Archiwum dla Czerwiec, 2004

SMS W MIEJSCU PRACY

Mało literacka sprawa, ale to jest tak. Dwa Gawły, jeden robi tu, drugi tam, se piszą esemesy tak do siebie:
P—>R: nie ma to jak porządna kupa na zakładzie
R—>P: ja odcinam kupony urzędowe
P—>R: czym się różni sranie w fabryce od srania w urzędzie
R—>P: sranie w urzędzie to sprawa wagi państwowej
P—>R sranie wśród roboli to sprawa narodowa

mnie się to pysznie podoba, tak samo jak ta panna z wilka, co nie chciała niemca ale powiedziała, że się nie rozwiedzie bo miała przedwczoraj trzy orgazmy. Myślałem, że spadnę z ławki.

OGÓRY. OGÓRY. A MIĘDZY NIMI?

Nie ma co ogóry sie zaczynają. Dzisiaj Pietruchy mozna posłuchac od 23 do 1 w nocy w PR Opole poprzez nadusnięcie tego linka. , w niedziele jakby kogos obchodziło na TVP3 w programie „regiony kultura” około 18:30 Radio Wiśniewskie bedzie nadawac z wizją, jako się rzekło od 42 do 73 sekund, kto się załapie, pisze relację z wrażeń.

A zaś po wypadzie do EMPiKu Pietrucha zauważyła, że ukazał się nowy numer „Krytyki Politycznej”. Tym razem poświęcony jest zadymom i zadymiarzom. w którym redaktorzy Igor Stokfiszewski i Piotr Marecki podejmuja polemiczno-krytyczną rekawice sprzed półtoraroku i odpowiadają wszystkim recenzentom „Tekstyliów”, o których wszyscy zdążyli zapomnieć. Między innymi przyznają się do rozlicznych przypadłości charakteru a także powiadają, że komu się „Tekstylia” nie podobały, ten niech wypierdala.

CIESZKÓW I CIESZY.

Powiem to może tak. Pojechałem na spotkanie autorskie do Cieszkowa, taka miejscowosć koło Zdun, a Zduny to koło Krotoszyna, a Krotoszyn zaraz koło Jarocina a Jarocin to koło Wrześni, a we Wrześni szkoła a w niej dzieci.

A zatem do Cieszkowa, Gminny Ośrodek Kultury wita. A za nim kawałek park a nim ruiny dawnego barokowego pałacu, a gdzieś tam też i kościół ufundowany przez księżną Katarzynę Sapieżynę, co uchodziła za życia za święta jiż za jej panowania w Cieszkowie ludziom się dobrze żyło i jakoś w tej świętości szerzeniu nie przeszkadzał fakt, że pierwszy raz wyszła za mąż za kuzyna. Po dwunastu latach pożycia unieważniła małżeństwo a ściślej wystapiła o jego unieważnienie, żeby wyjść za lokaja, znaczy kamerdynera i mieć z nim dwójke dzieci. A unieważnienie dostała bo się okazało po dwunastu latach, że wyszła za kuzyna, zatem, powinowactwo za bliskie, wicie, zapomnieli się ludziska, kazirodczyli lat dwanaście i nagle, ojej, co za odkrycie przykre.
Ha, miała córeczkę ksieżna Sapieżyna, co zmarła w wieku lat 18-tu ale dokładnie nie wiadomo jak to z ta córka było. I w ogóle co ja tutaj o księżnej Katarzynie, no. Zatem Cieszków wita.

A tam rządzi Pani Ania Gibasiewicz, ona zaś zapowiada Pietruchę, dziewczyny urody wielkiej recytują wierszyki Pietruchy a potem jedna z nich (Ola) zagrała (czysto) na skrzypcach „Yesterday” i już trudno było jakoś wstrząsnąć się sentymentalnie bardziej. Trudno.

Więc spotkanie, rozmowy, przetykane czytaniem wierszy, na balkonie młodzież siedziała, przypływała i odpływała z sali, może nawet pod balustradka tanie winko sobie otworzyła, ale słuchała dzielnie do końca. I smutno było się rozrywać na koniec, to się stało na sali jeszcze długo i przed domem kultury juz tylko z Anią G., Wieśkiem co jest korespondentem „Głosu Milicza”, swieżo po deszczu.

I tak potem jechałem w stronę swojego Brzegu a mysli zostawały w tyle, chociaż szybko się nie jechało. Dzisiaj zjadłem sernik, z piekarni, oryginalny, cieszkowski. Gicior sernik. Gicior Cieszków, chociaż tak niemiłosiernie rozcięty krajówką na pół, tirami wrzynającymi się o każdej porze w tkankę byłego miasteczka (odebrane prawa miejskie w roku 1841), z niewiadomego przeznaczenia drwalem z drewna na placyku w centrum miejscowości, z ruinami w parku przy ul. Grunwaldzkiej, z historią, której sie pod warstwą kurzu nie przeczuwa.
Ja tam będe wracał. Serdecznosć, chociaż i cichosć w takich Cieszkowach zalega. Miasteczka poległe z opuszczonymi kosciołami, parkami, powoli zadławaiane, jeszcze kilka pociagów dziennie staje, powiadają mieszkańcy. Ale wąskotorówkę , będzie dziesięć lat jak rozebrali i co teraz? Odtwarzać będą?

A w tym wszystkim nadobny szczegół jakim zakończę. Bo wzruszyłem się. W miejscowej gazecie oprócz rubryki, że przyszli na świat, zmarli lub zawarli, jest rubryka (ewenement!) – „podziękowania” i pomiędzy innymi serdecznościami – miejscowe koło przyjaciół Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich dziekuje anonimowemu dawcy/dawczyni za książek sztuk kilkadziesiąt, zdatnych nawet do czytania, ale kompletnie tematycznie nie poasujących do ksiegozbioru w związku z czym przekazane zostają szkołom okolicznym. Ciekawe jakie tenże ktos oddał ksiązki, dlaczego to zrobił, dlaczego akurat temu Towarzystwu? Jaka historia za tym stoi.

Chcecie poznawac ludzi i ich sorawy codzienne – czytajcie prase lokalną a w niej rubryki stałe przede wszystkim.

RANY JULES VERNE. NIC NIE WIEDZIAŁEM!

Zdrada! Zdrada! Potrzykroć zakrzykuję zdrada! Nie dosć że rekordzistka w doprowadzaniu panów do orgazmu Marianna, nazwisko ma rownie diabelskie jak strojący się w szaty Kanclerza RP pewien kapelusznik z Krakowa. To nic. A co? Co – to nie wiem, ale wie autor nagrodzony przez pewne szacowne gremimum, wie że zdrada, zglut i walenie konia trojańskiego w progu domu:

dyplom_KPS.gif

A kto chciałby tego wiersza przeczytac niechaj, za prawde powiadam wam, naduśnie tego linka a żył będzie wiecznie!

Spij dziecino spokojnie, czuwa TV Trwam ojca Rydzyka

i pismo Sokołowskiego w formie bezokolicznika

Okolicznościowy Jadołsaw

WIERSZE NAJSZCZERSZE.

Leci Pietrucha spóxniona do pracy przez ulice Dworcową we Wrocławiu, mija ławiorki, na ławiorkach poranni obywatele i obywatelki róznej klasy świeżości. I nagle w locie Pietrucha widzi, że taka blondzia, z wielkimi oczami, klasyk po prostu, taka blondzia wyciaga książki z torebki. No pal sześć to wszystko, ale to były oprawne w gruba folię zbiory poezji Karola Maliszewskiego! I to nawet wiem jakie(po kroju okładki i kolorze tejże):
- „Miasteczko – prośba o przestrzeń”
- „Rocznik sześćdziesiąty grzebie w papierach”
- „Młody poeta pyta o-”
Z tychże – ostatnia, wydana w serii „Z kołatką” wrocławskiego SPP, należy do najulubieńszych Pietruchowych lektur, jiż już sie była rozeszła kompletnie w szwach i stanowi jedynie zbiór luźnych kartek ujęty w okładki.
Co za szok, no. Z samego rana. Blondynka na dworcowej czytała Maliszewskiego czekając na autobus!
Co wy na to? Bo ja ledwo zyję, taka trauma, taki szok.

WOLNY TYBET vs. WOLNA POLSKA.

Takie bilbordy miały wisieć w Warszawie, zostały powieszone przez HFPC.
06080003.jpg

ale „nieznani sprawcy” w centrum Warszawy, w nocy, bez zwracania szczególnej uwagi zrobili z tego to:

4..jpg

Ciekawe jakim cudem nikt tego nie widział? Jakby sie kto pytał, zyjemy w kurwa-wolnym-kraju. Na czas wizyty przewodniczącego Hu J. przyjmujemy jednak zwyczaje gości, zamiast na odwrót, bo to Polska właśnie. Na forum GW mozna przeczytać, że prawa człowieka są sprawą trzeciorzędną w kontekście wizyty przewodniczącego Hu J.
Łatwo sie pisze w kontekście zbywania praw osób trzecich bo przecież piszący te słowa, o trzeciorzedności problematyki praw człowieka w kontekście wizyty przewodniczacego Hu J., w mordę pałką od chińskiej bezpieki nie dostanie, żona wróci do domu, dzieci ze szkoły a w niedzielę nie zabroni mu nikt pójsc do kościoła, a za znalezienie w domu obrazka ze świetym Papieżem, nikt z rodziny do pierdla nie pójdzie.

12 STACJI NAJLEPSZĄ PROZA PÓŁNOCY NA POŁUDNIU.

od „Loqueli” Jakuba Winiarskiego czasowo Pietrucha dostała skrętu lewej półośki, więc zwolniła tempo by tym bardziej przyspieszyć i zaczęła czytać

83-240-0424-6.jpg

Przyczyną tej nagłej zaminy miejsc w kolejności czytania jest taka, że się kupiło książkę w Krakau i na spróbowanie zaczęło się oną w pociągu. I już inwokacja do Opola powaliła na kolana Pietruchę. A dalej było tylko lepiej. „12 stacji” to poemat pozorny, bo wiadomo, że w zamierzeniu napisany był prozą a na wersy podzielony dopiero później za sprawą kaprysu autora, co jednak nie przeszkodziło mu napisać tegoż frazą prawie że dziewiętnastowieczną, romantyczną, mickiewiczowską, inwersyjną. W połączeniu z tym pozornie wysokim diapazonem, miałkość, drobnicowość opisywanych zdarzeń – nabiera wszakże zupełnie przedziwnych odcieni i sensów. Tak jakby ponosiło autora w rozmaite rejestry, już to w stronę zgrywy, by zaraz potem, tej nuty nie tracąc, pisać wzruszająco o świecie co odchodzi, świecie chadziajów, hanysów. Zachować protoduszną czułosć do przedmiotów (kolejarskiego munduru dziadka) i szczerość, a to dzięki masce romantycznego, epickiego poematu i skontrastowanie z zupełnie innym zestawem odwołań, spraw i tematów.
Zarazem tyle tutaj barwnej Polski, że miło jest czytać, po setkach stron rozmaitych książek prozatorskich dziejących się z grubsza „nigdzie” i „nigdy” z tłem rysowanym dosyć tęgą, nie zawsze udolną kreską.
Książka skreślona jest z humorem i językową dezynwolturą, gestem luźnym i swobodnym jakie daje śpiewanie, bez troski o posłuchanie, a wiadomo z odautorskich komentarzy że tak ten tekst powstawał, dla własnej frajdy i przyjemności. Przy gescie niewymuszonym, zaskakująco tu dużo realizmu i swoistego zaangażowania, czy tez tego co ostatnio w prozie zaangażowaniem nazywać się zwykło.

Wprawdzie Pietrucha cieszyła by michę gdyby dostrzeżony był autor „12 stacji” za znakomite tomy poezji, ale bedzie cieszyć michę, kiedy przyszłoroczne wręczenie „Paszportów Polityki” albo „Nike” odbędzie się z udziałem Tomasza R.
I tego serdecznie, jak też oddanych czytelników Pietrucha Różyckiemu życzy, sam się do ich grona zaliczając z dawien dawna, czyli od lat 5-ciu.
Ajol

15 LAT i 3 DNI

Wszystko się zgadza. Miałem zamiar pisać, ale 4 czerwca wywaliło mnie z dala od tych spraw. Ale popatrzcie sobie korzystając z tego linka . Tak było, tak jest. Nie chodzi mi o rocznicę wyborów w Polsce, ale o zupłenie inne historie, które sie zdarzyły 15 lat i 3 dni temu. Czy ktos wie gdzie jest jedyny bodaj w Polsce pomnik upamietaniający Tian An Men? Zresztą sukcesywnie demolowany.

ZIELONA SOWA I ZIELONA PIETRUCHA

Pietrucha była zatem na Rzeczywistym Krakowskim Festiwalu, całe trzy dni w dziwnym mieście, w którym stężenie klasztornych budnyków i zasiedziałych wspólnot kontemplacyjnych nalezy chyba do najwyższych w Polsce. Zarazem gdy spojrzeć na centrum noca sobotnią zastanawia drażliwość zmysłowa tego co sie wyprawia naokoło. Zgiełkliwosć tegoż centrum, natarczywość, seksualne pulsowanie rynku, jeszcze, jeszcze aż do wymiociny, plwociny czy czego kto chce jeszcze. Jakby miasto nie pracowało, nie produkowało niemal nic poza coweekendową wojną szatańskich żądz i świątbliwego zaśpiewu, jakby tutaj sie ważyły losy człowieczeństwa.
Takie myslenie dopadło Pietruche gdy zerwała się ona z jakiegos miłego sercu picia piwa w towarzystwie nad wyraz literackim i wpadła w czas wieczornego spiewania, modlitewnego chodzenia po kosciele Ojców Dominikanów. Chorały odbijały sie echem pod sklepieniem i walczyły o lepsze z rozbuchanym, narastającym jazgotem z zewnątrz, zawsząd, z placu pod Magistratem, Grodzkiej, Stolarskiej i od Rynku dudnienia.

Taki odprysk. Po oprócz tego wiadomo, dyskusje, czytania, twarze, twarze, gadające twarze, nielicznie materializujące się w postać pełną w oczach podmiota tej notki.

Wasz Jadosław z Borussi

P.S. Korekta TV - Pietrucha będzie obecna od 42 do 75 sekund w waszych szklanych okienkach, ale 27 czerwca na kanale TVP3, około godziny 18:35, będziecie mieli ubaw,

JAD.JAD. JAD.

Pietrucha siedzi w Krakowie na festiwalu Studium, Dekady i UJotu. Uciekaw więc pietrucha z uroczystych wnętrz rozbrzmiewających odświętną mową profesorską, popija piwo, siedzi w kościele dominikanów, snuje się centralnie, wchodzi do empiku, widzi, nowy numer Borussii jest, a tam dwa wiersze pietruchy o jak fajnie. Ale podpisane zostały centralnie:
JADOSŁAW WIŚNIEWSKI
albo redakcja Pietruchy nie lubić, albo mu wypominać ilosci jadła od których pietrucha jedzie po granicy 90 kilo przy wzroście 181 centymetrów. Może jakas ankietę?
Jadosław, ja pierdzielę, jak blisko od Jadu do Radości i odwrotnie a potem viceversa.
Wasz Jadosław:-)