Archiwum dla Wrzesień, 2004

ŻYCIE JEST GDZIE INDZIEJ.

Kino „Atom” we Wrocławiu, przy ul. Piłsudskiego, w NOT-cie wyswietla się w wirtualnych „Yellow Pages” dopiero pod „Usługi dla rolnictwa.pilęgnacja krzewów i roslin ozdobnych”. Coś w tym jest. To rzeczywiście kino jak krzew ozdobny. Wcześniej byliśmy tam z Ka na „czekając na Joe” na podstawie książki „Touching the Void” Joe Simpsona. Wczoraj poszlismy z kolei na:

fi_3411_0_fi_3411_0_p1.jpg

film Islandzki. Od razu powiadam, młode kino i to się czuje, bo po film jest szalenie po rpostu. Jest w nim troche beznadziei, trochę ciepłego humoru i trzy gagi przy których można zejść ze smiechu, chociaż zapewne oddające w jakis sposób tzw. „reality”. Bo co my możemy wiedzieć o Islandi, o tej bryle żużlu i lodu na Atlantyku. O czym jest ten film? No chyba o tym, że pustka potrafi sie odbić w jeszcze jednej pustce. Że …

Kto by chciał potem trochę więcej Islandii to tutaj jest fajny link do naduśnięcia i poczytania
. A film się poleca ku obejrzeniu. I kino „Atom” we Wrocławiu sie tez poleca.
Wasz
Jadosław

KOŃ A PRAWO POLSKIE

No nic, pozycja numer 2083 w tegorocznym dzienniku ustaw, podaję bo nie wiedziałem, że cos takiego musi sie powagą Rzeczypospolitej wspierać, ale naduśnijcie sobie na link, hehe

PADŁ LITERACKI A POJAWIŁA SIĘ LOLITA. SPISEK?

No więc padł blog literacki. Trzeba będzie się pozbyc niedługo martwego linka. Ale zanim jeszcze to nastąpi, państwo pozwolą, że podziękuję Wojtkowi Giedrysowi za jedną rzecz, za podlinkowanie mojego bloga na jego blogu, bo tutaj ewidentnie był to gest. Co prawda wówczas nie wiedziałem że to Wojtek Giedrys, a sam Wojtek mówił o sobie używając rodzaju żeńskiego, ale jednak gdyby nie ten link, to nie byłoby przynajmniej:
1370 wejść przez linki w komentach, księdze gości i na stronie głownej bloga, co stanowi ok 10% ogółu wejść w okresie istnienia literackiego bloga.

No właśnie, ale my tu pitu pitu, Wojtek Giedrys i redakcja „undergruntu” zwiera szeregi a tymczasem pojawiła się:

lltmala.gif

czyli LO LI TA w roziwnięciu LOkata LIryczna (i) Tajemnicza. Od razu twórcy przyznają sie, że to wspólna inicjatywa redakcji pism „Kursywa”, „ARTyleria” oraz Koła Nuakowego Krytyki LIterackiej przy UŚ. Zapowiada się nieźle, tzn. plotki-blotki prawie jak u kumpli (ale gdzie te komenty pod notkami!!!!), serwisy tekstowe, krytyczne, linkowe.

Umarł blog niech żyje blog? Podejrzewany jest spisek.

Czujny

Jadosław

NA OKLEP W KATOWICACH. ORBITY. ORBITOWSKI. GUT.

Ostatnie dwa ndi spędziłem na warsztatach literackich w Katowicach Piotrowicach organizowanych przez Klub Literacki „Na Oklep” przy MDK Katowice Południe . To juz drugi raz. Pierwszy był rok temu i wyglądał more or less tak:

z2.jpg

A w tym roku znacznie mniej ludzi, w zasadzie zestaw skadrowany, ale za to dobrowa kompanija. Prezes Julia Zadrożna, wiceprezes Berenika Michnik i Rys Bedkowski i Ania i Michał. Rozmowy do trzeciej w nocy i zawzięta brainstormingowa praca nad dwoma wierszykami, niedokończona, nie było czasu, a pomysły się rodziły, wyprzestrzeniały i wracały w nowej formie. Nie chodzi o to nawet jak bardzo udane czy nie, ważne że w ludziach sie budziło to coś, co jest ważniejsze – wyobraźnia. Teraz żal jechać, więc chociaż pożegnałem się z zarządem Julia i Bereniką, odwiezionym na dworzec będąc przez Ryszarda B., to nie wsiadłem do pociągu pospiesznego. Myślę sobie – i tak trzeba tu napisać ze dwa zdania, podziekować za zaproszenie, pobyć trochę, nie wynurzać sie z tej klimy za szybko.

Na dworcu dostałem taką kartkę, że członkiem honorowym jestem Klubu Na OKlep. No dzięki wielkie.

Już mi lepiej. No to jadę.

Jadosław

P.S. Acha, spotkany Orbitowski Łukasz, który przede mną prowadził mały warsztat prozatorski potwierdził, że czuje się skomercjalizowany, wyjeżdża pisać horror pod Bostonem w Stanach i że nigdy nie miał nawet zamiaru naruszać zwartości cielesnej czy przestrzeni osobistej Igora S.

KONIEC LITERACKIEGO. ZBIEŻNOŚĆ DAT?

Moje oczy sa stare, moje uszy są stare i tak dalej jak to w Monty Pythonie grało. Tak by sie chciało powiedzieć. Wszystko wskazuje na to, że toruńsko-olsztyński blog literacki przestaje istnieć, albo tylko prowokuje. Ale chyba przestaje istnieć a robi to grzecznie, żegnając się ze wszystkimi.
Jakoś trudno nie zauważyć że od czasu slubu Wojciecha Giedrysa na blogu pojawiło się 5 notek (czyli od bez mała dwóch miesięcy!) a zatem para wyszłą i nie wiadomo kiedy wróci.
Nakłada sie na to dramatyczny brak wieści z Torunia i okolic. I wredne podejrzenia płci pieknej o mycie głowy płci brzydkiej (wcale nie wcalu takim aby stała sie piękniejsza!).

A na to wszystko nakłada się smutna wiedza Pietruchy że nie braki talentów ani spiski redaktorskie sa najsilniej selekcjonującym sitem w każdej, ale przede wszystkim młodej literaturze która kończy studia. Sa te sita zupełnie inne i o wiele bardziej prozaiczne.

A przeciez poczatki literackiego były super głownie dlatego, że nikt nie wiedział kim jest Literacki który wszedzie bywał, wiele wiedział, z wieloma ludźmi się znał. Wydawało sie też, że jest jakis pomysł na niebrukowy-brukowiec, który miał byc alternatywą dla kumpliblogpeel. Potem literacki sie ujawnił i stracił na sile przebicia, a potem zdaje się…

Czy od tego ruszy szybciej maszyna „undergruntu”?

Nieutulony w żalu
Jadosław

P.S. Wiesc gminna niesie, że jednak podobne projekty bycia literackiego będą powstawać niebawem gdzie indziej…

POST. VRATISLAVIA CANTANS. USMIECH PICKETTA I HAFT DOLNOŚLĄSKI

I juz po 39. festiwalu Vratislavia Cantans. Ostatnim akcentem dla mnie był koncert New London Consort pod przewodem Philipa Picketta który uchodzi za najlepszego felcistę Zjednoczonego Królestwa i jest niezastapionym orędownikiem wykonywania stylowego muzyki dawnej (czyli na instrumentach z epoki). Nota bene ciekawa obserwacja językowa. Muzyka starsza od renesansu w Polsce zowie sie „dawną” a w jezyku angielskim „The Early Music” – czyli wczesną. Koncert odbywał się w Muzeum Architektury. Akustyka jak to bywa w takich miejscach zastepczych – pozstowiała wiele do życzenia. Ale wychodziłem w poczuciu że byłem swiadkiem koncertu na światowym poziomie. Pozostałe koncerty na których w tym roku byłem bywały lepsze i gorsze, ale jezeli chodzi o New London Consort, to mam poczucie, że jest objawem łaski Pańskiej, że miałem okazje ich słuchać. I jeszcze dwa szczegóły:
1. Wszyscy członkowie zespołu a osobliwie szef Philip Pickett w trakcie grania puszczali do siebie oka, usmiechali się, łebki im podrygiwały, podśpiewywali sobie pod nosem, widac było że ich ta muzyka nakręca, że im gra w żyłach co w połaćzeniu z perfekcyjnym wykonawstwem dawało efekt sontaniczności.
2. Wrocławska publicznosc jak zwykle biła brawa w trakcie koncertu do czego powinienem w zasadzie przywyknac, ale co w szczególności przy łagodnych piesniach średniowiecznych sprawiało niewymowny ból.
Stąd prośba do organizatorów – od przyszłego roku proponuje druykowac na biletach ostrzeżenia, że za oklaski przed czasem i w trakcie koncertu niegrzeczny słuchacz bedzie wyprowadzany z sali i targany za uszy.
I tak to przeszedł festiwal – zostanie usmiech Picketta i haft dolnośląski.
Wasz Jadosław

CZY SIE PODNIOSĄ 22 LISTOPADA ?

To pewnie pod prąd krytyce muzycznej, ale uważam, że ostatnia płyta U2 była bodaj najsłabsza w historii zespołu. Banalnawe miejscami tekściki, muzycznie grzecznie ładnie i bez pazura. Fajne były bodaj trzy może cztery kawałki, reszta zjechała poniżej poziomu. „Elevation”, „Beatiful Day”, „Stuck in the moment” i tyle mi zostało. „All things that you can’t leave behind” nie nalezała do rzeczy jakich nie mógłbym zostawić za sobą.
Tymczasem jak donoszą ćwierkały nowa płyta kwartetu z Dublina już 22 listopada i czekac wypada z nadzieją.
tutaj więcej ale nie za dużo na ten temat…

PO POWROCIE Z BAŁTYKU. KARTKA Z MEHLSACK.

Wróciłem ze środkowego i północnego Bałtyku, a wcześniej Dom na Skraju i klimaty dawnego Mehlsack tudzież Pieniężna przy okazji warsztatów.

KARTKA Z MEHLSACK

umieram dla ciebie mała mieścino
wypalona na mapie nieostrożnym cygarem
marki „Wisła”
Karol Maliszewski , „Kartka z Flensburga”

nie umrę za ciebie miasteczko wtarte w mapę
nieostrożnym ruchem starszego kciuka sztabowego.
nie rozgrzebie góry grabarza, nie spalę metropolii
żeby powrócić porządek rzeczy, kształt ulic jak
pomiażdżone tchawice (chociaż może wypadałoby
spalić chociażby Warszawę jeżeli nie Paryż)

nie umrę za was – hologramy kobiet na skraju
wpatrzone w niebieskie mosty z których spadają
cienie mężczyzn nieprzejechanych ale powołanych
do karnego karczowania, pokonanych przez
pociąg na chwilę przed ostatecznością, która nie jest śmiercią.

nie umrę za was – ściany stojące przezroczystością w wielu miastach na raz
rwane kotwicami z czterech rogów, transmitowane na żywo
we wszystkie częsci kraju (a tak panie czołgami rwali,
a pocztę niemiecką, co teraz tu stoi to mój dziadek obronił )

bo jest wałsza spadająca
gwałtowniej niż wisła gdziekolwiek.
a elektrownię żyd miał, panie
ale ponieśli go i tyle tego, ponieśli

jak i nas

poniosą

P.S. Wielkie dzieki Ani, Joli, Agnieszce, Gosi, Pawłowi, Michałowi, Gosi K. z Domu na Skraju. Bez Was to wszystko by sie nie zdarzyło. Dzieki uczestnikom ze strony niemieckiej i polskiej. Dzieki Ewie Slaskiej. Dzieki Nardowemu Centrum Kultury z Warszawy. Dzieki Agnieszce Debskiej. Dzieki Piotrowi Wiktorowi Lorkowskiemu. Po prostu dzięki.