Czy pietruch kiedys pisął, że kocha Meksyk, że mógłby tam żyć, bo przy podobnym klimacie publicznym jednak wszystko o wiele barwniejsze, weselsze, z ironia i bez smutactwa? Stamtąd Porfirio Diaz, stamtąd Stachury duchy, stamtąd Octavio Paz, Subcomandante Marcos, Tequila, Mescal, Konsul, La Barranca del Mundo, lasy, pola, a lud prosty, chociaż posługujący się blisko setką języków i radosny.

z3765443N.jpg
[fot Tomas Bravo, Reuters]

„…Po dwóch dniach okupacji izba niższa wygląda jak salon taneczny po tygodniowym przyjęciu weselnym. Podłoga zasłana jest butelkami, puszkami i opakowaniami po posiłkach, pośród których pokładają się na kocach i śpiworach co bardziej utrudzeni posłowie. Bardziej odporni na znoje walki o demokrację, roześmiani od ucha do ucha intonują radosne piosenki ku podniesienia ducha. Jeszcze inni, przyodziani nierzadko w kowbojskie kapelusze, przechadzają się z kanapkami w dłoni, nabierając sił przed ostatecznym starciem. [...]Tym razem walka o trybunę zaczęła się na trzy dni przed ceremonią. Posłowie PRD zamierzają wytrwać na niej do piątku, by udowodnić, że nie nie ma mowy, by faszysta i uzurpator Calderón objął urząd. Jednak deputowani z partii Calderóna okazali się szybsi i to oni wygrali bitwę o trybunę.

W szwach strzelały marynarki i koszule, ktoś komuś przyłożył w twarz, jakiś parlamentarzysta w rozchełstanej koszuli rozdzielał kopniaki, pewna deputowana zza podium prezydium okładała zwolennika Obradora butelką. Inny znów rozłożył się na marszałkowskim pulpicie i dopiero po dłuższej chwili został powalony na ziemię.

Przypominało to do złudzenia sceny z filmowych saloonów gdzie wszyscy walczą ze wszystkimi. W końcu jednak na sali zapanował spokój, a przedstawiciele obu partii uzgodnili, że zdobytych raz pozycji nie oddadzą, ale przemoc fizyczna ustanie.
To było przed piątkowym zaprzysięzeniem na Prezyenta Felipe Calderona, a co się działo wczoraj i dzisiaj, ta historia wam opowie:
„Pojawienie się w sali gubernatora stanu Kalifornia Arnolda Schwarzenegera i byłego prezydenta USA George’a Busha seniora, zmierzających do foteli przeznaczonych dla zaproszonych gości, zdekoncentrowało przepychających się posłów.

W tym samym momencie na trybunę wkroczyli, w otoczeniu agentów straży prezydenckiej i nowo mianowanych szefów resortu obrony narodowej i marynarki wojennej, Felipe Calderon i Vicente Fox, ustępujący prezydent Meksyku.

Nie czekając na uciszenie protestującej lewicy, Calderon wygłosił wśród gwizdów i owacji 30-sekundową formułę konstytucyjnej przysięgi, po której rozległ się hymn narodowy.

W chwilę później obaj prezydenci niezwłocznie opuścili salę, pozostawiając w osłupieniu zwolenników Obradora.”
No i co, nie fajnie?
Jad.