Archiwum dla Wrzesień, 2007

NADCHODZI DEKOMPRESJA.

cf13058f80e29607med.jpg

STRUNA. AUTOREWERS

mam wiele pustych miejsc w kieszeniach podszytych
pod sercem. możesz oddać mi na przechowanie
swoje najbardziej opętane wróble. nie oddam ich
kotu. będę je karmił, bowiem zostało powiedziane
„paś obłądki moje” chociaż zdradza mnie tren i dren
nie odprowadza na czas osocza. podniesie się krzyk
spiętrzonych mew wśród grzywaczy i powietrze wywrze
na mnie skrzep. resztka szkieletu będzie lśniła jak szkier,
struna wykonana przez rzekę, wrzynającą się w nadgarstek
kontynentu. z wydm przyjdzie dziewczyna o skórze białej
jak papier nutowy i powie, że trzeba było wołać wcześniej,
moglibyśmy uratować niejednego wróbla a potem układać
przez wieczność książki na piasku. odpowiem jej – graj
do końca kamień zgodnie z wyrysem z ksiąg stratygrafii
do końca podpisuj ciepło i bezlitośnie każdy dźwięk. chcę
rozpoznać siebie gdy rzeka przełączy się na autorewers
i wyssa morze.

ZANIM WZEJDZIE MORZE

g325534.jpg

NOE ODKRYWA JONASZA

znajdź psa a znajdę kij mówi Pan, który rządzi
w centrali rybnej kiedy sprzedaje mi żywego
rybaka a ja nie zaprzeczam. wiedziałem, że tak
to się skończy, będziemy jedli siebie na znak

nawrócenia. dlatego radzę ci łykaj je w całości
zachowuj pęcherze pławne i zszywaj w większy
balon. proszę, bądź listem do pustego zgromadzenia
w niniwie ale nie daj się nabijać w wieloryba

czy inną butelkę. gdy to mówię czuję ości w piersi.
tak modli się ryba wrastająca we mnie strzelistym
milczeniem. tego uczucia nie oddam za żaden ląd.
chcę skrócić już tylko ten film. wysiadam i idę

do brzegu, tam gdzieś jest to miasto i słup
na którym zamieszkam znam napisy końcowe.
bóg mi świadkiem.

WYNURZENIE. REMAKE.

I-400.jpg

KIEDY OTRZYMUJESZ ULTRĘ, WYNURZASZ SIĘ POD SURABAJĄ

Zatrać ich Panie! Rozdziel język ich;
widziałem bowiem bezprawie i rozruch w mieście
Psalm 55, w. 10

kiedy otrzymujesz ultrę to jest znak, że wzrasta
zaciekłość kobiet idących po twoich śladach
jak tamten facet po wodzie. depesza nakazuje
pozostać w zanurzeniu, słuchać humbaków,

obmyślać kąt pod jakim oddasz pojednawczy
strzał. po wynurzeniu widzisz światła surabai,
dookoła jest morze jawajskie połyskujące ogniem
i wiesz, że czekają na ciebie w mieście. musisz iść

oswoić bruk ułożony przez facetów w płaszczach
w koncentryczne pręgi ciemności. zupełnie jakby
był rok dwa tysiące szósty a wojna była daleko.
takie kręgi można spotkać tylko głęboko pod wodą

skąd przychodzą fale i zaczynają się rzeki wędrujące
ku źródłom. kiedy dostajesz ultrę udajesz się do miasta
gdzie stroszy się falista blacha i ludność urządza rozruchy;
skrzydlate gady zasypiają głowami w dół i mają twarze

podobne do twoich wierszy. to miasto zasłużyło
na taki los. dla ciebie jest buk, maleńki jak przyjaciel.

HISTORIA PODWODNA. REMAKE

U534.jpg

SATORI OTTO VON KRETSCHMERA

posłusznie melduję, że pilnie nauczam kadłub zdrady,
aby był gotowy gdy nadejdzie czas a jest on bliski.
za izotermicznymi grodziami z najtwardszego obłędu
kłębi się stado awatarów (słyszę je gdy zasypiasz),

nie wiem czy mogę im podać rękę, zaprosić na pokład.
to smutna załoga dawno zatopionego u-boota, wytropiona
przez łowców głów z najlepszej wytwórni filmowej. mają
oczy jak szklane ryby, szykują się do błogosławionego

śnięcia i nagle dostrzegają królestwa z których nadchodzi
cichy łowca. jest bardziej realistyczny od poprzedniej
wersji. niemal potrafi zabić prawie żywych takich jak ja,
ty i Otto von Kretschmer. to postaci wątłe jak krzyżyk
postawiony kopiowym ołówkiem na mapie północnego

atlantyku wiele lat temu. Wszystko jest w rękach kogoś
kto się jeszcze nie urodził.

PRZESTAWIONY

c11ebbf86a4aa5bemed.jpg


ZWROTNICA. PRZESIADKA

„…wydłubałbym ci z oczu kawałkiem starej blachy
bielsze od hostii zboża i rdzę kapiącą w piachy…”
[Tadeusz Nowak, „Psalm Litościwy”]

wchodziliśmy do snu wąską kładką nad torami,
umundurowani urzędnicy państwa mówili
żeby starsi pomagali młodszym się przesiadać,
żeby brać tylko najpotrzebniejsze rzeczy, nie ma
sensu obciążać się tym co już było. za kładką
wyburzone dzielnice, port, mewy, ujście rzeki.
jakim cudem chciałem znaleźć podziemne
przejście na skraj znanego lądu? jesienią
znajdziemy zupełnie inne plany, innego miasta
na innej ziemi. tylko po to by oddać mu wszystko
co zostało w nas ludzkie i również je porzucić,
odleżeć rozstania w śniegu, który jest w drodze
do nas. on jest zdolny do wszystkiego. na stałe
zamieszkamy dopiero wiosną. tymczasem
ktoś żyje naszym życiem, złośliwie przebiera
snami.jest chrzęst tłucznia pod kolanem,
rdzewiejący kawał blachy wbity w zwrotnicę,
przed nami.

RUCH POZORNY

2883f5b0ffd49bc2med.jpg

NEO-AENIMA

spokojna jest odra i płetwy wielorybów wchodzących
na mieliznę u wejścia cieśniny. tylko oczy bolą
od wypatrywania ziemi i szczekają wilkołaki. karmel
z islandii przesyła pozdrowienia i słowo dla eremiasza

o pierwszeństwie ruchu w ostatnich dniach. historia
podpisana imieniem noe wydaje się wątpliwa. możliwe,
że ktoś próbuje podrobić alegorię głosów, drżenia
w węźle tętnic. jaka szkoda, że nie ma próbnika

który można by wystrzelić w kierunku nieznanego
człowieka, w celu pobrania gruntu i zbadania składu
duszki, głupiutkiej wydmuszki, której wydaje się,
że trzepocze skrzydłami jak ćma o klosz ze skóry

i już ją parzy mięso, żyły, nerwy, już wyrywa się z klatki
chociaż nie wie, że poza klatką ostoją się tylko kolumny
gwiazd, planet, meteorów; że nie wolno łamać żeber

gdy jest się tą klatką.

CZAS SPŁYWA.

9314f097595e18ddmed.jpg

SZOFAR. NOE PO PRZEBUDZENIU ODPUSZCZA GOŁĘBICY

„Learn to swim, I’ll see sou In Arizona bay”
[Tool, ‘Aenima”]

co to był za głos, który obudził mnie o wschodzie
i przypomniał kto trzyma mnie w garści jak ufnego
wróbla? skąd to drżenie idzie przez porty, dworce,
ukrzyżowania pode mną i sprowadza sen?

widzę rozdzielone słowa, jakby bezgłośnie pękała
skóra na słońcu. wśród kamieni zakwitają kości
wołające na wzgórzach, drzewa w morze wypuszczają
korzenie i piją światło z wąwozów. chcę bić

kamieniami w zbocza, wygrzebywać glinę,
mieszać ją ze śliną i przykładać do powiek, ale widzę
tylko horyzont. przerzucam po stole kasztana,
jedyną mapę lądu, który obejmą okrutne dzieci.

czuję jak wypiętrzają się bezwzględnie i szybko. dzikie
zwierzęta w nas ślubowały odnajdywać schronienie
i podobieństwo ale wiem, że będą naśladować ten głos
i prawie ludzkie gesty. odpuszczam gołębicy, otwieram

burty, niech wzejdzie morze, niech skończy się
ten skowyt

KTO BŁĄDZI, NIE PYTA BO SŁYSZY SZOFAR.

08.jpg


TALITHA KUM.

uchodzi skała z twojej twarzy. więcej
obcych wycieków i naczyń pękających
nagle jak trzcina. to dlatego, że wystajesz
nad ziemię i widzisz przez góry i kłącza

jak nadchodzą rozbitkowie z kruszonych
kontynentów. przynoszą kamienie i wrzask
wisi nad suchymi grzbietami o zimnych
imionach. jedno z nas niebawem zbłądzi

i od jego kroków zadrży najmniejsze ziarno
jęczmienia, łupina orzecha rzucona obok
ścieżki. kalectwo mieszka w słowach ćmy
rozdartej oddechem. posłuchaj, wzgórza

mówią do ciebie: dziewczyno, wstań, zobacz
gdzie leżą dobre kamienie. pora się rzucać.

EUANGELION

9bb3d801c2f8a561med.jpgSINGT DEM HERRN EIN NEUES LIED

Natalii i Mateuszowi

chociaż wszystko śpi i bije serce na wieży,
czuję was – skrzydła kolibra pod jej skórą,
cedrowe szyszki turlające się w beztrosko
w otulinie antylibanu. słyszę wstęgi nukleotydów

gotowych do skoku w nieznaną szczelinę ciała.
składamy litery na imiona waszych głów małych
jak pauzy w dostawach ciemności dla świata
który krztusi się każdym drzewem. nie umiem

opowiadać lepszych wersji tej baśni. wody
śpiewają w niej nową piosenkę o tym, że
będzie nas czworo dzięki głosowi z kobiety,
która się nie boi.

KAPILCA.

e84af8fbf34df24dmed.jpgPIERWSZY WIERSZ DLA NOEMI

„chóry śpiewały, milczał głos, który powinien wszystko wyjaśnić”
[Jacek Kaczmarski, „Strącanie Aniołów”]

przystępuję do ciebie to znaczy szukam
korzeni drzewa którego gałęzie przebijają
więźbę brzucha. mówisz, że widziałem już
za dużo a takim przetrąca się język i trzyma

pod schodami zamiast psa. chóry śpiewały
jesteś jak obłok kryształów helu i hemu. nie
łączysz się z niczyim tlenem a jednak żyjesz
i masz moc uchylania bramy, wypędzania

potoków ze skały. milczy głos który wzywał
deszcz dla wyżyny. właścicel zastrzegł dostęp
do tego dnia. nie wiem kiedy zaczną cię wybudzać
ze stratosfery; na którym na moście z powagą

kości koła ogłoszą nas brakiem i sosną.
zatem przystępuję do ciebie to znaczy
piję ze szczeliny w boku góry nie wiedząc
co czynię; szukam ujścia dla przyszłej rzeki.