Archiwum dla Grudzień, 2005

PIETRUCH’S PLACE – LITERACKIE.PL

IMG_0004.jpg [fot. Gilling Info]

LITERACKIE.PL, których reklama w warszawskim metrze uwidoczniona została powyżej, zostały oficjalnie otwarte niecałe dwa tygodnie temu. W czymś na wzór fundamentalnego sporu o imponujące imponderabilia jako jeden z autorów powieszonych pod wymienionym adresem zostałem już osądzony i wpasowany w odpowiednia grupę trzymającą się za ręce. Niezależnie od tego, w związku z tym że w swoim autorskim kącie na LITERACKICH.PL pojawiac sie będą rzeczy, które raczej nie pojawią się ani na jednym ani drugim blogu – erdecznie zapraszam. Jeżeli są jakies uwagi, interpelacje to prosze wpisywać je pod tą notką, a jeżeli notka „spadnie” poza zasięg widzenia, to w księdze gości tego bloga. No i zawsze mozna do mnie napisać.
Wesołego Nowego.
Pazdarski,

SŁUCHAJĄC LEGALA 12. ANIOŁY GAUTIERA DE COINCY ZAMIAST KOLĘDY

Ponad rok zajęło mi zlokalizowanie i ściągnięcie ku sobie płyty New London Consort i Philippa Picketta „Songs of Angels” w którym to programie Pickett z Consortem wystąpili we wrześniu 2004 roku w ramach 39. edycji festiwalu Vratislavia Cantnas a pisałem o tym [TUTAJ] .
Niestety nikt w Polsce na płytach najwyraźniej nie chciał zarobić bo płyta była totalnie niedostępna a w sklepach internetowych gdzie próbowałem kilkukrotnie się zaopatrzyć w wymienioną, obrazek okładki jeszcze mieli, ale płyty nie, o czym dyrekcja sklepu zawiadamiała poniewczasie. Na całe szczęście jest jeszcze rodzina rozsiana po świecie i usiłowania dały efekt, w związku z czym święta spędzam bez choinki, za to z Kotem i śpiewami aniołów spisanych przez Gautiera de Coincy. Utwory były bowiem napisane w pierwszych latach XIII wieku i przeniknięte są atmosferą duchową tamtego czasu, średniowiecza chylącego się już ku upadkowi, przepełnionego rozlicznymi wizjami bożych szaleńców, mnichów (Gautier był wiele lat mnichem w rozlicznych klasztorach).

14800E.jpg

Nie obce były wówczas opisy widzeń mistycznych w których ku kontemplującemu zstępowały chóry anielskie i nie tylko że urządzały mu live-unplugged ale i zapraszały w ramach performance’u do wspólnego jam-session. Czas kiedy Gautier pisał swoje anielskie śpiwy to także wzrost znaczenia kultu Matki Boskiej, która przecież mniej więcej do VI czy VII wieku nie była otaczana innym kultem niźli pozostali święci. Dopiero od czasów Karola Wielkiego następował powolny wzrost przypisywanego jej znaczenia.
Trudno mi wyobrazić sobie śpiewy anielskie utrzymane w innej estetyce niż „The Early Music”. Linie melodyczne pozostają proste, gdzieniegdzie tylko przyozdobione koloraturą, instrumentarium ascetyczne, głosy jasne, barwy naturalne. Jeżeli dodać tematykę tekstów – wydaje się, że zupełnie spokojnie można sobie to nucić i podśpiewywać zamiast kolęd. Taka miła odmiana. Na płycie nie ma irytujących oklasków publiczności wrocławskiej po każdym „kawałku” ale brakuje też tego, czego nie brakowało wykonaniu na żywo. Uśmiechu Picketta i błysku w oczach pozostałych członków Consortu, jakby anielstwo w nich wstępowało na moment i cieszyło się że może nam, maluczkim oddać kawałek tej radochy jaka jest tam. Podobno, bo przecież to nic pewnego.
Hej kolęda, kolęda i bum cyk cyk.

Z NOTATEK RUSOFILA 9. STRATEGIA KLĘSKI 1904 – 1905

To nie było wcale tak dawno temu. Proszę sobie tylko wyobrazić, piec lat po krwawym stłumieniu powstania bokserów w Chinach zupełnie inna azjatycka potęga upokarza w sposób niespotykany dotychczas największą potęgę Europy, no w każdym razie kontynentalne mocarstwo przed którym Europa szczególnie trzęsła portkami i trzęsie dalej – Rosję.
Książkę „Port Artur – Cuszima 1904-1905” Józefa Dyskanta, znanego miłośnikom marynistyki polskiej z licznych monografii uzupełnioną ilustracjami i opisami urządzeń wojennych i okrętów pióra i piórka Andrzeja Michałka można czytać jak egzotyczną opowiastkę o odległym w czasie i przestrzeni konflikcie. Wydana jest elegancko w twardej oprawie, tekst wiodący Józefa Dyskanta uzupełniony jest licznymi przypisami na marginesach, mało znanymi lub w ogóle nieznanymi ilustracjami z epoki, zdjęciami schematami i mapami. I jak zawsze u tego autora utrzymany jest w mądrej równowadze między swobodą eseistyczną a naukową rzeczowością, której to równowagi nie umie zachować wielu historyków mylących nader często fakty z interpretacjami, dających się ponieść własnej pasji narracyjnej. Nieco gorzej jest z opisami Andrzeja Michałka, który nadużywa wykrzykników i wielokropków zupełnie jak początkujący poeta, na czym cierpi znacznie odbiór technicznych bądź co bądź danych tyczących sprzętu oblężniczego, okrętów, fortyfikacji etc. Co druga fraza wykrzyknik w nawiasie, co trzecia wielokropek. Przypomina się wers z wiersza Maliszewskiego „Zdania na wypadek śmierci” – nie oczekiwać niczego nadzwyczajnego bo wszystko jest nadzwyczajne”. Ot, taka poetyka.

83-11-10209-0_82345_F.jpg

Więc można tak spokojnie przeskoczyć 448 stron formatu nieco większego niż A4 bo nic nie boli. Obrazki są kolorowe. No to nieźle. Ale można spojrzeć na to z szerszej perspektywy. Oblężenie Port Artura i walki w Mandżurii to w zasadzie narodziny nowoczesnej wojny, ostateczne pożegnanie z taktyką i sztuka operacyjną minionych kilkuset lat. To także narodziny Dumnej Azji rzucającej wyzwanie światu zachodniemu, nota bene przez ten świat zachodni zbrojonej, szkolonej i kształconej. To także studium stanu świadomości imperium w stanie inercji, która zastyga w pustych gestach i drewnianym stanie umysłów. Mając teoretycznie wszelkie dane do tego by wygrać a w każdym razie nie przegrywać tak sromotnie Rosja kapitulowała w osobach kolejnych komendantów, generałów, admirałów. Nieliczni sprawni, mający posłuch wśród podkomendnych oraz inicjatywę i wole walki byli szybko pozbawiani możliwości dowodzenia, padali ofiarami intryg czy ostatecznie ginęli – tak jak dobry duch twierdzy portarturskiej – gen. Kondratienko, dobry duch I Eskadry Oceanu Spokojnego czy dowódca tzw. III Eskadry Oceanu Spokojnego – wiceadmirał Makarow, admirał Niebogatow. W schemacie podobna historia do naszego Powstania Listopadowego – dobra postawa średniego szczebla, szeregowych żołnierzy i marynarzy, kunktatorstwo generalicji i oddech kostycznego dyktatora który niweczył wszelkie wysiłki. To fascynująca opowieść także o tym. Jak można wszystko spieprzyć, tak bezczelnie że zupełnie prawdopodobne stają się słowa rosyjski historyków o zdradzie za duże pieniądze japońskiego wywiadu w przypadku generałów mających wpływ na walki wokół twierdzy Port Artur – gen. Foka i Stessla. Chyba że ktoś woli Wierzyc Leninowi, który uważał że totalna klęska czyli zagłada potężnej twierdzy Port Artur, unicestwienie armii mandżurskiej oraz I, II i III Eskadry Oceanu Spokojnego było dziejową koniecznością, że tak musiało być i tyle.
Nie wiedzieć czemu leninowskie tłumaczenie tej całej historii wydaje mi się prostackie. Dyskanta czyta się lepiej. Chociaż książka droga, nawet jak na prezent gwaizdkowy dla pasjonata.
Jad.

MADAME TAŃCZY LIBER TANGO.

Najpierw byłem uwiedziony, mimo pozornie błahego schematu narracyjnego (a któż z heteroseksualnych chłopców w liceum nie kochał się skrycie I nie do końca zrozumiale w liceum w jakiejś nauczycielce?). Nie da się powiedzieć wiele złego o „Madame” Antoniego Libery a już na pewno nie da się powiedzieć, żeby nie odrabiała pieniędzy, lekceważyła czytelnika, dbałość o detal, zrozumienie czasu i tła. No nie ma o czym mówić, książka która szanuje czytelnika i za to należą się jej wielkie brawa, nawet jeżeli, kuluarowi jak złośliwcy twierdzili, konkurs wydawnictwa „Znak” w 1998 roku był troszeczkę pod wydanie tej powieści właśnie, bo trudno przypuszczać by redaktorzy znaku nie wiedzieli że Antoni Libera coś smaży podobnego. Zapach musiał się rozchodzić.

83-240-0429-7.jpg

To wszystko jednak o tyle nie ważne, że wydano rzecz na naprawdę wysokim poziomie rzemiosła a nawet artyzmu jakiego próżno by szukać w ostatnich latach. Swoistym nostalgicznym klimatem, melancholia za tym co musiało pozostać niespełnione, może nawet przegrane, a jednak warte zachodu „Madame” mocno kojarzy się z filmem „Yesterday”, chociażby dlatego, że osadzona jest w podobnym czasie i realiach. No właśnie, ale przy tych realiach wpadam w zadumę i zastanawiam się kim jest narrator i na ile są wiarygodne zachowania narratora/bohatera w omawianej scenografii a na ile nie są aby przeidealizowaniem i wyprojektowaniem poglądów i rozumowania dorosłego Antoniego Libery lub kogoś takiego. Jego macki staja się widoczne i chyba to przeszkadza. I dalej – zdumiewająca otwartość i ufność z jaką rozliczne osoby udzielają narratorowi/bohaterowi wszelkich informacji, wyrażają nieskrępowaną opinię na temat panującego porządku – w tym monologi Jerzyka i Konstantego, esej narratora/bohatera o Wodniku – to wszystko trochę psuje odbiór. Nadmiar prawd wiary wyłożonych kawa na ławę, interpretacja zlewająca się z faktami.
Ale to chyba jedyne uchybienia na jakie bym wskazał, w dodatku dotyczące wątków pobocznych, reliktowego promieniowania tła. Na pierwszym planie jest piętrząca, rozrastająca, rozwarstwiona intryga w która Liberze udaje się zgrabnie wplatać także o wiele ważniejsze od polityczno-historycznej wątki i rozważania a o systemie więcej chyba i wymowniej opowiedział poprzez scenę egzekucji na NRD-owskim zegarku Rhula niż długaśne tyrady Konstantego i Jerzyka.
A wszystko to po prostu zgrabne, jakby Madame tańczyła tango.
Jad.

THE SAME OLD BRESLAU BLUES AGAIN.

Trzecia część cyklu o starym Breslau Marka Krajewskiego już nuży, mimo wszelkich zalet stylu autora. „Widma w mieście Breslau” dzieją się w roku 1919, u progu kariery Eberharda Mocka i utrzymane są w podobnym co poprzednie części makabryczno-horrorystycznym tonie. Nadal jedna z głównych ról gra miasto, nadal nieźle do niego pasuje Klaus Maria Brandauer który podobno ma zagrać Eberharda Mocka w ekranizacji. A jednak odczuwam zdenerwowanie, rozdrażnienie i irytację.

395.jpg

Bynajmniej nie chodzi o to że Krajewski dostał za cykl powieściowy o Breslau nominacje do Paszportu Polityki, którego nota bene nie dostanie, bo dostanie go na mur beton Witkowski, który jest nośny. Taki polski Genet, tylko literacko słabszy. No ale wróćmy do sprawy Breslau. Otóż drażni fabularna przewidywalność. Po dwóch poprzednich książkach i tutaj kluczem do wyjaśnienia zagadki jest retrospekcja, i tutaj pojawia się ona gdzieś w 4/5 książki. I tutaj chodzi o niejasne okultystyczne knowania ezoterycznej mafii. Do tego te same postaci z których niektóre pewnie muza występować – jak Zupitza i Wirth, typy spod ciemnej gwiazdy wspomagające stróżów prawa tam gzie treba prao łamać. Ale Dalibóg dlaczego na przestrzeni 14 („Widma…” dzieją się w roku 1919, „Śmierć…” w 1933/34) lat Ehler ciągle jest tym samym fotografem robiącym portrety trupom? Dlaczego Doktor Lasarius ciągle robi sekcje? I nic, żadnego awansu. Proponuje autorowi, żeby w kolejnym odcinku, który jak wiemy już będzie nosił tytuł „Festung Breslau” Eberhardt Mock badał zagadkowe śmierci Ehlera i Lasariusa i żeby odkrył w ramach retrospekcji że odkąd sięga pamięcią – jeden cały czas robił zdjęcia truposzom a drugi je krajał. I w końcu obaj zdechli. Z nudów.
Jad.

PO SEZONIE GRZEWCZYM. THANKFULNOŚĆ.

Sezon grzewczy w zasadzie jeszcze trwa, bo dopiero jutro o siódmej rano ma przyjechać Boguś który, grał melodyjki z filmów grozy na wczorajszym inaugruracyjnym wydaniu Brzeskiego Rocznika Artystycznego i Literackiego na Żywo „Sezon Grzewczy 1/2005″. Dopiero kiedy biały pasat z 35 kilową klawiaturą „Superlogic” odjedzie w kierunku Kłodzka – uznam że „Sezon Grzewczy” został zamknięty.
A teraz podziękowania. Po pierwsze tym którym mimo, że żadnych zwrotów kosztów nie było jechali czasem spory kawałek drogi do Brzegu: Pawłowi i Agnieszce Lekszyckim, Darkowi Pado, Anecie Kamińskiej, Asi Mueller, Tomkowi Świtalskiemu (zostawiłeś pączki, pączki, pączki, jak ja mam zjeść 14 pączków?), Krysi Myszkiewicz, Tamarze Hebes, Grześkowi Woźnemu, Krzyśkowi Krawowskiemu z zespołem, Beacie Jaroszewskiej, która przywiozła wystawę grzewczej fotografii ad hoc powieszoną na salce, Maćkowi Frońskiemu, Sławkowi Kuźnickiemu.
Po drugie kolegom ze Stowarzyszenia bezpośrednio zaangażowanym w realizację „Sezonu Grzewczego”: szefowej SŻP – Lenie Jedlickiej, Oli Goriaczko, Szymkowi Goriaczko (inżynieria dźwięku), Tomkowi Fronckiewiczowi (scenografia project) którzy włożyli w te imprezę najwięcej. Brzeskiemu Centrum Kultury za to żę po raz kolejny użyczyło nam sali i sprzętu.
No i rzecz jasna publiczności się dziękuje a wśród niej najmocniej tej zwycięskiej, bowiem w pierwszym konkursie jednego widza na zestaw wierszy, zdaniem jury złożnego z osób które na sezon grzewczy miały najdalej a zarazem są autorami [Asia Mueller, Aneta Kamińska, Paweł Kozioł, Darek Pado] mieliśmy dwójkę laureatów tegoż konkursu płci żeńskiej:
- za wierszowaną impresję „Piastowi Kołodizejowi – widzowie” nagrodę pod postacia ksiażek oraz czapki pełnej różności (czego tam nie było!) dostała Agnieszka Lekszycka
- za impresję na temat występów „Pana z tekstu i pani po nim” nagrodę pod postacią innego zestawu książek i drugiej czapki pełnej rozmaitości otrzymała miła osoba przedstawiająca się jako Kasieńka (zam. Brzeg)
W sumie wpłynęło siedem widzowskich prac w trakcie imprezy a wśród fantów oprócz ksiązek znalazły się – 4 papierosy marki LM, trzy talony do Pizzy Hut, breloczek do kluczy, ołówek, gumka do ołówka, zapalniczka, paczka zapałek i coś około 52 złotych. Czapki powróciły do właścicieli czyli do mnie i Pawła Kozioła.

Jak było to nie wiem bo prowadziłem imprezę a jak się prowadzi to się nie wie. Wiem tylko, że było mi w tym towarzystwie nader zgrzewczo. Może to przejdzie w tradycję?

BRAIL na Żywo czyli SEZON GRZEWCZY 2005

Brzeski Rocznik Artystyczny i Literacki Na Żywo
SEZON GRZEWCZY 1/2005
17.12.2005, SOBOTA, godzina 18:00,
Mała Sala (II.p.- tak po schodach) Brzeskie Centrum Kultury
Ul. Mleczna 2-3, Brzeg

OPIS ROCZNIKA
Żyjemy w czasach kiedy raz za razem upadają pisma literackie, miesięczniki staja się kwartalnikami, kwartalniki rocznikami. Nie ma ich w normalnej dystrybucji a w takich miejscach jak Brzeg nie ma ich od lat. Wszystkie ważniejsze pisma artystyczne zachorowały bowiem na tzw. Empikozę, która odznacza się tym, że tam gdzie nie ma salonu sprzedaży EMPIK to jakby już pisma literackiego nie było. Nas, „Stowarzyszenie Żywych Poetów” nazwa do czegoś zobowiązuje dlatego postanowiliśmy zaprezentować publiczności swoiste pismo literackie na żywo, otwarty biuletyn życia literackiego w Stowarzyszeniu oraz w jego dalszej i bliższej okolicy.
Chcielibyśmy też żeby impreza stała się okazją do powrotu do źródeł, do zrozumienia literatury nie tylko jako dziedziny sztuki, obszaru rywalizacji, agonalnych agonów – ale także sposobu na przeżywanie relacji, bliskości, samotności i przygody.
Dlatego zapraszamy wszystkich którym bliska jest poezja, sami piszą, lub tylko czytają ukradkiem aby się ujawnili. Dla wszystkich znajdzie się miejsce przy domyślnym stole, na szpaltach tego żywego pisma literackiego. Dla słuchaczy i czytelników przewidziane są atrakcje:
- przenośny kiermasz książek poetyckich niedostępnych zazwyczaj w księgarniach
- liczni goście spoza Brzegu – swój udział potwierdzili wstępnie: Joanna Mueller (Warszawa), Paweł Kozioł (Warszawa), Aneta Kamińska (Warszawa), Dawid Jung (Gniezno), Bruno Aleksander (Zielona Góra), Darek Pado (Rzeszów), Beata Jaroszewska (Nowa Ruda), Krzysztof Karwowski z zespołem FrreOnJazgot (Nowa Ruda), Dawid Magen (Nowa Ruda), Tamara Hebes (Świdnica), Sławomir Kuźnicki (Opole), Lechosław Juszczak (Opole), Paweł Lekszycki (Dąbrowa Górnicza)
- występy osób związanych bezpośrednio ze Stowarzyszeniem Żywych Poetów z Brzegu
- występy wszystkich chętnych niezależnie od przynależności lub jej braku
- Muzyka skocznej i nie zespołu FreeOnJazgot*[Skład: Bogusław Krawczuk - fortepian, instrumenty klawiszowe; Krzysztof Karwowski - saksofon altowy; Marian Wódkiewicz - bas, kontrabas; Bartosz Woźny - wizualizacje, e-drums-pady; muzycy spotkani tuż przed występem i czasami publiczność] z towarzyszeniem chętnych
- poczęstunek i dużo dobrych emocji

Wstep wolny za okazaniem artykułu literackiego lub spożywczego.

XV KONKURS O LAUR CZYLI SYFON. ZAPROSZENIE.

XV KONKURS POETYCKI O LAUR
czyli
ZŁOTY SYFON STOWARZYSZENIA ŻYWYCH POETÓW
BRZEG 2006
Pod sloganem przewodnim:
„ROZMÓWKI POLSKO POLSKIE”
PREAMUBUŁA czyli SPRAWY KLUCZOWE

„[...]Będę przebywał jeszcze wtedy w Polsce
wiersze głosząc na wiecach w przejściach
podziemnych na wysypiskach śmieci
w schroniskach dla zwierząt
lecz klatki będą zapełnione ludźmi
Będę przebywał jeszcze wtedy w Polsce.”
(Karol Maliszewski „Będę przebywał jeszcze wtedy w Polsce”)

Czy słowo Polska cokolwiek dla Ciebie jeszcze znaczy? Czy masz język by mówić o Tych Sprawach? Czy Twoja tożsamość sięga poza Twoje osobiste istnienie? Gdzie masz swoje zakotwiczenie i czy je masz?
Na te i podobne pytania (a jest ich mnóstwo) dotyczące tożsamości zbiorowej, poszukiwania znaków dookreślających jednostkowe bycie w świecie chcielibyśmy jako organizatorzy usłyszeć próby artystycznej, literackiej odpowiedzi. Nie chodzi nam o felietonowe elaboraty rozpisane na wersy, publicystyczne paszkwile, ale o próbę dotknięcia językiem poetyckim nadwrażliwej tkanki wspólnoty, świadomości tej wspólnoty lub zaprzeczenia jej, nieumiejętności odnalezienia się w niej, buntu – bowiem bunt i odrzucenie wspólnotowych reguł również wspólnotę funduje i określa jej kondycję. Nie mamy recepty, metody w odpowiadaniu na te pytania. Sprawy publiczne zostały wymieszane z politycznymi a kwestie dotyczące samoświadomości coraz częściej uchodzą za sprawy wstydliwe, omawiane ukradkiem i po cichu, stały się jak „Te Rzeczy”. Seksualność nikogo już nie zawstydza, wręcz przeciwnie. Zawstydza za to pytanie o to kim się jest. Wierzymy głęboko, że pomiędzy mierzwą gazeciarskiej publicystyki oraz wykrzykiwanych na demonstracjach i pikietach haseł jest obszar milczenia a zarazem przestrzeń wrażliwości do mądrego zagospodarowania. Naszym zamiarem jest aby ta wrażliwość się ujawniła i odnalazła właściwą dla siebie i dzisiejszych czasów formę poetyckiej ekspresji. Chcemy zacząć spisywać zupełnie nowe ROZMÓWKI POLSKO POLSKIE.

Powodzenia,
Organizatorzy.

REGULAMIN SZCZEGÓŁOWY
1. Klub Integracji Twórczych „Stowarzyszenie Żywych Poetów” z Brzegu ogłasza XV KONKURS POETYCKI O LAUR czyli ZŁOTY SYFON STOWARZYSZENIA ŻYWYCH POETÓW BRZEG 2006 pod sloganem przewodnim ROZMÓWKI POLSKO POLSKIE. Konkurs ma charakter otwarty i może wziąć w nim udział każdy, kto zastosuje się do regulaminu.
2. Konkurs rozgrywany jest w dwóch kategoriach wiekowych:
- w kategorii „zuchów młodszych” – wiek do 15 lat
- w kategorii ”zuchów starszych” – wiek powyżej 15 lat
3. Prace konkursowe powinny wiązać się w treści i formie ze sloganem przewodnim konkursu rozwiniętym w preambule konkursu (patrz wyżej). Dopuszczalne są nawiązania nader luźne, swobodne, poprzez podobieństwa lub antytezy.
4. Uczestnicy winni nadsyłać zestawy po 3 utwory poetyckie w 5 kopiach do dnia 21 marca 2006 na adres:

K. I. T. „STOWARZYSZENIE ŻYWYCH POETÓW”
GALERIA BRZESKIEGO CENTRUM KULTURY
RYNEK – RATUSZ, 49-300 BRZEG
z dopiskiem : ROZMÓWKI POSLKO – POLSKIE
i zaznaczoną na kopercie kategorią wiekową – „zuchy młodsze” lub „zuchy starsze”.
5. Zestawy prosimy opatrzyć godłem autora, a w osobnej kopercie oznaczonej tym samym godłem, przesłać szczegółowe dane autora.
6. Przez godło rozumie się jakikolwiek znak graficzny, słowo, logo lub alfanumeryczny symbol maskujący właściwą tożsamość autora.
7. Utwory nadsyłane na konkurs nie mogą być wcześniej nagradzane w innych konkursach ani publikowane w: prasie literackiej, drukach zwartych, prasie ogólnopolskiej. Mogą być publikowane w drukach ulotnych, internecie, prasie lokalnej, radio i telewizji.
8. Nadesłane zestawy wierszy oceni jury, złożone tradycyjnie z laureatów poprzedniej edycji konkursu posiłkowanych przez członków Stowarzyszenia Żywych Poetów, w razie potrzeby.
9. Zestawy wierszy nie spełniające regulaminowych wymogów, będą dyskwalifikowane. Np. nie jest możliwy równoczesny start w obu kategoriach wiekowych co organizatorzy chcą szczególnie podkreślić, zaznaczając, że w razie startu w obu kategoriach dane personalne startującego będą odsyłane do terenowych jednostek publicznej opieki zdrowia.
10. O wynikach konkursu laureaci zostaną powiadomieni listownie, internetowo, telefonicznie, lub w jakikolwiek inny skuteczny sposób.
11. Wręczenie nagród, pod postacią „Złotych Syfonów” oraz wkładów pieniężnych do skarbonek-świnek, odbędzie się w trakcie VIII KONFRONTACJI LITERACKICH „SYFON CZYLI ROZMÓWKI POLSKO – POLSKIE”, które odbędą się w Brzegu w dniach 26 – 29 kwietnia 2006 roku.
12. W czasie VIII Konfrontacji Literackich „Syfon” rozegrany także zostanie pomiędzy laureatami tegorocznymi a zeszłorocznymi (a tegorocznymi jurorami) Konkurs o nagrodę publiczności.
13. Laureaci A.D. 2006 zostaną zaproszeni do prac jury w roku 2007 oraz do udziału w IX Konfrontacjach Literackich „Syfon” ( o ile te się odbędą).
13. Dodatkowe informacje można uzyskać na stronie internetowej Stowarzyszenia: http://free.art.pl/szp
pod adresem e-mail: szp@free.art.pl
oraz pod numerami telefonów:
(077) 416-02-30 (w godzinach 10-18, od wtorku do niedzieli), 0691 410 114 (całą dobę, acz z umiarem).
14. Organizatorzy zastrzegają sobie prawo do nieodpłatnej publikacji nagrodzonych i wyróżnionych wierszy.

AMNEZJA GRUDNIOWA.

z583727G.jpg
[z serwisu www.gazeta.pl - autor zdjęcia nieznany]

Elegia grudniowa
Jan Krzysztof Kelus
1982

Więc zabrali ci przyjaciół
tak po prostu w środku nocy
którą sam przeżyłeś jakoś
w osobowym śpiąc pociągu
rano przywiózł cię do miasta
jakiś osobowy pociąg
dowiedziałeś się: przyjaciół
zabierali w środku nocy

A więc znowu nie wrócimy
na czas jakiś do mieszkania
- Przecież tak już chyba było
czy wciąż musi być tak samo?
Za trzy dni zabiją ludzi
wczoraj wzięli ci przyjaciół
puste okna naszych mieszkań
tajniak w bramie, fiat przed bramą

Za trzy dni zabiją ludzi
tak po prostu przed kopalnią
mundurowa kukła powie
że zginęli znowu ludzie
- Przecież tak już chyba było
czy wciąż musi być tak samo?
- O tym, że zabili ludzi
znowu będą mówić „Grudzień”?

Szkoda, że się znowu skończy
tak jak w wierszu przyjaciela
szkoda, widać tak być musi
krew w ubrania ludzi wsiąknie
- Więc te same znów napisy
na papierze i kamieniu?
- Więc znów musi ktoś umierać
by ktoś inny żyć mógł godnie?

Czy znów ludzie będą patrzeć,
w szklany ekran szklanym wzrokiem
- Sszkoda, że się tak skończyło
przecież mogło być inaczej
Czy powieszą na latarniach,
czy potrafią wam wybaczyć,
czy po prostu w szklany ekran
szklanym wzrokiem będą patrzeć?

z584635G.jpg
[z serwisu www.gazeta.pl - autor zdjęcia nieznany]
Czy po prostu w szklany ekran, szklanym wzrokiem będą patrzeć.
Jad.

PRZYZNANIE DO SOPOTU

IMG_4069.jpg
[fot za Gil Gilling czyli Michał Kobyliński]

Przyznaję się, że obok wielu kolegów, koleżanek po piórze czytałem wiersze z oknam sopockiego spatifu czołem do tzw. Monciaka. Przyznaję też że jupiter walił prosto w twarz i nie wiedziałem dla kogo czytam, mam do dzisiaj podejrzenie że do nikogo. Przyznaję że nie wstałem na poranną sesję o Różewiczu, ale przynajmniej wiem że w zasadzie wszystkie teksty są w nowym „Toposie” jakim zostałem obdarowany. Przyznaję że mieszkałem blisko morza, którego szum mnie budził co ranek, a ranków tych było sztuk 1 i przyznaje że chętnie bym wrócił, ale poza sezonem i nie sam i nieliteracko. Kurorty poza sezonem mają swoją dramaturgię (PUSTY MONCIAK) i są nawet przyjemnymi miejscami do życia. Przyznaję, że czuć było w czasie imprezy atmosferę salonu ale nie ma w tym wypadku w tym określeniu „salon” z mojej strony żadnego sarkazmu. Nie czułem duszności, morskie powietrze działało sprawnie i szybko, bez bólu. Przyznaję, że nie wiem do końca o co chodzi. Przyznaję, że zazdroszczę Sopotowi światłych radnych no i prezydenta-poety. Przyznaję że nie dośc serdecznie wyraziłem chyba tzw. thankfullność moim serdecznym przewodnikom po Trójmieście i zaprosicielom, co ninejszym staram sie nadrobić i składam bolszoje spasiba redakcji „Toposu” i miastu Sopot, Wojtkowi i Ani Borosom, Piotrowi Wiktorowi i Magdalenie Lorkowskim, Maćkowi Dajnowskiemu – za serdeczne przyjęcie. Salwą … Ognia!
Przyznaję, że fajnie byłoby wrócić – jak mawia poeta – w już zmienionej postaci.
Pazdar
Jad.