Archiwum dla Maj, 2006

NAGŁA ZMIANA TONACJI.

z3378052X.jpg

Gwałtowna zmiana tonacji. Z cyklu „znalezione, przkelejone”, komentarz Marka Eedelmana do wystapienia Benedykta XVI w Auschwitz-Birkenau:
„Dzwonią do mnie różni dziennikarze, również z prasy niemieckiej, żeby dowiedzieć się, co myślę o wystąpieniu Benedykta XVI w Auschwitz, pytają, czy jego słowa są „przełomowe”. Co ja mogę na to odpowiedzieć?

Papież oddał pięknie hołd prochom pomordowanych, ale nie mówił o tym, co teraz dzieje się na świecie, i nie mówił o przyszłości. Postawił pytanie, które musi stawiać sobie każdy chrześcijanin: „Gdzie był Bóg w tamtych dniach? Dlaczego milczał?”.

Może ja jednak pytałbym o co innego: „Gdzie wtedy był człowiek? Dlaczego ludzie byli tak obojętni wobec rozgrywających się na ich oczach zbrodni? Czy dziś dzieje się inaczej? Czy ludzkość wyciągnęła jakąś lekcję z tych czasów, w których milczał Bóg?”.

Proszę nie myśleć, że chcę krytykować papieża. Ja sam zadaję sobie pytanie, co w ogóle należałoby powiedzieć w takim miejscu jak Auschwitz, co mogłoby otrzeźwić ludzkość.”
[za www.gazeta.pl, not. josz 28-05-2006, ostatnia aktualizacja 28-05-2006 20:52

DWIE GĘSI I WIEŚNIAK. PTACTWO WODNE NADAL W NATARCIU!

TAAADADAM!
Jak donosi nasz korespondent (Michał Kokot, Dariusz Kopeć 25-05-2006, ostatnia aktualizacja 24-05-2006):
„[...]Dwie gęsi i ich pastuch – taki wizerunek Polski widnieje na okolicznościowych medalach dla dzieci wybitych za zgodą FIFA na mistrzostwa świata w piłce nożnej.
Medali jest 32, tyle ile narodowych drużyn na mundialu. Na francuskim jest wieża Eiffla, na niemieckim – Brama Brandenburska, USA ma Statuę Wolności, Czesi – lwa, który wpisany jest w ich godło państwowe. A Polska – pastucha w kapeluszu z sumiastymi wąsiskami i dwoma gąskami. Projektantem i dystrybutorem medali jest niemiecka firma MDM. Dlaczego tak nas przedstawiła? – Użyliśmy symboli, które kojarzą się z danym krajem. Z Anglią kojarzy się pałac Buckingham, ze Szwecją Łoś, a z Polską gęsi – wyjaśniła nam Tina Schwarzmann z MDM.
Na stronie internetowej niemieckiej firmy w uzasadnieniu takiego wizerunku Polski napisano: „Przy całym szacunku dla tradycyjnych wartości celem Polski jest zaprezentowanie się z sukcesem na MŚ. Jeśli pójdzie coś nie tak, to gęsi przebudzą ich z letargu”.[...potem jest o słowach oburzenia, powielaniu stereotypów i kto sie odwoła i do kogo...]„

z3368787G.jpg

Wiemy oczywiście kto za tym stoi i jak macza błone pławną. Wiem już że jednak pochopne ogłoszenie perkozów, cyranek i wszelakiego innego wodnego tałatajstwa za pozostające poza wszelkimi podejrzeniami było mocno na wyrost. Dlaczego dwa błonopławy upierdliwe i wieśniak w gumofilcach ma symbolizować kraj na P.? Czy producenci stłuszczonych gęsich wątróbek zapłacili komu trzeba pierzem z kuprów?

Opamiętanie, zaprawdę.
Opamiętanie, albowiem dzisiaj już na każdego można ogłosić sezon na polowanie. A potem ronić kacze łzy.
„Że miało być tak pięknie a wyszło jak zawsze” (kto to powiedział koteczku?)

ZDROWAŚ GĄSKO, ŁABĄDŹ RZĄDZI.

Szanowni Państwo, my tu sobie gadu gadu a tutaj ukarany przez Bogów Toruń postanowił zadrwić na nosie niebiosom i zamiast rozpocząc poszukiwania Jonasza, co to sprowadził swem grzesznem postępowaniem chorobę na miasto. Oto jak donosi nasz korespondent („Gazeta Wyborcza w Tourniu, Natalia Waloch 22-05-2006 , ostatnia aktualizacja 22-05-2006 16:57):
„[...]- Figura będzie nawiązywała do wypuszczenia na wolność 79 łąbędzi, które po badaniach okazały się zdrowe – mówi Andrzej Szmak, dyrektor magistrackiego wydziału informacji, promocji i turystyki.
Figura wzbijającego się do lotu łabędzia zostanie wykonana w brązie lub miedzi. Dla większego efektu będzie ustawiona na postumencie ze szlachetnego materiału, prawdopodobnie granitu. Cokół ozdobi tablica przypominająca o ataku zarazy. Monument stanie prawdopodobnie na Bulwarze Filadelfijskim, który podczas ptasiej grypy został zamknięty ze względu na bliskość tzw. strefy zero. Lokalizacja ta sprawi również, że łabędzia będą oglądać tłumy torunian i turystów przechodzących przez najsłynniejsze spacerowe miejsce miasta. Kiedy będzie można zrobić sobie zdjęcie z ptakiem? – To zależy od funduszy – mówi Szmak. – Takie rzeczy nie powinny być finansowane z budżetu, więc musimy pozyskać sponsorów.
Szacuje się, że budowa będzie kosztowała kilkadziesiąt tysięcy złotych. Rozmowy ze sponsorami już się toczą. Magistrat nie wie jeszcze, komu zleci wykonanie figury.
O tym, że ptasia grypa zaatakowała łabędzie koczujące przy przystani AZS nad Wisłą cała Polska dowiedziała się 5 marca. Na Toruń zwróciły się oczy całej Europy, bo po raz pierwszy wykryto groźnego dla ludzi wirusa w centrum dużego miasta. Telewizyjne relacje przypominały raporty z oblężonej twierdzy. Nic dziwnego, że w magistracie szybko zapanował lęk, czy odium wirusa nie zaszkodzi wizerunkowi grodu Kopernika. Gdyby turyści zaczęli go omijać, groziłoby to poważną zapaścią gospodarczą. A wieści były niepokojące. – Mam informacje, że obrót w kawiarniach i zakładach usługowych w pobliżu Bulwaru znacznie się zmniejszył – mówił w marcu prezydent Michał Zaleski.

z3129037G.jpg
[fot. Fot. Tomasz Wiech / AG]


Wówczas pojawiła się myśl, by ptasią grypę uczynić chwytem marketingowym – toruńskie środowiska artystyczne wpadły na pomysł budowy pomnika łabędzia. Podczas kilku tygodni walki z wirusem miasto poniosło olbrzymie koszty (ok. 365 tys. zł), torunianie narażeni byli na dokuczliwe utrudnienia komunikacyjne, w ludziach odżył strach przed zarażeniem się ptasią chorobą. 32 łabędzie, u których lekarze stwierdzili obecność wirusa, zostały uśpione. Magistrat chciał jednak, żeby pomnik miał pozytywny wydźwięk. Inspiracją dla monumentu może być zatem tylko jedno wydarzenie – z początku kwietnia, gdy puszczono wolno 79 zdrowych ptaków z klatki zbudowanej nad brzegiem Wisły.[...]„

Pan się pytasz kto jest Łabądź i jak on może rządzić? Łabądź? Łabądź, to przecież on był porządny człowiek Panie Kirschbaum, on miał taka głowa do interes, że Pan sie nie musiałeś o nic pytać, tylko iść, gdzie on chciał, żebyś Pan poszedł. I Pan sie pytasz kto rządzi w te miasto, co to sie teraz nazywa Toruń? Pan sie pytasz? Tam rządzi Łabądź, Panie Kirschbaum, aj waj, bez jaj!

(perkoz, perkoz, opamiętanie)

L.L.EN. 2006 – STRZEL SOBIE W LAUREATA

Stało się tak, że nagroda literackiego NIK-u ma się dobrze, nowe nominancje sie ukazały zaś co roku ogłaszana ankieta literatorium sie chybaże nie ukazała i chyba się już nie pokaże. Szkoda. Dlatego postanowiłem począwszy od roku 2006 przyznawać Luźny Literacki Ekwiwalent Nagrody w którym póki co: będę samozwańczymy selekcjonerem
a goście tego bloga będą audiotele

Podstawą seri ankiet jakie prezentuje poniżej jest moją odpowiedź na coroczną ankietę literatorium, Do tego dołożyłem kategorię „Ponury Literacki Dramat roku 2005″ oraz „Silnie pozytywne wydarzenie roku 2005″, trochę dla jaj a trochę dla rozjątrzenia. Zapraszam do głosowania. Głosować można do 6 czerwca, do północy kiedy dalsze głosy nie będą już naliczane. Wyniki ogłoszę, laureatów przeproszę. Nie mam jeszcze pomysłu jak wręczyć taki L.L.E.N. i jaką ma mieć postać.
Tyle. Ready, steady – GO:

i dalej:

oraz na dokładkę:

i żeby nie było za wesoło:

pax, pax opamiętanie
miłego L.L.E.N.ienia się,

PROZELITA 0. KACZAGOOGOO BEZ KOŃCA

Wraca prozelita. Niby już niechory, jeno w pracy gdzie pono straszne rzeczy za sprawą spraw się dzieją. No wie Pan choroba wiele tłumaczy, ma Pan papier i tak dalej, ale to i tamto i dziesiąte tutaj usmiech że niby lewus, drewnus i takie tam inne wicie rozumicie. Ale konkrety? No spóźnia się Pan o te dziesięć, dwadzieścia minut dziennie. Tyle. Szefie ale konkretniej, jak się lubimy i babcie swoje kochamy, zawaliłem coś, no nie Panie Pietruszka, ale sygnały były. No to jak były sygnały to ja już nic nie mogę. Ciup ciup do pokoju i nuże swoje, mnie było dawno, kupa papiera do ułożenia. No ale wieczorem to i owo się skubnie jeszcze, skoro zdrowie dopisuje. Bez końca.

Bezkonca.jpg

No właśnie Adam Kaczanowski to naprawdę fajny autor a jego książka „Bez końca” wydana w 2005 przez wyd. Prószyński i ska” zasłużyła sobie na lepszą widoczność. Oczywiście, zaczynałem książkę z niechęcią, że kolejne objawy zaangażowania społecznie słusznego i oględnie zaraz jakiś bażant księżnej wyjdzie. Jednak z kanału powtarzalstwa Kaczanowski ratuje się raz po raz bardzo udanie. Dialogi mają dynamikę i nie są z drewna, postaci i oględnie cała fabuła zwija się w niejednoznacznościach, nieciągłosciach i przeskokach. Brakuje dydaktycznych dopowiedzeń do końca i kropki. Jest w tej poetyce coś z „Faramuchy” Maliszewskiego gdy się tyczy nieciągłości, gdy się tyczy przeistoczeń bohaterów i krótkich rwanych kadrów. Pomijam już zupełnie zabawne podstawienie w roli headhunterki niejakiej Marty Podgórnik, zupełnie pokręcone i niejednoznaczne (nareszcie!) postaci wielkich bossów, z których jeden z rocznych wakacji robi sobie pracoholiczną terapię zajęciową a drugi który wygryzł tego pierwszego zaczyna z deka miec w deklu nie tak.
Naprawdę wreszcie było coś do poczytania i do pomyślenia. KACZAGOOGOO Rulez.
Pazdar
Jad.

JERZY FICOWSKI HAS PASSED ON.

STULETNIA KOBIETA

już myslałem że to ja
a to stuletnia kobieta
która mieszka we mnie

dziękuje mi za byłe
i za przyszłe lata
powiada weź je sobie
co mi po nich

było tego i było
w poczekalniach, tkwiło
w niedoczekalniach mijało

a ja sobie powiada
zabiorę pęczek kopru
na małosolne
odjezdne

a ty rób co chcesz
młodszy o sto moich lat
mówi stara kobieta
która mieszka we mnie

tylko się jeszcze ogarnę
jeszcze uprzątnąć nie zdążę
i zamknę oczy sama

a ty zamknij za mną

(Jerzy Ficowski, z tomu „Pantareja”)

18956936_605091122032340_max.jpg

Jerzy Ficowski (ur. 4 października 1924 w Warszawie – zm. 9 maja 2006) – polski poeta, prozaik, tłumacz, żołnierz Armii Krajowej (ps. Wrak), uczestnik powstania warszawskiego, znawca folkloru żydowskiego i cygańskiego.

Podczas II wojny światowej mieszkał we Włochach pod Warszawą. Był więźniem Pawiaka (1943). W powstaniu walczył jako żołnierz pułku AK Baszta na Mokotowie. Studiował filozofię i socjologię na UW. Debiutował w 1948 tomikiem Ołowiani żołnierze. W latach 1948-1950 wędrował razem z taborem cygańskim, był członkiem angielskiego stowarzyszenia Gypsy Lore Society. Przełożył i opublikował pieśni cygańskiej poetki Papuszy. Był znawcą ludowej poezji żydowskiej (opublikowanej w tomie Rodzynki z migdałami 1964) oraz wybitnym specjalistą od twórczości Brunona Schulza. Ficowski był także autorem tekstów popularnych piosenek (Jadą wozy kolorowe).

W 1977 dostał nagrodę polskiego Pen Clubu. Gdy w 1957 podpisał Memoriał 59, został objęty zakazem druku do 1980. Członek KSS i KOR. W 2000 roku Jerzy Ficowski otrzymał nagrodę PEN-Clubu za całokształt pracy twórczej. W zeszłym roku otrzymał nagrodę im. Władysława Reymonta.

pax.

DZIWNY JEST TEN FLAK 2. NEVERENDING STORY.

Burmistrz Olesna, niejaki Flak Edward, prawnik z wykształcenia znany z tego że usiłował udowadniać że nie jest zbrodniarzem Fritz Haber, facio osobiście nadzorujący użycie gazów bojowych pod Ypres i pod Sochaczewem a zarazem ich wynalazca, co to mu żona się zabiła w proteście przeciwko zbrodniczej działalności, otóż ten to Burmisio to mój idol. Dzięki niemu się nie nudzą kiedy chorując w ciągu dalszym przeglądam prasę regionalno-lokalną. Oto co w niej przeczytałem za sprawą „Nowej Trybuny Opolskiej”, za którą podaję, jak leci wedle słów dziennikarza jej Mirosława Dragona:
„Poszło o zachowanie Edwarda Flaka na ostatniej sesji rady miasta, na której radni głosowali nad absolutorium. Wprawdzie oleski burmistrz bez trudu dostał poparcie, ale przeciw głosował opozycyjny 5-osobowy Klub Radnych Niezależnych.
- Nie jestem gejem, żebym się do was wdzięczył – rzucił w ich kierunku obrażony Flak. – Nie jesteście moimi wyborcami i dawno was skreśliłem.
Burmistrz nazwał radnych Norberta Hobera i Kazimierza Konieczkę cynikami, krytykantami i nierobami oraz podkreślił, że jego wybiera śląskie Olesno, a nie polska Warszawa.
- Burmistrz stwierdził, że przez 45 lat Ślązacy byli ciemiężeni i gnębieni przez Polaków, więc teraz jest czas, by nie wypuszczać władzy – mówi Kazimierz Konieczko, przewodniczący Klubu Radnych Niezależnych. – Burmistrz Flak zdobył tutaj wykształcenie prawnicze i jeszcze ma czelność narzekać? To niech teraz zrezygnuje z tego wykształcenia i odda pieniądze! [...]Powiatowy Klub Radnych MN zapowiada, że wyda oficjalne stanowisko, odcinające się od słów Flaka. Ryszard Szubert, przewodniczący Niemców z gminy Olesno, dodaje, że w poniedziałek na posiedzeniu zarządu olescy Niemcy wyjaśnią tę sprawę.
- Tam w gminie ciągle jeden drugiemu nogę podkłada – komentuje Szubert. – To jest niedorzeczne, przecież my, Polacy i Niemcy, mieszkamy razem i nie kłócimy się.
Poseł Henryk Kroll nie chciał skomentować wypowiedzi Flaka i kazał nam zadzwonić jutro.
- Ja panu nie wierzę, muszę się sam zorientować, o co tam chodziło – powiedział szef opolskich Niemców.
Burmistrz Flak, zapytany przez nas, dlaczego użył takich słów, powiedział tylko: – Jem obiad. Po czym odłożył słuchawkę.
Aut. Mirosław Dragon”

O Oleśnie można dowiedzieć się wiele ze strony www.olesno.pl a szczególnie nasza kuchnia poleca Biuletyn Informacji Publicznej gdzie trafiają się prawdziwe frykasy – pisma podpisywane i pisane niewątpliwie przez samego Flaka (analiza stylistyczna dowiodła tego ponad wszelką wątpliwość!). Z tej strony można zadać także Panu Burmistrzowi pytanie. Można go pytać o wszystko, aczkolwiek Urząd Miejski w Oleśnie zastrzega sobie prawo do skrótów. Powiedzcie, mam mu zadac pytanie o Habera? A może mam go przeprosić za to że doznaje tak wielkich prześladowań ze strony Polski i Polaków że aż jest Burmistrzem i nieźle mu się żyje chyba, nie chudnie a tyje. Proszę oto dowód, bo Flak
wygląda tak:

bilde?Site=NO&Date=20060506&Category=REG

Widać że prześladowany, nie?

BOOTLEG JURODA. ZAJRZYJ NA WWW. POETICA.FREE.ART.PL

Co może robić chory człowiek w domu kiedy słońce zaczyna przeświecać przez firany? No siedzi i porządkuje starocie, skleja modele, czyta, i takie tam inne. Owóż i poskeljał Jurod troche starych a trochę nowych wierszy i z pomocą nieocenionego Piotra Wiktora Lorkowskiego zawisło to coś w serwisie autorskim PWL – a imie jego POETICA

To taki bootleg, którego nie będzie pewnie nigdy w sprzedaży ani w rozdawnictwie. Tylko dla znajomych, tylko dla piractwa netowego. Zapraszam.

Jadosław

Z KRAIN MROCZNYCH 5. PAW A ZA PAWIEM NIC

A404.jpg
[fot. Katarzyna Lechwar]

Ha. Jak człowiek chory to nic ino czyta i czyta i o zdrowie własne się nie pyta. I tak Pietruch padł ofiarą rozlicznych lektur, z których przytoczę przeczytaną po wielu dniach od czasu kiedy być to miała lektura obowiązkowa sezonu – Masłowską II, czyli „Pawia królowej” przeczytało się jakoś samo.

okladkapaw.jpg

Po tych rozlicznych okrzykach Sierakowskiego oraz innych publicystów zajmujących się literaturą to Pietruch zupełnie nie wie co tam takiego przenikliwego w tym „Pawiu Królowej” gdzie to ta odwaga i jaskrawość diagnozy. Owszem, czyta się zabawniej znacznie niż „Wojnę polsko-ruską” bo hiphopowe podkręcenie dykcji wychodzi tekstowi na dobre, ale co do głębin wywodu ni szczególnie udatnego podsłuchania i zadenuncjowania rzeczywistości to nie stwierdzono. Powtórzyła się w zasadzie historia z poprzednia książka Doroty Masłowskiej. To znaczy można uwierzyć że to jest jakieś objawienie dla Gucchi Comunists, że dla metropolitalnej serwatki intelektualnej to jest jakieś objaskrawienie, nawet nader masochistyczne jakiś tam trybików (bo to jeszcze nie mechanizmy) wedle których się przeskakuje, wskakuje i spada. Dla Pietrucha to jest sobie takie urocze gęganie wyrosłej nastolatki okraszone pohukiwaniem zza kadru, że to jest banalne i właśnie dlatego że świadomie banalne to zarazem niebanalne bo jak cos jest świadomie banalne to już wcale takie banalne nie jest bo nie może być tak po prostu do niczego i już. No dobra, może nie jest do niczego. Do poczytania jak zamułka, do wrzucenia na półkę, chociaż z tym ciężko bo niewymiarowa i zupełnie nie pasuje do mojej filisterskiej zabudowy ścian i regałów.
Jeżeli już mowa o demaskacji i denuncjacji jakiegoś systemu to chyba o wiele lepiej udało się to niejakiemu Bieńkowskiemu w jego „Nic”.

83-7414-057-7.jpg

„Nic” przynajmniej się czyta płynniej i swobodniej. Nie jest tylko jasne po co są dwie przeplatające się opowieści jakby mało było wątków, nawet niezbyt porządnie podomykanych w głównym i wyraźnie dominującym wątku korporacyjnym. „Nic” Bieńkowskiego jest gdzieś zaraz obok „Zwału” Shutego, tyle że Bieńkowski celuje w literaturę a Shuty w ambrazurę. I rozbija się o te ambrazurę z hukiem. Bieńkowskiemu to i owo się udaje w portretowaniu postaci, unika jednowymiarowości, potrafi operować rozmaitymi technikami prozatorskim dla oddawania tych samych zdarzeń z różnych perspektyw, chociaż od rzemiosła do mistrzostwa droga długa. Z tego wszystkiego zepchnęło mnie znowu w książki historyczne. Tam przynajmniej nie trzeba się irytować z powodu braku pomysłów fabularnych.

pax pax, opamiętanie

Jad.