Archiwum dla Czerwiec, 2006

Z KRAIN MROCZNYCH 6. BLITZNAWALANKA W PRAKTYCE

229259.JPG

Podobno czas przyspiesza, życie przyspiesza, wszystko dzieje się w coraz większym natłoku. Wydaje się że w dziedzinie prowadzenia wojen, sprzętu militarnego ten postęp jest jeszcze szybszy niż gdzie indziej. Ale okazuje się że pewne rzeczy są trwałe i niezmienne. Jakby zajrzeć do poezji, to forma się zmienia a treść zostaje. Sztuka wojenna tez jest sztuką. Formy działań się zmieniają ale cele SA nadal te same, czyli seek and destroy.
Ksiązka Charlesa Messenger „Sztuka Blitzkriegu” zatrzymuje się analitycznie nad wąskim jej zagadnieniem, ale pokazuje owo wąskie zagadnienie w bardzo szerokim spektrum. Autor nie zajmuje się jak wielu autorów anglosaskich piszących o militariach opowiadaniem ciekawostek i dykteryjek, popisami erudycji, ale wręcz przeciwnie, zajmuje się rzetelną analizą teorii i systematycznie zestawią ją z praktyką „Blitzkriegu”. Jakby ktoś nie wiedział, chodzi tutaj o próby wypracowania formuły „działań błyskawicznych”, które miały być w opinii teoretyków wojskowości w latach 20-tych XX wieku lekarstwem na okopowe rzezie I wojny światowej. Wówczas myślano głównie o użyciu czołgów i/lub kawalerii, z czasem oraz dojrzewaniem lotnictwa słowo „Blitzkrieg” coraz częściej oznaczało po prostu „działania kombinowane” w których rolę dogrywały nie tylko siły pancerne, ale lotnictwo, piechota, także zmotoryzowana i zmotoryzowana i/lub artyleria samobieżna.
Z przedstawionego przez autora toku rozumowania i analizy tak teorii jak i praktyki wynika że w zasadzie idee „Blitzkriegu:” nigdy nie zostały właściwie zastosowane a jedynym tego przykładem były wojny Izraela z sąsiadami w roku 1967 oraz 1973. Zdumiewające jest też i to, że w zasadzie sposób działania i kształtowania się sił pancernych Izraela, mimo upływu kilkudziesięciu lat, nawiązywał wprost do tzw. „teorii 1919” Fullera w roku 1919 właśnie sformułowanej. Nie trudno tez zauważyć, że także działania Wielkiej Koalicji w Iraku 1991 (chociaż o tym Messenger już nie pisze) a potem Małej Koalicji Iraku w roku 2003 na tej koncepcji były „mas o menos” wzorowane.
Oczywiście Messenger omawiając skrótowo rozliczne kampanie, także w przypadku kampanii wrześniowej 1939 roku omawia ją w zgodzie ze stereotypami panującymi w anglosaskiej literaturze przedmiotu. Na przykład powtarza bezmyślnie brednię pewnego zachodniemieckiego autora, że „luftwaffe nie atakowała poza jednym nalotem na Warszawę celów cywilnych”. Tak, tak Panie Messenger, jeden z pilotów luftwaffe napisał we wspomnieniach, że „ludność cywilna w Polsce nie była atakowana, póki nie zaczęła stawiać oporu”.
Jedynym autorem anglosaskim, który wyłamał się poza ten stereotyp, poza Daviesem, jest niejaki Steven Zaloga. Ale o tym innym razem.

WIELKA DRAKA W MAŁYM MIEŚCIE

W cieniu Radomia i Poznania trochę minęła 40 rocznica tzw. wydarzeń brzeskich w końcu maja 1966. A była to ostatecznie największa akcja pacyfikacyjna ZOMO między 1956 a 1968 rokiem. Upały odebrały mi troche mowę, dlatego dopiero teraz zabrałem sie do rzeczy.
Poszło o to, że miejscowa komunistyczna władza zechciała zając na przychodnie lekarską budynek przy kaplicy św. Jadwigi w którym kwaterowało kilku księży. Ksiądz Makarski, Panie Dziejku-Prałat, kategorycznie odmówił i wydano nakaz eksmisji i zaczęła się draka. Chodziło w niej także, o to że ks. Panie Dziejku Prałat Makarski to był sporej rangi autorytet i wadza zapewne chciała się poprzeciągać o rząd dusz. Oto jak widział aktyw partyjny ś.p. księdza Makarskiego wpływ na młodzież:
„(…) Wymieniony posiada jezuicki sposób przyciągania wokół siebie młodzieży, czego dowodem jest, że młodzież gromady Domaniów, mimo posiadania dogodnych warunków, nie korzysta z wzorcowej świetlicy gromadzkiej, a gromadzi się wokół księdza, który z młodzieżą tą nie gardzi nawet grać w piłkę. Oddziaływanie tegoż księdza na mieszkańców tejże parafii jest tak dalece wysokie, że w roku 1952 kierownictwo Komitetu Powiatowego zmuszone było dokonać zmian kierowników jednostek gospodarczych i spółdzielczych, znajdujących się w gr. Domaniów. Powyższe nastąpiło na skutek tego, iż kierownictwo gminy, nie wykluczając komendanta posterunku M.O., opanowane zostało całkowicie przez tegoż księdza, zaś istniejąca tam spółdzielnia produkcyjna, mimo dużej ilości członków, zalicza się do jednej z gorszych, dowodem czego jest to, że 15 członków tejże spółdzielni złożyło podanie o wystąpienie ze spółdzielni”..
Źródła historyczne mówią o przenoszeniu rzeczy księży w wikarówki 25 maja a źródła rodzinne wspominają o wyrzucaniu sprzętów i mebli z okien na bruk. Ponieważ parafianie wystawili straże przed domem, władza od razu wymyśliła żeby ześrodkować siły ZOMO z Opola i Wrocławia w okolicy i w razie czego mieć je na podorędziu. Aktyw SB pod postacią czteroosobowego patrolu wmieszanego w tłum miał opanować dzwonnice Kościoła pw. Św. Krzyża i nie dopuścić do bicia w dzwony, ale dwóch tajniaków zostało rozpoznanych przez wiernych i po chrześcijańsku poturbowanych. 26 maja po porannej mszy, na wezwanie dzownów, które pozostały w rękach księży i parafian – ludzi przed kościołem zebrało się jakieś 2 tysiące. ZOMO próbowało ich zepchnąć w stronę Bramy Odrzańskiej i Parku, ale tłum odpowiedział młocka kijów, obrzucaniem solą, piaskiem i kamieniami. W odpowiedzi ZOMO użyło gazu łzawiącego co rozproszyło tłum na chwilę, bo zaraz potem tłum zgromadził się w Rynku. Wówczas ZOMO ruszyło ulicami Chopina i Zamkową. Historycy podają, że ZOMOwcy oberwali z góry, z balkonów i okien wszelkiego typu pociskami, w tym wrzątkiem., Tradycja rodzianna podaje że w ogrodzie warzono istotnie lepik do papy i wywożono do miasta w celach obronnych na dwukółkach takich rowerowych. Ta sama tradycja rodzinna opowiada że grupka umykających przed ZOMOwcami wskoczyła do lokalu ZSMP i wyskoczyła zeń nader szybko, czego milicjanci zmotoryzowani nie zauważyli i na wszelki wypadek solidnie spałowali i ZSMPowców.
Do kolejnych starc doszło po wieczornej mszy kiedy walki toczyły się na ul. Górnej, na pl. Zamkowym (na zdjęciu), ul. Zamkowej i pl. Bramy Wrocławskiej.

img200.jpg

Władza musiała dla rozproszenia demonstrantów ściągnąć łącznie pięć kompanii ZOMO. Rannych ciężko zostało 4 ZOMOwców, lżej 25 i ponadto rannych było (wedle danych ze szpitali) 24 cywilów, aresztowano łącznie ponad 100 osób.
Dzisiaj jest tak, że budynek KW PZPR to lekko podniszczony oddział BGŻ, budynek o który poszło stoi pusty bo przychodnia się wyprowadziła kilka lat temu. Rynna odpadła chyba dwa lata temu i teraz mur nieco nadgnił. W oknie jest tabliczka „sprzedam” i numer telefonu komórkowego. O wydarzeniach brzeskich pisze „Kurier Brzeski” a z ogólnopolskich mediów informacje zamieszcza wyłącznie Radio Maryja.

NIEPODLEGŁOŚĆ GESTU?

Niebawem ruszy znowu maszyna rocznicowa. Uprzedzam o tym lojalnie, bowiem w przyszła sobote wybije 30 lat od momentu kiedy wadza, kierowana przez wielkiego budowniczego Edwarda Gierka ogłosiła podwyżki cen mięsa (69%), masła, sera i nabiałów (50%) oraz cukru (100%) i wybuchyły strajki. Symbolem tamtych zdarzeń był Radom i Ursus i tamtejsze próby podpalenia Komitetu Wojewódzkiego PZPR, brutalne tłumienie tych demonstracji przez ZOMO, słynne ścieżki zdrowia, drakońskie wyroki dla demonstrantów (bywało że i do 10 lat więzienia). Oprócz Radomia i Ursusa stanęły wówczas zakłady m.in. w Nowym Targu, Płocku, Łodzi, Grudziądzu, Starachowicach, łącznie blisko 100 w całym kraju. O tym będzie się znwou mówić. To pewne. Ciekawe czy znajdzie sie miejsce na Kelusa Jana Krzysztofa, działącza KOR-u, współzałożciela jednej z wiekszych podziemnych instytucji wydawncizych – CDN.

kombinezon_zomo.jpg
[fot.www.polskaludowa.com]

Samego Kelusa i o tym jak to było a przede wszystkim o tym jak sie jeździło szosą E7 można posłuchać po naciśnięciu powyższego linka. Jan Krzysztof Kelus zapewne też i dlatego nie zrobił wielkiej kariery. Nie dac się zawłaszczyc to piekna idea, wymaga wmontowania silnycyh bezpieczników w dziełko. Chociazby ironii. Nie nadawał sie na herosa facet który pisał i śpiewał na przykład tak:

„[...]może będą z nas szydzili,
ci dzisiaj kończą szkoły
zamiast krzyczeć prawdę w oczy,
z oczu zrobią oczodoły

maturzyści mi mówili,
że to mógł wymyślić Hasek
żeby słowem czołgi wabić,
albo słowem czołgi straszyć

Niezależni, samorządni,
od odnowy, do od nowa
nie widzimy, jak nas także
okrążają własne słowa

zasłuchani w własne słowa
coraz bardziej ideowi,
ustąpimy miejsca młodszym,
żeby stworzyć nowy ZBOWiD.”
(Jan Krzysztof Kelus, „Piosenka Patetyczna” 1981)

pax.

QUO VADIS OBIREK

Czytałem ten wywiad z zapartym tchem, bo wiedziałem, że to sprawa wyjątkowa. Jezuita powiedział kilka gorzkich słów o Janie Pawle II dla obcojęzycznego „Le Soir” i dostał knebel. Komentarze głosiły, że Jezuita a gada jak Urban i zestawiono go z niesławnym komentarzem Jerzego Urbana na temat „objazdowego sado-maso”, z powodu którego zapadł wyrok. Obirek Stanisław też przyjął wyrok i wszczął procedurę opuszczenia zakonu. I o tym a także o tym co go boli w Kościele Katolickim w ogóle a w polskiej jego odmianie w szczególności jest wywiad-rzeka „Przed Bogiem”.

83-7414-191-3.jpg

Uczucia mieszane, bo wiele jest o instytucji, o złości, niezgodzie, o dialogu, rozmowie, o granicach stawianych dialogowaniu, o teologii wyzwolenia i o jej odrzuceniu, o niepokornych teologach i nieodrobionych przez polski kościół lekcjach z nowoczesności postnowoczesności. Przyznaję jednak że zdumiało mnie wszakżesz jak niewiele jest w tej opowieści o samym kontakcie z Absolutem, z tym co nieprzemijające. Niewiele rozumiem, dokąd zmierza duchowo Stanisław Obirek i niby nie moja sprawa, bo nie moja to duchowość, ale być może – tak lęgnie się po kątach – to kryzys wiary, seria zdarzeń osobistych a zakaz kontaktów z mediami to ledwie pretekst żeby trzasnąć drzwiami? To zapewne szatański podszept i wątpliwość, ale tkwi jak zadra. I jeszcze jedno, wśród niezliczonych refleksji i odblasków – dokąd teraz będzie zmierzał Ojciec Obirek, jak odejście z zakonu ułatwi mu czynienie tego co ważne? Bo to co będzie głosił, jak będzie postępował, zapewne dookreśli wiarygodność krytyki „Przed Bogiem” ale także wiarygodność tego co mówi autor w tym wywiadzie. Przyjaciel napisał gniewnie, kiedy zapytałem co sądzi o Stanisławie Obirku, że bardziej jednak ceni tych którzy dostali po łapach albo po twarzy od swojego Kościoła, ale przy nim zostali, że za tym podobno stała kobieta a na koniec zaznaczył że nie wie co sądzić tak dokładnie bo ksiązki nie czytał.
Tym i innym doradzam jednak lekturę, nie przecze dla teologów być może zbyt oczywistą, dla księży bulwersującą, dla niewierzących z wyboru (a nie emocjonalnego odruchu) także zbyt jasną. Jednak żeby rozmawiać trzeba się wysłuchiwac do końca. I to co mi pozostało po tej lekturze, może najważniejsze zdanie. Zobaczmy dokąd nas rozmowa zaprowadzi. Follow the flow!

pax, pax opamiętanie

L.L.E.N. 2006 ROZSTRZYGNIETY ALIŚCI NIE PRZYZNANY!

ZGODNIE Z OBIETNICĄ 6 CZERWCA O PÓŁNOCY ZLICZONE ZOSTAŁY GŁOSY. MIMO TEGO, ŻE SONDY DZIAŁAJĄ PODANE NIŻEJ WARTOŚCI NALEŻY TRAKTOWAĆ JAKO OSTATECZNE:

Kto powinien dostać L.L.E.N. 2006 w kategorii poezji?
1. Bartosz Konstrat za tom „Thanatos Jeans” (77)29%
2. Piotr Kuśmirek za tom „Trio” (6)2%
3. Paweł Kozioł za tom „Wpław” (5)2%
4. Agnieszka Kuciak za tom „Dalekie kraje” (16)6%
5. Mirosława Szychowiak za tom „Człap story” (14)5%
6. Wojciech Wencel za tom „Imago mundi” (74)28%
7. Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki za tom „Dzieje rodzin polskich” (50)19%
8. Kazimierz Brakoniecki za tom „Armor” (10)4%
9. Roman Misiewcz za tom „Wieprzowe języki” (3)1%
10. Anna A. Tomaszewska za tom „Wiersze do czytania” (7)3%
Łącznie oddano 262 głosy

Kto powinien dostać L.L.E.N. 2006 w kategorii prozy?
1. Mariusz Sieniewcz z kniszką „Żydówek nie obsługujemy” (46)43%
2. Adam Kaczanowski za kniszkę „Bez końca” (8)7%
3. Radosław Kobierski za kniszkę „Harar” (28)26%
4. Jerzy Łukosz za kniszkę „Szeroka woda” (13)12%
5. Robert Ostaszewski za kniszkę „Dola idola” (2)2%
6. Grzegorz Mathea za kniszkę „IV Rzeczpospolita” (11)10%
Łącznie oddano 108 głosów

Które zdarzenie zasługuje na miano lennego silnie pozytywnego wydarzenia literackiego roku 2005?
1. Literatura gej/les (22)13%
2. Rzeczywistość co przerosła literaturę (41)25%
3. Stan czasopiśmiennictwa literackiego (7)4%
4. Biuro Literackie Festung Breslau (9)5%
5. NIKE dla Stasiuka (37)22%

6. Nagroda Kościelskich dla Denhela (28)17%
7. Paszport Polityki dla Krajewskiego (5)3%
8. Igor Stokfiszewski (9)5%
9. Pa(n)tologia neolingiwzmu by Cyranowicz&Kozioł (4)2%
10. Dyskusje o literaturze (5)3%
Łącznie oddano 167 głosów
Które zdarzenie zasługuje na miano LITERACKIEGO DRAMATU ROKU 2005?
1. Literatura gej/les (29)14%
2. Rzeczywistość co przerosła literaturę (13)6%
3. Stan czasopiśmiennictwa literackiego (3)1%
4. Biuro Literackie Festung Breslau (6)3%
5. NIKE dla Stasiuka (0)0%
6. Nagroda Kościelskich dla Denhela (94)46% 7. Paszport Polityki dla Krajewskiego (9)4%
8. Igor Stokfiszewski (33)16%
9. Pa(n)tologia neolingiwzmu by Cyranowicz&Kozioł (12)6%
10. Dyskusje o literaturze (7)3%
Łącznie oddano 206 głosów

W ostatnich minutach przed północą widoczne było nagłe ożywienie miłosników poezji, głownie Bartka Konstrata i Wojciecha Wencla mimo że przez długi długi czas prowadził i dystansował reszte stawki Eugeniusz Tkaczysyzn Dycki. W prozie preferencje ustaliły sie dość szybko. W kategorii wydarzęn zdumiało mnie silne lobby na rzecz zdramatyzowania nagrodzenia przez Fundację im. Kościelskich imć Jacka Dehnela.
LLENna zostana przyznane kiedy zastanowie się w jkaiej formie i na czyj koszt mam je przyznawać. Niefortunnie bowiem nie ogłosiłem blogowej ściepy na nagrody dla laureatów.
LLEN-no 2007 będzie, jak sądze zarządzane lepiej, obmyślę może jakiś lepszy sposób nominowania i głosowania, który bardziej będzie premiował uzasadnienia werdyktów a mniej sprawnosc audioteleblogolobbingu.
Kłaniam sie Państwu i dziękuję za setki głosów.

FREEDOM FREEDOM FREEDOM FOR MY PEOPLE.

International Campaign for Tibet
31-05-2006

Dwie „śpiewające mniszki” uciekają z Tybetu

Dwie byłe więźniarki polityczne, należące do grupy „śpiewających mniszek” z Drapczi, zdołały pokonać Himalaje i uciec z Tybetu. Rigzin Czokji spędziła w więzieniu 12 lat, a Lhundrub Sangmo – dziewięć. Obie ukarano podniesieniem wyroków za nagranie kasety z pieśniami o Dalajlamie i przyszłości Tybetu, którą udało się wynieść z Drapczi i przemycić za granicę. Uciekinierki, które w więzieniu były poddawane torturom, liczą, że na wygnaniu uda im się uzyskać opiekę medyczną i rozpocząć naukę.

Rigzin Czokji z klasztoru Szugseb miała 24 lata, gdy w sierpniu 1990 roku zatrzymano ją wraz z pięcioma innymi mniszkami za udział w pokojowym proteście na lhaskim Barkhorze. Skazano ją na siedem lat więzienia; w 1993 roku wyrok podniesiono o pięć lat za udział w nagraniu patriotycznych pieśni. Dwudziestotrzyletnią Lhundrub Sangmo z Miczungri aresztowano w tym samym czasie za udział w pokojowym proteście – w którym uczestniczyło 13 mniszek z klasztorów Miczungri i Garu – przed pałacem Norbulingka w Lhasie w czasie święta Szoton (Jogurtu). Pierwotny, czteroletni wyrok podwyższono o pięć lat.

Mniszki mówią, iż nagrały kasetę, żeby pokazać przyjaciołom i krewnym, że nie dały się złamać. Zaostrzając ich kary, Pośredni Sąd Ludowy w Lhasie stwierdził, że 14 mniszek „z kontrrewolucyjną arogancją nagrało reakcyjne pieśni »niepodległościowe«” i okazywało „odrażającą postawę”.

W marcu władze chińskie wyraziły zgodę na wyjazd do Stanów Zjednoczonych trzydziestoczteroletniej Phuncog Njidrol, która opuściła więzienie jako ostatnia ze „śpiewających mniszek”. Pekin rzadko zdobywa się na takie akty „łaski” – z reguły po miesiącach, a nawet latach zakulisowych negocjacji. Większość byłych więźniów politycznych, jak Rigzin Czokji i Lhundrub Sangmo, decyduje się na ucieczkę i niebezpieczną wędrówkę przez Himalaje do Nepalu, a następnie Indii.

Duchowni skazani za przestępstwa polityczne nie mogą wrócić do swoich klasztorów po zwolnieniu z więzienia; większość jest uzależniona od pomocy najbliższych. Bezustanna inwigilacja i inne szykany sprawiają, że wielu, nie widząc żadnych perspektyw, podejmuje ryzyko ucieczki.

podaję info za