Archiwum dla Lipiec, 2007

WIGILIA SIERPNIA. TOUCHING THE VOID.

Anna Świrszczyńska
OSTATNIE POLSKIE POWSTANIE

Opłakujemy godzinę,
kiedy wszystko się zaczęło,
kiedy padł pierwszy strzał.

Opłakujemy sześćdziesiąt trzy dni
i sześćdziesiąt trzy noce
walki. I godzinę
kiedy się wszystko skończyło.

Kiedy na miejsce, gdzie żyło milion ludzi,
przyszła pustka po milionie ludzi.

rozstrz.jpg
http://srp1944.republika.pl

33. PIOSENKA OSOBISTA I BEZ TYTUŁU.

Pełne pociągi dni
odejdą jeden za drugim
grube brzuchy okrętów
zabiorą stare długi
Na brudnym peronie
zapomniane skrzypce

„ale żeś nie moja
zagraj se na pipce”

akta straconych szans
ładują do Brankardu
Marta – trzydzieści lat
z Pułtuska nie z Montmartru
Nie widziane porty,
nie kochane gejsze
„Wsiech nie priejebiosz”
- nawet tych piękniejszych

„Bęben nagana, sześć gniazd,
lecz w jedną nabój zmieszczę
przekręcę, jeszcze raz
i …pożyjemy jeszcze”
Niedojrzałe wiersze
chrystusowe lata

trąbka do pierdzenia
trata-tata-tata

żandarmi wiozą sny
zaplombowane wagony
konwoje, śniegi i psy
selekcja światła zony
będzie mydło „Rif”
pachnące jak ziemia
arbeit cię uwolni
także od myślenia

Dreszcze gdy przejdzie płacz
żywopłot, zakręt, drwalka
droga, zabity pies,
kościół, przytułek, knajpa,
Rupiecie pamięci,
zakurzone świerszcze
jak by mu zagrali
podskoczył by jeszcze
[Jan Krzysztof Kelus]

53cb4ac0a7df3127med.jpg

podpisuję się pod wszystkim.

TYBET, TYBET A ZA TYBETEM NIC.

Książka Patricka Frencha, „Tybet, Tybet” to rodzaj spowiedzi aktywisty protybetańskiego, który wyjaśnia dlaczego zrezygnował z hucznych akcji typu „Campagin for a free Tibet”. To także książka o wielopoziomowym zaśnieniu Zachodu. Czasami zaśnienie to przyjmuje w jego narracji formy szczerej, dobrodusznej histerii w słusznej sprawie, czasem hipokryzji.

tybet.jpg

Tybet w umysłach ludzi zachodu to prefiguracja idealnej, duchowej krainy w której przemoc to rzadkość a wszystkie czujące istoty mają się nieźle.
I to strasznie smutne, że ta kraina legła w gruzach. To straszne co się z tymi ludźmi dzieje.
Tak można by było streścić, co myśli, czuje przeciętny mieszkaniec zachodu. Tymczasem French, zarazem dziennikarz, pisarz jak i historyk, poprzez opis jednej ze swoich podróży do Tybetu pokazuje jak daleko leży realny Tybet od takich potocznych wyobrażeń. Poddaje dyskusji praktycznie wszystko, co się potocznie „wie” i myśli o Tybecie, w tym także liczbę 1,2 miliona zamordowanych Tybetańczyków od momentu inwazji Chińskiej Krasnoj Armii na Tybet, która w pewnych kręgach protybetańskich ma rangę dogmatu o nieomylności papieża. Wreszcie na koniec autor stawia tezę, że wszelkie hałaśliwe akcje przeprowadzane w demokratycznych społeczeństwach nie mają sensu, wobec tego, że nie robią dokładnie żadnego wrażenia na władzach ChRL a jedyne co dzięki nim się dziej to wzrasta kontrola w samym Tybecie.

Można się nie zgadzać z konkluzjami Frencha, aczkolwiek trudno przejść obojętnie obok wielu celnych spostrzeżeń z których wyłania się nie tyle pytanie, jak to było możliwe że Tybet upadł, ale raczej pytanie o to jak to możliwe, że Tybet rządzony przez Dalajlamów dotrwał do połowy XX wieku pozbawiony armii, z dwoma zarejestrowanymi samochodami na cały kraj.
Wreszcie najważniejsza konkluzja nie jest zbyt odkrywcza, chociaż obca wielu protybetańskim środowiskom w Polsce i nie tylko – że w obecnym układzie politycznym Tybet i Tybetańczycy nie mają żadnych szans. Dopóty chiński smok jest spojony ideałami Mao, dopóty nie ma szans na Wolny Tybet. Musi zmienić się system, który dławi po równo Chińczyków i Tybetańczyków i wszystkie inne mniejszości myślące inaczej niż Jiang Zemin, Mao, Deng Xiaoping czy Hu Jintao. Bez upadku systemu, nie ma mowy o jakichkolwiek pozytywnych zmianach. Na boku niejako French pyta sam siebie jako przedstawiciela Zachodu, jak to jest, że Hitler został potępiony, podczas gdy Mao, winny śmierci dziesiątków milionów chińczyków nadal ma wielbicieli, mówiących że Mao chciał dobrze, tylko najwyżej popełnił błędy. No ale idea była okej. To samo pytanie można postawić w Polsce. Dlaczego sierp i
młot to zabawny gadżet, chociaż jego miejsce powinno być obok swastyki w muzeum hańby i degeneracji rodzaju ludzkiego.

Beijing2008GamesOverlogo.jpg

Zgodzić się z niektórymi konkluzjami Frencha jest trudno. Tym trudniej gdy się jest przedstawicielem małego narodu, którego niepodległe rojenia także dla cywilizowanego i sytego świata zachodu były szkodliwą histerią. Szczególnie gdy żyje się na ziemi gdzie wymordowano miliony przedstawicieli innego małego narodu, za którym nikt się nie ujmował, chociaż wszyscy mówili, że tak, to straszne co robią Żydom.

Z KRAIN MROCZNYCH. SKAFANDRY.

Najpierw cytat ze znanego Grzyba i jego nagranych tajniacko zachowań, w ramach których jak donosi nasz korespondent – Ojciec Grzyb:
„Prezydenta zganił za przerwanie ekshumacji w Jedwabnem, co jego zdaniem może grozić roszczeniami żydowskimi: „Chodzi o 65 mld dolarów, żeby Polska dała. Przyjdą do pana i powiedzą: proszę mi oddać ten skafander. Ściągaj spodnie”.

iq_qresort_3000.gif

Tyle info a teraz dramatyczne kwestie, które domagają sie szybkiej odpowiedzi i odpowiednich działań ze strony organów Państwa, organizacji pozarządowych, administracji i lustracji:

1. Czy i kiedy Żydzi przyjdą po polskie skafandry?

2.I po co im polskie skafandry?

3. Czy to będą skafandry astronautów?

4. A jeżeli tak to może lepiej, żeby Żydzi przyszli do Kosmodromu Bajkonur a nam zabrali tylko spodnie?

5. A jeżeli to są skafandry płetwonurków to czy oni. Zydzi – chcą nam zabrać skafandry suche czy mokre czy i jedne i drugie?

6. I po co Żydom skafandry płetwonurków?

7. Czy może wszyscy Zydzi są płetwonurkami? Czy może chociaż większośc z nich?

8. A może z powodu efektu cieplarnianego i topnienia lodów antarktyki przewidują że skafandry będa w cenie i to będzie dobry interes?

9. A skąd my znajdziemy w Polsce tyle skafandrów?

10. A jeżeli nie znajdziemy to czy przyjmą w zamian kąpielówki? No może chociaz półpancerze praktyczne, których wyrobem jak wiadomo zajmuje sie potajemnie Sławomir Mrożek?

11. A może chodzi o skafander Ojca Grzyba?

12. Ale jaki skafander może nosic Ojciec Grzyb skoro on jest ubogi i ma jeno sut-annę?

13. A może Ojciec Mushroom jest kosmitą i bez skafandra nie może żyć?

14. A może to Żydzi są kosmitami dlatego chcą zabierać ludziom, względnie innym kosmitom skafandry?

Jeżeli znasz odpowiedzi na te i inne pytania albo chcesz zadać swoje pytania – wpisuj sie w komenatrzach ze swoim adresem mejlowym, nagrody w postaci profesjonalnego skafnadra polonfilskiego są do wygrania dla Ciebie i dla całej rodziny!

pax pax opamiętanie

PORCUPINE TREE. KRAKÓW 2007. KONCERT DLA PRZYJACIÓŁ.

Mówiłem Mu przed koncertem, że nie ma się co nastawiać na szaleństwo, żeby nie była zawiedziona. Porcpine Tree w końcu to jednak progressive rock, rzecz bardziej artystyczna niż pokazowa. Muzyka refleksyjna i przemyślana w rozwiązaniach rytmicznych, tekstowych, brzmieniowych, można nawet powiedzieć, że leżąca kawałek w bok od rockowego luzu. To będzie koncert dla kilku przyjaciół.
Rzeczywiście kudy Hali „Wisły” do Śląskiego w Chorzowie? A i nawet ta Hala pozostała w czasie koncertu wypełniona najwyżej w 4/5. Suport Procupine Tree był nagłośniony zupełnie fatalnie, stopa kompletnie przebasowana, gitary ledwo ledwo, wszechpotężne buczenie, ani słowa ze śpiewania nie rozumiałem. Trudno się dziwic że tam gdzieśmy zasiedli wśród generalicji na ławeczkach entuzjazmu ów zespół nie wzbudził a mnie nawet nie chce się do tej pory dochodzić jego nazwy.

2c7e853eaa434f9emed.jpg

Po przerwie zmiana dekoracji, instrumentarium i zaczyna się i wchodzą mistrzowie grając od początku do końca najnowszy krążek „Fear of the Blank Planet”. Muzyka techniczna ale występy na żywo pokazują że zespół trzyma się nieźle, bardziej skomplikowane brzmieniowo fragmenty nie tracą na przestrzenności (wiadomo, sample sample), pozostałe dzięki dwóm gitarom – Stevena Wilsona i Johna Wesleya, występującego z zespołem ino na żywo – zyskują na wyrazistości, na pazurzastości. O dziwo nie ma kłopotów z nagłośnieniem a podobno Hala „Wisły” nie da się nagłośnić.

700a9408a1dd54cbmed.jpg

Otóż da się. „Anesthetize” brzmi po prostu magicznie a publika reaguje mimo, że jak na standardy rockowe Wilson nie jest zbyt rozmowny i rozrywkowy. Przy „Sleep Together” jesteśmy z Ka już na stojąco vis a vis sceny na piętrze.
Znowu przerwa i chłopaki wracają zagrać dla fanów w Polsce kilka starszych kompozycji. No różne rzeczy się znosiło w spokoju ale kiedy Wilson bez zapowiedzi zaczął „Blackest Eses” z płyty „In Absentia” to piszącemu te słowa zdarzyło się ruszyć w tan i nie wrócić przed bisem, który został wytupany, wykrzyczany i wyklaskany oraz wyskandowany. Akurat tuż przed koncertem Jurod podzielił się z Ka refleksją że będzie kameralnie i spokojnie, no bo chociażby ta nazwa, zupełnie nie nadaje się do skandowania przez tłum. Okazało się że jak się generalicja i z młodzieżą podkręci i to wyskanduje.

395553cad918b0b3med.jpg

Nie sądziłem że tak niesceniczny rodzaj muzyki jaki gra „Porcupine Tree” jest zarazem tak sceniczny. Precyzja nie wyklucza żywiołu a brak podskoków i podrygiwań ze strony zespołu nie oznacza że między słuchaczami a nadawcami nie płynie żadna energia. Aczkolwiek nie ma wątpliwości że to muzyka wymagająca troche wysiłku i adresowana do niewielu. Do przyjaciół.
Źródła okołowilsonowe mówią że Porcupine Tree wraca do POlski w listopadzie — jadę i każdemu doradzam to samo.

P.S. Żeby nie było, że biologia białego człowieka – Wilson jest młodszy od Veddera o trzy lata, poza tym Vedder miał dziadka indianina i nie nosi okularów a Wilson wygląda w nich jak Lenon, tylko Lenon tak nie grał z całym szacunkiem!

POZA DUCHEM TWOIM. PORCUPINE TREE

Jutro niektórzy będą brali dzikie śluby „na trzy siódemki” o sódmej siedem, siedemnastej siedmenaście. Inni zaś pojadą do Krakowa posłuchać Jeżozwierzy co graja progres-rock i z tej okazji niewiernie i niepięknie tłumaczą teksty piosenek:

ŁAZARZ
Kiedy ponure miasta przesuwają się za moim oknem
Widzę wyprany księżyc poprzez mgłę
I nagle głosy w głowie łamią analogię,
i mówią

„podążaj za mną do doliny w dole
Blask krwawi poza duchem twoim”

Wytrwałem przeciw woli mojego oszalałego ludu
Ale w głuchocie mojego świata cisza pękła
I powiedziała

„podążaj za mną do doliny w dole
Blask krwawi poza duchem twoim”

„Nie umartwiaj się mój Dawidzie
Ten zimny świat nie jest dla Ciebie
Zatem złóż głowę na mnie
Mam siłę by cię unieść”

(Zjawy dwudziestolecia powstają
Powstrzymują cię złote lata)

„podążaj za mną do doliny w dole
Blask krwawi poza duchem twoim
Chodź do nas Łazarzu
To czas byś odszedł”

No to do zo, gratulacje dla Yamrosa.

Z KRAIN MROCZNYCH. HISTORYCZNE REKOLEKCJE KONSERWATYSTY

Przyznaję że mocno wahałem się czy to nie będą pieniądze wyrzucone w błoto. „Wojna o której nie chcieliśmy wiedzieć” to zbiór felietonów historyczno-politycznych autorstwa Andrzeja Urbańskiego, zatem nie dość, że obecnie szefa publicznej telewizji, to poprzednio ministra w kancelarii Prezydenta R.P. o osobowości scenicznej, powiedzmy dyplomatycznie – wyrazistej i kontrowersyjnej. Miło jednak było ulec urokowi narracji prowadzonej może staromodnie ale zawsze z dbałością o porządek źródeł i wiedzy od narodzin nowoczesności – czyli od Rewolucji Francuskiej, po czasy niemal współczesne, napomknięto zaledwie jako zdarzenia w których autor miał swój udział, opisane niemal z cezariańskim dystansem.

978-83-244-00430-0.jpg?zyx=8fa50ede386ef

Grubo ponad sto skrótowych (ale nie zdawkowych!) portretów postaci i opisów zdarzeń, czasem wydarzeń znanych, ale z nieznanej perspektywy, czasem postaci już zapomnianych a czasami niezapomnianych ale wywichniętych poprzez procesy zbiorowego zaśnienia i mityzacji. Wśród tych opisów trafiały się Urbańskiemu zdania niby rzucone lekko, ale wcale sensowne a niektóre wręcz „porażająco” sensowne i jasne, mimo ze odbiegające od utartych ocen.
Co jest najmilszym zaskoczeniem , że prawicowy polityk potrafi odnosić się do zdarzeń z umiarem, równoważeniem perspektywy i oczywiście nie kryje swoich poglądów, ale nie ma się wrażenia ani manipulacji ani przemocy dyskursu. Nigdy nie są przekroczone granice, fakt bardzo cienkie, między wyrażaniem własnego zadnia dobitnie a narzucaniem tego zdania innym. Oczywiście lewakom nie będzie się podobało, że Urbański zrównuje Lenina, Mao, Pol Pota z Hitlerem, prawakom z kolei nie będzie się podobało, że Urbański będzie szydził z polskiej prawicy uwielbiającej południowoamerykańskie kukiełki dyktatorów, o prawicowych czasem wręcz narodowosocjalistycznych poglądach. A zdanie o tym że lewackość Lennona jest dla Urbańskiego okolicznością o zerowej wasze i istotności wielu dzisiejszych macherów od patriotyzmu i jedynie słusznej ideologii mogłoby uznać za herezję.
Brałem te książkę do ręki w księgarni z poczuciem, że biorę do reki książek napisaną przez aktywnego polityka koalicji rządzącej ale w trakcie lektury zupełnie o tym zapomniałem i to chyba jest najlepsza dla tej książki rekomendacją.