Archiwum dla Kwiecień, 2005

ARKTYKA

Kilka bardzo dobrych książek historycznych przeszło przez ręce Pietruchy na boku rozlicznych ważnych wydarzeń osobistych i okołosobistych. Jedną z nich jest opasłe tomisko Rucharda Woodmana „Konwoje Arktyczne”. Długo się łamałem, bo przecież częściowo wie się to i owo, a to i owo tworzy przyjemny pozór ogólnej wiedzy. Będąc dobrym nastolatkiem, przeczytało się przecież z zapartym tchem wiele książek Zbigniewa Flisowskiego, Jerzego Pertka, Edmunda Kosiarza a także nieco później Claya Blair’a, Stanisława Biskupskiego, czy wreszcie Walentyna Pikula. Wszędzie tam jednak kwestia konwojów arktycznych występuje ze względu na jakiś inny wątek. Polscy autorzy najchętniej uwydatniają zasługi Polskiej Marynarki Wojennej , Walentyn Pikul pisze o dzielnych matrosach, którzy wskutek złośliwości brytyjskiej admiralicji ni zdołali jednak ocalić konwoju PQ-17, Blair pisze o konwojach o ile chce się wyzłośliwić nad niezrozumiałym ze względów strategicznych rozmieszczeniem U-bootów.

230205.JPG

Woodman pokazuje unikalność i skomplikowanie maszynerii – w głównej mierze o propagandowym znaczeniu – jaka były konwoje arktyczne. Unikalność bowiem konwoje przechodziły w bezpośredniej bliskości baz okrętów nawodnych, podwodnych oraz lotnictwa niemieckiego, niemal pod ich nosem. Były to również pierwsze spotkania chwilowych aliantów dające pewne wyobrażenie o tym co miało, mogło lub musiało nastąpić po zakończeniu zmagań ze wspólnym przeciwnikiem.
Komplikacja była również znaczna, wobec dramatycznie trudnych warunków panujących w strefie arktycznej w której półroczny dzień polarny następował po polarnej nocy, co miało swój wpływ na zmęczenie załóg ich możliwości ucieczki przed prześladowcami i możliwości wykrywania zdobyczy przez myśliwych. Do tego należy dodać i fakt, że okręty i statki które przebiły się do Archangielska lub Murmańska często nie mogły dokonać najniezbędniejszych napraw w związku z tym, że wymienione porty nie posiadały odpowiednich urządzeń. Dodać wypada, że Murmańsk powstał pierwotnie jako port dla zaopatrywania … interwencyjnych wojsk anglo-francuskich mających stłumić rewolucje w Rosji. Ot, ironia losu.
Woodman stawia niejednokrotnie tezę, że zdumiewać nie powinny wysokie straty w konwojach arktycznych ale raczej to, że wobec wyjątkowo niekorzystnych warunków – statki dochodziły do portów z ładunkiem. Ksiązka Woodmana to typowe dzieło przekrojowe, w którym można by się pogubić wśród nazw statków, okretów, nazwisk i imion. A jednak nie. Jednak do końca pozostają w głowie chociażby zmagania starego frachtowca „El Captain” na przykład, albo epopeje okrętów ratowniczych „Zaaraf” i „Zamalek” wymienianych z nazwy w niemieckich audycjach propagandowych jako pierwsi kandydaci do zatopienia, gdy konwój PQ-17 wychodził w morze.
Poleca się.
Jad.

POSTSYFON i AFTERPARTY.

Zgodnie z komenatrzem Leny i Grzela spod poprzedniej notki o przyszłym roku trzeba myslec juz teraz. Proponuję wpisywać w komentarzach pod tą, co by warto było zmienic w „Syfonie” za rok. Jak nie będzie żadnych głosów, to i tak się coś pozmienia. Komenatrze mogą dotyczyć wszystkiego. Ze swojej strony proponuję pani prezes kupic z akcji JEDEN PROCENT jakiś nawet lipny wokalowy wzmacniacz i dwie kolumny. Bo na razie jest tak, że co roku sie prosi i błaga centrum kultury o nagłosnienie i co roku jest mowa, że wszystko załatwione a efekt jest potem taki, ze mikrofony jakieś zupełnie od czapy, nagłośnienie raz rozłożone trzeba zwijac tuz przed imprezą bo ktos tam musi przemówic do ludu. I takie to babci sranie.
A nawet w małej sali mikrofon i głośnik daje dużo – stałość odbioru gadki.

POST. SYFON. 2005

Zatem już po imprezie. Nawet trochę szkoda, że to już po. Kilka dziwnych i tajemniczych zdarzeń. Środa wieczór. Z okien w Galerii szepczą trzy dziewczyny swoje wiersze. Najciszej Agnieszka Kuciak ze skrajnego prawego okna. W czasie powieczorowego jedzenia i picia piwa vel herbaty bardzo dziwiła się internetowej interaktywności poezji. Następnego dnia odwieziona na dworzec, siadła do pociągu, przyjechała do Poznania i natychmiast wstukała wierszyk na „nieszufladzie”, kto nie wierzy niechaj sprawdzi.
I takie brzmienie, że jak kto taki cichy, to niebawem się o nim głośniej usłyszy. Takie dwie intuicje, że z gości tegorocznego Syfonu – dwójka jest jakby tuż przed czymś ważnym – Agnieszka Kuciak i Wojtek Wencel. Agnieszka Kuciak przygotowuje do edycji w „Znaku” właśnie książkę „Dalekie Kraje. Antologia Poetów Nieistniejących” której fragmenty szeptem czytała z okna. Wojtek szykuje poemat „Imago Mundi” i czytał jego fragmenty mocnym męskim głosem spod obraza. Paszport, Nagroda Kościelskich, Nike czekają w tym roku. Możliwe że na kogoś z nich.
Tłucze mi się takie poczucie dotyczące Radka Kobierskiego. Bo mocny to facet, mocna poezja.
Gratulacje dla Pluszki Adama, któren dostał symboliczny „Złoty Syfon” oraz baloników osiem wypełnionych Helem od Wojtka Janczyka.
Trzecia myśl taka zaś, że konkurs jednego wiersza jest zupełnie pozbawioną sensu zabawą środowiskową, przynajmniej w Brzegu, jiż prawie nikt tych wierszy tak naprawdę nie słuchał. Próba powrotu do zabawy przed paru lat wypadła blado, więc pewnie nie będzie do niej powrotu. Niezalznie od tego, że ciesze się, że „Złoty Syfon” trafił do Adama Pluszki.
Czwarta myśl jest taka, że doprawdy nie rozumiem czy to takie niekonwencjonalne i nonkonformistyczne, że się pije piwo z puszki w galerii lub na Sali zamku, skoro można je skończyć minutę wcześniej, można się nażłopać go do oporu po imprezie. Dlaczego nie można wytrzymać nawet godziny bez fajki i na trzeba natychmiast zapalić. Dlaczego bez powodu się wychodzi w trakcie czyjegoś występu, nawet jeżeli się go uważa za kiepski, denny, do dupy? Przecież można powiedzieć organizatorom potem, wiecie co, bez sensu żeście tego czy tamtego autora czy wykonawcę zaprosili. Ale wykonawcy to żadna wina i może wypadałoby mu oddać sprawiedliwość przynajmniej w ten sposób – wytrzymać te godzinę czy dwie, jak już się przyszło. Nigdy tego nie rozumiałem i chyba już nie zrozumiem. Skoro nie czaiłem bazy jak miałem lat 18 to tym bardziej nie sczaję kiedy mam lat 31.
Ciekawe , że sobota w odczuciach wielu ludzi była najbardziej srodowiskowa a zarazem klimatycznie najsłabsza, jakas rozproszona taka.
Piate, skoro nie wszystko wyszło to w sumie dobrze, bo się chce coś zmieniać i poprawiać. Kiedy razem z przyjaciółmi z SŻP dojdziemy do wniosku, że wszystko wyszło swietnie, to będzie znak, że pora zwijać interes i zamykac imprezę. Bo nie mamy już nic do powiedzenia ponad to – co powiedzieliśmy.
Pozdro. Od jutra wracam do normalności. Jad.

SYFON W BUSIE. HABEMUS PAPAM.

To było tak. Wsiedliśmy do autobusu udekorowanego plakatami (ponoć do dzisiaj jeździ po mieście tak ładnie ozdobiony jak ruchomy słup ogłoszeniowy Syfonu). Było jakoś tak jakbyśmy naprawdę ruszali na wycieczkę. Mimo woli udzieliło mi się podniecenie, że ruszamy w nieznane. Czwórka autorów – Kuba Jóźwicki, Tamara Hebes, Miłosz Kamiński (Niejaki Pan Nickman) i Sławomir Kuźnicki zachęcani przez prowadzącego Tomka Zacharewicza heroicznie staczali boje z autobusowym systemem nagłośnienia. Mówili o podróży której potrzebuje bohater, ale także że podróż z kolei niekoniecznie potrzebuje bohatera. Śmichy i chichy bezpretensjonalnie łączyły się z tym co poważne. A autobus stawał na przystankach i nie znajdował pasażerów poza tymi którzy wsiedli do niego na początku. Pomyślałem że ta metafora bycia w tłumie a zarazem w wyraźnym oddzieleniu, poruszaniu się zupełnie innymi liniami – to kolejna metafora Syfonu, poezji, poetów i tego z czym próbują wyjść przed szereg. Trochę tak. A międzyczasie w Rzymie zakończyło się konklawe

z2663247N.jpg

jedni uznali to za taki fajny znak, jak burze piec lat temu która zlikiwdowała wystawe na dziedzińcu Ratusza, kiedy otwierane były II Konfrontacje Literackie. Inni jęknęli, że teraz dopiero sie doceni JP2. Kuba napisał w emailu „jednak miałes rację spryciarzu że Ratzinger”. Czy to spryt, mieć racjonalną intuicję?
Jad.

P.S. Dzisiaj jeszcze o 18:00 w Galerii Agnieszka Kuciak, Kasia Hagmajer, Aneta Kamińska. Przedtem wernisaż zacny w obu salach.
Jutro tez o 18:00 Radek Kobierski, Maciek Woźniak, Marcin Cielecki, Bartek Konstrat. Poetm DKF „Siekierezada”.
W piątek szpeszjal gest Wojciech Wencel.
W sobotę: Jurorzy, Laureaci, Rycerze Dobrej Opieki i DURNIEJ JEDNEGO WIERSZA (nagroda 300 złotych i tajemniczy balonik od Wojtka Janczyka). Sobotni start o 12:00 na dziedzińcu Ratusza.

Z CYKLU TAKA GMINA. DZIWNY JEST TEN FLAK.

Jak donosi „Gazeta Wyborcza w Opolu” z dn.

„Burmistrz Olesna Edward Flak doniósł do prokuratury na posła Platformy Obywatelskiej Leszka Korzeniowskiego, że zniesławił śląskiego noblistę Fritza Habera. Sam zbluzgał posła na stronie internetowej urzędu gminy. Edward Flak z Mniejszości Niemieckiej uważa, że Korzeniowski zniesławił Habera nazywając go przestępcą wojennym (choć za takiego uznały niemieckiego naukowca państwa Ententy).
Poseł wyrażając się w ten sposób o Haberze zaprotestował przeciwko nazwaniu jednej ze szkół w Oleśnie imieniem śląskich noblistów. Zauważył, że obecny w ich gronie Fritz Haber […] Tymczasem Flak będzie uzasadniał w sądzie swe racje nie tylko w sprawie noblistów. Poseł Korzeniowski zapowiada, że pozywa go sądu za obraźliwe zdania znajdujące się na stronie internetowej oleskiego urzędu miasta, która są autorstwa Flaka.”

Tyle Gazeta Wyborcza w Opolu a ja zaznacze tylko, że bardzo mi się podoba też tytuł enuncjacji prasowej „Flak bluzga Korzeniowskiego”. Pietrucha dotarła do oryginału dokumentu i przytaczam go poniżej

zawiadomienie_o_przestepstwie.jpg

W nawiązaniu do tego pisma prosze o dołączenie mnie do listy podejrzanych o obrażenie uczuć Burmistrza Flaka. Uważam i głoszę to publicznie – że Fritz Haber jest postacią niegodną tego by jego imię nosiła jakakolwiek szkoła na świecie, ponieważ ponad wszelką wątpliwość Fritz Haber w rozumieniu prawa międzynarodowego obowiązującego w latach I wojny światowej mógł byc postawiony w stan oskarżenia jako człowiek który nadzorował przynajmniej dwa ataki chemiczne. O zakazie używania w ramach działań zbrojnych środków trujących mówiła juz wtedy IV Konwencja Haska, w art. 22 i 23 lit. a i b. Głosze, że jest wielce prawdopodobnym, że Fritz Haber gyby tylko na tym świecie sądzono zbrodniarzy wojennych – wedle wszelkiego prawdopodobieństwa zostałby skazany. Panie Burmistrzu Flaku – ja bardzo chętnie dam się pozwać. Niech Pan mnie pozwie.

Fritz Haber to nieosądzony zbrodniarz wojenny.

Mogę to powtórzyć jeszcze kilka razy, jeżeli Panu za mało.
Jad.

SYFON ANTE PORTAS

VII KONFRONTACJE LITERACKIE „SYFON czyli BANZAI kontra IKEBANA”
BRZEG 19 – 23 KWIETNIA 2005

Pełny Program jest TUTAJ oraz TUTAJ
a plakat poniżej. Stwierdziłem że ta poprzednia notka za długa była i ja wyciachałem.

plakat.jpg

Zapraszam rzecz jasna osbiście serdecznie i namolnie.

Jad.

POSTFUNERALNY PRZEGLĄD PRASY.

z2636207N.jpg

Wszystko wraca do normy. Dwa dni temu w Krakowie wznowiono walki na froncie kiboli. Świętości kibolom z Cracovii starczyło na tydzień. Zamach w Egipcie. Belgijscy lekarze zaczynają wprost mówić o eutanazji dzieci. Wprawdzie większość opisanych w artykule przypadków kwalifikuje się raczej jako odstąpienie od uporczywej terapii, ale jak wynika z anonimowych ankiet – 57 dzieciom w latach 1999 – 2000 podano leki w śmiertelnych dawkach. „Pojawiało się drżenie kończyn górnych i dolnych. Niepokój, próby poderwania się z noszy. Pacjenci próbowali krzyczeć. (…) Zdarzało się, że – aby uzyskać zgon – cała załoga wychodziła z karetki na papierosa” podaje Andrzej N., lekarz łódzkiego pogotowia, oskarżony w procesie „łowców skór”.
Nowe pomniki, zmiany nazw ulic, patronów skwerów, parków, idea kopca wyższego niż kopiec Kościuszki – w planach.

z2646773N.jpg

SŁUCHAJĄC LEGALA 6.TAMTA NOC. PASJA.

Dzień przed 8 kwietnia odebrałem w sklepie muzycznym na ul. Długiej w Brzegu u Pani Ewy długo oczekiwaną płytkę, kolejnego legala, Pasję według Petera Gabriela czyli soundtrack do filmu „The Last Temptation of Christ”. Dziwnie się tego słuchało (i słucha się nadal, kółko i na okrętkę).

passion.jpg

Soundtracki zazwyczaj stanowią zbiór kilku wcześniej znanych już motywów, przebojów, w czasie których wyświetla się w kinie napisy. Tymczasem to bardziej pasja, liturgia pop niż soundtrack. Nie ma zbyt wielu nawracających motywów melodycznych – co jest zmora większości płyt z muzyka filmowa, że eksploatują jeden motyw aż do zamęczenia słuchacza. Peter Gabriel&Co. Pokazał tutaj pazurki inwencji, bo nawet powtarzający się motyw „With his love” pojawia się raz jako instrumental a drugi raz jak wokaliza chóru. Zapewne jest w tym jakaś logika następujących po sobie obrazów w filmie, ale wyczuwalna jest również dramaturgia w układzie utworów ich logicznym następstwie. Zaskakuje zapewne jasny, radosny niemal odcień utworu „It is accomplished” który oznacza przecież, że Chrystus umarł.
To płyta szalenie rytmiczna, instrumentów perkusyjnych użytych do nagrania albumu nie da się zliczyć na palcach nóg i rąk piszącego te słowa. W dwóch utworach na rockowym zestawie perkusyjnym gra sam Bill Cobham, a Gabrielowi towarzyszą niezawodni archaniołowie pomocniczy – David Rhode’s na gitarach i Shankar na skrzypcach i gardzieli własnej. Występują tez muzycy – z imion i nazwisk sądząc – bliskowschodni (arabowie?).
To się plecie ta pop-pasja tutaj i tam. Wszystko jeszcze trwa w drganiach powietrza. Warto tego posłuchać.
Jad

ANNABERG. 2.04.2005. GMT 23:57

I’m talking about my generation
(The Who)

ostatnie pilastry śniegu umacniały się w zagłębieniach. rafineria
łypała w niebo rozczapierzonymi lunetami kiedy płynęliśmy
przez archipelag kaplic. gorzko skandowali weselnicy w domu
pielgrzyma. nagle dzwony i ludzie zewsząd, polnymi tropami ku górze.
tłumnie, jakby chłopaki z trzeciego śląskiego razem z freikorpsem
powstali do apelu. powiedz jakiej sepii użyć by opisać grudę
którą brnęli; jak wykreślić kurs barki odchodzącej ze szczytu
pod wiatr. to pierwsza ciepła noc w tym roku - powiedziałaś.

wokół erodowało powietrze jakby miało zapaść.

P.S. wiersz miał zaczyn w tej notce, w tej nocy, tam kawałek niżej. dlatego tutaj go uklejam.

I’M TALKING ‚BOUT MY GENERATION 2

„Każdy z nas, młodzi przyjaciele znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie – jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte w sobie i wokół siebie. Tak, obronić – dla siebie i dla innych.”
(JP2. Westerplatte, 12.06.1987)