Archiwum dla Sierpień, 2007

Z KRAIN MROCZNYCH. INKA.

Tę notkę powinienem dedykować Wojciechowi Wenclowi, któremu podobał się film „Apocalypto” (jego prawo) i który bronił różnych bzdurek w tym popowym dziełku, w tym również wspominając na to, że konkwistadorzy naprawdę nieśli obu Amerykom pełne poznanie człowieczeństwa poprzez Eucharystię i Ewangelizację. Rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana niż to na pierwszy rzut oka się wydaje. Odpisałem zresztą wówczas Wojtkowi na blogu, że niedoróbstwo Gibsona można mu wybaczyć, chociaż stawia go to raczej w szeregu kuglarzy niż sztukmistrzów, to trudno jednak uznać ponurych, w najlepszym wypadku chciwych rzezimiechów na usługach korony hiszpańskiej za ewangelizatorów niosących Chrystusa. Owszem, przynieśli go, ale jakby przypadkiem. Zawsze przynosili go najpierw tam gdzie było dużo złota do przetopienia na sztaby. I o tym opowiada książka z ulubionej przez Pietrucha serii „Bitwy Historyczne” Domu Wydawniczego „Bellona” (dawniej Wydawnictwo MON) Andrzeja Tarczyńskiego „Cajamarca 1532”.

1896.jpg

Oto tuz po dokonaniu podboju Meksyku przez Hermana Cortesa ruszają rozpoznawcze wyprawy dwóch wspólników – Diego de Almagra i Francisco Pizarra w kierunku przeciwnym. Po licznych perturbacjach trafiają oni na ślad jak się zdaje bogatego kraju, o którym wiedząc niewiele i o niewiele się troszcząc wraz z nieco ponad setką żołnierzy ruszają w roku 1532 w kierunku Imperium Inków. W listopadzie 1532 roku w rejonie miasta Cajamarca dochodzi do spotkania z dziewiątym Inką – Atahualpą, który rok wcześniej z niemałym trudem wygrał wojnę domową. Atahualpa przybywa do Cajamarki na rozmowy w towarzystwie kilku, niektórzy kronikarze twierdzą, że kilkunastu tysięcy Indios, przy czym kolejne kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy uzbrojone czeka o dwa-trzy kilometry od miasta. Hiszpanie uderzają na orszak Atahualpy i udaje im się pojmać samego Inkę. Zabitych Indios nikt nie liczył, wiadomo żę konkwistadorzy nie stracili żadnego z towarzyszy. Zarazem armia Inki pozbawiona jego przywództwa poszła w rozsypkę. Podobnie jak w ciągu zaledwie kilku miesięcy całe jego imperium rozdarte tyleż przez konkwistadorów co przez wewnętrzne spory i napięcia. W ten świat, nie rozumiejąc go niemal zupełnie wkroczyli koledzy Pizarra zajmując go w drodze rzezi albo cynicznych rozgrywek, takich jak ta z Atahualpą, który obiecał okupic się taka ilością złota, izby miała wypełnić szczelnie cele w której został zatrzymany. I oczywiście po wypełnieniu obietnicy zostaje osądzony, nawrócony na chrześcijaństwo i uduszony garrotą.
Bitwa pod Cajamarcą, jawi się z ksiązki jako punkt kluczowy, chociaż jego opis wyczerpuje się bodaj na trzech stronach, co może zdumiewać. Prawdziwy blitzkrieg.
Zarazem jednak autorowi udaje się na podstawie wielu pamiętników wnikać w skomplikowane motywacje bohaterów wydarzeń a wbrew temu co mogliby napisać lub powiedzieć zarówno ewangeliczni apologeci podboju Ameryki jak i bezwzględni krytycy – motywacje i metody postępowania były różne i niejednolite. Metody działania obu stron zaś nie były może Az tak bardzo różne, co wyraźnie podkreśla Tarczyński, ale za Hiszpanami przemawiał efekt zaskoczenia i determinacji.
Hiszpanie przed bitwą nie wiedzą wiele o przeciwniku, mają zwyczajną sraczkę, o czym wspomina dyplomatycznie ten i ów pamiętnikarz, ale stoi za nimi determinacja, poczucie spoistości grupy i zarazem stoi za nimi indywidualizm, egzystencjalna odwaga jaką dali im najpierw Grecy a potem złączone z greckimi koncepcjami osoby – chrześcijaństwo i judaizm. Inkowie szli do Cajamarki przygotowani na rytuał, nie spotkanie nagiej przemocy, nie znali Europejczyków i nie mieli pojęcia o Europejskich metodach wojowania.
Nadchodziła inna epoka, innych znaków, ale nie umieli ich odczytać ani nawet dostrzec.

Być może podobnie bywa. No bo bywa. Tymczasem. Urlop bloga potrwa do początków września.

CYTAT

Od dawna chodzi mi po głowie cytat z Marszałka. Odpędzam, odpędzam ale wraca, to może go wyrzucę tutaj:
„Wam kury szczać prowadzić a nie politykę robić”

dziękuję, już mi lepiej.

OM MANI PEKIN HUNG

Dzisiaj Chiny zaczną odliczać czas do igrzysk olimpijskich, które odbędą się w Pekinie i to – jak wszystko wskazuje – przy udziale większości Państw-sygnatariuszy Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Mówi się, że to dobrze, że Chińska Republika Komunistyczna od tego się zmieni, poprawi się przestrzeganie praw człowieka i w ogóle będzie to fajny kraj, którego wadze razu od razu pokocha ją ludzkość i ścisną ją bratersko, o tak.
72 lata temu w ramach podobnego oswajania smoka mówiło się, że olimpiada w Berlinie ucywilizuje nieco i utemperuje apetyty Nazistów z Hitlerem na czele. Dzień przed inauguracją olimpiady w Berlinie. 31 lipca 1936 wybuchła rewolta generała Franco w Hiszpanii. W ramach poprawiania wizerunku III Rzeszy w jej reprezentacji można było zobaczyć co najmniej dwójkę sportowców pochodzenia żydowskiego – florecistkę Helene Mayer i hokeistę Rudiego Bali.

Hitler_giving_a_speech_National_Film_Boa

W tym czasie pracował od trzech lat obóz w Dachau a oprócz niego kilka mniejszych, m.in.: Oranienburgu, Berlinie (tzw. Columbia-Haus), Papenburgu, Esterwegen, Kemna bei Wuppertal, Sonnenburgu, Sachsenburgu, Lichtenburgu.

Ravensbruck_camp_barracks.jpg

W roku 1936 otworzono obóz w Sachsenhausen, a rok później w Buchenwaldzie, w roku 1938 doszły do nich Ravensbruck, Mathausen i Flossenburg. Między rokiem 1933 a 1939 przeszło przez nie około 200 tysięcy ludzi – przeciwników politycznych NSDAP, Żydów, Świadków Jehowy odmawiających służby wojskowej, homoseksualistów, działaczy lewicowych, osoby uznane za unikające pracy, Romów, żebraków. Co miała do tego Olimpiada i jej szlachetne ideały, tego po latach nie wie nikt. Wiadomo tylko tyle, że się odbyła, że była to ostatnia olimpiada przed wojną i że znakomicie posłużyła Niemieckim Nazistom do legitymizacji swojej dyktatury.

China%2C_Jiang_Zemin_and_Hu_Jintao_%2810
Towarzysze Jiang Zemin oraz Hu Jintao

Świat potępił nazizm, odetchnął i rzucił szybkie „Nigdy więcej” i szprycuje się nim od 60 lat. Z niezłym efektem. Nigdy nie osądzono i nie potępiono z taką mocą jak Holocaustu zbrodni japońskich w Chinach i Azji, jak i zbrodni chińskich w Chinach czy szerzej rzecz ujmując wszelkich innych zbrodni poza nazistowskimi. Potępia się od czasu do czasu tych których względnie łatwo i tanio jest potępić, jednak dziesiątki milionów ofiar zbrodni komunistycznych nadal są w oczach wielu zachodnich intelektualistów jedynie błędem w ogólnie dobrej koncepcji. Nie mówiąc już o tak mało znaczących graczach na scenie międzynarodowej jak Ujgurzy, Tybetańczycy, członkowie Falun Gong czy Katolicy w Chinach.
Ale nie jest źle. Patrzmy spokojnie na te igrzyska. Policzmy Tybetańczyków wpechniętych do reprezentacji ChRL , badajmy rytm werbli, słuchajmy komu bije dzwon.

FT08_logo_noURL.jpg

Nikt nie chce przecież umierać za Gdańsk… ops… powiedziałem Gdańsk?

PUSTE MIEJSCE, LECZ WCIĄŻ DRŻY POWIETRZE

Prolog
Herbert Zbigniew

On
Komu ja gram? Zamkniętym oknom
klamkom błyszczącym arogancko
fagotom deszczu – smutnym rynnom
szczurom co pośród śmieci tańczą

Ostatni werbel biły bomby
był prosty pogrzeb na podwórzu
dwie deski w krzyż i hełm dziurawy
w niebie pożarów wielka róża

Chór
Na rożnie się obraca cielę.
W piecu dojrzewa chleb brunatny.
Pożary gasną. Tylko ogień ułaskawiony wiecznie trwa.

On
I zgrzebny napis na tych deskach
imiona krótkie niby salwa
„Gryf” „Wilk” i „Pocisk” kto pamięta
spłowiała w deszczu ruda barwa

Praliśmy potem długie lata
bandaże. Teraz nikt nie płacze
chrzęszczą w pudełku po zapałkach
guziki z żołnierskiego płaszcza

Chór

Wyrzuć pamiątki. Spal wspomnienia i w nowy życia strumień wstąp.
Jest tylko ziemia. Jedna ziemia i pory roku nad nią są.
Wojny owadów – wojny ludzi i krótka śmierć nad miodu kwiatem.
Dojrzewa zboże. Kwitną dęby. W ocean schodzą rzeki z gór.

On
Płynę pod prąd a oni ze mną
nieubłaganie patrzą w oczy
uparcie szepczą słowa stare
jemy nasz gorzki chleb rozpaczy

Muszę ich zawieźć w suche miejsce
i kopczyk z piasku zrobić duży
zanim im wiosna sypnie kwiaty
i mocny zielny sen odurzy

To miasto -

Chór

Nie ma tego miasta
Zaszło pod ziemię

On
świeci jeszcze

Chór
Jak próchno w lesie

On
Puste miejsce
lecz wciąż ponad nim drży powietrze
po tamtych głosach

*

Rów w którym płynie mętna rzeka
nazywam Wisłą. Ciężko wyznać:
na taką miłość nas skazali
taką przebodli nas ojczyzną

de020e29d6165b335dbc6b2e5c0e9544,14,19,0