego własności i przeszkadzając tej, która lekceważyła jego wpływ na morale, mobilność, zdrowie żołnierzy. Autor przytacza w większości przykłady z historii wojskowości amerykańskiej co jednak o tyle nie przeszkadza, że jest to praca pionierska. Pionierska chociaż nie jedyna – wystarczy przypomnieć scenariusz Macieja Parowskiego „Burza”, który opowiada o tym, co by się stało z Wehrmachtem gdyby jesień 1939 roku nie była słoneczna.
W wielu książkach o historii wojen mówiono o słynnym rosyjskim „generale mrozie”, z książki Wood’a wyłania się twarz nie mniej potężnego Marszałka Błoto.

(C. E. Wood, „Wielkie porażki militarne – jak pogoda wpłynęła na losy wojen” [ oryg. „Mud a military history”], Wydawnictwo „Bellona”, Warszawa 2007]

MASADA

Vista_general_de_Masada.jpg


THE FORTRESS. CRACOW KLEZMER BAND.

Siostrze Karolinie

rodzona a nie stworzona na podobieństwo wspinasz się
ode mnie wąską ścieżką między załomami ku twierdzy
nad ostrzem płaskowyżu. twoje palce wystają z murów
jak wieże i celnie tną powietrze. wszystkie inne drogi
prowadzą do barbakanu nad rzeką, która nie chciała
płynąć między nami a teraz stoją tam tylko obłoki iłu
i łuki napięte w oczekiwaniu na legion zwiastowania.
to ciężary na inne barki, które czekają przy nabrzeżu
w jafie na dezerterów. a przecież przychodzimy przez
te same skurcze, tę samą rzeźbę łożyska. powołuje
nas ta sama gra pierwotnej miazgi i dłonie ojca całe
w smugach kondensacyjnych jakby to były wstązki
wplatane przez aeroplany w twoje włosy. Jesteśmy
szańcami na brzegach morza martwego i słonego
tak bardzo jak sobie zażyczysz, bo twoje pragnienie
jest dla niego rozkazem.a chociaż powstają przeciwko
nam miary i wagi świata – nie przemogą murów, bo ty
będziesz ze mną. tymczasem umacniam się i wierzę,
zobaczę ciebie, chociażby jak wtedy przez wodę,
mimo tego, że przybyło dziesięć lat i sześć stóp błota.
widzę jak skaczesz z murów zwinięta w ciepły kłębek.
wierzysz że w dole czeka ktoś, równie godny zaufania.

PO MNIE CHOCIAŻBY I POTOP?

26G1565.jpg

NEO/NOE

„try to walk in my shoes”
[Depeche Mode]

szedłem brzegiem wody gdy bałtyk powstał w fale
wysokie jak drabiny. zerwał się wiatr i wszedł w otwarte
burty nieskończonego. kipiel wyrosła nad wydmę
i zostałem sam powieszony nad otchłanią, w której
rozwierały się nowe wody. wszystko co było pojedyncze,
zostało rozdwojone i wchodziło we mnie przez rozpadlinę
w lewym boku. włosy rozdzielały się na czworo i wychodziły
z głowy jak potwory pełzające i gadające. unosiłem się
wśród nich jak drapieżny pęcherz pławny szukający ryby
aby ją połknąć i być z nią jedno ciało oraz ciemność.
teraz między brwiami rozpinam ług na znak że pamiętam
o każdej istocie która nie doczekała spełnienia twojej
obietnicy i teraz jest tak zupełnie martwa, że jej nie ma.
chcę poczuć jak się chodzi w twoich butach.

przymierzę nowe.

DLACZEGO NIE ODZYSKANE

7e7b979ca467d45bmed.jpg

KARTKA Z MEHLSACK

„Umieram dla ciebie mała
mieścino wypalona na mapie
nieostrożnym cygarem marki Wisła”
(Karol Maliszewski , „Kartka z Flensburga”)

nie umrę za ciebie, miasteczko wbite w mapę
nieostrożnym ruchem starszego sztabowego.
nie spalę nikogo żeby przywrócić porządek
przedmiotów, kształt ulic jak wycięte tchawice.
(chociaż zapewne trzeba by spalić Warszawę,
Moskwę albo Paryż) nie umrę za hologramy
kobiet na skraju wpatrzone w niebieski most
z którego spadają cienie mężczyzn. nie umrę
za ściany rwane kotwicami i transmitowane
na żywo we odległe części kraju (czołgami rwali,
panie, te domy, chociaż po wojnie było całkiem
dawno; poczty niemieckiej nie dał dziadek z Wilna,
stanął w progu, poczta to poczta powiedział, nie dam
po moim trupie) i teraz stoją przezroczyste w obcych
miastach,(a elektrownię to Żyd miał, panie ale ponieśli
go, jeszcze za niemca, ponieśl) nie umrę za ciebie
miasteczko chyba że po moim trupie.

LENNO 2008 – CZYLI CZEGO NIE BĘDZIE

Po wielu przemyśleniach podjąłem decyzję, że eksperyment ad hoc z Luźnym Literackim Ekwiwalentem Nagrody, znanym jako LENNO nie sprawdził się. Nie będę więcej organizował tej ankiety.

Po pierwsze już dawno nie jest tak bym czytał tyle by mnie to uprawniało do wskazywania jakichś wybitnych książek w danym roku. Czytam achronologicznie, nieplanowo i przypadkowo bardzo różne książki. W nic sie ta paleta nie składa.

Po drugie metoda nominowania przez jakiekolwiek szersze gremium jak w roku 2007 gremium doprowadza do tego, że gusta się uśredniają, co jest mało ciekawe (bo powtarzają się nominacje z Nike, Gdyni etc.) a na dokładkę organizujący sam nie wie co ma o wielu – np. nieczytanych książkach – myśleć.

Po trzecie Lenno nie spełnia dokładniej żadnej roli. Nikogo do niczego nie przekonuje, nic nie tworzy, nikogo nie nobilituje, jest najwyżej suwenirem dla autora, ale niespecjalnie pożądanym. W dodatku suwenirem, który organizator musi z wąłsnych skromnych srodków fundowac i na to go nie stać.

Nagroda branżowa, przyznawana przez autorów, krytyków na pewno jest w tym kraju potrzebna. Świadomie nie nazywam jej „niezależną”, bo nie wiem co taki przymiotnik miałby oznaczać. Nie wiem jednak kto i kiedy i na jakich zasadach miałby ja przyznawać. Na pewno nie ja i nie tym razem. Dlatego więcej sie ankiety literackie na tym blogu nie pokażą. W każdym razie na razie tego nie przewiduję. Pozdrawiam

KATAKUMBA

aa1905c95349ed4fmed.jpg

DIE LAZARUS

chodziłem po leśnych wydmach przeciętych mokradłami
i żeremiami, z jedliną w ręku na znak niepokoju. biegł
przede mną strach a szpik pozostawał świeży i ruchliwy.
między sosnami rosła żelbetowa mastaba jak oberkomando
der nicht. gdy zerwaliśmy plomby do środka wpełzło światło.
otwarty właz świecił jak lampa nad głową wydobywającej się
spod podłogi postaci w czarnych szmatach. krzutusiła się jadem
padalca i oddawała go za powietrze.w kościach tańczyła spiekota
i wiatr negev. włożyłem ręce na jej głowę i odpadły bandaże, szwy
zwyrodnienia. włosy rosły gwałtownie jasne i silne a głowa stawała
się jak kasztan, mapa wyspy. jej jasny genotyp był gotów zasilić
odległe pokolenia.

CZERWONA ZIEMIA

7452_08c49fcd856c14c54b9603ad8bead36b.jp

DIE HIOB

obraca się ciało jak tkackie czółenko, łódź z sitowia.
pola żalą się i trzeszczą słupy w ziemi nadaremno
wzywając imię. mowa jest sypaniem piasku, kruszeniem
gliny. bo mówić do ciebie to jak prześladować słomę, błoto
wschodzące pod trzcinę papirusową. nie ma nitki mięśnia
którą można byłoby upchnąć w tej rogowaciejącej skrzyni
zamiast mitycznych dwudziestu jeden gramów. pneuma
nie daje się sprasować w cegłę, nie ma czym rzucić w okno
domu z pajęczyn. wokoło są sieci a spod ziemi wybija limfa
i nic nie zatrzymuje jej krzyku. nie będziesz siostrą szakala.
jego wycie nie ustaje za ciebie i czuję rosnącą tęsknotę
w nerkach. ile razy możesz wejść w tą samą wrzawę, zgiełk
form, targowisko komórek? z prochu powstanie ktoś inny.
będzie miał żelazny rylec, nauczy nasze czerwonoziemy
czytać i pisać

POJEDNAWCZY STRZAŁ

m_sniper.jpg

ABEL

wiedzieliśmy że coś się musi zmienić. wydawało
się, że nie ma zbawienia, że nie byliśmy u siebie,
tylko odzyskiwaliśmy ziemie, wody, powietrza.
nie wiadomo na jak długo, odebrane będzie to,
co odzyskane. kot mówił że jest lato. wystarczy
wyjrzeć przez okno i zabić co śpiewa i podryguje.
zabij i zjedz to, co zabijesz. może wszystko, czyli
nic. zasklepi się, odnajdzie się w figurze, powiedzmy
trójkąta. wszędzie był oddech bo było widać główkę
łóżeczko, szczebelki, światło od dołu, żeby nie raziło,
poduszeczki i ten papieros, w którego zaglądasz
jakbyś tam chował całą prawdę, odpowiedź na
oszczaną klatkę schodową na której rozmawiamy
o tym że ludzie, świat i światło. światło gasło co chwila.
jak to w klatce. spałbym spokojnie, śniąc o stronach
internetowych nadleśnictwa sobótka. gdy już posiądziesz
karabin, ten w którym mieszkasz, z lunetą, wstań i pluń.
za to nieomylne oko wzniesione nad kołyską, rękę
w stanie wyższej czułości – stań na dachu domu
sąsiadów, z lewej jest ławeczka dla kominiarza
na szczęście. czekaj cierpliwie, poprzedza mnie
kot.

SKUTY

6044e67b7c19eadcmed.jpg

SHANGRI-LA

nie ma ratunku, zdechną zwierzęta wykupione,
wykpione i porzucone pod ostrzałem w ogrodzie.
ten obraz powraca codziennie rano o czwartej
czterdzieści pięć. oswojone żyrafy, nosorożce
i inne spontanicznie powstałe gatunki uwolnione
z klatek, błąkające się po stepach rosji, czekające
na zimę by zdechnąć w lodowaciejącej lenie.
nie obejdzie się bez ofiar gdy nastanie tryumf na
woli a wtedy pękną niebieskie wrzeciona i san
salvador nie pomoże. trzeszczy pod stopami złom
jaki zaludniał przełęcze, tłumy sopli, seraków, piargi
i rumowiska pełne istot czujących i rozumnych,
nie znających lepszej wersji prawdy. na przykład tej,
że generalicja strzela i zabija ale nie walczy. od amdo
po karakorum wyłania się spośród lodu płaskowyż pełen
policji i wojska. śnieg wschodzi rudo na wierzchołkach.
niżej na zmianę biegunów i roztopy antarktyki czeka
skuty lud.