Archiwum dla Czerwiec, 2007

Z KRAIN MROCZNYCH. KACZKI NADCIAGAJĄ Z PÓŁNOCY.

Ostatnio nie mam nic do powiedzenia, w zasadzie mogę tylko cytować i też jest dobrze:
„- Flotylla tysięcy kaczek w najbliższych dniach zaatakuje Wielką Brytanię! Pierwsze uderzenie nastąpi prawdopodobnie w Kornwalii – zaalarmował pan Ebbesmeyer, który jest amerykańskim oceanologiem. – Proszę wszystkich urlopowiczów, niech wypatrują kaczuszek! Ich odnalezienie może być bardzo ważne dla nauki – apeluje Simon Boxall z Państwowego Centrum Oceanografii w Southampton. Skąd wzięły się kaczuszki?

Odyseja kaczek rozpoczęła się piętnaście lat temu w chińskiej fabryce. Zabawki miały przez Hong Kong trafić do wanien i rączek dzieci kąpiących się w USA. Na przeszkodzie stanął silny sztorm na Pacyfiku. Olbrzymie fale zmyły ze statku trzy kontenery: z żółtymi kaczkami, niebieskimi żółwikami i zielonymi żabkami.

Większość zabawek popłynęła na południe i kilka miesięcy później wylądowała na plażach Indonezji, Australii i Ameryki Południowej. Ale kaczki ruszyły na północ – pisze „The Times”.

Kaczuszki uwięzione w lodach Arktyki

Po kilku miesiącach kaczuszki dotarły na Alaskę i skierowały się na zachód. Trzy lata później widziano je u wybrzeży Japonii, a następnie w Arktyce i cieśninie Beringa. – Kolejne lata zabawki spędziły uwięzione w arktycznym lodzie, w tempie jednej mili dziennie płynąc w stronę Atlantyku – obliczył Ebbesmeyer.
W 2003 r. pojedyncze egzemplarze zauważono na wschodnim wybrzeżu USA. Teraz Ebbesmeyer twierdzi, że podróż kaczuszek ma się ku końcowi. Większość z nich ma wylądować w południowo-zachodniej Anglii, południowej Irlandii i zachodniej Szkocji – pisze „The Times”.
O wielkiej wyprawie kaczek napisano już dwie książki, za każdy znaleziony egzemplarz amerykański producent oferuje sto dolarów.”

Proponuję zacząć poszukiwać w wakacje kaczek także na polskich plażach od Świnioujścia po Hell! Może przyjmą także nasze. Za darmo. Nawet za niewielką dopłatą.

CZYTANKA DLA JANKA. NIE DO WIARY.

„Mówią Wieki” (Warszawa)

Nr 6 (570) / czerwiec 2007 r.

Fragment wywiadu z Profesorem Władysławem Bartoszewskim:
Czy w czasie wojny poglądy, które można nazwać polskim imperializmem, nadal były popularne?

- Tego typu poglądy, głoszące potrzebę podbojów, stanowiły margines. Przykładem Tadeusz Gajcy, młody utalentowany poeta, który mieszkał na warszawskim Marymoncie i poległ w powstaniu warszawskim. Był dość luźno związany z organizacją Konfederacja Narodu, która głosiła hasła budowy polskiego imperium do Połocka i Kijowa. Chodził do szkoły ojców marianów na Żoliborzu z Wojciechem Jaruzelskim. Gajcy był synem położnej, a Jaruzelski pochodził z rodziny ziemian o tradycjach arystokratycznych i był wychowany w duchu narodowo-katolicko-konserwatywnym. Klamrą zamykającą dziwne losy Polaków może być przykład matki poległego Gajcego, która na Żoliborzu odebrała poród braci Kaczyńskich. To są losy Polaków w jednej dzielnicy jednego miasta, w zróżnicowanym środowisku, powiązanym jedynie miejscem zamieszkania. Losy ludzi poszczególnych generacji są bardzo zróżnicowane. Jako stary człowiek widzę w tym pewną prawidłowość, choć nie uważam, by starość dawała większy stopień nieomylności. Przeciwnie, powoduje większą świadomość omylności.

Cud, no po prostu cud.

PEARL JAM. CHORZÓW 2007. BOHATEROWIE SĄ ZMĘCZENI.

„…hej prorocy moich gniewnych lat – obrastacie w tłuszcz…”
[Hołdys, "Nie płacz Ewka"]

Zacznijmy od tego, że przy wjeździe na teren Parku Rozrywki w Chorzowie pełna obsługa, 20 złotych za parking od samochodu. Na moje rozszerzone oczęta facet w kufajce w odblaskowe kolory:
- No co Pan, przecież impreza masowa!
Jasne, masowa, więc wszyscy rzucają się masowo zarabiać na tych którzy nie mają wyjścia. Okej okej. Gadżety w umiarkowanych cenach i o umiarkowanej estetyce, dziękujemy.

Zabawne, że okazuje się, że fani Pearl Jam to grupa chyba nieźle zarabiających urzędników, menadżerów, różnej maści reprezentantów i reprezentantek klasy średniej, która na te okazję wbija stary fason i idzie poszaleć, sprawdzić czy coś w nas jeszcze dyga Panowie i Panie.

Dość drastycznie odróżniała się od nich grupa fanów Linkin Park który grał jako support a dla wielu chyba ko-gwiazda wieczoru. Na stetryczałym uchu Juroda Linkin Park brzmiał jak skrzyżowanie Ragi Protiw Maszinu, Soundgarden i Justina Timberlake’a. Zebrane na trybunach tłumy fanek w biodrówkach i w odsłoniętych pępkach histerycznie pokrzykujące „Chester, chester” sprawiały wrażenie wyposzczonej wypuszczonej na pastwisko scholi reprezentacyjnej liceum ss. Urszulanek.

z4223153X.jpg
fot. www.gazeta.pl[Bartłomiej Barczyk / AG]

Bardzo sympatyczna kapela, sympatyczna publika, czasem tylko rzężąco spod barierek odzywała się starszyzna plemienna pohukując „Pearl Jam, Pearl Jam”, ale nie za głośno, nie za mocno, gdyż generalicja, nierzadko z wyhodowanym brzuszkiem, siwą bródką oszczędzała siły na swoją kolej.

z4223666X.jpg
fot. www.gazeta.pl[Bartłomiej Barczyk / AG]

Zaczęło sie jednak od tego, że właściwy koncert zaczął się 33 minuty po czasie, że „Rearviewmirror”, które Pearl Jam zagrał na wejściu zabrzmiało przedziwnie kameralnie, jakby sprzęt był ściszony o połowę i że Eddie Veder przeczytał z kartki po polsko-chińsku (chociaż starał się, żeby było po polsku), że ma strasznego kaca, ale dziękuje że fani są z nim i że prosi o pomoc w śpiewaniu. Rzeczywiście mistrzowi zdarzyło się posłać kilka sprośnych „kogutów” na wyższych rejestrach a ekipa akustyczna co chwila coś poprawiała. Chyba wszyscy mieli kaca, bo wokalowy mikrofon razy kilka sprzęgał, raz przestał działać, nie stykały kabelki u gitarzystów, pomijając fakt, że raz na siebie wpadli i pewnie dla stroju gitar nie pozostało to obojętne. Publiczność była uprzejma wokaliście pomagać a kilka razy doszło do jednego z tych magicznych momentów, kiedy piosenka się kończy a ludzie śpiewają dalej („Jeremy”, „Black”, „Elderly women behind the counter in a small town”, „Daughter”). Najgorsze jednak było to, że co chwila zdarzały się coraz dłuższe przerwy, muzycy schodzili ze sceny i powracali na nią na coraz krótsze sety a po godzinie i 40 minutach w ogóle skończyli koncert i natychmiast zapaliły się reflektory w świetle których nikt nawet za mocno nie domagał się bisu. Był to zresztą wymowny znak, że nie będzie bisu.

a4bb728dd3f1ab9bmed.jpg

Wspominając jednak koncert sprzed niemal dokładnie siedmiu lat, z Katowickiego Spodka (15.06.2000), żal. Bohaterowie jednak zmęczyli się, podobnie jak ich publiczność. Z lekką melancholią popatrzyli sobie w oczy i rozeszli się w swoje strony. Eddie w ostatnim wejściu z fają i flaszką w dłoni, mokry jak szczur od potu obiecywał, że kolejna przerwa nie będzie trwała już kilku lat. Oby to była prawda i oby byli w lepszej formie, bo na ich tle – Likin Park, zwany przez fanów Pearl Jam złośliwie Linkin Smark – wypadł o wiele bardziej przekonująco, co fan Pearl Jam piszący te słowa, konstatuje ze smutkiem i bólem. Cóż, biologia białego człowieka.

P.S. Oczywiście przy wyjeździe do 15 po północy staliśmy na parkingu nie ruszając się o metr bo w ramach Górnośląskiej dobrej roboty, tradycyjnej gościnności i szacunku dla pieniądza służby porządkowe po skasowaniu, jakże sprawnym 20 złotych za kilka godzin parkingu pod chmurką – ulotniły się jako i ta chmurka. Katowicom i Chorzowowi gratulujemy dobrego samopoczucia. Koło pierwszej udało się wreszcie wyjechać na A4. Teraz wracamy do siebie, podpierając się na rzęsach,
pax.

RÓB EWOLUCJĘ – REAL PEARL JAM. JUTRO.

Z okazji wyjazdu na koncert „Pearl Jam” do Chorzowa, dokonano amatorskiego, luźnego tłumaczenia piosenki „Do the evolution”

„Do The Evolution”

Jestem głową, człowiekiem
pierwszym ssakiem noszącym spodnie
w pokoju ze swoim wyuzdaniem
Mogę zabić bo w Bogu pokładam zaufanie,
To ewolucja kochanie

Jestem w jednym kawałku, człowiekiem
Kupuje akcje w dniu krachu
Na stracie, jestem wozem
Wszystkie wzgórza równam z ziemią
To odruch hordy, hu, hu
To ewolucja kochanie

Uwielbiaj mnie, uwielbiaj mój dom
Uwielbiaj syna, on jest jak mój klon
To mój ląd, to wolny lądy
Zrobię to co chce, ale niepoczytalnie
To ewolucja kochanie

Jestem złodziejem, jestem kłamcą
Oto mój kościół, gdzie śpiewam w chórku:
Alleluja alleluja alleluja

Uwielbiaj mnie, uwielbiaj mój dom
Uwielbiaj syna, on jest jak mój klon
Ponieważ wiemy, że chęć na nocną ucztę
Tych indiańskich nic nie znaczy dla mnie
Nic, dlaczego?
Bo to jest ewolucja kochanie

Jestem głową, zaawansowaną
Jestem pierwszym ssakiem, który robi plany
Czogałem się po ziemi, ale teraz jestem wyżej
2010, popatrz jak nadchodzi w płomieniach
to ewolucja mała
rób ewolucję
rób ewolucję
dalej dalej dalej
rób ewolucję

C’mon, jedziemy z tym koksem Panowie, jedziemy,

praga2.jpg
fot.www.peraljam.netmark.pl

pax, pax opamiętanie

„WARS” ŻEGNA

Wały Jagiellońskie – Wars wita

Plim-plum. Uwaga, uwaga! Pociąg osobowy z Warszawy Zachodniej do Gdyni Głównej Osobowej zwiększył opóźnienie do około czterech tysięcy sześciuset osiemdziesięciu ośmiu minut i niniejszym uznany został za zaginiony. Zaginienie może się zwiększyć lub zmniejszyć. Ktokolwiek wie o losie zaginionego, proszony jest o zgłoszenie się do Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych lub najbliższej budki dróżnika.

Jedzie pociąg z daleka, nikt na stacjach nie czeka
Maszynista ponury sypie węgiel do dziury
Jadą cztery wagony i piąty doczepiony
„Wars” zaś w szóstym wagonie bigosem w nos nam wionie

Za ścianą „Wars” wita nas, „Wars” wita was, „Wars” wita
„Wars” wita nas, „Wars” wita was, „Wars” wita
„Wars” wita nas, „Wars” wita was, „Wars” wita nas
„Wars” wita, „Wars” wita nas

Jedzie pociąg z daleka, nikt na stacjach nie czeka
A konduktor pijany obija się o ściany
Jedzie wagon pocztowy, poczciarz chłop jest morowy
Stoi, bo ma czyraki, jadą listy i paki

Jedzie pociąg z daleka, śpią dróżnicy w swych budkach
Leci wagon po torze i butelki po wódkach
Pędzi pociąg po torze, ma czerwone bufory
Wszystko równo wymiecie, co mu wlezie na tory

Plim-plum. Podróżny, pamiętaj: Piłeś – nie jedź! Nie piłeś – wypij! „Wars” wita!

No i stało się, plim plum, jasna cholera , jak donosi nasz korespondent z dniem 1 czerwca 2007 firma „Wars” zakończyła żywot. I cóż teraz poczną podróżni? Czy policjanci z komisariatu kolejowego będą podrzucać im wieśmaki do pociągów, czy pozostanie jeno zgrzyt blach i wściekłość żołądków? Gdzie to się jesienny czy wiosenny pobór kimnie tak kulturalnie pod stołem. Jesteśmy zatem zdani wyłącznie na kolesi z wielkimi torbami chodzącymi od przedziału do przedziału z nieśmiertelnym:
- piwko, piweczko, piwo
Świat niewątpliwie zmierza ku zagładzie.