Archiwum dla Marzec, 2005

KTO JEST KIM DLA KOGO.

To jest tak. W maju 2004 roku w „Borussii” ukazały się dwa wiersze autorstwa niejakiego Jadosława Wiśniewskiego, dwa lub trzy lata wcześniej w Magazynie Materiałów Literackich „Cegła” piśmie podówczas z Jeleniej Góry ukazał się wiersz Macieja Meleckiego przypominający bardzo grafomanię Wiśniewskiego, zaś Wiśniewski podpisany został nad czymś bardzo przypominającym Meleckiego wierszopijstwo. Okazuje się , że owych jurodzkich problemów z tożsamością nie koniec skoro w dziale przedruków dolnośląskiego rocznika literackiego „Pomosty” pojawiły się wiersze Radosława Wiśniewskiego a i owszem w przedrukach z „pisma dla dusz – Karton”, nawet dwa te teksty są – „Nikt z przydomkiem Jurodiwyj mówi o Endlosung” oraz „Nikt z przydomkiem jurodiwyj robi przymiarki”. Ale owe przedruki z „Kartonu” otwierał jeszcze inny tekst Radosława Wiśniewskiego, chociaż dla niepoznaki sygnowany Łukasz Bagiński – zaś tytuł tekstu – „Nikt z przydomkiem mówi o koniecznym oddaleniu”.
I prorocze okazały się słowa tekstu zamykającego debiutancki tom Pietrucha:

„[...]Nie zwracam Ci wolności, nie po to powstałeś, ale idź
i nauczaj normalnych, poniechaj mnie wreszcie a zaprawdę
powiadam Ci : nie pomylą nas więcej, pytając sprawiedliwie:
kto jest kim i dla kogo.
[...]„

Pietruszka Jurodowi Nacią.
Teraz urlop. Czyli odpał. (bo tak naprawdę żadnego urlopu nie ma. Chociaz to zależy dla kogo. Kto jest kim. I tak dalej.)
Jad

DOCTOR HONORIS CAUSA. DANZING.

Dzisiejsza, (za chwile wczorajsza) GW podaje odkryta niedawno historię z przyznaniem w 1994 roku doktoratu honoris causa Politechniki Gdańskiej laureatowi nagrody Nobla w dziedzinie chemii z roku 1939 za wyodrębnienie i syntezę hormonów steroidowych – profesorowi Adolfowi Butenandtowi. Kłopot w tym, że profesor Butenandt wydaje się być mocno zamieszany w historię tzw. doświadczeń medycznych przeprowadzanych w obozach koncentracyjnych w czasie II wojny światowej. GW, a zasadzie niemieccy dziennikarze z „Der Spiegel” zarzucają nobliście bliska współpracę z dr. Josefem Mengele.
Rektor Politechniki Gdańskiej twierdzi, że – cyt. za GW:
„- Doniesienia o kontrowersjach wokół postaci prof. Butenandta to sprawa ostatnich lat – stwierdza prof. Wittbrodt. – Doktorat przyznany został za osiągnięcia Butenandta z początku lat 30.”
Ernst Klee w książce „Auschwitz – medycyna i jej ofiary: wydanej w Niemczech w roku 1997 wspomina o dwóch bliskich współpracownikach profesora Adolfa Butenandta. Jednym z nich jest dr Gerhard Ruhestroth – Bauer, który wraz z prof. Dr hab. Hansem Nachsteinem prowadzi badania nad epileptykami w komorze podciśnieniowej. Również na dzieciach z epilepsją. Obaj publikują o tych badaniach wspólny artykuł w roku 1944. Czy dyrektor macierzystego Instytutu Gerharda Ruhestrotha – Bauera mógł nie wiedzieć czym się zajmuje jego podwładny?
Niezależnie od tego, zastanawia mnie druga cześć wypowiedzi profesora, senatora, Jego Magnificencji, że doktorat był przyznany nie za całokształt (dorozumienie) ale za osiągnięcia w latach 30-tych. Proponuje w takim razie przyznać Adolfowi Hitlerowi posmiertnie doktorat honorowy Akademii Sztuk Pięknych za akwarele z lat 20-tych. Że kiepskie? No trudno, ale co za rozgłos!
Gaude Mater Polonia!
Jad

A ŻYCIE SWOJE. PRAWIE SZTAMBUCH.

Święta sam w domu. Nie sam. Z książkami. Recenzja z Kamińskiej posłana do „Migotań/Przejaśnień”, recenzja z Cieleckiego do czwartej z rzędu redakcji, tym razem „Borussia”.
Zarysy tomików Darka P. i Romana M. Zapowiadają się ciekawie. Trochę uwag do jednego i do drugiego. Bo mimo wszystko obie rzeczy jeszcze do redakcji.
Na lekturę czeka nie wydany jeszcze tomik Pawła K. Posłane przyjacielowi tomiki Dawida J. i Ryszarda B. Pewnie się zmaterializują w terminie późnym o ile w ogóle. Szkoda. Byłby z nich naprawdę dobre książki. Warte wielokrotnych nawrotów
Leżą i kwiczą kolejne rozdziały książek rozgrzebanych w styczniu,
Leżą recenzje z Joanny Wajs i Jakuba Winiarskiego. Ale redakcje które to zamówiły, oczywiście za darmo, czyli bez wynagrodzenia nie poganiają, więc i ja się nie spieszę. Ba, te redakcje milczą, to i ja milczę.
Jarosława Zalesińskiego chyba odeśle redakcji, bo trudno mi napisać cokolwiek. Takie czasy, że trzeba zebrać się w sobie, mieć w sobie wściekłość, żeby cokolwiek powiedzieć.
Poskładany nowy tom, jeszcze bez tytułu wysłany do przyjaciela.
Pomysł wspólnego arkusza z przyjacielem dojrzewa. Może przed tomikiem i książkami które leżą rozgrzebane od stycznia
Spostrzeżenie, że „Południe” Radka Kobierskiego to do jasnej cholery 33 wiersze wydane w 33 urodziny autora. Ten tom zasługuje na wielokrotne nawroty.
Przyszły książki o Tybecie z HFPC. Wielkie dzięki, bo już nie wiem czy to Adam K., Łuki czy Laura, czy Lilka, ale czyjaś dobra dłoń mi wysłała. Jest ich pięć i warte są spektakularnego gestu. Dać je jako dodatek specjalny w konkursie o laur „SŻP”? Taki na razie jest pomysł.

Jadosław

JESZCZE O ŚMIERCI. WIELKI PIĄTEK.

Papież umiera. I umrze. Terri Schiavo umiera. I umrze. Wszyscy umrzemy.
(pasjonujące newsy niewiele zmienią)

HARTHEIM. TERRIE.

Ostatnie dni to obserwacja zmagań nieświadomej niczego czterdziestoparoletniej mieszkanki Florydy z Kongresem U.S.A., czy też zmagań właścicieli jej materialnej powłoki, czy też ciała. I pytania na które nie znajduję dobrej odpowiedzi, bo ludzkość sobie z nimi nie radzi. Gdzie jest granica między uporczywą terapią, która jest tylko znęcaniem się nad ciałem w imię np. egoizmu który nie pozwala bliźniemu na śmierć, odejście („on/ona nie może odejść”) a pomocnictwem w samobójstwie czy wreszcie eutanazją – czyli zadaną śmiercią na życzenie chorego. A jedno, drugie i trzecie nie jest tym samym, także w nauce kościoła katolickiego w czym może mnie zweryfikować Kleryk (z podaniem zapewne stron w encyklice Piusa XII poświęconej tematowi eutanazji, terapii etc., nie znam tytułu tej encykliki). Gdzie jest granica między życiem a śmiercią w umieraniu, za która człowiek powinien się poddać i dać drugiemu odejść? Co przesądza o tym, że uznaje się drugiego za żyjącego lub nieżyjącego? Świadomość? A cóż jest świadomość ludzka? Kawałek kory mózgowej? Bo przecież nie cała kora mózgowa bierze udział w procesach nazywanych z braku lepszej nazwy świadomościowymi. Po czym lekarz ma uznać, że dusza się już nie ima tego ciała? Że Bóg zadecydował, że to już koniec? Po czym to poznać?

83-7311-990-6.jpg

Nakłada się na to w moim wypadku lektura książki „Hartheim – Zamek śmierci”. Podtytuł głosi, że to historia eutanazji w III Rzeszy. Ale jest poważny błąd terminologiczny w podtytule. Eutanazja to śmierć na życzenie za zgodą i wiedzą osoby zainteresowanej. Gazowanie niepełnosprawnych, psychicznie chorych, ludzi ze stanami nerwicowymi lub depresyjnymi, dzieci z wadami rozwojowymi a w końcu także ciężko rannych inwalidów z Ost Frontu i z czasów I wojny światowej nie było w żadnym stopniu eutanazją.
To było po prostu eugeniczne ludobójstwo.
Niezależnie od oceny moralnej eutanazji – to nie jest to samo.
Niebawem, więcej na blogu RADEK KIRSCHBAUM
Jad

Z NOTATEK RUSOFILA 1. (C)HOROŃKO ORCHESTR.

Się poszło z Lemurią w na koncert w ramach Przeglądu Piosenki Artystowsko-Aktorskiej we Wrocku na koncert kolegi Chorońko i jego Orkiestry na scenie kameralnej Teatru Polskiego. Rusofilem by się chciało być, porządnym wschodnim jewropejczykiem, to się poszło. A tamże onże Chorońko Dimitryj z ryjem giętkim jak plastelina, chudy jak patyk a sprężysty jak resor „Kamaza” – głownie nucenie wykonywał, różne mruczanda i czasem teksty też śpiewał, ale że jego wokal był ustawiony wprawdzie przed bandem, ale zarazem z przeskalowanym środkiem, to się nader często zlewał z akompaniamentem. Reszta ekipy – zwany Piazzolą -Siergiej Janson na akrodeonie, na klarnecie podrygujący dixielandowo – Siergiej Uszakow (tak jak ten admirał wielki, najwiekszy rosyjski czarnomorskowo fłota), na saksofonie barytonowym – niskopienny Aleksandr Nikołajew, na gitarze rzeżącej czasem i dysharmonizującej jak u Waitsa, czasem łkającej melodycznie jak u wczesnego Moore’a Denis Litosz, na bezprogowym pięciostrunowym basie hohnera – Siergiej Bierzowoj i wreszcie na perkusji Lieonid Kutsar.
Publiczność przeglądowa chyba nie czaiła w części klimatu, bo przyszła na przegląd, czyli pewnie jakieś postbardiniowskie podrygi w rytm dobrze znanych kawałków, a tutaj postmodernistyczny pastisz na całego, żonglerka cytatami z Webbera (Andrew Lloyda), z Elligtona, Daviesa, Deep Purple, Mcferrina, czego kto nie wykrył to i nie był świadom. Boć Chorońko to facet otwarcie flirtujący ze stylem cyrkowo-jarmarcznym a do tego – jakżeby inaczej duszoszczpiatielnost’ w nim gra oraz wszystkie czarne bluesy świata w białe petersburskie noce. Dave Matthews Band skrzyżowany z Waitsem i łajdactwem portowym wszechrusi. Bęc.

gogol_june2004_01.jpg

No więc publika wychodziła w trakcie, siedziała jak kołki (kiedy czas było poszaleć), piszącego te słowa wysyłała do stodoły, obory oraz do zoo (a jak nie klaskać i nie krzyknąć gdy solówki kolegów z sekcji dętej porywały żywiołowością) a na koniec zaczęła wychodzić w trakcie braw, przez co… chłopaki wyszli zdezorientowani i zagrali bis w zasadzie do pustej sali. No prawie pustej, piszący te słowa odtańczył z Lemurią przy wyjściu awaryjnym wysoce awaryjny taniec i podarł już swobodnie na prawie pustej sali ryja. A publiczność stała zgłupiała to w drzwiach to przy szatni, to w drzwiach. Wrocławiu, Wrocławiu my love, alboż to nie pierwszy i nie ostatni raz dajesz popis nad wyraz dziwnych obyczajów publicznościowych.
Jak po New London Consort – zostaje uśmiech artychów co dali z siebie wszystko. Ale pierdnięciem Pan betonu nie ruszysz.
A dla chłopaków – szacun i rispekt. Dawnośmy się tak po rusofilsku nie upoili.
Pozdro
Jad

Take a look także:

http://www.horonko.ru

mp3 dostępne tutaj,

http://art.udaff.com/lj/horonko-orkestr/
sam se ściągam ale przez modem wolno idzie jak cholera. Acha i juz wiem, muzycznie kojarzy mi sie ten cały Orchestr Choroń z graniem Alka Koreckiego. O.

(ma być więcej tych notatek rusofila? z pięć to ja mogę wywalić tak ło, z niepublikowanych tekstów co miały pecha do upadłych redakcji tu i ówdzie)

ORĘDZIE JEGO ŚWIĄTOBLIWOŚCI DALAJ LAMY

Z okazji czterdziestej szóstej rocznicy narodowego powstania Tybetańczyków serdecznie pozdrawiam moich rodaków w Tybecie i na wygnaniu oraz naszych przyjaciół z całego świata.
W czasie tych czterech z górą dekad w Tybecie zaszły wielkie zmiany. Dokonano ogromnych postępów gospodarczych i rozbudowano infrastrukturę. Idzie tu zwłaszcza o budowaną obecnie linię kolejową, która połączy Golmud z Lhasą. Jednocześnie jednak niezależni dziennikarze i ludzie podróżujący po Tybecie napisali wiele o prawdziwej sytuacji, a nie o tym, co chciano im tam pokazać. Większość maluje obraz, który różni się zasadniczo od twierdzeń chińskiego rządu, jednoznacznie krytykując Chiny za brak poszanowania dla praw człowieka, wolności religii i samorządu w Tybecie. W istocie od czasu proklamowania Tybetańskiego Regionu Autonomicznego prawdziwa władza należała – i wciąż należy – wyłącznie do chińskich przywódców. Tybetańczycy natomiast spotykają się z rosnącą podejrzliwością i coraz dotkliwszymi restrykcjami. Brak prawdziwej równości etnicznej oraz opartej na zaufaniu harmonii, a także autentycznej stabilizacji w Tybecie, wskazują wyraźnie, że rzeczy nie mają się tam dobrze i że faktycznie jest to problemem.

Wybitni, szanowani tybetańscy przywódcy z Tybetu co pewien czas mówili o tym, często płacąc wysoką cenę za te akty odwagi. Na początku lat sześćdziesiątych poprzedni Panczenlama opisał cierpienia i aspiracje Tybetańczyków w petycji, którą przedstawił władzom chińskim. Bapa Phuncog Łangjal, jeden z czołowych tybetańskich liderów komunistycznych, w opublikowanej niedawno, po angielsku, biografii mówi wiele o potrzebie uwzględniania interesów narodu tybetańskiego. W rzeczy samej, nie ulega wątpliwości, że większość najwyższych urzędników tybetańskich w Tybecie jest w głębi serca bardzo niezadowolona.

W tym roku chiński rząd obchodzić będzie czterdziestą rocznicę utworzenia Tybetańskiego Regionu Autonomicznego. Uczci to fanfarami i licznymi uroczystościami, będą one jednak pozbawione treści, nie odzwierciedlając rzeczywistej sytuacji. W swoim czasie, na przykład, z wielką pompą sławiono, jako prawdziwe osiągnięcia, kampanię wielkiego skoku i rewolucję kulturalną.

W ciągu ostatnich ponad dwudziestu lat Chiny dokonały ogromnego postępu gospodarczego. Nie są dziś krajem, którym były przed trzydziestu i dwudziestu laty. Wiele się w nich zmieniło. W rezultacie stały się pierwszoplanowym graczem na arenie międzynarodowej, zajmując należne im miejsce. Są [bowiem] wielkim państwem o ogromnej populacji i bogatej, starożytnej cywilizacji. Skazą na ich wizerunku pozostaje jednak sytuacja w dziedzinie praw człowieka, niedemokratyczne działania, brak rządów prawa oraz nierówne realizowanie praw mniejszości, w tym także Tybetańczyków. Wszystko to potęguje podejrzliwość i nieufność świata, a w wymiarze wewnętrznym jest przeszkodą dla jedności i stabilizacji, mających dla przywódców Chińskiej Republiki Ludowej wagę najwyższą. Moim zdaniem, Chiny, które stają się państwem potężnym i szanowanym, powinno być stać na śmiałe prowadzenie rozsądnej polityki.

Świat jako taki, którego Chiny są częścią, zmienia się na lepsze. W ostatnim czasie wyraźnie wzrasta świadomość i zrozumienie wartości pokoju, niestosowania przemocy, demokracji, sprawiedliwości i ochrony środowiska naturalnego. Bezprecedensowa pomoc rządów i ludzi z całego świata dla ofiar katastrofy tsunami potwierdza zasadę współzależności i wagę odpowiedzialności powszechnej na Ziemi.

Moje zaangażowanie w sprawy Tybetu nie służy zabieganiu o prawa osobiste czy stanowiska polityczne dla mnie samego ani promowaniu interesów tybetańskiej administracji na wychodźstwie. W 1992 roku oświadczyłem oficjalnie, że po naszym powrocie do cieszącego się określoną wolnością Tybetu nie obejmę żadnego stanowiska w rządzie tybetańskim i nie będę pełnić jakichkolwiek funkcji politycznych, a tybetańska administracja emigracyjna zostanie rozwiązana. Co więcej, odpowiedzialność za kierowanie sprawami Tybetu powinna nadal spoczywać na pracujących tam Tybetańczykach.

Pragnę jeszcze raz zapewnić władze chińskie, że dopóki odpowiadam za sprawy Tybetu, dopóty pozostajemy w pełni oddani idei Drogi Środka, nie zabiegając o niepodległość i wyrażając gotowość do pozostania w Chińskiej Republice Ludowej. Jestem przekonany, że na dłuższą metę rozwiązanie takie leży w interesie rozwoju materialnego narodu tybetańskiego. Otuchy dodaje fakt, że z wielu stron świata napływa poparcie dla tego rozwiązania jako stanowiska umiarkowanego, realistycznego i korzystnego tak dla Chińczyków, jak i Tybetańczyków. Szczególnie budujące jest dla mnie zrozumienie i poparcie pewnych kręgów inteligencji w Chinach.

Cieszę się z ponownego nawiązania kontaktów z przywódcami chińskimi i z tego, że trzecia runda spotkań, do której doszło we wrześniu zeszłego roku, świadczy o stopniowej poprawie stosunków między nami. Teraz, gdy na naszych [demokratycznie] wybieranych przywódcach spoczywa większa odpowiedzialność za sprawy tybetańskie, doradziłem im przeanalizować kwestie podnoszone przez stronę chińską w trakcie trzeciej rundy rozmów i podjąć kroki służące ich stosownemu rozwiązaniu lub wyjaśnieniu. Nadal mam nadzieję, że uda się nam w końcu zbudować niezbędne zaufanie i rozwiązać ten zadawniony problem z korzyścią dla obu stron.

Wreszcie, korzystając z okazji, pragnę wyrazić wdzięczność narodu tybetańskiego wobec mieszkańców i rządu Indii za ich niezmienną życzliwość i wsparcie. W dużym stopniu czuję się częścią tego kraju nie tylko za sprawą wiekowych więzi religijnych i kulturowych między Indiami a Tybetem, lecz również dlatego, że ja sam i większość tybetańskich uchodźców żyje tu od czterdziestu pięciu lat.

Modlę się za dzielnych Tybetańczyków i Tybetanki, którzy oddali życie za sprawę wolności Tybetu.

Dalajlama
10 marca 2005 roku

źródło: http://www.hfhrpol.waw.pl/Tybet/DL100305.htm

spójrz także na Blog Łukasza

WARSZTACIOCHY. ZAPROSZENIE DLA DORZECZA ODRY.

Organizator:
K.I.T. „Stowarzyszenie Żywych Poetów”
Współorganizator:
Brzeskie Centrum Kultury, Starostwo Powiatowe w Brzegu
Miejsce:
Galeria Sztuki Współczesnej BCK, Rynek Ratusz, Brzeg n. Odrą
Start:
12 marca 2005, godzina 12:00

BONUS TRACK:
godzina 18:00
Spotkanie autorskie Sławka Kuźnickiego

open_s.jpg

Prowadzący:
Gościnnie:
Sławomir Kuźnicki – poeta, krytyk i tłumacz, absolwent filologii angielskiej, niegdyś z Olesna, obecnie z Opola, autor dwóch zbiorów wierszy – „już nie zielone” oraz „drzwi przez głowę”.

Miejscowo:
Lena Jedlicka – poetka, krytyk, bezdebiutowa, studentka polonistyki i bibliotekoznawstwa specjalność wydawnicza, mieszka w kilku miejscach na raz, od 2004 Pani Prezes „Stowarzyszenia Żywych Poetów”
Radosław Wiśniewski – herbu Pietruszka, recenzje, wiersze, czasem proza. i takie tam.

Się zaprasza w imieniu
Jad.

Jak przekazać 1% podatku na rzecz Stowarzyszenia Żywych Poetów

Krok 1: trzeba obliczyć kwotę, którą możemy przekazać
Najpierw zatem należy obliczyć swój podatek należny Urzędowi Skarbowemu, a następnie odliczyć 1% od tego podatku. Przy wypełnianiu odpowiedniego dla siebie formularza PIT (PIT -36, PIT-37 lub PIT-28) w części zatytułowanej „Obliczenia zobowiązania podatkowego” znajdziemy rubrykę „Kwota zmniejszenia z tytułu wpłaty na rzecz organizacji pożytku publicznego” (dla PIT-36 jest to pozycja nr 181, dla PIT-37 jest to pozycja 111, dla PIT-28 jest to pozycja 103). Tutaj wpisujemy kwotę obliczonego 1%. 1% obliczamy od tej kwoty, którą wpisaliśmy w pozycję wyżej, czyli dla PIT-36 z pozycji nr 180, dla PIT-37 z pozycji nr 110, dla PIT-28 z pozycji nr 102.

Uwaga! Według nowelizacji z 2005 roku przy obliczaniu 1% z podatku, w formularzu PIT należy wpisać kwotę pomniejszenia z zaokrągleniem do pełnych dziesiątek groszy w dół. Zapis ten już obowiązuje – tak wynika z informacji zamieszczonej w broszurze na temat wypełniania PIT dostępnej na stronie Ministerstwa Finansów.

Krok 2: obliczoną kwotę należy wpłacić przelewem na konto SŻP:

Stowarzyszenie Żywych Poetów z Brzegu
Bank Polska Kasa Opieki S.A.,
I Oddział Brzeg
Numer konta:
61124016461111000026114967

Musimy udać się do banku lub na pocztę i tam dokonać wpłaty – w wysokości obliczonego 1% podatku – na konto SŻP. Na dowodzie wpłaty powinny być zawarte co najmniej następujące dane: imię i nazwisko oraz adres wpłacającego, kwota dokonanej wpłaty, nazwa organizacji pożytku publicznego, na rzecz której dokonana została wpłata. Pokwitowanie wpłaty należy zachować – w razie wezwania w celu wyjaśnień ze strony Urzędy Skarbowego. Wpłata musi być dokonana pomiędzy 1 stycznia 2005 r., a dniem złożenia zeznania podatkowego: dla podatników rozliczających się za pomocą formularzy PIT-36 i PIT-37 nie później niż do dnia 30 kwietnia 2005, a dla podatników rozliczających się za pomocą formularza PIT-28 – nie później niż 31 stycznia 2005.

Krok 3: wysłać formularz PIT
Aby dopełnić formalności wypełniony formularz wysyłamy do Urzędu Skarbowego. Jeśli nie popełniliśmy żadnego błędu, możemy być spokojni:
urząd uzna za prawidłowe pomniejszenie podatku do wpłaty, jeśli z całości zeznania wynikła taka konieczność
lub zwróci nam odliczony 1% w przypadku, jeśli z całości naszego zeznania wynikła nadpłata podatku.
(źródło: http://pozytek.ngo.pl/labeo/app/cms/x/89738)
Pozdrawia Jad.

CZY JA JESTEM FEMINISTĄ?

W związku ze zbliżającymi się manifami, goździkami oraz dniem 8 marca zastanawiam się coraz usilniej czy jestem feministką.
Przyznaję, że kiedy słyszę słowo „feminizm” albo „gender” to mnie trzepie zaocznie lekka Jan Maria Wścieklica. Bawi mnie szczekanie o patriarchacie w telewizji i na chacie.
Będąc przeciwko penalizacji aborcji, nie jestem zwolennikiem aborcji jako takiej ani tym bardziej „aborcji na żądanie”.
Czekam kiedy zacznie się mówić o rodzicielstwie nie jako o „prawie kobiety do decydowania o własnym ciele” albo jej „obowiązku macierzyńskim” ale jako o podstawie budowania wspólnoty w której każdy jest podmiotem, rycerzem przy okrągłym stole, równie ważnym jak inny. Nie jest do cholery tak, że życie rodzące się z kontaktu mężczyzny i kobiety, jest częścią tylko i wyłącznie kobiety i do niej należy ani też nie należy do jakiejś tam społeczności. To sprawa rodzącej się wspólnoty. Jestem przeciw aborcji ale za rozsądną antykoncepcją i edukacją seksualną.
Irytuje mnie stan orzecznictwa w sądach rodzinnych i jest za tym żeby kilka ocipiałych samic utrudniających kontakty dzieci z ojcami dla przykładu wsadzić do pierdla.
Ale także czekam na surowy, może nawet drakoński, pokazowy wyrok na jakimś ochujałym samcu obijającym regularnie swoja rodzinę, a zazwyczaj jest to żona i dzieci – żeby wreszcie policja, sąsiedzi zrozumieli że ludzka krzywda znosi tabu, zmowę milczenia, familiarność i że jest to fakt godny potępienia.
Jestem za pełnopłatnymi urlopami „tacierzyńskimi”, które równocześnie nie powodują skrócenia urlopu macierzyńskiego – bo psu na buty taki urlop – bezpłatny i działający na zasadzie „albo-albo”.
Brzydzi mnie handel ludźmi – nie tylko kobietami. Podobnie jak jestem przeciwny karze śmierci, niezależnie od płci, wyznania, rasy.
Jestem przeciwny relatywizmowi kulturowemu który pozwala arabskiej tłuszczy kamienować kobiety za zdradę małżeńska, chociażby i wymuszona gwałtem.
Jestem przeciwny przymusowej – czyli wymuszanej także przez nacisk własnej grupy społecznej – sterylizacji, kastracji, wycinaniu łechtaczek, ponownego zaszywania błon dziewiczych. I gówno mnie w tym miejscu obchodzi polityczna poprawność i idee multikulturalizmu, nie jestem, nie muszę i nie mam ochoty być świętym tego prądu myślenia.
Kimże ja jestem?
Jad.