Archiwum dla Marzec, 2006

NIE PRIMA APRILIS.

KIT „Stowarzyszenie Żywych Poetów”
zaprasza dnia 1 kwietnia 2006, w sobotę
na sięgnianie DNA tekstu część 2 – godzina 13:00 (Galeria BCK)
dna.jpg
DNA tekstu 2 – To nie prima aprilis!

godzina 13:00 – Galeria BCK

Wykład interpretacyjno-penetrujący pt. „literatura a polityka” (socrealizm, wiersze na zamówienie, „bunt” i modelowa polityczność dzisiaj)
poprowadzi tym razem
dr Arkadiusz Ściepuro

Arkadiusz Ściepuro – doktor Uniwersytetu Wrocławskiego, Instytut Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa – specjalizacja historia literatury polskiej i literaturoznawstwo, rozprawa doktorska- Formy „ja” lirycznego w poezji Tadeusza Różewicza, Uniwersytet Wrocławski; Wydział Filologiczny, 1999.
Najważniejsze publikacje:

* Kto jest poetą. Formy „ja” lirycznego w poezji Tadeusza Różewicza, Katowice 2001, s. 274
* Inspiracje twórcze w poezji Tadeusza Różewicza, „Prace Literackie” XXXIV, 1995
* Wobec stalinizmu. Wiersze Tadeusza Różewicza z lat 1949-1956, „Pamiętnik Literacki” LXXXVIII, z. 2, 1997
* „Nożyk profesora” Tadeusza Różewicza – „moralitet” o pamięci, „Zielonogórskie Seminaria Polonistyczne” 2001, 2002

Aktualnie realizowane tematy:

* O dzieciństwie na zsyłce bez martyrologii. Na przykładzie powieści Andrzeja Czcibora-Piotrowskiego pt. Rzeczy nienasycone
* Problematyka narracji w Rzeczach nienasyconych Andrzeja Czcibora-Piotrowskiego
* Najmłodsza poezja polska – studium pięciu „głośnych” przypadków (Piotr Macierzyński, Radosław Wiśniewski, Tadeusz Dąbrowski, Marcin Cielecki, Piotr Czerski)

Z KRAIN MROCZNYCH 3. WIECZORNY PRZYPAŁ PRASY.

Wracam z urlopu i czytam. Czytam i medytuję, bo dni skupienia trwać mają.
W najnowszym numerze dziennika „metro” czytamy rewelacyjne artykuły:
JAŚMIN OCALONY
„Dzieci z międzynarodowej szkoły w Szczecinie uratowały konia od śmierci”
BLOKUJĄ KSIĘDZA CIĄGNIKIEM
„Parafianie jednej z małopolskich wsi tak
kochają swojego księdza, że zablokowali plebanię, by nie dopuścić do
przeniesienia duchownego”

No ale po co siegać po „metro”, skoro i w szanowanym tygodniku opinii
„Polityka” znajdujemy porażający wprost artykuł Agnieszki Niezgody (udany transfer, zapewne z drużyny „metro-konstancin”):
GDZIE MA PIES POGRZEBANE
„Topnieją sniegi a spod nich w miastach wyłania się gnojowisko. Rozmokłe psie kupy hałdami zalegają na trawnikach, ba, nawet na chodnikach, tak że nie mozna patrzec ani przejść. Czy kiedykolwiek da sie rozwiązac ten obrzydliwy dla oka problem?” – pyta autorka artykułu Agnieszka Niezgoda a dalej wylicza krok po kroku, że gdyby przyjąć że w Polsce jest 8 milionów psów i każdy sra dwa razy dziennie a każde gówno waży 250 gram to po roku okazałoby się że – jak wyliczyli anonimowi architekci – można z psiego gówna wybudować wieżowiec wiekszy od pałacu kultury w Warszawie. Rok w rok gówniany drapacz chmur. Pasjonujące. Wreszcie pod koniec artykułu Agnieszka Niezgoda poddaje psiego batona fenomenologicznej analizie:
” (…) pojedyncza kupa psa rzuca sie w oczy, a w człowieku wzbiera poczucie sense sprzatania (…)”
Na domiar złego z zacytowanej wypowiedzi dr Jarosława Paconia z AR we Wrocławiu wynika że z psiego gówna do ludzkiego organizmu mogą przenikać poprzez przewód pokarmowy:
” jelicie wykluwa sie larwa, przedostaje sie do krwiobiegu i roznosi się po narządach. Czasem zadrza się powinowactwo do układu nerwowego: trafia do mózgu, do rdzenia kręgowego, do oka (…) Odnotowujemy od kilkudziesieciu do kilkuset takich przypadków rocznie”
Słowem nie od rzeczy byłoby – taki stad logiczny wniosek wysnuć można ustawienie odpowiednich tablic ostrzegawczych np. na krakowskich błoniach, które sa zarazem dumą Krakowa jak i najbardziej obesranym miejscem w tym mieście. Juz widzę te wielkie napisy „Obywatelu nie żryj gówna.”, albo: „Spożywanie psiej kupy może byc przyczyna poważnych chorób i powinowactw neurologicznych”, tudzież na wesoło „Lepsza kacza zupa niźli czworonoga kupa”.
Jestem już pewien. Żyjemy w obrebie wysokorozwiniętej cywilizacji zachodniej! Białoruś w kajdankach policyjnych, w Iraku krew sie leje, Tybet umiera, Izrael z Palestyną podkłada sobie bomby a u nas na Titanicu gra ciągle orkiestra i tylko delikatnie zalatuje z zewnątrz psim gównem.

Palestyna płonie dla królowej Abigail.
Tako rzecze Janerka.

Radej

Z KRAIN MROCZNYCH 2. RZEZIE I CO Z TEGO WYNIKA.

„Ja od nienawiści
oraz od hałasu
zamiast uciec w buddyzm
chronię się do lasu

Pierwszą stronę gazet
oglądnę pod brzozą
a w gazetach zdjęcia
z albumu Lombrozo

Wejrzę w siebie – sprawdzę
- nie ma nienawiści
użyję gazety
kiedy mnie przeczyści”
[Jan Krzysztof Kelus, „Ballada o Jeżach”]

Każdy ma swój las do którego ucieka przed obelżywością i plugawością czasu teraźniejszego. Ja na ten przykład chowam się w przeszłość. To daje właściwy dystans do siebie oraz do zdarzeń, do ludzi, którzy roją sobie że oto tworzą historię a czasem nie potrafią nawet się porządnie zapiąć, obetrzeć z łoju na twarzy.
Najpierw o książce przez która o mało co nie wrypałem się do kryminału, czyli o „Wojnie Hannibala” Krzysztofa Kęćka. Bardzo dobrze udokumentowana monografia II wojny punickiej, ze szczególnym uwzględnieniem roli Hannibala i jego italskiej kampanii której kulminacją była Bitwa pod Kannami, zwana także „Cannae apud” czyli rzezią kanneńską. Rzeczywiście – było to już po pokonaniu licznych sprzymierzeńców Rzymu, oraz rozbiciu dwóch armii konsularnych nad Trebbią i Jeziorem Trazymeńskim przy czym w tym drugim wypadku w zasadzie też trzeba by mówić o rzezi a nie bitwie.

1668.jpg

To fascynująca opowieść o jedynym w swoim rodzaju starożytnym blitzkriegu, w latach 218 – 216 p.n.e. kiedy to piesza w większości armia Punijczyków, będąca wielonarodowym zlepkiem obywateli Kartaginy, Iberów, Celtów, Numidyjczyków, Libijczyków, Italików dokonała przemarszu w bitwach od Iberii, dzisiejszej Hiszpanii Az na Południe Italii, pokonując przy tym Pireneje, Rodan, Alpy, Pad, wielokrotnie przekraczając Apeniny rozbijając po drodze słabsze plemiona, oraz wojska rzymskie. Fascynująca jest również próba zrozumienia jak blitzkrieg będący jedyną możliwością ocalenia dla Kartaginy wygasł, zamieniając się w wieloletnią, nerwową szarpaninę w południowej Italii. Autor stawia tezę, że II wojna punicka była ostatnim momentem dla zatrzymania krwawych i w gruncie rzeczy barbarzyńskich zapędów supermilitarnej republiki znad Tybru. Nie jest dobrego zdania o Rzymianach przypisując im głównie jedną cechę – niepohamowana agresję i krwiożerczość oraz dążenie do totalitarnego panowania nad pokonanymi. Co więcej, zdaje się sugerować Krzysztof Kęciek – Kartagina, gdyby złamała potęgę Romy, nie dążyłaby wcale do dominacji w rejonie Morza Śródziemnego, gdyż z gruntu miała charakter państwa opartego na handlu, skłonnego do kompromisów, którego to pojęcia w zewnętrznych relacjach nie znali w ogóle Rzymianie dla których kompromisem była sytuacja gdy przeciwnik zległ już na kolanach bo łydki mu odcięto. Najciekawsza i najbardziej inspirująca w tej pracy jest zatem nie opowieść itself, snuta zresztą z drażniącą ucho manierą archaizacji (Kęciek naśladuje w toku narracji samego Gajusza Juliusza Cezara z jego „Wojny Galijskiej”), ale tych kilka zdań wyprowadzających czytelnika w przestrzeń niespełnionych możności. Kartagińczycy zapewne nie spaliliby biblioteki aleksandryjskiej, nie wyrzynali by w pień Celtów, Germanów, Helwetów, Daków, nie oblegali by Alezji, nie gnębiliby semitów z Palestyny w tym zapewne nie ukrzyżowaliby Chrystusa, bo i po co? Jak wyglądałby świat gdyby oparty był na rdzeniu – uwaga – grecko-kartagińskim?

83-11-10172-8.jpg

Nie wiadomo, natomiast druga książka z mojej ulubionej serii „Bitwy Historyczne” to praca Pawła Rochali „Las Teutoburski – 9 n.e.” która z kolei lekko ironizującym tonem opowiada o jednej z największych klęsk wczesnego Cesarstwa Rzymskiego – mianowicie o wyrżnięciu w pień w lasach teutoburskich przez połączone siły plemion germańskich pod wodzą niejakiego Arminusa Cheruska trzech legionów – XIX, XX i XXI dowodzonych przez niejakiego Warusa. Jeden legion to w tamtych czasach było około 5500 piechoty rzymskiej i drugie tyle sprzymierzeńców oraz niezidentyfikowana ilość kobiet, dzieci, starców, kupców, wszelkiego tałatajstwa jakie zawsze ciągnęło za armią. Ładna jatka – ale nie taka jak pod Kannami (tam do boju stanęło około 80-90 tys. Rzymian i większość dała głowy). Bitwa w szyku marszowym trwała trzy dni, a jako żywo przypomina nasza Cecorę, gdzie wojska Żółkiewskiego długie dni posuwały się uzbrojonym taborem ku ziemiom rzplitej opadłe ze wszech stron przez Turków. No ale to SA szczegóły a na jaki większy proces pokazuje Rochala? Ano, na to, że od bitwy w Lesie Teutoburskim w zasadzie Imperium Romanum ostatecznie zrezygnowało z ekspansji za Ren, w stronę Łaby i Odry. Uznano to za nieopłacalne i od tego też czasu datuje się myślenie rzymskie o renie i Dunaju w kategoriach limesu, trwałej granicy przeciwko barbarzyńcom, nota bene nigdy dość szczelnej i trwałej. Od tego czasu Roma straciła kły i w zasadzie ograniczyła się do obrony tego co zaposiadła, legiony przywiązały się do kwater i garnizonów a u nas panował błogi spokój i jeno dziwne skąd owo słowiańskie plemię, jedno z pierwszych zyskało nazwę Obodrzyce, skorosmy spokojnie zalegali nad Odrą, Nysą, Wartą i Wisłą biernie patrząc na pochody dzikich plemion w strone limesu, słowianie, łagodni, jasnowłosi, gościnni faceci, z Lecha, z Piasta i basta.

pax, pax opamiętanie

Jad

Z KRAIN MROCZNYCH.

Ciąg dalszy dni skupienia i medytacji na marność i powtarzalność rzeczy świata tego. I taki wiersz sprzed lat, który jak mi się wydawało w polskim kontekście nie będzie miał nazbyt prostych konotacji. Czasy jednak się zmieniają. Z tego tekstu, na pewno łatwo rozpoznawalnego kilka cytatów które brzmią, mimo upływu lat jak dzwon. A może włąśnie dlatego brzmią jka dzwon, że jest rok 2006 a nie rok 2004? Oto jeden z tych fragmentów:


[...]
Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono
słano kobiety różowe i płaskie jak opłatek
lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha
lecz piekło w tym czasie było jakie
mokry dół zaułek morderców barak
nazwany pałacem sprawiedliwości
samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach zmieniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach

Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy

dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu
[...]„

No i jak tu nie wierzyć, że jednak świat się śmieje – jak zwykł mawiac Grzegorz BUkała na koniec każdego koncertu Wałów Jagiellońskich (lata 80-te) – szkoda tylko… że z nas.

pax pax opamiętanie

Radej

P.S. a tutaj jest film z Jurodem co gada o wierszu i miasteczku Brzeg a jakby nie działało to Tutaj jest strona ze wszystkimi pięcioma filmami o wierszach do pooglądania. Format plików *.asf, rozmiary po kilkanaście mega. Zapraszamże.

P.S.II. A tutaj stary acz niepublikowany wywiadownik, nie ma to jak wiosenne porządki…

DLACZEGO WŁAŚNIE TORUŃ?

Śledzę te doniesienia z zapartym tchem. Oto bocian, który często odwiedzał toruńskie zoo a jak wiadomo odpowiednim służbom wcześniej „często kontaktował się z zakażonymi łabędziami” (cyt. z telewizyjnymi wiadomościami).

Ani chybi – taki bocian może sie lada moment okazać tajnym agentem i współpracownikiem na smyczy wiadomych mocodawców i sprzedawców. Jedynie Kaczki i Perkozy pozostają tymczasowo poza podejrzeniem ze względów jak można się domyślać oczywistych, chociaż częsci mediów, może i musi z jasno określonych względów się to nie podobać. Wiecie Państwo z jakich względów i jakie media mogą chcieć rzucić cień na uczciwie pląskające i gęgające ptactwo wodne, podczas gdy nie ulega wątpliwości że
przy zabójczym stoliku,
w kagańcu i szaliku siedzą:
Indor, Kura, Bocian i Gęś
(a zatem także jej szczególny rodzaj – Łabądź).

Wrócmy jednak do spraw grypy i górnych dróg oddechowych.
Niedawno temu Kard. Glemp zadał publicznie pytanie: Czy aby tragedia w Katowicach nie była bolesnym ostrzeżeniem Boga?

m3195781.jpg

Czym w takim razie, biorąc porażającą teologiczno-logiczną wykładnię ks.kard na serio, są stawiające dęba włosy pod pachami dzieje toruńskiego stada łabędzi oraz inwigilującego je Bociana?
Dlaczego zabójczy H5N1 mając do wyboru tyle miast w Polsce uderzył właśnie na Toruń? Czego i dla kogo bolesną lekcją ma być kryzys toruńsko-ptasi?

pax pax opamiętanie

P.S. Apropos wirusów, anegdota – przychodzi mój znajomy do lekarza a ten mówi – ma pan stan zapalny. A znajomy jakoś tak zaskoczony był się okazał czy jak i rzucił bezmyślnie:
-infekcja, ależ panie doktorze, jak to możliwe że akurat ja?!
Na co Pan doktor z dobrotliwym usmiechem odrzekł:
- Widzi Pan, świat jest pełen miliardów mikrobów, ale to, które trafią akurat na nas – to już przeznaczenie…

P.S. Czy ktos wie kiedy jest sezon na kaczki? Rozważam zostanie myśliwym z flintą w ręku i czapką uszanką na czaszce.