Archiwum dla Luty, 2006

HISTORYA O ARESZTOWANIU PIETRUCHA I PRAWYM ORAZ SPRAWIEDLIWYM ZWOLNIENIU JEGO.

Nie ma śmiacia, zupełnie serio zostałem aresztowany. zadzwoniła bramka w empiku, no to wyciągam książki, wyjmuje, no zabierają mi do sprawdzenia. no okej, niech biorą. stałem stałem a widzę, że ta bramka drze ryja bez opamiętania. Tak co trzecia, czwarta osoba wszystko jedno czy wchodząca czy wychodząca ze sklepu ma kłopoty, ale ochroniarz puszcza grzecznie dalej. No najczęściej świeżo co kupili towar, to maja paragon. Ja kupiłem K.Kręcika „Wojnę Hannibala” jakoś wcześniej, ale czy to była Warszawa czy Toruń to już za Chiny nie pamiętam, bo ja mam nałóg że kupuje książki. Zabrali tego mojego Hannibala na zaplecze, sprawdzali dziesięć minut, przychodzi ochrona że proszą na zaplecze bo mają złe wieści, no to idę grzecznie jakem legalny obywatel. idę idę, potem siedzę siedzę, w końcu państwo prawie władza orzekają że jedna książka jest na stanie, ale jednego egzemplarza brakuje i gdzie ja mam paragon że ta moja książka zapłacona. No nie mam mówię bo kto normalny trzyma paragon na książkę dłużej niż dzień czy dwa? Przecież to nie mikrofalówka że się zepsuje i będzie trzeba zwracać, jak wszystkie kartki są zapisane to się książki czyta i takie jest ich działanie, więc po chuj paragon. No tak, odpowiadają, ale nam tej książki brakuje. Mówią spiszemy pana, książka wraca na półkę sprawy nie ma i puszcza jeden z drugim oko.
Kurwa. No to ja mówię nie nie ma sprawy bo jest panowie ochroniarze empiku bo ja tej książki nie ukradłem a że wam giną książki to jest wasz kłopot a nie mój, o tutaj w środku jest zaznaczone dopokąd przeczytałem i mam zamiar te książkę dzisiaj w pociągu czytać dalej, bo to moja rozrywka jest. No to oni mówią to możemy tylko zadzwonić po policje, no to telefonujcie mówię. I za swój telefon, zadzwonię mówię tu i tam że mnie nie będzie, zadzwonię do kumpla po prawie, niech mi doradzi co robić. A oni że nie wolno mi dzwonić. Ja się pytam na podstawie jakich przepisów nie wolno mi dzwonić a oni żeby nie utrudniał. Dobra zadzwonię przy policji mówię.
I czekamy a wszystko dzieje się na schodach na zapleczu, pracownicy empiku chodzą chodzą chodzą, patrzą a ja stoję stoję. Godzina, dwie. Nic nie mówię, czekam. Z dwunastej, zrobiła się trzecia.
W końcu przyjechała policja, ja myślę w końcu zadzwonię a ci nic nie pytają tylko z ochrona gadają jak ze swoim, a mnie policja każe pokazać, zrewidować się, pytają czy mam narkotyki i gdzie jak często kradnę, gdzie kradnę i po co przyjechałem do Wrocławia. No to mówię że nie, że ja mam inną wersję, że książkę kupiłem jakiś czas temu, fakt w empiku, ale nie wrocławskim, tutaj proszę jest zaznaczone dopokąd przeczytałem a że bramka przy wejściu drze ryja co piec minut to ochorny kłopot a nie mój

83-11-10230-9.jpg.

No a co Pan robił przy tej półce, bo na kamerze widać że pan tam stał. A ja pytam a widać że wziąłem te książkę? No nie, ale Pan przykucnął przy tej półce. A ja mówię a czy tam przy półce jest jedna książka? Ja oglądam książki a potem ewentualnie kupuje. A ze ciekawi mnie historia, to często przy tej półce staję. Oni na to – panowie władza prawo i sprawiedliwość w jednym – mówią że oni mi proponują mandacik a książka wraca na półkę. No to ja że nie dam się nazwać złodziejem, kiedy złodziejem nie jestem i do tego jeszcze być 35 złotych w plecy. Poza tym z karty płatniczej oraz tego szmelcownego programu „premimum club” z łatwością da się zlokalizować gdzie i kiedy kupiłem owa książkę i że jest coś takiego jak domiemanie niewinności. Więc to nie ja mam udowodnić że książkę mam prawomyślnie, ale oni że dokonałem nieprawomyślnego zaboru. Na co o ni że dobra dobra takie sprawy to nie oni tylko sąd więc oni napiszą wniosek do sądu o ukaranie. No to na koniec buch w kajdanki. ja mówię chyba Panowie żartują a oni jeb, że nie, że kajdanki.
No to zakuli mnie wyprowadzają przez cały wrocławski empik, i do radiotelefonu służba-pan-władza zasuwa:
- tak mamy tego złodzieja
no ładnie mówię, książka 35 złotych, rozważam może trzeba było jednak olać sprawę, honor, uczciwość i takie tam. przez sklep, placyk przed sklepem do radiowozu, samochodem ku prezydium policji. No fajnie i dalszy ciąg pytania czy często wpadam i ile mam kradzieży na koncie i ile razy byłem karany. a ja pytam czy mogę zadzwonić. a oni że zadzwonię jak oni skończą czynności. a. bo zabrali mi telefon. na komisariacie siedlimy w pokoju przesłuchań brzydkim jak wnętrze kupy. I nagle wpada policjant dyżurny chyba, niedopięty na brzuchu i mówi:
- Ty, zawieziesz Pana z powrotem do empiku na rynek a tam panowie z ochrony go przeproszą, zaszła pomyłka, znalazła się brakując a książka.
Spojrzałem na tego dyżurnego i pomyślałem, mój Boże, w ileż przedziwnych postaci przyobleka się Boże Miłosierdzie, jakież to niespodziane formy przyjmuje funkcja anielska.
Zawieźli, przeprosili, oddali telefon. Szybko chcieli mi nabić na kartę „premium club” jakieś bardzo chujowe klopsiki czy inne punkciki, że bardzo im przykro niby a ja sobie potem te punkciki zamienię na co? Na niemanie we wspomnieniach i pamięci tego prowadzenia w klamrach przez wrocławski empik do radiowozu z tekstem „mamy tego złodzieja”? Odmowa telefonu i odebranie komórki jest pogwałceniem podstawowych wolności obywatelskich, wiedzcie o tym i nie kupujcie książek w empiku. A jak już kupicie, to trzymajcie w domu i tylko w domu je czytajcie. Tam przynajmniej póki co żeby wejść trzeba mieć nakaz rewizji.
Zastanawiam się kupować czy jeszcze książki w „empiku”? Winiarski kiedyś pisał, że literatura to sport ekstremalny, ale na Boga – piękna literatura, ale żeby historyczna?! Od dzisiaj wiem że to także zajęcie wywrotowe. Zastanawiam się – pozwać empik? złożyć skargę na policję? Czy może założyć bibliotekę paragonów fiskalnych?
Ot, gorzki smak prawa i sprawiedliwości,

dobranoc Państwu,

Radek

ALBEDO ACTIVITY.

Wszędzie dokąd sie nie spojrzeć szarżuje jazda. I kto mówił że początek roku to czas senny i denny. O nic podobnego. Właśnie wysłałem do wydawnictwa chyba ostateczną wersję wyjściową (co za piękny słowotwór) zbiornika wierszy „Albedo”. Jeżeli przyjmą to ukaże się latem w „Zielonej Sowie” i wyglądać będzie mniej więcej tak:

O38.jpg

Zaś z kolejnych zabaw i gier ludowych:

24 lutego, w piątek, o godzinie 18:00
w Klubie Literackim przy Miejskiej Bibliotece Publicznej w Bielawie
czytał będzie wiersze Radosław Wiśniewski
czyli
właściciel „lirycznego ja” tomów JAR oraz NIKT Z PRZYDOMKIEM oraz właśnie wysłanego ku zgubie ALBEDO.
I owo „liryczne ja” zaprasza.
Właścicielowi nie wypada, chociaż też zaprasza.

A żeby było śmieszniej, 4 marca w Brzegu: Stowarzyszenie rozpoczyna nowy cykl akcjonariatuliterackiego w Brzegu, pod hasłem:

dna.jpg
SIĘGANIE DNA TEKSTU
KIT „Stowarzyszenie Żywych Poetów”
oraz Teatr Dnia Niepowszedniego – Scena Osobna +friends
zapraszają dnia 04 marca 2006, w sobotę
na sięgnianie DNA tekstu

* godzina 12:00 „DNA tekstu” warsztat z interpretacji tekstu prowadzi Karol Maliszewski (Nowa Ruda)
* Godzina 19:00 „sięganie DNA” sytuacja liryczno-dramatyczna w wykonaniu autorów ze Stowarzyszenia Żywych Poetów oraz aktorów Teatru Dnia Niepowszedniego Scena Osobna

GALERIA BCK RATUSZ, RYNEK, BRZEG 04 marca 2006, sobota, godzina 12:00 (warsztat) i 19:00 (dramat)

Na jedno i na drugie sie serdecznie zaprasza, przepraszając za braki w notkach o charakterze: pieniaczym, zjadliwym, jadowitym, złosliwym, cynicznym i sarkastycznym.

Pax, pax, opamiętanie,

Jad.

FREEDOM FOR TIBET. ZERWIJ Z GNOJAMI.

NoLuv4Google

Za GW:
„Ocenzurowaną wersję wyszukiwarki jako pierwsza stworzyła trzy lata temu firma Yahoo!, rok temu MSN. Pod koniec stycznia utworzenie wyszukiwarki blokującej dostęp do haseł: Tajwan, Tybet, dalajlama czy prawa człowieka ogłosiły Google; www.google.cn udostępnia tylko te witryny, które znajdą się na specjalnej liście stron akceptowanych przez cyberpolicję chińskiego Biura Bezpieczeństwa Publicznego.”

SFT_google_tibet_logo.jpg

Na tej stronie można zadeklarować i opisać powody swojego rozwodu z GOOGLE

Alternatywne wyszukiwary:

http://scroogle.org

http://icerocket.com – „We don’t censor anything” — Blake Rhodes of IceRocket

http://clusty.com – „We have no dealings with China” — Raul Valdes-Perez, CEO

http://gigablast.com

http://snap.com

http://exalead.com

http://mozdex.com

http://blinkx.tv – This is a search engine for video content.

http://digg.com – This is a search engine for technology information and news.

W momencie wieszania tej notki na stronie było wpisanych 3346 osób. Sporo wpisów z Polski.

Pozdrawiam
Najlepszego,

Rad

(pax, pax opamiętanie)

CZESKI FILM

Zastanawiam się ostatnio coraz częściej – ach te dylematy trzydziestolatków – nad zmianą miejsca zamieszkania.

Powiedzmy takie Czechy. Do Kłodzka na piwo rzut beretem gdyby się mieszkało w jakim Nachodzie albo Broumowie. A przy tym kraj spokojny, ludzie przyjaźni, gospodarka stabilna, polityka nudna i zazwyczaj pozbawiona większych napięć oraz zwarć. Drogi lepsze, bo pponoć odśnieżane. Dwie ogólnokrajowe stacje nadające naprawdę poważnie muzyke klasyczną. „Literarne Noviny” raz w tygodniu.
Zwykło się z Braci Czechów nabijać, że oni tacy siacy owacy, no a przede wszystkim śmieszni. Że język „like baby talk”, że żadnych Powstań, Zrywów, Rejtanów. A przecież mniejsi od Polaków liczebnie a przetrwali niezgorzej i symfoników kilku mają, pisarzy sporej klasy też, więc kultura narodowa jest. A język kiedy się weń wsłuchać, wcale nie jest już taki śmieszny, bo potrafi być lirycznym ciepły, czuły, nawet i po słowiańsku smętny, że o słowiańskiej ironii nie wspomnę, która jednak różni się od polackiego sarkazmu.

Jiri Cervenka

PO POTOPIE
Cicho… Tylko zgrzyt szybów w dali,
lśnienie i drżenie… Gdy opadła mgła,
zobaczyłem dom, pole, skraj lasu.
Z okna wyjrzała kobieta. Mężczyzna w cieniu
za nią.
Zaszczekał pies. Gołąb, klaszcząc skrzydłem,
podniósł się w powietrze. Z radia muzyka.
Na wzgórzu stóg jak arka Noego.

Ledvice 1965
tłum. Karol Maliszewski

jm_0013_l.jpg

Ładne te Czechy a przy tym wygląda to z zewnątrz tak, jakby Bracia Czesi nigdy do końca nie traktowali Historii na serio. I na ich szczęście – Historia odpłacała im się wzajemnością.

Rad

(pax pax opamiętanie)

JESTEM SŁOWIANINEM. ANTYWALENTYNA.

„jestem słowianinem”
Lao Che

Stanowczo protestuję przeciwko obchodzeniu święta zwanego „waleniem tynków”. Jedyny prawowity termin obchodzenia Walentynek to 16 czerwca czyli dzień zonaczający kolejne rocznice pierwszego kobiecego lotu w kosmos, dokonanego przez statek kosmiczny Wostok 6:

wostokm.jpg

oraz Walentynę Tiereszkową. Wszelkie inne świeta są bezczelnym nadużywaniem słowiańskiej otwartości, gościnności.

Poniżej za serwisem http://astro.news.pl podaję życiorys jedynej słusznej Walentyny:

02651.jpg
[fot. http://astro.news.pl]


„Walentyna Władimirowna Tierieszkowa urodziła się 6 marca 1937 roku w Maslennikowie (obwód jarosławski) w Związku Radzieckim. W Kosmos poleciała jeden raz podczas lotu Wostok 6.
Zainteresowanie skokami spadochronowymi doprowadziło Walentynę Tierieszkową do lotu kosmicznego. Pierwszy skok odbyła pod auspicjami lokalnego klubu awiacyjnego w wieku 22 lat. Po nim założyła Klub Spadochroniarzy Pracowników Tekstylnych i stanęła na jego czele. Dwa lata później została sekretarzem lokalnego komsomołu. Została wybrana jako jedna z pięciu kosmonautek-kandydatów 16 lutego 1962. I po jej wybraniu na kosmonautkę, wstąpiła do Partii Komunistycznej. Wszystkie pięć kandydatek przeszło cały trening w którego skład wchodziły m.in. loty paraboliczne, skoki spadochronowe, testy izolacyjne i centryfuga. Miała świetne wyniki w treningach fizycznych, jednak miała pewne problemy z teorią i inżynierią.
Do lotu Wostokiem została ostatecznie wytypowana przez Chruszczowa choć lepiej przygotowana była jej dublerka Walentyna Ponomariowa. Jednak Tierieszkowa była bardziej „słuszna ideologicznie”. 16 czerwca 1963 w końcu wystartowała. Był to lot zespołowy ze statkiem Wostok 5, w którym leciał Walery Bykowski. Dwa statki zbliżyły się na odległość 5 km.
Podobno na orbicie Tierieszkowa była bliska paniki, choć cały lot był sterowany automatycznie. Lot Wostoka 6 Czajka trwał 2 dni 22 godziny i 50 minut. Było to więcej niż do tego czasu spędzili w Kosmosie wszyscy Amerykanie.
Po locie Tierieszkowa wyszła za mąż za innego kosmonautę, Andrijana Nikołajewa. Małżeństwo to było ponoć wymuszone przez władze i szybko się rozpadło. Ze związku urodziła się córka Elena, pierwsze dziecko ludzi, którzy oboje byli w Kosmosie.
Tierieszkowa w późniejszych latach była często reprezentanten Związku Radzieckiego w różnych konferencjach dotyczących kobiet. Po rozpadzie ZSRR mało o niej słychać. Aktualnie jest na emeryturze.”

Sposoby właściwego świetowania owej Walentyny zostana podane w odpowiednim terminie i ogłoszone w Dzienniku Postaw Obywatelskich zatwierdzonym przez Ministerstwo Grążenia Publicznego, amen.

Radziej

(pax pax opamiętanie)

POJEDNAWCZY STRZAŁ JAK MAWIA POETA.

medytacje, dni skupienia i izolacji, rozważanie w sercu swem:

„[…]
Ja uważam, że prawda jest jedna, ale różne są zarówno źródła tej prawdy, jak i jej pojmowanie. Przecież różnimy się światopoglądowo, a akceptacja tych różnic oznacza zinstytucjonalizowany pluralizm. Jeżeli byśmy normom etycznym przyznawali sankcje państwowe, byłby to jakiś fundamentalizm. Dlatego musimy odróżniać normy prawne od etycznych. A organ państwa […] na pewno nie jest od tego, żeby wyznaczać normy moralno-etycznego postępowania. Organ państwa jest od ustanawiania norm prawnego postępowania, ewentualnie od egzekwowania tych norm. Od ustalania i egzekwowania norm moralno-etycznych są np. różne stowarzyszenia o charakterze zawodowym, które przyjmują pewne standardy, ale konsekwencjami ich naruszenia są skutki wewnętrzne na gruncie danego stowarzyszenia – można kogoś wykluczyć z korporacji, ale wykluczenia dokonuje korporacja, a nie państwo. Państwo ma reagować na naruszenie prawa.
[…]”

Prof. Andrzej Zoll w rozmowie z „Tygodnikiem Powszechnym”

„[…]
Nie ma jednej polityki ściśle katolickiej. Nauczanie społeczne Kościoła mówi, że te same wartości można w polityce realizować na różne sposoby. Odwoływanie się przez polityków do Boga nie jest niczym zdrożnym. Prezydent Ameryki zawsze – i republikanin, i demokrata – prosi naród o modlitwę i nie stanowi to problemu. Żadna partia nie ma jednak prawa uznawać się za jedynie słuszną z katolickiego punktu widzenia.
[…]
- Odnowa moralna jest nam rzeczywiście pilnie potrzebna. Nie da się jej jednak przeprowadzić środkami politycznymi, potrzeba wcześniejszej przemiany duchowej. Politycy mogą jedynie wprowadzić strach przed urzędnikiem antykorupcyjnym. Ale to bardzo płytka motywacja.

Trzeba przede wszystkim odbudowywać zaufanie społeczne i szacunek dla wspólnego dobra. Ludzie muszą mieć głębszą motywację do zmiany moralnej. Tu jest wielkie zadanie obywatelskie dla Kościoła. Jak mówi amerykański jezuita kard. Avery Dulles, najbardziej polityczne zadanie Kościoła to być Kościołem. Wychowując ludzi, Kościół dostarcza demokracji niezbędnych jej wartości, takich jak uczciwość, bezinteresowność, pracowitość, wzajemne zaufanie.

Jak sprawdza się w tej roli polski Kościół?

- Obawiam się, że nie ma świadomości tego zadania. Co gorsza, fatalna jakość życia politycznego powoduje wręcz odsuwanie się od polityki ludzi głęboko uformowanych duchowo. Uczestnicy licznych małych żywych wspólnot chrześcijańskich powinni wchodzić w sferę publiczną. Ale się nią brzydzą, bo w polskim wydaniu jest ona rzeczywiście brzydka.
[…]”

Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny miesięcnzika „Więź” w rozmowie z Katarzyną Wiśniewską („GW”)