Archiwum dla Styczeń, 2005

PAMIĘTAM JESZCZE KRAKÓW . PISZ. PISZ.

Darek Pado napisał tak(wybacz przyjacielu że bez zezwolenia, a ścislej z zez-woleniem domniemanym):
Lekcja empatii dla Eryki S. – elementarz z imionami kamieni

wykarmiona puszkami
Eryko Marshall naucz się milczeć
od (wśród) martwych
domów. Poczuj puls nieugaszonych  

ścian, milczenie tych których wykarmiono z puszek
gazem, z dołów poczęstowano śnieżnym wapnem
nakładanym tak aby zatrzeć bród ulic w ciszy
w robieniu porządku bez opamiętania.

Poznaj nas podzielone chłodem
dzieje dzielnice, matki domów ogrodzone
świecącym ogrodem, eklektycznymi drzewami  
Proszę wróć tutaj ogrzać się trochę  

pod blond kocem. Przytul się do nas
bezimiennych kamieni. Zanim otworzymy
bramy na początek do ust wrzucimy ciepły obiad
najlepszy będzie karp u Jankiela na Chłodnej

kończąc, wychodząc jak sądzę z nocy. Tyle. Miałem nie pisać, ale nosi Jurodiwego ostatnio w szwach, w szwach nosi.

CALEL PERECHODNIK PISZE NA MELINIE. MA PONAD ROK ŻYCIA.

” Jest 7 maja 1943. Ja, inżynier agronom Calek Perechodnik, przedstawiam sobą typ przeciętnego inteligentnego Zyda, postaram sie opisać dzieje mojej rodziny podczas okupacji niemieckiej. Nie jest to praca literacka, nie mam bowiem ani zdolności, ani aspiracji w tym kierunku. Nie jest to też historia żydostwa polskiego. Jest to pamiętnik Żyda i jego żydowskiej rodziny.
Właściwie jest to spowiedź z mego żywota, spowiedź szczera i prawdziwa. Niestety, w rozgrzeszenie boskie nie wierzę, a z ludzi tylko jedna żona moja mogłaby – choć nie powinna – mnie rozgrzeszyć. Ona jednak nie żyje. Zgineła wskutek wandalizmu niemieckiego, a w znacznym stopniu wskutek mojej lekkomyslności. Proszę więc traktować ten pamiętnik jako spowiedź przedśmiertną.
Nie łudze się, bowiem wcześniej czy później i ja podzielę los wszystkich Zydów z całej Polski. Zaprowadzą mnie pewnego pieknego dnia na pole, każa wykopac grób – dla siebie samego, rozebrac się, położyć do środka i zgine szybko śmiercią od kuli rewolwerowej. Ziemia zostanie wyrównana, a rolnik ją zaorze i zasieje na tym miejscu zyto czy pszenicę. Tyle juz egzekucji widziałem, że wystarczy mi przymknąc oczy, żeby zobaczyć szczegóły własnej śmierci.
Nie proszę o rozgrzeszenie; gdybym wierzył w Boga, Raj, Piekło, w nagrodę czy kare pośmiertną, w ogóle bym nie pisał. Wystarczyłaby mi świadomość, że wszyscy Niemcy będa po śmierci smażyć się w piekle. Ale niestety, modlic się – nie umiem, wierzyć – nie wierzę!
Toteż proszę cały świat demokratyczny, Anglików, Amerykanów, Rosjan, Zydów palestyńskich, by pomścili nasze kobiety i dzieci żwycem spoalone w Treblinkach. My-Zydzi mężczyźni, nie jesteśmy warci tego, by nas mścić!”

Pisał Żyd, Calel Perechodnik kilkanascie miesięcy po tym kiedy jako żydowski policjant z getta w Otwocku, w pewne sierpniowe popołudnie pomógł żonie Annie i córeczce Athalie wsiąść do pociągu, który zawiózł je do Treblinki. Wiedział co robi.

Calel Perechodnik, „Czy ja jestem mordercą?”, Wydawnictwo KARTA, Warszawa 1993

Darek mówi, że należałoby odzerować kalendarz od czasu holocaustu.
Ciekawe ilu z tych walecznych dziadków, gierojów – wyzwolicieli, pokazywanych teraz w TV znalazło się chociażby w gronie gwałcicieli około dziesięciu milionów starych, młodych, ładnych i brzydkich Niemek w roku 1945.
Znakomity Ilia Eerenburg w niezapomnianych słowach sugerował wręcz, że to uczciwa odpłata. Chociażby za kanibalizm w oblężonym Leningradzie z którego nie pozowolono ewakuować cywilów.

Pewien starszy człowiek, Polak, walczący w zawiadzie, w Armii Czerwonej, opowiadał, że zajmowali jakis obóz koncentracyjny. Jak złapali obsadę złozoną z estońskich esesmanów to wyprowadizli ich na dach jednego z budynków i spuszczali po kolei z dachu ze związanymi rękami. Turlali.
Pamiętacie to zdjęcie?

SoldiersExecuted.jpg

To zdjęcie ze strzelnicy jaką pod ogrodzeniem innego KL (na ziemiach niemieckich) z esesmanów urządzili sobie chłopcy z szarej piechoty U.S. Army, wyzwoliciele Dachau.

Są tacy którzy chcieliby zerować czas od bitwy nad Marną, pod Ypres, 11 września, zrzucenia bomby na Hiroszimę. Darek mówi, że należałoby odzerować kalendarz od czasu holocaustu.
Powiedz Darku, jaką datę uznać za tę graniczną? Pierwszy próbne gazowanie jeńców w Auschwitzu? Bombardowanie Drezna (duch Calela Perechodnika, żydowskiego policjanta z getta w Otwocku usnął po tym nalocie uspokojony)?

Zgadzam się z Darkiem. Zaprosiłbym na zerowanie zegara historii cywilizacji Erikę Steinbach.

Nie wiecie jaki Erika Steinbach ma rozkład zajęć w tym tygodniu? Wybiera się gdzieś?

WSZYSCYŚMY Z GILGAMESZA.

Znaczący mocno cytat, wyłuskany w dniach wewnętrznej emigracji, wyrwany z czytanego na dworcach kolejowych Warszawy, Torunia, Wrocławia – „Gilgamesza – eposu babilońskiego i asyryjskiego ze szczątków odczytanego i uzupełnionego także pieśniami szumerskimi przez Roberta Stillera”. Niby z prochu biblioteki Aszurbanipala oraz innych wydzierany po kawałku, łupki tablic – tyle, że jak głosi tytuł autorskiego-translatorskiego posłowia Roberta Stillera – „przed nami szedł Gilgamesz”. A zatem zamiast felietonu po ośmiu dniach nieobecności na blogu, za cały komentarz do hałasliwej współczesności będzie co następuje:

„Zaledwie świtu co nieco w rozbrzasku, otwarł usta Gilgamesz i rzecze:
Enkidu, przyjacielu mój, twoja matka gazela i twój ojciec, dziki osioł, ciebie zrodzili! Stwory, których znakiem ogon, ciebie chowały, bydło stepowe i dzikie pastwiska. Przejścia Enkidu w boru cedrowym niech dniem i nocą wciąż płaczą po tobie. Płaczcie, starsi warownego Uruku, i palec niech płacze, co błogosławił nas odchodzących! Płaczcie wy, zbocza wyniosłe gór i wzgórz lasem porosłych, na któreśmy się wdzierali pospołu! Niech pola po tobie płaczą jak macierz! Płacz cyprysów i cedrów żywico, przez które myśmy się zbliżali, gniewni! Płaczcie, hieny i niedźwiedzie, rysie, tygrysy, koziorożce i lamparty, lwy i bawoły, jelenie i sarny, dzikie bydło i zwierzu stepowy! Płacz, rwąca rzeko Ulai, której brzegi deptaliśmy, płacz światła rzeko Purattu, z której wodę dla bukłaków czerpaliśmy! Płaczcie mężowie warownego Uruku i niewiasty, wy coście widziały, jakośmy ubili bykołaka! Niech płacze kapłan co miastu Eredu imię twe wieścił, niech płacze mędrzec, który lejąc wodę przed Ea imię twe wygłosił! Niech płacze kto jęczmień w usta twe włożył, niech płacze kto olej dał ci pod stopy, niech płacze kto napitek chmielny w twe usta wprowadził! Niech ta nierządnica płacze, która cię olejkiem zacnym namaściła! Niech płacze, kto wstąpił w ślubne domostwo, kto przez rady twe mądre żonę pozyskał! Bracia niech po tobie płaczą jak siostry i w rozpaczy rwą włosy nad tobą! Ja tak będę po tobie Enkidu, płakał, jak w obozowisku twoim matka i ojciec. Słuchajcie mężowie, słuchajcie mnie warownego Uruku starsi, słuchajcie! Płacze po Enkidu, swym przyjacielu, jak płaczka po nim żałobnie zawodzę. Topór z boku mego, wsparcie mej ręki, miecz z pasa mojego, tarcze sprzede mnie, płaszcz mój odświętny, z lędźwi mych przepaskę porwawszy wziął mi zły bóg Bibbu! Przyjacielu mój, młodszy braciszku, gończe osłów górskich, lampartów stepu! Enkidu mój młodszy braciszku, gończe osłów górskich, lampartów puszczy, z którym wszystko zwyciężaliśmy, w góry wkraczaliśmy razem jąwszy bykołaka ubiliśmy, w lesie cedrów mocarnego Chumbabę zgubiliśmy! Jakiż to znów sen ciebie ogarnął? Ociemniałeś, mówię, ty nie słyszysz.
Tknął serca Gilgamesz. Serce nie bije.”
(„Gilgamesz…”, Tablica ósma, str. 61, Wydawnictwo vis-avis/etiuda, Kraków 2004)

Pozdrawiam, znikam znowu, do zobaczenia w lutym.
Jadosław

ALIENAUCI. KOSMONAUCI.

Mu. pozyczyła mi 22 płyty ś.p. Jacka Kaczmarskiego i tak na fali quasi-dyskusji o „Zwałach”, nowej lewicy, antyglobalizmu i tak dalej, oraz rozmyślaniach o alienautyce w młodej literaturze ( kiedyś się napisało tekst taki ), wpadł mi w ucho tekst, który wydaje mi się być cholernie aktuell. Dodajmy, pisany w końcu lat 70-tych ubiegłego wieku. Shuty, czytaj więcej, mniej będziesz bełkotał. teraz pozdrawiam i znikam odnawiać się.

Jacek Kaczmarski
KOSMONAUCI

Posadzili na fotelach miękkich nas
i pasami do nich ciała przywiązali
I zamknęli nad głowami szczelny właz
I od zewnątrz śruby w nim pozakręcali
Hełmy głowy nam wessały jak pijawki
i oddzielił nas do świata brzuch potwora
Jesli słychać coś to to co jest w słuchawkach
Jeśli widać cos to to w telewizorach
W cichą ciemną przestrzeń nieba wystrzelili nas
I patrzyli póki się nie upewnili że

My w próżni w stanie nieważkości
gdzie z opóźnieniem nas dochodzą głosy z ziemi
Gdzie w normie humor dobry w normie mdłości
W normie powolność mózgu niedokrwienie
Ciągle w tym samym stadium dojrzałości
W jakim nas wystrzelono w ten bezdenny krater
Z takim zasobem o swym losie wiadomości
Jaki nam da – koordynator

Słychać tylko jego lub spikera głos
Na ekranach gąszcz wykresów i wyliczeń
Jaką siłę daje atomowy stos
Ile jemy mięsa w proszku i słodyczy
Nie lecimy my odkrywać gwiazdozbiorów
Ani z obcych planet uszczknąć gruntu gramów
Naszym wielkim celem jest ogólnie biorąc
KONSEKWENTNA REALIZACJA PROGRAMU!
Cicha ciemna przestrzeń nieba nas otacza
I nikt z nas na razie nie rozpacza że

My w próżni w stanie nieważkości
Przedmioty myśli słowa krażą gdzieś bezwładnie
Że automaty weszły w stan nieomylności
I wszystko wiedzą dokładnie
Że rozłożone porcje naszej aktywności
Że czas nieprędki gdy staniemy znów na ziemi
Wrócimy – sądząc po programów niezmienności
Gdy coś się bez nas na niej zmieni!

ZWIECHA. FERIE BREWERIE.PYTANIE O MARSZBATALION.

Sory, ale co najmniej na tydzień zawieszam interes. Proszę się dowiadywać o ciag dalszy pod koniec stycznia najprawdopodobniej. Odnowa biologiczna i psychiczna. Poza tym nie wypada prowadzić sobie bloga w tempie notka dziennie, kiedy zawala się ludziom czekającym na kilka słów o tym i owym prywatnie (to wyjaśnienie dla m.zeg).

Tutaj pytanie do wszystkich odwiedzających w stylu Bogusia Lindy:
A CO TY WIESZ O MARSZBATALIONIE ?!

Miłośnicy miliatriów niby czaja z dedukcji, ale definicji jakos ani w domowej bibliotece (encyklopedie, leksykony, słowniki) ani w internecie nie mogę znaleźć. Nawet foumowicze forum dyskusjynego poświęconego miliatriom niewiele mieli do powiedzenia. Dodam, że nie chodzi mi o odesłanie do dobrego wojaka Szwejka i 11 marszbatalionu 91 pułku piechoty z Czeskich Budziejowic.

W nagrodę
wysyłam pocztą zgoloną brodę
(niektórzy wiedzą, że jestem do tego zdolny)

No to przerwa serio.

Jadosław

SZPITAL NA PERYFERIACH. MŁODA OGMA I INNE KWIATKI

Jest takie miasto, co sie nazywa Nowa Ruda. Tamże w roku 1991 powstał Noworudzki Klub Literacki OGMA. Powstał przy miejskiej bibliotece jak wiele innych a wsród jego załozycieli znalazł sie między innymi nikomu szrzej podówczas nienzany Karol Maliszewski. Klub przezył dwukrotna eksmisje z lokali piwnicznych zamienianych co i raz na przestrzenie uzytku komercyjnego, trzeciej juz nie przetrwał. No nie przetrwał tez z wielu innych wzgledów, także dlatego, że swego czasu rozszedł siena dwie grupy. OGME właśnie i Grupę „Poeci ’97″.

ratusz.jpg

W międzyczasie przez Nowa Rude, miedzy innymi dzieki llubowi przewaliła sie całkiem fajna literacka ferajna i wiele było imprez wspominanych teraz z łezka w oku. W tym jedna z ostatnich imprez – 10 lecie NKL OGMA „Poeci Doskonale Wierni” w lutym 2001 roku. Ale oto nagle około roku 2003 pojawiła sie tzw. „Młoda Ogma”, która poza afiliacją (Nowa Ruda, Biblioteka Miejska) nie miała i nie ma wiele wspólnego ze starą, obrosłą w niektórych kręgach legendą o czym juz pisałem na tym blogu . Ostatnio zaś postanowiłem napiać do ujawnionej zefowej i „załozycielki” noej OGMY, żeby w prywatnym kontakcie wyjaśnić to i owo, zapytywując po co w sumie im stara nazwa, skoro tworzą coś nowego. Wyraziłem też brak akceptacji dla takich ruchów zawłaszczających. Nowa szefowa nowej OGMY odpowiedziała mi publicznie, ale na forum stowarzyszenia oczekując nie za bardzo wiem czego? Że grupa Stowarzyszenie Żywych Poetów zmusi mnie do zmiany mojej opinii? Może tak jest w „młodej ogmie”?
Pragnę zatem publicznie stwierdzić co następuje:
W mojej prywatnej opinii grupa młodych ludzi afiszująca się nazwą „Młoda Ogma” swoimi czynami i zachowaniem ani – póki dane było mi to poznać – twórczością, nie nawiązuje łączności z chlubną historią dawnego Noworudzkiego Klubu Literackiego „OGMA”. Uważam że dochodzi do próby zawłaszczania pewnej historii i legendy.
To samo, ale prościej dla Magdy Kotwicy „Stokrotki” szefowej i załozycielki „młodej ogmy” zeby wiedziała, że nie chodzi mi osobiste farafałki, ale o zasadę:
- prawo do nazwy, znaku, marki, symbolu, mają Ci, którzy go tworzyli albo Ci, którym te prawa twórcy przekazali. Nazwa jest dobrem osób, które kilkanaście lat na tę nazwę pracowały. Chcecie istniec – a bądźcie, le róbcie to na własny rachunek.

Pozdrawiam
Jadosław

P.S. Konkurs – wymyślcie kochani jakąś fajna nazwe dla „młodej ogmy”, żeby dzieciaczki nie musiały jeździc na duchowym garbie „starej ogmy”, co? Macie jakieś pomysły?

MINNE.TOTEN FRESSER. PROCHY PO TEATRZE BUCKLEINA.

Nie jestem zwolennikiem czytania dramatów, bo dramat wprawdzie musi być napisany, ale przeznaczony jest do odbioru scenicznego. Czytanie dramatu jest zajęciem dziwnym, przeznaczonym dla znawców teatru, jak sądzę. Jednak sentyment pchnął mnie w stronę zakupu po promocyjnej cenie „Trzech Dramatów Średniowiecznych” Adama Kwaśnego wydanych w gdańskim wydawnictwie „Słowo/Obraz Terytoria”. Najpierw wyjaśnię sentyment, chociaż jeżeli powiem, że studiowałem zawzięcie w Krakowie w latach 1993-2000 – wszystko stanie się jasne. Sztuki Adama Kwaśnego wystawiane były bowiem w Teatrze Buckleina, którego Adam był jednym z dwóch spirytusów movensów. Teatr zaś istniał na tyłach Hotelu Europejski, vis a vis Dworca PKP. Pierwsze piwo wprawdzie wypiło się w Ava Ryi na rogu Mikołajskiej, ale zaraz potem następne było właśnie w Buckleinie. Bo Bucklein to było dosyć naturalne miejsce spotkań, imprez i występów. Nie znam się na aktualnym życiu duchowym grodu Kraka i nie wiem czy czegoś takiego jak Bucklein brakuje, ale mnie brakuje.

275.jpg

Dramaty Kwaśnego są zatem wspomnieniem, nie czytam ich jak każdej innej książki. Dramaty czyta się jednak z trudem, szczególnie „Makię”. Najlepiej czyta się „Minne”, gdzie dialog kobiety i mężczyzny, miejscami erotyczny, podlega ciągłej przemianie, dowartościowaniu o nowe płaszczyzny, aż zdaje się że to sama Anima mówi do Absolutu, mając w tle „Pieśń nad Pieśniami”. Zadziorna ta anima, pełna krnąbrności i ludzkiego wymiaru, podobnie zresztą jak Absolut. Więcej w tym współczesnego ducha, a ściślej jego braku, niż średniowiecza. Przymiotnik „średniowieczne” przydany tym dramatom wydaje się nieco przewrotny, ale to chyba przewrotność czasu, historii, okoliczności przyrody, które przeglądają się w słowach tych sztuk.

Czyta się jednak to z tym większym trudem, gdy pamięta się ile ważyło dla tych dramatów światło i wyświetlenie, ile ważył dźwięk i śpiew. Ile znaczyło wnętrze Teatru Buckleina o niepowtarzalnej urodzie skrzyżowania hangaru, tancbudy z czasów C.K. Czytanie Kwaśnego, to trochę tak jakby czytanie libretta do opery. Niemniej jednak poleca się, serdecznie nawet, bo dobrze jest się przejrzeć w zwierciadle. Odrzuconym zwierciadle, że sparafrazuję tak sobie.

P.S. A po Teatrze Buckleina trudno cos chociazby memuarowego w sieci znaleźć… szkoda, żeby chociaz konterfekt jakiś.

LISTA KANDYDATÓW DO AUSWEISSU EKLIPTYKI

Dowiedziałem się, że nie mam poczucia humoru, niezdolny jestem do zachwytu, oraz mam wiele innych przywar natury osobistej — postanowiłem w związku z tym ustanowić własna kapitułę nagrody „Aussweisy Ekliptyki”, które będą uprawniały do wysmarowania sie emulsja do odpalania i odpalenia się z azymutem na zanzibar. Ponieważ zaś bardzo mi w tym pomogły liche skojarzenia dwufazowe, zapozyczone od jedengo z właścicieli TEJ DOMENY , to stąd też i wziałem noty biograficzne znakomitych nominatów. Możecie na nich dowolnie głosować i zgłaszac inne kandydatury. Nagroda ma charakter demokratyczny, to znaczy wszyscy mówią czego chca, a potem ja mówię jak będzie naprawdę. Oto nominaci:
Edi800 – w dzieciństwie – bezimienny protobułgar. Przyjąwszy chrzest Borysa I Michała wsławił się pierdolnięciem czołem w Exodus, przez co uzyskał poklask u ruandyjskich uchodźców z plemienia Hutu. Znany z czynów bohaterskich, spośród których wyróżnia się choćby wyrwanie obu rąk Herostratesowi celem uniemożliwienia mu spalenia świątyni Artemidy. Próba zakończyła się niepowodzeniem, Herostrates zaprószył ogień krzesiwem w niewiarygodny sposób wygenerowanym z kamieni ze swojego woreczka zółciowego.
E.D.I.: Entity Designed for Infiltration
Dehuti - jedyny pozostały przy życiu spośród czterech braci syjamskich nierówno zrośniętych dupami w wyniku bratobójczych walk na noże kuchenne. Odróżnia się od otoczenia wlekąc za sobą po ulicy martwe ciała pobratymców. Jego pasją jest toreutyka, zaś specjalność to przewiercanie potylic zmarłych (twórca nowego hasła: nekrotoreutyki). Nieuleczona od dzieciństwa farmakofobia doprowadziła do częstych przejawów promiskuityzmu w gronie studentek farmaceutyki.
D.E.H.U.T.I.: Digital Electronic Humanoid Used for Troubleshooting and Infiltration
Stefan Dywersant – prekursor cyborginizacji społeczeństwa, dwunastocylindrowy Ignitron wytwarzający ciąg wystarczający do bezpośredniego zaprzeczenia wszystkim trzem prawom Keplera. Pobudzony galwanicznie zaczyna wytwarzać bioprądy o częstotliwości niemożliwej do zniesienia, mające swoje skutki w procesie autoerotyzmu patologicznego, anankastycznego jak i masturbacji nerwicowej.
S.T.E.F.A.N.: Synthetic Technician Engineered for Fighting and Accurate Nullification
Tomaz Potatoe - spawacz z Mazur, lutujący bez spoiwa wszystko i wszystkich w zasięgu swojej gazbutli. Wpada w szał na widok otuliny elektrody w rdzeniu metalowym, uspokaja go jedynie muzyka etniczna plemion Hotentotów.
T.O.M.A.Z.: Technician Optimized for Mathematics and Accurate Zoology

Pozdrawiam, zapraszam na GNUTELLĘ w celu poglębienia wiedzy. Pamiętajcie, że pewien prozaik, autor powieści „HAŁDA” kiedys podglądał ediego, kiedy ten wysadzał swojego betonowego wujka w powietrze. I tak mu zostało.

Miłego weekendu
Wasz Jadosław

Z CYKLU WIWAT JANUAR.

Na forum „gazety Przepiórczej” w Opolu jest taka mała wymiana zdań na temat życzeń noworocznych w sferze kultury w roku 2005, w Opolu. Kto chce poczytać, ten może zajrzec tutaj . Po raz kolejny Pietrucha duma jaka to krzywda stała sie temu miastu, że jego tożsamosc zbiorowa domaga sie jak wampir corocznego świeta polskiej piosenki. Żal tym wiekszy że np.:
- Opole jest jedynym miastem wojewódzkim w kraju, gdzie zlikiwdowano w roku 2005 wojewódzka instytucje kultury – tzw. Wojeówdzki Dom Kultury. Wówczas na przykład ogromna tasmoteke szlag trafił.
- Opole nie ma od lat „własnego” lub chociazby w Opolu wydawanego pisma literackiego, chociaż taki zapowiedzi były ze strony Jacka Podsiadło (a ze cztery lata temu), ze strony samorządu województwa, nawet był ten projekt wciagniety do kontraktu wojeówdzkiego.
- W Filharmonii Opolskiej co roku odbywaja się targi niesamowitości. Całe szczęscie w jedynym Teatrze Dramatycznym nie organizuj sie jeszcze zlotów Indian Hopi…
- W miejscu dawnego Klubu Związków Twórczych a jeszcze wczesniej teatru 13 rzędów zrobiono knajpę.
- Strona internetowa miasta Opole zauważa poetów opolskich a pewnie, ale nie zauaża Podsiadły, Gutorowa, Marcinkiewicza, Rózyckiego.
- wiec co sie dziwić, że – do dzisiaj to pamietam – jak sie zrobiło spotkanie w lokalu centrum miasta z laureatką Paszportu Polityki – Marzanną Kielar, to przyszło na nie 6 osób?

I tak dalej i tak dalej. Tożsamość zbudowana wokół dwóch dni medialnej hucpy, która w zasadzie przestała pełnić role legitymizującą, rozpoznająca w stosunku do jakiejkolwiek sztuki, ta tożsamosc łyka wszystko. Muszę tutaj przyznać, że pomimo osobistego zatargu – mister Jacek Podsiadło w tym plugawiejącym mieście robi za niezbędny folklor. Bez niego to już by sie zdechło z nudów.

A wy jakie macie życzenia dla kultury o-polskiej w roku 2005?

Pzdr