Archiwum dla Listopad, 2006

FREEDOM FOR TIBET – OTWORZYĆ NANGPA -LA

Z ostatniej chwili:
Ruszyła akcja CHINA WOULD YOU SHOOT ME TOO?. Dniem głównym akcji organizowanej przez Students for Free Tibet ma być 30.11.2006. Więcej na stronie która jest pod linkiem powyżej. Poniżej Tomek:

1009-Tomek.jpg

i lista zaginionych ostatnio ze strony www.chinawouldyoushootme.org:
Tenwang, age 7
Lhakpa Tsering, age 8
Dhondup Lhamo, age 9
Dechen Dolma, age 10
Wangchen, age 11
Tsedon, age 12
Sonam Wangdue, age 12
Ming Shomo, age 13
Lodoe Nyima, age 15
Jamyang Tsetan, age 16
Karma Tsetan, age 16
Lodoe Namkha, age 16
Karma, age 19
Samten, age 19
Sonam Palzom, age 20
Dhondup Palden, age 21
Kusang, age 22
Lobsang Paljor, age 35

Spokojnej nocy, miłych snów

0020-Muriel%2CSwitzerland.jpg

życzy Muriel ze Szwajcarii…

HALEMBA A RÓWNOŚĆ WOBEC ŚMIERCI

Oglądamy od trzech dni z Ka to co się dzieje wokół kopalni Halemba z rosnącym niesmakiem. I nie chodzi o to, że któreś z nas ma lekceważenie dla Górniczego Stanu, dla Śmierci. Śmierc jest śmierć a tych co jadą w dół ryć węgiel się szanuje i tyle. Szacun i rispekt.

Ale:
TVP1, TVN przekazały po milionie na rodziny, Caritas zbiera kaskę, Prezydent daje kaskę i to wychodzą razem na rodzine jakieś gigantyczne kwoty powyżej 100 tys., niezależnie od ZUS-u który się każdemu należy, polis ubezpieczeniowych.

Pytanie:
dlaczego dzieci rodziców którzy przypadkiem (bo to przypadek) zgineli w wiekszej zbiorowej katastrofie mają byc lepsze od dzieci rodziców, którym los zabrał rodzinę inaczej?

Bardzo mnie to niesmaczy bo znam róznych ludzi, los im odbiera bliskich na rózne sposoby a jednak nikt sie szczególnie nad nimi nie pochyla. Ksiądz rzuca cennik że za pogrzeb 600 zeta z góry, ZUS rzuca zasiłek pogrzebowy który na proządna trumnę nie starczy i idźcie sobie popłakac Panu Bogu w ucho ofiary, mieliście pecha, tatus mamusia zgineli w klasycznym wypadku drogowym, zdechli na raka albo zwykły zawał. Pech.

Nie wiem jak sie do tego ma równość obywateli względem prawa.
I względem śmierci.

Z NOTATNIKA RUSOFILA. SUWOROW vs. ŻUKOW

83-7301-953-7.jpg

Wiktor Suworow to taki radziecko-rosyjski Kukliński, postać kontrowersyjna, wyszkolony agent osławionego GRU, czyli wywiadu wojskowego (osławione KGB to była zupełnie inna służba, głownie policja polityczna, mniej prawdziwy wywiad). W 1978 roku uciekł z placówki na Zachód, opublikował książkę „Akwarium” w której opisał swoją drogę od żołnierza krasnojarmii po agenturę na zachodzie Az do ucieczki,. Dostał za nią wyrok, je3dyny w tym wypadku możliwy, mianowicie czapę. Wyrok do dzisiaj nie został anulowany.
Wydał potem jeszcze wiele książek, korzystając niejako z lepszej perspektywy oficera wywiadu który nie musi uzasadniać swoich sądów, bo wie a skąd wie, to człowiek radziecki wie, że lepiej nie pytać, bo wtedy mogą cię zabrać gdzie nie trzeba i zrobić z Tobą co trzeba.
„Specnaz”, „Lodołamacz”, „Żołnierzy wolności” czytało się z pewna doża sympatii ale i rezerwą jiż ewidentnie pozycje były to obliczone na spragnionego tajemnic i tajemniczości czytelnika zachodniego. Z Polskiej perspektywy patrząc to i owo podzwaniało fałszywie.
Jednak kiedy ukazał się „Cień zwycięstwa”, odbrązawiający postać Georgija Żukowa, cos mnie tknęło i kupiłem, jakem rusofil.
Na z góra trzystu stronach Suworow wzbija się na wyżyny erystyki i retoryki, niestety faktografii jest tam na z góra trzydzieści do czterdziestu stron. U nas nie było jakiegoś ostrego kultu Żukowa, to może trudniej owe popisy erystyczne, wytrząsanie się nad pamiętnikami Żukowa zrozumieć. Ostatecznie, jak słusznie zauważył Zbigniew Herbert w pamiętnikach generałów ostatniej wojny światowej więcej jest usprawiedliwiania się niż faktów. Na te sama przypadłość cierpiał Guderian, Montgomery, Patton.
W wielu jednak miejscach Suworowowi udaje się odsłonić karty i trzeba powiedzieć że to i owo w tych kartach przeciwko Żukowowi jest – na przykład przemilczany fakt, że to przecież nie kto inny jak Zukowi dowodził Armia Czerwona przez kilka najbardziej fatalnych miesięcy roku 1941, że on też od stycznia 1941 ja do wojny przygotowywał – wojny zaczepnej nie obronnej, Suworow bowiem uparcie głosi tezę, że w istocie wojna która wybuchła 22 czerwca była wojna prewencyjną. Hitler po prostu o dwa, trzy tygodnie ubiegł Sowietów w uderzeniu na Europę. Suworow dowodzi też że rola Zukowa w największych przypisywanych mu zwycięstwach jak Chałchyn Goł (1939), Moskwa (1941), Stalingrad (1942-43), Kursk (1943) czy wreszcie Czerkasy (1944) była co najmniej dyskusyjna. Że Żukow był tępym, opętanym megalomanią rzeźnikiem własnych żołnierzy na dokładkę nie potrafiący nimi dowodzić, nie mający żądnych talentów taktycznych i operacyjnych w przeciwieństwie do Rokossowskiego, Koniewa a przede wszystkim Wasilewskiego. Niektóre pomysły i wywody rozczulają, jak ten że gdyby krasnoarmiejców chować w trumnach to dowódcy skonfrontowani z koniecznością ściągania trupów z pobojowiska i zamawiania tysięcy trumien – opamiętaliby się w krwawych rzeziach na froncie wschodnim. Tyle, że to niemożliwe by było, właśnie dlatego że to Rosja, ZSRR. Inny był obyczaj, niestety i już. I o tym także jest ta ksiązka. Ostateczny argumentem, który przemawia przeciwko Żukowowi, to eksperyment na poligonie w Tocku – o którym dzisiaj pisze KIRSCHBAUM.

A MOJE ŻYCIE TO BIAŁYSTOK

kononowicz_kierowca.jpg

[fot.kononowicz.org.pl]

Wiele wskazuje na to, że Kononowicz zrobił swoje. Uzyskał 3,3 procent (według sondaży) poparcia w wyborach na prezydenta m. Białegostoku a jego spot na YouTube obejrzało 2,3 miliona widzów, nie licząc innych jego spotów, stron które zostały mu poświęcone, telewizji które ów spot powtórzyły, blogów i forów gdzie fenomen Krzysztofa Kononowicza dyskutowano.
Czy to nie mówi wiele o totalnym zmęczeniu obywateli nadęciem, tropieniem, szkalowaniem, osądzaniem i obrzucaniem sie błotem? Niezwykła, błyskotliwa i zapewne krótkotrwała – niestety czy na szczęscie – kariera Kononowicza pokazuje wiele z głodu jakim żyje znaczna część ludzi w tym kraju, żeby wreszcie pokazał sie ktoś, naturalny, prosty, przyjazny, ubogi duchem, nienaszpikowany chytrością, cynizmem.
Kononowicz to swego rodzaju proces wtórny całej Polityki, to on symbolizuje podskórny nurt psychicznego życia nas jako społeczeństwa, milczącego, zacięcie nie chadzającego na wybory i z coraz wiekszym bólem znoszacego tych, których jakoby nie wybrało (a przeciez nie chadzając na wybory także sie wybiera!). Kononowicz oprócz tego że na tym tle jest Piekny, jest także objawem. I to niepokojącym objawem naszej społecznej paranoi. Do czego musimy byc doprowadzeni, że facet w ciagu kilku godzin staje się idolem miliona czy dwóch milionów ludzi. Białystok liczy dwieściepięćdziesiąt tysięcy mieszkańców. Gdyby Polska mogła, obdarowałaby Białystok takim prezydentem tylko po to, żeby wyleczyć swoja zbiorową neurozę na tle życia politycznego kraju. Uciec od schizofrenii, nie mieć udawanych krółów Ubu, ale oryginał, prawdziwego Ubu.

I na koniec ostatnia historyjka. Podobno Kononowicz to był zgryw neonazistów, bezwolne narzędzie. Strona Kononowicza znikła kilka godzin temu. Być może kolejna jej odsłona pokaże nam Kononowicza w mundurku z czarnego materiału, z mieczykami w kołnierzyku i wówczas odechce sie nam wszytskim śmiać.

Na razie na allelegro zalew swetrów z linii „Konon Barbarian”, powstała partia fanów kononowicza TUTEJ, ŁO

No i facet ma trzecie miejsce w wyborach. Radnym by juz był w cuglach. Kto wie, może zostanie niebawem posłem?
A na dobranoc znaleziony w internecie wierszyk w tem temacie:
Dumnie stoi tam, na przodzie
Z usty zwartemi
Swetrem w modzie
Misternej roboty
Osmańskiej sztuki
Oczy łzawiące od świateł fleszy
Wbija odważnie w krajobraz miasta

Dla jego sławy z pomocą śpieszy
Którego imię na ustach kraju
Jak z nieba ratunek w dniu Jasnej Góry
Przybywa z raju,
Inspiracji Boga
Bo daje przykład czystości duszy
Intencji jasnych i mowy daru

Narodzie! Wytężaj uszy
Nie bądź już głuchy na nauki nieba
Tej pomocy w kryzysie
Nam wzywać trzeba

Przed Twe ołtarze wznosim błaganie,
Niech nam na lata Krzysztofa stanie
A od prywaty i intelektu
Broń nas Panie!
Kononowicza myśl wniosła
I cnota wiadoma
To jest wieść radosna
I upragniona
Jak wiosna…

Pozdrawiam, miłej nocy,

P.S.A oto czlowiek, który jest rzecznikiem prasowym Kononowicza oraz jest tym który ma komputery i w ogóle chyba wciagnął nam Kandydata:

14034518344505edfa46cdf.jpg

a imie jego Adam Stanisław Czeczetkowicz
A oto PARTIA KTÓRA WYSTAWIŁA KONONOWICZA

Nie wiem jak Panstwo ale ja mam kaca.

BIAŁYSTOK XXI WIEKU

kononowicz_czapka.jpg

Krzysztof Kononowicz niniejszym zostaje ogłoszonym drugim, po Zenonie Laskowiku członkiem Rejestru Idiotów Polskich (w skórcie R.I.P.) im. Księcia Myszkina. Po obejrzeniu TEGO MATERIAŁU Jurodiwy Pietruch uznał, że to człowiek warty tego aby odkurzyć puste stronice R.I.P. Polska ponoć się śmieje z Pana Krzyztofa a Jurodiwy Pietruch nie smieje się „z” ale „do” Pana Krzysztofa. Panu Krzysztofowi z twarzy patrzy poczciwym, prawdziwie uczciwym, nieomal surowym obywatelem. Wypowiada się szczerze i na temat, chęci ma ogromne, z bogactwem się nie obnosi, rodzinie jest oddany. Byc może wizerunek nieco cierpi, nie jest zbyt dopracowany od strony PR, ale strach pomyśleć co by było, gdyby za Pana Krzysztof wzięli sie chłoptasie od wizerunku. Od znanych naturszczyków Pan Krzysztof wyraźnie sie odróżnia poczciwością jak z Reja, brakiem agresji i sercem an dłoni. Oto jak widzi problem de-alkoholizacji Białegostoku:
„l Zabroni Pan spożywania alkoholu w Białymstoku?
- Nie zabronię. Ale jak zostanę prezydentem, to będzie można pić umiarkowanie. Nie tak, żeby się upić i walać.”

Więcej na ten temat w materiale Białostockiego „Kuriera Porannego”, o tutaj, po naduśnięciu linka.
Słowem – Panie Krzyztofie, Pan się nie boi, Jurodiwy trzyma za Pana kciuki!

TAKE ME WITH YOU WHEN YOU GO

Marka Sandmana zapytano kiedyś jaki rodzaj muzyki w zasadzie gra jego zespół „Morphine” a ten odpowiedział, że to „Low Rock”. Zapewne chodziło o to, że główna rolę w instrumentarium „Morphine” odgrywała gitara basowa i saksofon barytonowy no i chropawy, niski wokal Sandmana, w zasadzie częściej mruk, świetlikorecytator (czy to nie przypadek, że tak podobnie chropawo melorecytuje Świetlicki?) no i dosc zimne, mroczne brzmienie całości. Mroczne także w tekstach.

04morphine.gif

3 lipca 1999 roku Mark Sandman wyszedł na scenę, przewrócił się i zmarł na zawał serca. W wytwórni był gotowy kolejny krążek grupy „The Night”. Płyta która chyba miała wydobyć zespół z niszy i włączyć go w mainstream a paradoksalnie pozostała nagrobkiem Sandmana i zespołu który chyba szerzej nigdy się nie przebił, nagrał kilka płyt w tym bardzo dobre „Cure for Pain” i „Like Swimming” oraz rzeczywiście pośmiertną „The Night”.

350816.jpg

To, co różni „The Night” od poprzednich dokonań ekipy Sandmana to rozszerzone, rozlewne instrumentarium, które w poprzednich edycjach było surowe, do granic możliwości wysterylizowane, chociaż nadal wiodącym instrumentem jest bas Sandmana, na którym lider gra technika silde. Dla niewiedzących dodam, że slide to jest rura nakładana na palec lewej (u mańkutów – prawej) ręki. Może być ze szkła, może być z metalu, ja np. mam taką z bambusa. I ta rura się jeździ i robi wizgi na strunach, starając się trafiać grająca krawędzią rury w rejony nad progami co daje pełne tony lub dźwięki do tonów zbliżone. Pierwotnie ta technika, zwana też bardziej swojsko „Bottleneck” (dosł. Szyjka od butelki) wywodziła się z bluesa. Ponoc bluesman kiedy już nie był w stanie grac normalnie, bo np. alkohol wprowadzał mu nadmierna ruchliwość duszy (dosł. Soul), to brał butelkę whisky, walił o kant stołu albo oparcie od krzesła. Brał to co mu zostało w rękach, stroił gitarę w akord i jechał.
Kiedys rzeczywiście próbowałem sztuki odbijania szyjki od butelki. Po owinięciu szyjki plastrem, jakoś to nawet szło.
No więc pośmiertna „Morphine” bez zmian, jeździ Sandman slidem po basie, ale pojawiają się aranże! Poprzednio poza tym że wszyscy grali niczym w pustym kesonie na podbitym pogłosie, aranże były symboliczne. Gitara sidle dobro w tle, czasem akord na Hammondach. Na „The Night” słychać chórki, sitar, hammondy, gitarę akustyczną, wiolonczelę, altówkę mimo że brzmienie nadal bliskie jest „Low rock” i nie ma wątpliwości z kim ma się do czynienia, o ile się tego zespołu chociaż raz posłuchało. Az po ostatnie, jakby tknięte przeczuciem, rzewne brzmienie „Take me with you when you go, don’t leave me alone…”

Dzisiaj są zaduszki i tak mi się skojarzyło.