Archiwum dla Kwiecień, 2006

Z KRAIN MROCZNYCH 4. KLUCZBORYZM ARCHANIELA GABRIOŁA WYDANY.

1678_rd.jpg?lm=1139476456

W ukrytych pod ziemią „Laboratoriach” Juliusza Gabryela rosną cały czas świeże pterodaktyle. Z twarzy są podobne do wiersza. Rzec by można – diablo podobne. A te wiersze gadają o tym co zarazem cielesne i poprzez cielesność uciekające ku czemuś większemu. Większemu obłędowi od tego w jaki może popaść ktoś kto ma skórę jak taka cienka folia z której robi się mięśnioloty do lotów nad kanałem La Manche. Kluczboryzm, nadkruezbergizm oraz szpitalna onirycznosć. Jądrowy napęd bez dopalacza w postaci narkomanii, może piwo, wódka, ale nade wszystko znany z „Hemoglobiny” (Wrocław 2003) antyseptyczny posmak szpitali, opar tego co wydaje się być rzeczywistością. Bo cóż jest nad cielesność poddaną w szpitalu metodycznej obróbce skrawaniem, co jest nad witki nerwów poddane działaniu psychotropów, neuroleptyków? Ano jest. Wizja niepodległej wyobraźni i głos, który jest gotów ja unieść i ma dość siły.
Powinien mi być już od dawna obcy ten Gabryel, a jednak lektura „Laboratoriów” skłania mnie ku temu że nie jest. Przeciwnie. Im bardziej próbuje dorzucić czytelnika, naprzykład mnie od siebie, tym bardziej wciąga. Pyta się mnie czy to wkręca? W pewnym sensie – tak. Bóg jest maleńki przyjaciele. Tak tak Gabriele stróżu swój, malutki jak zairno gorczycy.

pax pax opamiętanie.

Jad.

PRZEPRASZAM. NO TENGO TIEMPO.

Nie ma czasu, odpracowuję urlop w ramach taniego państwa. Nie ma mnie troche i troche nie ma notek, być może koło tygodnia się to skończy. Zobaczymy.

P.S. na razie zaś SYFON ANTE PORTAS więc w imieniu ekipy, zapraszamże, w biegu do koljnego ściegu.

syfon_8_big.jpg

P.S. 2 – pax pax opamiętanie

P.S. Dobrych jaj, że hej!

EUTANAZJA?! EUTANAZJA CZYLI ŚMIERĆ NA ŻYCZENIE.

No i stało się. Puścił toruński lód a lud zażądał krwi z okazji zbliżających się świąt wielkiej nocy. Nie wiemy jak łabędzie wyraziły swoja ostatnią wolę ale około 30 łabędzi niemych najwidoczniej na piśmie poprosiło o śmierć. Inaczej skądże gazety pisałyby o eutanazji łabędzi? Przecież eutanazja to śmierć na życzenie.

z3203792G.jpg
[Fot. Robert Górecki / AG]

Pytania cisną się do mózgu jak zastrzyki domózgowe. Jaki jest los podejrzanego, być może biseksualnego i judejskiego bociana który jak wiemy kontaktował się z łabędziami przed ich eutanazją? Gdzie znajdują się pozostałe łabędzie ze stada toruńskiego? Dlaczego wody w dzioby nabrały w tej sprawie czaple? Jakie mętne interesy przy tej okazji realizowały żurawie i rybitwy? Czyje lobby świadomie wprowadziło w błąd społeczeństwo mówiąc o eutanazji łabędzi? Czyżby gęsi gęgawe?
Na pewno nie kaczki i perkozy. Te jak wiemy są poza wszelkim podejrzeniem jako że do szpiku swych pneumatycznych kości są przesiąknięte czysty dobrem.

Sierpień blisko
Lataj nisko
Kupmy sobie flinty
Wyszlifujmy gwinty!

Jad, jad, jad

FOTOPLASTYKON 1. MONACHIUM

monachium_170px.jpg

Kiedy naprawdę jest tak, że bardzo rzadko chodzę do kina. Czasami udaje mi się uwierzyć, że film jest czymś więcej niż igrzyskiem, zabawą. Daję się wpuszczać w maliny i to ostatnio coraz częstsze i gęstsze. Bo jeszcze powiedzmy „Das Boot” był blisko autentyzmu, chociaż technika nie taka jak teraz. Teraz technika wyprodukowała „U-571” w którym lista bzdur jest tak długa, że można o filmie powiedzieć tylko jedno. To zupełnie tak, jakby ktoś zrobił ganagesterski film, w którym Andrzej Lepper robi skok na Narodowy Bank Polski, zabija Balcerowicza i ucieka Lancią z rezerwą rewauluacyjną w trzech walizkach.
Kiedy napisałem przyjacielowi, że byłem na „Monachium”, napisał mi, że już go nie dziwi ani nie ciekawi, że ktoś robi film na jakiś temat. W zasadzie nie powinienem się dziwić i ja. No ale poszedłem na „Monachium” Spielberga, bo po „Sichndler’s List” doszedłem do wniosku, że być może jego wizjonerstwo przesunęło się ze sfery igrzysk i zabaw ludowych w stronę czegoś poważniejszego (sztuki?). „Saving Private Ryan” powinien mnie ostrzec, że to był jednorazowy wybryk i że powaga, dająca się wytrzymać więcej się nie powtórzy.

f0025382_003.jpg

Rzeczywiście wydaje się że kilka scen jest blisko sztuki a kilka jest co najmniej niezłym rzemiosłem. Nerwowa praca kamery, zdjęcia z ręki, to musiał robić, któryś z naszych, pomyślałem w trakcie filmu i rzeczywiście – zdjęcia są polskie. Kuleje jednak to co powinno być atutem tego filmu czyli akcja. Likwidatorom Mosadu drżą ręce, podkładają złe bomby (a to za silne a to radiodetonator nie działa) mają wątpliwości moralne, komando obraduje jak w Knesecie, a szef komanda uprawia własną politykę względem przełożonych i nie spotyka go za to kara, ale nowa tożsamość w Nowym Jorku i bezpieczny byt do końca świata. W bezpiecznej melinie w Atenach zaś dwa komanda wpadają na siebie – Palestyńczycy i Izraelici i spędzają razem noc udając że są z innych organizacji niż są, żeby następnego wieczora się pozabijać. Za tym wszystkim stoi moralizatorskie pytanie – czyje było prawo a jeżeli było to czy należało je egzekwować w sposób w jaki je wyegzekwowano. Czy nie należałoby sprawić „Czarnemu Wrześniowi” skoro wymordował Izraelskich sportowców na olimpiadzie po prostu sądu. Taka wątpliwość też pada. Ciekawe jak? Ciekawe jak ich porwać skoro i bombę podłożyć było trudno. I czy porywanie ludzi dla osądzenia ich gdzie indziej nie jest też pogwałceniem praw i reguł międzynarodowych? Czy aby przyjęta metoda była tak rażąco różna od tej jaką zastosowano wobec Adolfa Eichmanna? Zastanawiam się tylko czy ten film stawia je rzeczywiście, czy tylko sam sobie je dopowiadam w ramach rozwiązywania dysonansu poznawczego.