Nie ma śmiacia, zupełnie serio zostałem aresztowany. zadzwoniła bramka w empiku, no to wyciągam książki, wyjmuje, no zabierają mi do sprawdzenia. no okej, niech biorą. stałem stałem a widzę, że ta bramka drze ryja bez opamiętania. Tak co trzecia, czwarta osoba wszystko jedno czy wchodząca czy wychodząca ze sklepu ma kłopoty, ale ochroniarz puszcza grzecznie dalej. No najczęściej świeżo co kupili towar, to maja paragon. Ja kupiłem K.Kręcika „Wojnę Hannibala” jakoś wcześniej, ale czy to była Warszawa czy Toruń to już za Chiny nie pamiętam, bo ja mam nałóg że kupuje książki. Zabrali tego mojego Hannibala na zaplecze, sprawdzali dziesięć minut, przychodzi ochrona że proszą na zaplecze bo mają złe wieści, no to idę grzecznie jakem legalny obywatel. idę idę, potem siedzę siedzę, w końcu państwo prawie władza orzekają że jedna książka jest na stanie, ale jednego egzemplarza brakuje i gdzie ja mam paragon że ta moja książka zapłacona. No nie mam mówię bo kto normalny trzyma paragon na książkę dłużej niż dzień czy dwa? Przecież to nie mikrofalówka że się zepsuje i będzie trzeba zwracać, jak wszystkie kartki są zapisane to się książki czyta i takie jest ich działanie, więc po chuj paragon. No tak, odpowiadają, ale nam tej książki brakuje. Mówią spiszemy pana, książka wraca na półkę sprawy nie ma i puszcza jeden z drugim oko.
Kurwa. No to ja mówię nie nie ma sprawy bo jest panowie ochroniarze empiku bo ja tej książki nie ukradłem a że wam giną książki to jest wasz kłopot a nie mój, o tutaj w środku jest zaznaczone dopokąd przeczytałem i mam zamiar te książkę dzisiaj w pociągu czytać dalej, bo to moja rozrywka jest. No to oni mówią to możemy tylko zadzwonić po policje, no to telefonujcie mówię. I za swój telefon, zadzwonię mówię tu i tam że mnie nie będzie, zadzwonię do kumpla po prawie, niech mi doradzi co robić. A oni że nie wolno mi dzwonić. Ja się pytam na podstawie jakich przepisów nie wolno mi dzwonić a oni żeby nie utrudniał. Dobra zadzwonię przy policji mówię.
I czekamy a wszystko dzieje się na schodach na zapleczu, pracownicy empiku chodzą chodzą chodzą, patrzą a ja stoję stoję. Godzina, dwie. Nic nie mówię, czekam. Z dwunastej, zrobiła się trzecia.
W końcu przyjechała policja, ja myślę w końcu zadzwonię a ci nic nie pytają tylko z ochrona gadają jak ze swoim, a mnie policja każe pokazać, zrewidować się, pytają czy mam narkotyki i gdzie jak często kradnę, gdzie kradnę i po co przyjechałem do Wrocławia. No to mówię że nie, że ja mam inną wersję, że książkę kupiłem jakiś czas temu, fakt w empiku, ale nie wrocławskim, tutaj proszę jest zaznaczone dopokąd przeczytałem a że bramka przy wejściu drze ryja co piec minut to ochorny kłopot a nie mój

83-11-10230-9.jpg.

No a co Pan robił przy tej półce, bo na kamerze widać że pan tam stał. A ja pytam a widać że wziąłem te książkę? No nie, ale Pan przykucnął przy tej półce. A ja mówię a czy tam przy półce jest jedna książka? Ja oglądam książki a potem ewentualnie kupuje. A ze ciekawi mnie historia, to często przy tej półce staję. Oni na to – panowie władza prawo i sprawiedliwość w jednym – mówią że oni mi proponują mandacik a książka wraca na półkę. No to ja że nie dam się nazwać złodziejem, kiedy złodziejem nie jestem i do tego jeszcze być 35 złotych w plecy. Poza tym z karty płatniczej oraz tego szmelcownego programu „premimum club” z łatwością da się zlokalizować gdzie i kiedy kupiłem owa książkę i że jest coś takiego jak domiemanie niewinności. Więc to nie ja mam udowodnić że książkę mam prawomyślnie, ale oni że dokonałem nieprawomyślnego zaboru. Na co o ni że dobra dobra takie sprawy to nie oni tylko sąd więc oni napiszą wniosek do sądu o ukaranie. No to na koniec buch w kajdanki. ja mówię chyba Panowie żartują a oni jeb, że nie, że kajdanki.
No to zakuli mnie wyprowadzają przez cały wrocławski empik, i do radiotelefonu służba-pan-władza zasuwa:
- tak mamy tego złodzieja
no ładnie mówię, książka 35 złotych, rozważam może trzeba było jednak olać sprawę, honor, uczciwość i takie tam. przez sklep, placyk przed sklepem do radiowozu, samochodem ku prezydium policji. No fajnie i dalszy ciąg pytania czy często wpadam i ile mam kradzieży na koncie i ile razy byłem karany. a ja pytam czy mogę zadzwonić. a oni że zadzwonię jak oni skończą czynności. a. bo zabrali mi telefon. na komisariacie siedlimy w pokoju przesłuchań brzydkim jak wnętrze kupy. I nagle wpada policjant dyżurny chyba, niedopięty na brzuchu i mówi:
- Ty, zawieziesz Pana z powrotem do empiku na rynek a tam panowie z ochrony go przeproszą, zaszła pomyłka, znalazła się brakując a książka.
Spojrzałem na tego dyżurnego i pomyślałem, mój Boże, w ileż przedziwnych postaci przyobleka się Boże Miłosierdzie, jakież to niespodziane formy przyjmuje funkcja anielska.
Zawieźli, przeprosili, oddali telefon. Szybko chcieli mi nabić na kartę „premium club” jakieś bardzo chujowe klopsiki czy inne punkciki, że bardzo im przykro niby a ja sobie potem te punkciki zamienię na co? Na niemanie we wspomnieniach i pamięci tego prowadzenia w klamrach przez wrocławski empik do radiowozu z tekstem „mamy tego złodzieja”? Odmowa telefonu i odebranie komórki jest pogwałceniem podstawowych wolności obywatelskich, wiedzcie o tym i nie kupujcie książek w empiku. A jak już kupicie, to trzymajcie w domu i tylko w domu je czytajcie. Tam przynajmniej póki co żeby wejść trzeba mieć nakaz rewizji.
Zastanawiam się kupować czy jeszcze książki w „empiku”? Winiarski kiedyś pisał, że literatura to sport ekstremalny, ale na Boga – piękna literatura, ale żeby historyczna?! Od dzisiaj wiem że to także zajęcie wywrotowe. Zastanawiam się – pozwać empik? złożyć skargę na policję? Czy może założyć bibliotekę paragonów fiskalnych?
Ot, gorzki smak prawa i sprawiedliwości,

dobranoc Państwu,

Radek