Archiwum dla Maj, 2007

KRUCJATÓWKA

Na razie wszęzie naokoło szpitale i szpitale, taki sezon. Na ten czas kiedy bliskim nie ma jak inaczej pomóc niż zdać ich opiece lepiej w tym ponoć wyszkolonych, serce Juroda ucieka w klimaty konfesyjne. Jak trwoga to wiadomo gdzie niespokojne serce szuka ukojenia, ale szuka po jurodowemu. Oto więc czytając książkę Thomasa Asbridge’a „Pierwsza Krucjata-nowe spojrzenie”:

product.jpg

Jurodiw czyni sobie tak zwaną wkrętę i zarzuca się pieśniami krucjatowymi w różnych wykonaniach. Najpierw jednak o książce, która w zasadzie nie przedstawia specjalnie nowego spojrzenia, bo w zasadzie po Stevenie Runcimanie chyba już niewiele nowego można powiedzieć o krucjatach, chociaż zapewne można powiedzieć ciekawie i Asbridge to robi.
Dzieje pierwszej krucjaty, archetypowej, obrosłej (nie u nas w Polsce, ale oględnie w kulturze) mitami, legendami i przeinaczeniami to temat wdzięczny. O ile bowiem późniejsze były ewidentnie przedsięwzięciami handlowo-politycznymi o tyle ten pierwszy krzyżowy raz otoczony był nimbem przygody i romantyzmu, chociaż od targów, rachowania nie wolny. Co więcej w sensie militarnym zakończył sie jednak sukcesem, mimo tego, że wisiały nad nim liczne katastrofy i krzyżowcy raz po raz, coraz mniej liczni, stawali wobec prób wydawałoby się nie do przejścia. Najjaskrawszym przykładem było zdobycie Antiochii a potem odparcie przez wygłodzonych, pozbawionych już koni rycerzy wielokrotnie liczniejszej, wypoczętej i bitnej armii Kalifa Mosulu – Kuburghi. Jakim cudem piesi, zagłodzeni łacinnicy rozbili wojska z Mosulu? A to już trzeba przeczytać.

Pieśni tamtego czasu, jak i inne pieśni średniowieczne urzekają przede wszystkim prostotą, rytmicznością, bezpretensjonalnością. Istnieją różne podejścia do tego materiału. Jednym z nich jest podejście pietystyczne, które dąży do dokładnego odtworzenia brzmienia sprzed wieków i ku temu jak się zdaje dąży zespół Música Antigua pod kierunkiem Eduardo Paniagua na płycie „El cantar de la Conquista de Almería”:

450.jpg

Z ta muzyką dawną nader często bywa tak jak z przekładami – wierne rzadko kiedy bywają piękne a piękne rzadko kiedy bywają wierne i podobnie jest i z tą płytą hiszpańskiej grupy. Bardzo dobrze się przy tym zasypia, unieczynnia, medytuje i kontempluje, jednak w nadmiarze, czyli cała płyta – trochę nuży.
Zupełnie inną drogą poszli twórcy albumu „Crusaders in nomine Domini” pod przewodem Michaela Poppa – dokonując przede wszystkim przetworzeń brzmieniowych:

216473.jpg

Struktura muzyczna wydaje się być zachowana bez większych ingenerencji, jednak do nagrania zaprzęgnięta została najnowsza inżynieria dźwiękowa przy czym rządzą głównie pogłosy i sourroundy dzięki którym zazwyczaj suchy rytm wybijany na bębnach nabiera odcieni transowych, ambientowych. Powinien wyjść kicz nad kicze, ale projekt ratuje wierność tekstom i zapisom nutowym.

No i wreszcie czas na powrót do anonsowanej już swego czasu na tym blogu polskiej produkcji krucjatowej, czyli płyty „Rycerze Dobrej Opieki” pod przewodem Jacka Kowalskiego, która mieszcząc sie gdzieś pomiędzy oboma powyższymi w zakresie rozwiązań realizacyjnych i muzycznych zyskuje przede wszystkim na narracyjnej spójności:

jacekkowalski_rycerze.jpg

Bo też nie jest to kilkanaście składnych lub nie kawałków, ale spójna, osadzona w tekstach pieśni opowieść, gawęda o czasie krucjat, o czasie chwały i upadku, czasie kiedy zasiano ziarno organicznej nienawiści między Islamem a Chrześcijaństwem.
Historycy są zgodni – w XI wieku nie istniał żaden nowy, gwałtowny powód dla krucjaty, Chrześcijanie pod panowaniem Islamu cieszyli się tolerancją a starcia między Muzułmanami a Chrześciajnami nie wykraczały poza ogólnie przyjętą średniowieczną normę. Krucjaty otoczone aurą świętości, przygody i romantyzmu u zarania były jednak politycznym planem zdobycia przez ówczesne papiestwo dominacji nad światem chrześcijańskim (przypomnijmy to czas sporów o inwestyturę, schizmy wschodniej, antypapieży etc.). I to się udało, kto dzisiaj wie, że poza Rzymem, jeszcze w XI wieku za równorzędne Rzymowi uznawano także patriarchaty w Konstantynopolu, Aleksandrii, Antiochii i Jerozolimie? Gdzie są dzisiaj patriarchaty z tamtych lat?
słowem:

pax, pax, opamiętanie.

L.L.E.N.-no 2007 – WYNIKI O POŁNOCY

L.L.E.N.-no 2007 – Poezja:
Adam Pluszka „French love” (8)6%
Juliusz Gabryel „Laboratoria” (6)5%
Tomek Różycki „Kolonie” (21)16%
Marcin Zegadło „Nawyki ciał śpiących” (3)2%
MLB „69″ (3)2%
Piotr Maur „Bezmiar miłości” (7)5%
Wojtek Brzoska „Sacro Casco”. (17)13%
Wojciech Bonowicz „Pełne morze” (6)5%
Konrad Ciok „Brudne kino” (3)2%
Paweł Sarna „Czerwony żagiel” (2)2%
Jerzy Jarniewicz „Oranżada” (4)3%
Ryszard Będkowski „Gorzkie Jezioro” (10)8%
Samantha Kitsch, „25 wierszy” (2)2%
Bartłomiej Majzel „Biała afryka” (13)10%
Jarosław Jakubowski „Wszyscy obecni” (2)2%
Darek Foks „Ustalenia z Maastricht” (3)2%
Andrzej Sosnowski „Dożynki” (7)5%
Jacek Gutorow „Linia życia” (3)2%
Łukasz Jarosz „Soma” (3)2%
Grzegorz Olszański „Kroniki filmowe” (5)4%
Łącznie oddano 128 głosów

L.L.E.N.-no 2007 – Proza
Joanna Wilengowska „Zęby” (3)3%
Jacek Dehnel „Lala” (21)21%
Marian Pankowski „Bal wdów i wdowców” (10)10%
Michał Witkowski „Fototapeta” (4)4%
Jerzy Sosnowski „Tak to ten” (14)14%
Hubert Klimko – Dobrzaniecki „Dom Róży/Krysuvik” (1)1%
Wiesław Myśliwski „Traktat o łuskaniu fasoli” (8)8%
Jakub Żulczyk „Zrób mi jakąś krzywdę” (2)2%
Olga Tokarczuk „Anna In w grobowcach świata” (3)3%
Mikołaj Łoziński „Reisefieber” (2)2%
Tomasz Białkowski „Pogrzeby” (6)6%
Zbigniew Masternak „Niech żyje wolność” (1)1%
Piotr Czerski „Ojciec odchodzi” (5)5%
Magdalena Tulli „Skaza” (6)6%
Janusz Anderman „Cały czas” (1)1%
Ignacy Karpowicz „Niehalo” (8)8%
Jan Karsnowolski „Klatka” (0)0%
Jerzy Pilch, „Moje pierwsze samobójstwo i dziewięć innych opowieści” (2)2%
Łukasz Oribtowski „Horror Show” (1)1%
Joanna Pawluśkiewicz „Pani na domkach” (1)1%
Łącznie oddano 99 głosów

LENNO 2007 – kategoria esej/krytyka/reportaż
Maria Janion „Niesamowita Słowiańszczyzna” (27)39%

Karol Maliszewski „Rozproszone głosy – notatki krytyka” (23)33%
Jerzy Jarniewicz „Larkin. Odsłuchanie wierszy” (9)13%
Bernadetta Darska „Ucieczki i powroty” (6)9%
Mariusz Wilk „Dom nad Oniego” (4)6%
Łącznie oddano 69 głosów

Zdarzenia, ludzie i zjawiska nominowane do kategorii Literacki Obciach Roku:
Werdykt Kapituły Literackiej Nagrody „Nike” (21)19%
Werdykt Kapituły „Paszportów Polityki” (6)5%
Festiwal Literacki „Minimalizm” (8)7%
Konflikt Libera/Markowski (11)10%
Antologia „Poza Słowa” (11)10%
Wydanie przez Ha!art Lenina z Sierakowskimi i Zizkiem na kupie (11)10%
Hibernacja „Kursywy” (1)1%
Telewizyjne występy Kazimiery Szczuki (6)5%
Literacki program w Publicznej TV „Errata do biografii” (11)10%
Wzywanie poezji do zaangażowania społecznie słusznego (27)24%
Łącznie oddano 113 głosów

SYFON MARSZ. HAMBAKERY RUSZAJĄ

8e9ad81b6263b46emed.jpg

Rozbudowany program jest na przykład TUTAJ ale także TUTAJ. Zaprasza się wszystkich chętnych i niechętnych – aby się nawrócili.

***
niejako zupełnie niezależnie ruszyło kolejne podziemne państwo o nazwie HAMBAKERY , gdzie Jurodiwiec pisywać będzie jako Rythm. Oba Hambakery wyglądają zaś tak:

fe449a34058630ebmed.jpg

AWATAR. AWATAR

1e647c2cf0c9d9c0med.jpg

„Nazwa Westerplatte pojawiła się w XVII wieku, kiedy to u ujścia Wisły utworzyły się dwie piaskowe ławice, naniesione przez wody wiślane i prądy morskie. Jedną z nich, położoną na wschód od ujścia Wisły, Leniwki, nazwano Osterplatte (lub też Ost Plaate – Wschodnia Płyta), drugą położoną na zachód Westerplatte (lub też West Plaate – Zachodnia Płyta).
W pracy „Beiträge zur Geschichte Danzig und seiner Umgebung”, wydanej w 1837 roku, autor podaje: „Według planu 1674 roku, ławica po stronie zachodniej toru północnego znajdowała się jeszcze całkowicie pod wodą. Dopiero na planie z 1682 roku ukazane są na północny zachód od ujścia Wisły dwie niewielkie wysepki. Wpisane są również na nim dwie nazwy: Głębia Północna i Głębia Zachodnia. Te głębie to właśnie tory wodne północny i zachodni, a wysepki są pierwszymi zwiastunami przyszłej wyspy Westerplatte. Plan o 9 lat późniejszy, z 1691 roku, ukazuje już na północny zachód od ujścia Wisły wydłużoną ławicę, którą nazywa West Plaate”.
Powstanie ławic związane było z erozyjną i akumulacyjną działalnością Wisły, która do dziś niesie w swoich wodach olbrzymie ilości rumowiska, które osadzają się przy ujściu. Materiały przetransportowane przez Wisłę uzupełniane były przez falowanie morza. O pracy Wisły niosącej masy piasku, mułu i drobnego żwiru informują badania hydrologiczne. Niegdyś, gdy część wód Wisły odprowadzał do morza Nogat, Leniwka niosła znacznie mniej nanosów. Ale i wtedy przy jej ujściu tworzyły się rozległe i zmieniające swe kształty mielizny, stanowiąc stałe zagrożenie dla żeglugi.
Z biegiem lat ławice piaskowe narastały, stając się w końcu wyspami do czego przyczyniła się działalność ludzi, którzy chcąc utrwalić piaski ławic umocnili południowe brzegi, a ławice gęsto zalesili. Minęło jeszcze trochę lat, a Osterplatte połączyła się z lądem. Zachodnie, boczne ujście Wisły w 1686 r. zostało odcięte śluzą od głównego nurtu rzeki (w okolicy dzisiejszego Zakrętu Pięciu Gwizdków), tworząc kanał portowy. Śluza ta uniemożliwiła wpływ do nowego toru wodnego nanosów z Wisły. W XVII w. ujście nowego toru wodnego było wzmocnione po obydwu jego brzegach drewnianymi umocnieniami, z którego wschodnie przechodziło po osiągnięciu brzegu w falochron o długości 40 prętów (pręt gdański � Ruthe = 4,26 m). Przy końcu tego falochronu znajdował się blokhauz, czyli mała konstrukcja obronna zbudowana z belek, być może na kamiennych fundamentach.”
[za historia Gdańska]

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte”. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można „zdezerterować”.
Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba „utrzymać” i „obronić”, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.
Jan Paweł II, czerwiec 1987

6a09192c40546f91med.jpg

Miewasz takie poczucie czasem bardzo namacalne, że konwencja reala rozchodzi się w jednym momencie w palcach i zdaje się drwić z naszych zastarzałych poglądów, skupienia na lodówce „mińsk” albo maluchu? Tak jakbyśmy żyli wśród porozwieszanych draperii, zasłon pobazgranych słowami bez znaczenia, chaotycznymi znakami, hieroglifami, ideogramami powiewającymi z jednej strony luźno, bez związku ze sobą a z drugiej strony – gęsto, szczelnie zasłaniając widnokrąg. Jak wiesz czasem piszę wierszyki, takie odbicia własnych myśli, które nie mają dość wyrazu kiedy wyłoży się je w tradycyjnym układzie, już w trakcie zapisywania rwą się i odkształcają (język jest autonomicznym żywiołem jak ogień, powietrze, ziemia, woda). To często zapisy czegoś z pogranicza snu na jawie. I tak jakby w duchu „Dziadów”, wywoływania duchów – napisałem taki fragment:

ANGELUS AUS HARTHEIM.
pamięci Karla Schumanna i Paula Hilgartha

tamtego dnia puściły lody. Dunaj zbierał kości do wylewu.
stałem na polu gdzieś w górnej Austrii po kolana w oparach
ziemi oddającej tchnienia. w wiejskim kościele trwała msza.
nad zamkiem po raz pierwszy od lat unosiło się nic. widziałem

człowieka po kolana błądzącego w rozlewisku wokół którego
nie było widnokręgu. miał twarz kogoś z domu u podnóża zamku.
na rękach niósł odnalezione dziecko. patrzyło mi w oczy jakby
zaczynało rozumieć tamtą fotografię. w topniejącym pejzażu

moje ślady były już do przewidzenia.

z góry.

Przeplotłem fakty ze snem który nawiedził mnie kilka lat wcześniej, rzeczywiście był w nim i kościół i zamek i ciemności wokół, jakby niskie, ciężkie chmury. Było też dziecko, które niosłem na rękach i które nad wyraz rozumnie patrzyło na mnie. Jakby niedobitek, który mimo tego, że nie ma prawa, nie ma przecież jeszcze ukształtowanej świadomości – wykazuje pewne cechy rozumne ponad swój wiek biologiczny. Istoty doświadczone ponad miarę, w tym dzieci, podobno wykazują takie cechy. To było dwa, trzy lata temu. Nie wyleczyłem się wprawdzie z tego ze zmarłymi obcowania, bo to – jak juz wiem od Janion, nasza słowiańska cecha i śladu kultu przodków, rzecz nieuleczalna (do Europy tak – ale tylko z naszymi umarłymi). Niedawno zaś oglądaliśmy z Ka film o Sophie Scholl i jej bracie. Wierzyć się nie chce ale prawie każde słowo z tego filmu ma ponoc odzwierciedlenie w dokumentacji, relacjach, prtokołach przesłuchań. Współwięźniarka Sophie potwierdza też, że Sophie w noc przed skazaniem miała sen:
„Pewnego słonecznego dnia niosłam do chrztu małe dziecko w długiej białej sukience. Droga do kościoła prowadziła pod stromą górę. Nagle zobaczyłam szczelinę. Zdążyłam dziecko jeszcze przełożyć na jej drugą stronę, a sama runęłam w przepaść ale szczęśliwa i lekka, jakby z ulgą. To dziecko to nasza idea. Ona mimo różnych przeciwieństw przetrwa. My torujemy drogę do lepszego świata, ale wcześniej musimy umrzeć”.
Sophie Scholl

ed7c78f9649ef95b.jpg
[fot za www.gazeta.pl]

No i tyle. Sny to ponoc najstarszy język, uniwersalny i wspólny wszystkim ludziom. Na pewno poczułem sie dziwnie, własnie jakby na chwilę zawiał wiatr i cos odsłonił. Nie wiem co.

WESTERPLATTE. AVATAR AUS MUNCHEIM

„Pewnego słonecznego dnia niosłam do chrztu małe dziecko w długiej białej sukience”
Sophie Scholl

Znad zatoki szły pierwsze szeregi zmierzchu,
pracowałem przy sieciach na plaży z widokiem
na wyłaniającą się łachę po zachodniej stronie.
W kanale pokrzykiwali bagrownicy, północny wiatr
formował krótkie i strome grzbiety. Nieznajoma szła
w stronę kaplicy, zbliżała się pora nabożeństwa.
Nagle ziemia usunęła się spod jej stóp. Zdążyła
podać mi dziecko zawinięte w białe płótna. Mówiła
o lodowcach, zamku na wzgórzu, ostrzach szybkich
jak wiatr od którego trzeba osłonić ujście rzeki.
W oczach dziecka zobaczyłem wcielenia moich
córek i synów, przybyszów ze wschodu, znad rzeki
o trzech porohach; słupy dymu, słupy ognia i zachodnią
łachę ujrzałem ogromniejącą pomiędzy nimi. Na koniec
widziałem na zabliźnionym niebie białe cirrusy, jakby
bandaże. Na plaży stał rybak pośród moich sieci, patrzył
na dwoje ludzi u wejścia portu. Dziecko na moich rękach

mieszkało już między nimi.

LENNO2007 – CZAS! START!

Zapraszam do tegorocznego plebiscytu/głosowania na dzieła i ludzi nominowanych do Luźnego Literackiego Ekwiwalentu Nagrody, edycja 2007. Poniżej zamieszczam sondy jednokrotnego wyboru dzięki którym można głosować na wybranego Nominała. W przypadku poezji dokonałem autokratycznego skrócenia listy do dwudziestu pozycji. Więcej nie ma w darmowych sondach, przynajmniej w serwisie z którego korzystam. Oto lista nieobecności:
Jerzy Ficowski „Pantareja”
Tomasz Pułka „Rewers”
Dariusz Pado „Peryferie raju”
Maciej Gierszewski „Profile”
Krzysztof Karasek „Gondwana i inne wiersze”
Przemysław Dakowicz, „Albo albo”

Na pewno byłem niesprawiedliwy dokonując tego wyboru, za co z góry przepraszam.

A oto kandydatury w dziedzinie prozy, tutaj dołożyłem, acz nie bez wątpliwości typy tajnejpolski, bo były jeszcze trzy miejsca a innych propozycji nie usłyszałem ani nie przeczytałem.

Bardzo niewiele było nominacji w kategorii esej/krytyka/reportaż i trochę tego szkoda, ale by być szczerym ja też niewiele w tej dziedzinie w roku 2006 przeczytaem w formie druków zwartych:

No i at last, but not the least – Kategoria Literacki Obcicach Roku:

życzę miłego sondowania i proszę nie oszukiwać, bo będę musiał zablokować adresy I.P. a jeszcze w historii tego bloga nie musiałem tego robić nigdy i nie chcę tej tradycji łamać.

Głosować można do północy 20 maja! Potem głosy nie będą liczone.