Archiwum dla Luty, 2005

CAŁA POLSKA W CIENIU ŚLĄSKA. A PRZEZ ŚLĄSK PŁYNIE ODRA.

Już jest nowy numer 3/2005 „Odry”, która trzyma się dziarsko i znowu ukazuje się jak porządny miesięcznik pierwszego każdego miesiąca. A w „Odrze” ósmy arkusz w który włożyłem sporo serca – mianowicie – „Cała Polska w cieniu Sląska”, powiększony o cztery strony w stosunku do zamierzeń. A wewnątrz: Łucja Abalar, Ryszard Chłopek, Paweł Lekszycki, Wojtek Brzoska, Paweł Sarna, Ola Musiał, Adam Pluszka i recenzja z Radka Kobierskiego. Ze wstępu:
„Proponuję taki duchowo-myślowy eksperyment by pomyśleć przez chwilę o Śląsku jako o jednej krainie, duchowej res publice nad Odrą, literackim landzie którego kręgosłupem pozostaje Sudetów i kępka Beskidu. Czy nie byłoby tak, że literacko – gdyby tak Śląsk występował zusamen do kupy naprzeciwko Krakowa czy Warszawy czy Trójmiasta to mógłby wielością swoich idiomów, czapkami na głowach młodych, rzutkich zdolnych literatek i literatów – nakryć pozostałe centra literackie w kraju? Prowokujące spoistość wystąpień grupowych okolice Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego i rozdrobnienie małomiasteczkowe Opolszczyzny i Dolnego Śląska, sprzyjające indywidualizmowi staja się z tego punktu widzenia dwiema stronami tej samej monety, dobrej monety.”
Do tego zdjęcia Lekszyckiego i Brzoski i niebawem, jeżeli wierzyć znakom na niebie i ziemi w górnośląskiej „Kursywie” paczka tekstów z Dolnego.

WARUNEK NAZYWA SIĘ WŁODEK, JEGO SŁUCHAJCIE.

Nie mam siły czasowo. Się zbieram, czytam wyrok trybunału w Strasbourgu na Rosję za Czeczenię. Trochę to zajmie, bo to bitych kilkadziesiąt stron i żadnej pewności, że to przerobię na notkę. Akty prawa słabo się nadają do streszczania. Wiadomo że wyrok jest dla Rosji niekorzystny. Tylko co z tego. Rosja się odwoła do Wielkiej Izby Trybunału, gdzie bankowo sprawę przegra po czym ten wyrok, jak i kolejne następne zignoruje – bo co ma innego zrobić. Europejski Trybunał Praw Człowieka postanowił polec z honorem, bo to jeden z ostatnich wyroków budzących emocje. Nie trzeba było przyjmować awansem do Rady Europy Rosji, albo wykluczyć ją z tego grona. Rosyjski MSZ wyda oświadczenie, że ETPCz musi się dostosować do warunków panujących w Rosji a warunek jest jeden, wygląda jak na zdjęciu poniżej:

putin.jpg

Dostosuj się do niego zachodnia demokracjo, zwale instytucji demokratycznych, bo on jeszcze potrafi pierdnąć z atomu, nie swoimi rękami – to poprzez transfer technologii ajatollachów. Klękaj pobożny ludzie przed pomazańcem Bożym, kogo on wskaże do zarżnięcia, ten zarżniętym będzie jak owieczka na ofiarowanie. Jałta niosła nam swobodę i niesłychany rozwój oraz rzecz jasna demokrację, tak wielka że połowa mojej klasy z podstawówki plącze się po świecie. Katyń był zwykłym morderstwem i się przedawnił, co z tego że to było morderstwo mnożone w tysiące. Ribbentrop i Mołotow w ramach realizacji celów obronnych rozdrapali mój kraj a rząd ZSRR wywiózł pół mojej rodziny ze strony matki, tylko dziadka załatwili na miejscu.
Krwawa Auroro Kaukazu, Dubrowki i Morza Barentsa; Ewangelio Chatamiego; rybi wytrzeszczu prosto z Akwarium; wężowy języku dwugłowego orła.
Jad.

EDWARD DWURNIK KOMENTUJE.

Za „Gazetą Wyborczą”, wydanie netowe, wtorek noc, lud poznaje szczegóły śmierci Zdzisława Beksińskiego:
Mógł stać się ofiarą swojej twórczości, bo niektórych śmieszył, jak mnie, a niektórych przerażał. Myślę, że jego sztuka działała na chorych ludzi, schizofreników, nadwrażliwców – zastanawia się malarz Edward Dwurnik. – Może z kimś takim się zaprzyjaźnił? A może kogoś o to poprosił, zlecił własne zabójstwo? Wcale bym się nie zdziwił.
Pytanie, co mnie irytuje w tej wypowiedzi?

ZDZISŁAW BEKSIŃSKI HAS PASSED ON.

Z poniedziałku na wtorek odszedł Zdzisław Beksiński, Ojciec Tomasza. Ciało odkryła rodzina, jak oznajmia pismo, zaniepokojona że Zdzisław, Ojciec Tomasza, nie odbiera telefonów. Podobno morderstwo, kilkanaście ran kłutych, policja bada sprawę i tak dalej.

ob75.87x73.jpg

Był dyskutowalny w gronie krytyków sztuki i samych sztukmistrzów. Zarzucano mu że efekciarz, że komercha i nie dość awangardowy. Nie jestem krytykiem, ale tworzył sztukę przekonującą mnie do tego,że plastyka ma jeszcze coś do powiedzenia. Bo trzeba mieć cokolwiek do powiedzenia, żeby mówić.

SŁUCHAJĄC LEGALA 5. HOIST THAT RAG. DROGO ALE WARTO.

Końcówka zeszłego roku. Niezawodna Pani Ewa i jej syn z ulicy Długiej w Brzegu jeszcze przed świętami skołowali nowa płytę Toma Waitsa „Real Gone”. Oczywiście, można w jakimś molochu było ja kupić dawno, ale na co mi to, skoro lada dzień odbieram kilka płyt tylko dla mnie, których mi moloch nie ściągnie, a Pani Ewie&synowi chciało się specjalnie nawet wyrobić kartę kredytową, żeby zdjąć jakieś super nieosiągalne płyty z Czech. „-123minuty” to jest kapela, że hej, w Polsce podobnie to z 10 lat temu grało „Pivo” i na tym koniec. Blues-rock spod znaku Steviego Ray Vaughana, świętej pamięci, temat na osobną okazję. Tymczasem Waits jak zarzynany bizon – nadal w niezłej formie jak na charczącą trzodę przystało.

tom1x11x08x04xmc.jpg

Rzęzi, ale nie zdycha. I nie gra na forteklapie! To jest istotna nowość i zarazem przydaje albumowi nadzwyczajnej surowości brzmieniowej. Na „Real gone” triumfy święci też uprawiający osobny styl grania „tragical-comic pastisz” Marc Ribot. pastisz zdaje się być kluczem do zrekonstruowania przynajmniej muzycznej osi najnowszego albumu. Pastisz i blues. Poprzedni “Mule Variatons” był już mocno ubluesowiony, nawiązując do siarczystych brzmień lat 60-tych I 50-tych, pierwszych prób elektryfikacji muzyki. „Real gone” brzmieniowo, to też siara i muzyka ze śmietnika. Dysonanse, wtórne, profesjonalne buractwo oraz rozstroje w granicach przyzwoitości wznoszą się tutaj na prawdziwe wyżyny. Na pewno warto posłuchać kilku utworów uważniej – chociażby „Hosit That Rag” – gdzie tekst Waitsa nadaje się do żył jak żyletka a Ribot daje popis neoprymitywizmu anty-santanowskiej solówce, co razem staje się parodią, tragifarsą nurtów latynowskich w popie. Wsłuchując się z kolei w „Make it Rain” słychać echo, może nawet więcej niż echo, starego „The Thrill is gone” B.B. Kinga (a może „Sensitive kind” Mayalla?). Gdyby uznać to za świadome nawiązanie – to Waits dopowiada tutaj, że jest zupełnie odjechany. No tak, ale jego odjazd jest normą, czymś do czego jego fani się przyzwyczaili. Dziwnie się słucha tego dopieszczonego aranżacyjnie, brzmieniowo odjazdu w znane rejestry skowytu i drwiny z estetyki, turpistycznej zgrywy, za która kryję się prawdziwy skowyt. Hoist that rag. W wolnym tłumaczeniu – nieś ten syf (może zresztą przetłumaczę ten tekst bo jest niezły).
Poleca się i fanom i nowicjuszom. Porządna robota. Esencja.
Jadosław

WSTYD WSTYD WSTYD

W ramach uzupełniania braków lekturowych nie byłbym sobą, gdybym nie poczytał czegoś z zupełnie innego zasięgu rażenia, a zatem przebrnął i owszem przez książkę pod ciekawiącym i nęcącym tytułem: „Dlaczego Niemcy przegrywają wojny” Kennetha Macksey’a. Powinna mnie ostrzec już sama nota na okładce, w której autor wyjaśnia, że Niemcy jako Państwo pozbawione naturalnych granic od wieków musiało walczyć o swój byt z otaczającymi je agresywnymi sąsiadami w tym Polską i Bałtami. Ciekawy jestem gdzie to wojny najeźdźcze prowadzone przez Polaków i Bałtów z biednymi Niemcami?

Dlaczego_niemcy_przegrywaja_.jpg

Od razu mówię, że książka jest beznadziejna i wręcz szkodliwa. Po pierwsze analiza przyczyn dla których Niemcy przegrywają wojny zajmuje autorowi kilka ostatnich stron i nijak się ma do całości wywodów a ponadto nie wykracza poza banały. Tym bardziej, że w zasadzie Macksey skupia się na opisie powstania i upadku III Rzeszy (str.54 do str.221). Zarazem pytanie postawione w tytule można by było streścić i skrócić „Dlaczego Niemcy przegrali II wojnę światową” a odpowiedź mogłaby się streścić w twierdzeniu „Bo wybrali sobie Hitlera na wodza”. Jeszcze dałoby się wszystko przeżyć gdyby nie bałaganiarstwo językowe książki, wynikłe albo z pospiesznego tłumaczenia, albo z niedbalstwa autora a najpewniej z jednego i drugiego. Bo to dzięki tłumaczowi chyba Państwa Bałtyckie staja się przypadkiem ze dwa razy jak wynika z kontekstu państwami bałkańskimi. Może dla brytyjczyka to jest mniej więcej to samo, gdzieś na Zachód od Anglii, więc co za różnica? Nie zdziwi więc, że mówiąc o ruchu oporu w okupowanej Europie to tylko po to by wspomnieć o genialnej Special Operations Executive, która miała swój udział we wspomaganiu ruchu oporu, ale bez przesady!

Przede wszystkim jednak drażnią (delikatnie rzecz ujmując) błędy rzeczowe i pustosłowie, które nie wiadomo co znaczy. Ot na przykład na stronie 217 dowiemy się, że przyczyna samobójstwa Feldmarszałka Modela było to, że wiedział iż stanie przed sądem za uśmiercenie w obozach koncentracyjnych 577.000 Łotyszy. Czy ktoś o tym słyszał? Gdyby to była prawda to Łotwa wówczas byłaby najbardziej proporcjonalnie poszkodowanym krajem w czasie wojny tracąc co czwartego obywatela. Na stronie 151 dowiemy się że marynarka faszystowskich Włoch odniosła wiele zwycięstw w roku 1942 walkach na Morzu Śródziemnym i w Bitwie o Atlantyk. Chciałbym usłyszeć o bodaj jednym. Na stronie 145 dowiemy się że kompanie piechoty na Ost Froncie były o połowę słabsze na skutek stresu [sic!]. Na stronie 135 dowiemy się że Niemcy posługiwali się licznymi zdobycznymi czołgami [to akurat prawda] w tym SZWAJCARSKIMI [sic!]. Ze strony 110 wyczytać zaś można, że Włoska Armia atakująca w 1940 roku Grecję została „przerzucona” z powrotem do Albanii na skutek braku dowodzenia i złej motywacji. Wedle mojej wiedzy dostała potężnego łupnia od Greków i tyle, ale to rzeczywiście mogło odebrać Włochom chęć do wojowania.
W opisie kampanii wrześniowej 1939 roku dowiadujemy się że chmury i zła widoczność ograniczały działania Luftwaffe (to ciekawe, bo wszyscy świadkowie wspominali właśnie o potwornych upałach), główne straty miały wynikać z „friendly fire”, ale wszystko dobrze się skończyło bo 7 września Niemcy zajęli polski ośrodek wczesnego ostrzegania [sic!]. Nie wiemy co pełniło te rolę w Polsce roku 1939, najpewniej radiostacja w Raszynie albo zagajnik na grobli pod Falentami. Czytałem bo byłem ciekawy ile jeszcze bzdurek, karygodnych uproszczeń i nonsensów jest w stanie spłodzić ten autor, poświęcający za to wiele uwagi kto kogo w OKL, OKH, OKM, OKW lubił a kto nie, kto był arogantem a kto uległym prusakiem.

Największa szkoda, że książkę wydało wydawnictwo „Bellona”, dziedzic niezłego wydawnictwa MON z czasów reżimowych. I wówczas kiedy każda tłumaczona książka miała z urzędu przydzielonego konsultanta-wojskowego taki stek bzdur by się nie ukazał.

KTO JEST NORMALNY PALEC POD DASZEK.

Nie było mnie chwilę, za co przepraszam, zaniedbałem się blogowo, aleć byłem w rozjazdach licznych i tylko w takich okolicznościach mogło mi się trafić zupełne wyłączenie ze spraw świata tego. Wracam po kilku lekturach i kilkuset kilometrach. I tak oto zderzając sobie we frywolnym książek podróżnych obracaniu rozmaite racje i osoby, na ten przykład Rorty’ego z Bierdajewem (dziękuję, przeżyłem) trafiłem na recenzję Mieczysława Orskiego z „Kroniki widzeń złudnych” Jakuba Winiarskiego. Obu wymienionych poważam, ale jeden z fragmentów recenzji rozbroił mnie zupełnie:
„Wiadomo że kiedy słucha się dziś serwisów informacyjnych radia i telewizji, można zwariować od katastrof, wyniszczania się ludności kolejnych krajów, wybuchów samochodów pułapek, od Al.-Kaidy, Busha, Putina, Czeczenii etc. Ale jakoś udaje się nam nie zwariować, zjeść śniadanie i pójść do pracy. A wspomniany już kolejny narrator przygodny Izajasz Anioł kiedy raz przez pomyłkę wysłucha porannego serwisu radiowego, wariuje naprawdę [...]”
(z recenzji M. Orskiego „W ekstazie narracji”, „Nowe Książki” 2/2005)
Z całym szacunkiem dla red. Naczelnego „Odry”, ale czy nie widać z książki, że w istocie szaleństwo Izajasza Anioła jest jedynie figurą, która pokazuje mnie –czytelnikowi, właśnie to, że fakt iż mogę po wysłuchaniu serwisu radiowego, obejrzeniu dziennika, przeczytaniu „Buntu w Treblince” Willenberga zjeść cokolwiek (pomijam cała resztę), świadczy o tym, że to ja jestem pierdolnięty i my wszyscy i cały ten nasz tak zwany „świat” – a nie Izajasz Anioł.

SYFON 2005. RAMOWY PROGRAM.

Póki zarząd sie kontaktuje, knuje i liczy, ja sobie pozwalam na zamieszczenie na razie aktualnego roboczego planu „Syfonu 2005″. Nie wszystko jak widać jeszcze ustalone. A idzie to jak następuje:

K.I.T. „Stowarzyszenie Żywych Poetów”
oraz
BRZESKIE CENTRUM KULTURY
zapraszają na

VII KONFRONTACJE LITERACKIE SYFON 2005
czyli BANZAI KONTRA IKEBANA
BRZEG 19-23 kwietnia 2005

GOŚCIE SPECJALNI
WOJCIECH WENCEL
JACEK KOWALSKI Z KLUBEM ŚWIETEGO LUDWIKA

19 KWIETNIA 2005, WTOREK
godzina 17:00 DUMNE DRUMLE – eksperymentalne czytanie wierszy przy użyciu ekstremalnych instrumentów z Azji południowo-wschodniej – Jurek Andruszko.
godzina 18:00 SCHLEISEN EXPRESS – co nam zostało z tych grup? Spotkanie weteranów niegdysiejszych klubów literackich. Skład osobowy: Miłosz Wrzesiński, Miłosz Kamiński, Tamara Hebes, Jakub Jóźwicki, David Magen. Prowadzenie: Tomasz Zacharewicz.

20 KWIETNIA 2005, ŚRODA
godzina 17:00 CERAMIKA UNIKATOWA – otwarcie wernisażu prac
Alii Al- Moayad (Iran).
Godzina 18:00 WYPAS SZTUK PIĘKNYCH – czyli płeć poezji ? Spotkanie z poetkami piszącymi. Prezentacje, dyskusje. Żeńskie osoby dramatu: Justyna Bargielska, Agnieszka Kuciak, Aneta Kamińska. Prowadzenie: Lena Jedlicka.

21 KWIETNIA 2005, CZWARTEK
godzina 18:00 ŚMIERĆ MĘSKA RZECZ – BIOFILE vs. NEKROFILE –spotkanie ze świeckimi metafizykami poezji męskiej. Osoby dramatu: Bartosz Konstrat, Marcin Cielecki, Maciek Woźniak, Radosław Kobierski. Prowadzenie: Radosław Wiśniewski.
godzina 20:00 DKF – „SIEKIEREZADA” – projekcja na motywach Stachury Edwarda (sala wiodwiskow BCK, ul. Mleczna 2-3)

22 KWIETNIA 2005, PIĄTEK
godzina 17:30 JESZCZE JAK WARTO! GOŚĆ SPECJALNY SYFONU WOJCIECH WENCEL – Spotkanie autorskie wielce tajemnicze. Wystąpi: poeta wielkiego formatu. Poprowadzi: Radosław Wiśniewski.
godzina 19:30 CO MOŻE GROCHÓWKA? – kolacja w całości sponsorowana przez Wojsko Polskie.
godzina 20:00 KANTATA NA CZTERY DUSZE – Teatr Dnia Niepowszedniego – Scena Osobna – spektakl spektaklowy
(w sali widowiskowej BCK, ul. Mleczna 2-3)

23 KWIETNIA 2005, SOBOTA
godzina 12:00 OPEN MICROPHONE – durniej jednego wiersza o specjalna nagrodę im. Wojciecha Janczyka, dedykowany for All Whales I’d love before.
godzina 16:00 RAZ NA JURZE, RAZ POD JURĄ – Spotkanie laureatów złotych syfonów a.d. 2004; jurorów a.d. 2005. Zlaureacone osoby dramatu: Tomasz Jamroziński, Mariusz Partyka, Joanna Obuchowicz. Prowadzenie:
godzina 18:00
ZAMEK PIASTÓW ŚLĄSKICH
WRĘCZENIE, PRZECZYTANIE, ZASŁUCHANIE, ODJECHANIE
– „Syfony 2005” w dziedzinie poezji, oraz
Rycerze Dobrej Opieki czyli pieśni krucjatowe XI i XIII wieku
w wykonaniu Jacka Kowalskiego i Klubu Świętego Ludwika.

Wszystkie imprezy jeżeli nie jest opisane inaczej:
GALERIA BRZESKIEGO CENTRUM KULTURY
RATUSZ RYNEK

Szykuje się niezła jazda, bo równozśnie z „Syfonem” w miasteczku bedzie zjazd artystów-poborowych-wojskowych (Little Koło Brzeg) oraz Dolnośląska Noc Skarbów. To stąd ta grochówka. Będzie sie działo szczególnie po grochówce…
Jadosław

HOMO HABER. OLESNO. YPRES.

Szkoła w Olesnie decyzja rady miasta Olesno, wbrew zaś woli uczniów i rodziców ma dostać imie Noblistów Śląskich. Nie byłoby w tym nic zdrożnego i kontrowersyjnego zapewne gdy nie fakt, że w gronie tychże znajduje sie także ten człowiek:

haber.jpg

Fritz Haber – ur. w 1868 roku we Wrocławiu, chemik z wykształcenia. W latach 1905-1910 napisał i opublikował prace naukową „metody Syntezy Amoniaku”, za którą dostał nagrodę Nobla w roku 1918. W miedzyczaie jednak w latach 1915-1917 był ojcem niemieckiej broni chemicznej, w tym – jak wiadomo – osobiście nadzorował conajmniej dwa ataki chemiczne, w 1915 przy pomocy chloru i w 1917 przy pomocy gazu musztardowego, czyli tzw. iperytu. Oba ataki miały miejsce w rejonie miasta Ypres. Ale ataków było więcej, m.in. w Polsce. O zakazie używania w ramach działań zbrojnych srodków trujących mówiła juz wtedy IV Konwencja Haska, w art. 22 i 23 a i b. Za sprawa Habera niemcy uzyli także fosgenu. Onże Haber jest wynalazcą Cyklonu B o co trudno go oskarżać bo do zbrodniczego wykorzystania Cyklonu B doszło po jego śmierci i bez jego udziału.
Jego żona w akcie desperacji i protestu przeciwko działaniom męża popełniła samobójstwo. Haber po wojnie został wpisany na listę zbrodniarzy wojennych. Do żadnego procesu ani trybunału nad ówczesnymi zbrodniarzami wówczas nie doszło, więc i Haberowi sie upiekło. Paradoksem jest, że wynalazca Cyklonu B w roku 1933 jako Żyd musiał opuścić Niemcy.

Argumenty obrońców Habera jako patrona są takie, że jednak dostał Nobla, że Einstein też dostał Nobla a jego badania utorowały droge do skonstruowania bomby atomowej, że wielu noblistów ma niechlubne wynalazki na koncie i niechlubne zachowania, że napietnując Habera niszczy się tożsamość mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie, a nawet jeżeli był zbrodniarzem – to nie miał procesu, więc nie można go oskarżać teraz.

Dyskutować się, między innymi na tym forum, nie chce już z tymi niedorzecznościami, tym bardziej gdy rzecz sie tyczy patrona szkoły!

Czujecie ten konkurs plastyczny „mój patron”? Wygrywa praca – „dłoń Fritza Habera na kurku butli z chlorem zamienia się w brzytwę na szyi jego własnej żony”.

POLITYCZNI W TYBECIE

„TIN otrzymał nowe informacje o tybetańskich więźniach politycznych. Według Fundacji Dui Hua (chiń. „Dialog”) z San Francisco chińscy urzędnicy udzielili odpowiedzi na pytania o los wielu skazanych – w tym 13 Tybetańczyków. Wszyscy oni – z wyjątkiem jednego – zostali ukarani za „kontrrewolucję” (na podstawie przepisów starego kodeksu karnego) lub „zagrażanie bezpieczeństwu państwa” (kary wymierzane według znowelizowanego kodeksu karnego, który obowiązuje od 1997 roku). Według konstytucji i innych przepisów ChRL pokojowe protesty, kwestionujące lub podkopujące rządy Komunistycznej Partii Chin, są zakazane i mogą być uznawane za przestępstwo przeciwko państwu.
[...]
W lutym 2004 roku TIN informował, że w chińskich więzieniach i aresztach śledczych przebywa około 145 znanych tybetańskich więźniów politycznych. Z oficjalnych danych wynika, że w styczniu 2005 jest ich 130-135. Liczba ta jest nieco wyższa od danych TIN, które są z pewnością zaniżone. Nadal trwa więc trend, który zaczął się w 1997 roku, gdy kończyły się kary setek skazanych, a do więzień trafiało coraz mniej Tybetańczyków, obawiających się okrutnych – często najtragiczniejszych – konsekwencji wyroku za przestępstwo polityczne. W ostatnich latach liczba więźniów spada jednak znacznie wolniej.”

Więcj informacji TUTAJ