Archiwum dla Kwiecień, 2004

NIE UDAŁO SIĘ. ILE RAZY?

Zanim jednak ten urlopik, chwila refleksji po tym jak Kuba Jóźwicki przysłał mi TEGO LINKA . Tego mnicha zamordowano, czy też skazano w szybkim tempie na śmierć a wyrok wykonano. O prawach oskarzonego w Chinach i w okupowanym przez Chiny Tybecie jakoś nikt nie słyszał. Tenzin Delek został stracony rok temu (niedawno była rocznica), ale może to już jeden z ostatnich?

Dlaczego tak łatwo sie demonstruje przeciwko tym którzy i tak podlegają demokratycznej procedurze, tak łatwo sie wykrzykuje nienawiść wobec tych którzy nie oddadzą?

tdr_mix.jpg

Tymczasem troje Tybetańczyków prowadzi 27 dzień strajk głodowy, przed siedzibą ONZ w Nowym Jorku. TUTAJ możecie przeczytac ich list wystosowany do Koffiego Anana:

StrajkGlodowy-ListONZ-Herald2004.jpg

I tyle. Czas na urlop. Ajol. Trzeba wierzyc w ludzi. Mimo wszystko.

PRZERWA CZYLI ZWIECHA

Więc to jest tak:

Olivier Stone za przykładem wielu innych znakomitych gucchi comunists nagrywa film pokauzjący pełen troski ryj jednego z ostatnich dyktatorów świata tego – Fidela(niech go jasna cholera).

Komisja Praw Człowieka ONZ znowu zapomniała potępić za naruszenia Rosję (w Czeczenii), Chiny (za Tybet). Ale nie ma się co dziwić, skład tej szacownej komisji jest składem odziwerciedlającym skład Zgromadzenia Ogólnego ONZ, a to zgromadzenie to w 2/3 delegaci Państw mających kłopoty we względzie praw człowieka. To znaczy władcom tych Państw wydaje się że szafa gra, ale ich obywatelom juz niekoniecznie.

W Warszawie alter-ego-globaliści zrobili na złość sklepikarzom, policji i całemu światu i nie zrobili rozpierdolki.

Czas w sam raz na to, żeby udać się na zaśłuzony urlaub.

_2620.JPG

Po powrocie w planach między innymi egzegeza do pewnego wywiadu, pewnej Pani prof., która została pewnym senatorem, cholera wie teraz czy jest w SLD, SDPL czy LSD oraz słownik kultowych pojęć syfonowo-stowarzyszeniowo-brzegowych.

Na razie pierwsze:
Zwiecha – czyli jak w zasadzie wszystko miało byc super a wychodzi jak zwiecha.
Czyli wisi coś i nie wiadomo, uciąć, wyrżnąć, urwać czy odgryźć.

Ktoś ma kolejne?

MY Z DRUGIEJ POŁOWY XX WIEKU. MANIFEST

Przyszło do Pietruchy emailem, ale jest piękne, budujące, bardzo, bardzo. Od razu lepszy nastrój.

Do wszystkich Was, urodzonych przed Rokiem Panskim 1980. Jesli jako dzieci albo mlodzi ludzie zyliscie w latach 50;60;70-tych XX wieku-nie mozecie dzis uwierzyc ze w ogole w ten czas mogliscie przezyc! Dlaczego? A dlatego, ze:

-jako dzieci siedzielismy w samochodach bez pasow bezpieczenstwa i poduszek powietrznych
-nasze lozeczka pomalowane byly farbami o krzykliwych kolorach, pelnymi kadmu i olowiu (o rozpuszczalnikach nie wspomne…)
-buteleczki z lekarstwami i innymi (nie)bezpiecznymi chemikaliami z „Wyborowa” na czele daly sie przeciez bez trudu otworzyc a ciekawosc to przeciez cecha dzieci i mlodziezy, prawda?
- drzwi i szafki w kuchni i lazience byly stalym niebezpieczenstwem dla
kazdego z nas, zwlaszcza ze nikt nie slyszal o zamkach anty-dzeciecych…
-do jazdy na rowerze nikt w zyciu nie ubral kasku ochronnego (podobnie na nartach albo wrotkach)
-wode pilo sie z kranu a nie hermetycznych butelek
-rano wychodzilismy z domu by pojsc sie pobawic, musielismy wrocic wtedy, kiedy zapalaly sie pierwsze latarnie -nikt nie wiedzial gdzie nas nosi, bo nikt nie mial przy sobie komorki a sprawne budki telefoniczne mozna bylo policzyc na palcach jednej reki (zreszta i tak nikt nie nosil grosza przy sobie…)
-czlowiek sie kaleczyl,lamal kosci, wybijal zeby i nikt nikogo z tego powodu nie skarzyl do sadu; sami bylismy sobie winni…
-jedlismy keksy,czekolade (tez czekoladopodobna),chleb grubo posmarowany maslem, kielbase, kartofle,skwarki i Bog wie jeszcze co-i co?-i nikt nie byl przesadnie gruby…
-pilismy w grupie z jednej butelki i nikt od tego nie umarl…
-nie mielismy: playstation, nintendo,x-box, gier video,60 programow w telewizji,kaset video, dvd, surround sound, wlasnego telewizora,komputera a
mielismy swietnych kolegow i kolezanki!
-po prostu wychodzilismy z domu i spotykalismy ich na ulicy, bez telefonowania i umawiania sie, bez wiedzy rodzicow (nie musieli nas przywozic i odwozic)-jak to bylo mozliwe?
-wymyslalismy zabawy z kijem i kamieniem, jedlismy ziemie,dzdzownice i
temu podobne-i co?-przepowiednie tez sie nie sprawdzily-robaki nie zyly w
naszych zoladkach a kijami nie wylupalismy rowiesnikom zbyt wielu oczu…
-niektorzy z nas nie byli tak sprytni i przepadali na egzaminach albo powtarzali klase i nikt nie zwolywal z tego powodu kryzysowych nauczycielskich narad…
-jezdzilo sie autostopem i nikomu nie przyszlo do glowy, ze cos takiego moze sie bardzo marnie skonczyc…
Nasze pokolenia stworzyly tak wiele! moze wlasnie dlatego o tym pisze powyzej-bez obaw , z wolnoscia, sila , konsekwencja, sukcesem i kleska, gotowoscia na ryzyko i wiara w drugiego-to wlasnie zawdzieczamy naszym
rodzicom i rodzicom naszych rodzicow-i czasom naszego dziecinstwa i
mlodosci…

I Ty tez do nas nalezysz!

SEN-NIE-SENNIE

Pietrucha chyba odreagowywała we śnie. A w tym śnie, najpierw Graźkę Rogowską w spektaklu „Spokój w Głowie” zastąpił Mariusz Grzebalski, a potem zaśpiewali w duecie, Tomek Różycki grał na dwie pary rąk ze Śniegurskim. Potem razem taszczyli gary na imprezę. Pietka im pomagał. Grażyna Rogowska na sam koniec wręczyła mi na pamiątkę zamek szyfrowy typu „Gerda”, na którym wyryte było złotymi zgłoskami „Kaj idziesz? Kaj”. Za kulisami, po koncercie kiedy rozlewaliśmy na werblu wódeczkę razem z dyrektorem Kodrzyckim i dołączył się Pietka podeszła Agnieszka Wolny Hamkało wraz z Marta Podgórnik. Wzięły nas z zaskoczenia i patrząc mi z bardzo bliskiego dystansu w twarz szepnęły:
- Zapomniałysmy na śmierć ale Biuro Literackie „Festung BReslau” prosi żeby Ci przypomnieć że musisz złożyc do 31 stycznia wzorzec ksiązki poetyckiej…
A Ja na to:
-Przperaszam bardzo ale ja nic o tym nie wiem, proszę rozmawiać w tej sprawie z moim agentem służb socjalnych, w jego imię podpisałem umowę z Baranem i Prószyńskim na Ksawerego.

One bardzo zdziwione odeszły we mgłę, która nasilała sie od popijania wody z dyrektorem Kodrzyckim i coraz liczniejszą grupą gości i przyjaciół wody prosto z Syfonu. Zabrał mnie stamtąd Mariusz Grzebalski wielkim czarnym motocyklem typu Dniepr z przyczepką. Jechaliśmy nocnymi drogami, wioząc w przyczepce model Tu-144 z łamanym nosem, takim samym jak ten co spadł kiedyś na Paryż, kiedy o Al Kaidzie nikt jeszcze nie słyszał, za to o Czerwonych Brygadach i owszem. Zatrzymaliśmy się przy jakims malutkim, ceglanym domku w poblizu poznańskiego lotniska na Ławicy a tam czekały na nas swieże wycinki z prasy lokalnej i regionalnej z okolic Brzegu. Bardzo się zdziwiłem bo przecież z tych kilkunastu róznej maści dziennikarzy jacy rezydują w mieście Brzeg pojawił się ino jeden na Syfonie, więc o co chodzi. Ale tam było, że zakończył się właśnie gminny konkurs wiedzy o ruchu drogowym, że w Wołczynie znakomity konkurs poetycki przy Parafii Ewangelickiej pod hasłem „Kura Cie nie wypowie, Kogutr nie wygdacze”, na pierwszej stronie „Gazeta Przepiórcza” donosiła jiż butelkę, flaszkę jakąś odnaleziono w stopie św. Mikołaja i wiele innych ciekawostek z regionu.
Z pierwszej strony uśmiechał się do mnie wielki żołnierz z fakturą za nolcegi na pasku, zamiast kałacha a z jego ust dobiegało gromkie:
- najważniejsza rzecz dla mnie jako poety z pewnym doświadczeniem to jest odpowiedzialność za słowo…
Ja zas po chiwli już klęczałem w pryzmie piasku w czerwonych koszarach w Brzegu, nasłuchując szczekania psów w oddali, patrząc w mokre niebo usrane gwiazdami, mówiąc
- jakie to wszystko dziwne, przecież mi się nic z tego nie śniło, najwyżej pomyliłem trochę kolejność zdarzeń.

SPOKÓJ W GŁOWIE

No i stało się, się skończyło i jakoś smutno, sentymentalnie. Dzień ledwo mija a tutaj już czegoś brakuje, duszczipaitelnost’ w sercu.

Pietrucha z tego miejsca dziękuje wszystkim gościom imprezy, którzy zechcieli wiechcie sitowia nad Odrą odwiedzić. Pietrucha przeprasza, ale poszły mu bezpieczniki na spotkaniu z Mariuszem Grzebalskim i Tomaszem Rózyckim a potem rozmowna się Pietrucha zrobiła dopiero po wypiciu kilku piw. W ostatni dzień prowadzenie spotkania przejęła Lena Jedlicka, zaś Pietrucha schowała sie w opustoszałej Galerii w Ratuszu i pojawiła sie później, żeby wejsć na scenę zwana dużą w Brzeskim Centurm Kultury i ogłosic wszem i wobec osoby laureatów, i zapowiedzieć ostatni punkt programu czyli:

okladkaspokoj.gif

do tekstów Tymona Feusette’a. Rockowo-funkowo-rollowo było, perkusista zasłuzył na najwyższe wyróżnienie, nie tylko dlatego, że grał na najwyższym podium. Śmigło jest po prostu kingiem perkusji. Szacun i rispekt o tyle większy że jest absolutnym samoukiem.

Nie wszystko wypadło w dużej sali BCK jak powinno, ale tam ponoć nawet Niemenowi coś nie stykało jak grał. Trochę dudniło, trochę siadała selektywność.

Pietrucha opuściła tym razem gości około jedneastej wieczorem w „Ósemce” nieśmiertelnej z wynikiem meczu w piłkarzyki Adam Pluszka, Mariusz Partyka
kontra Maciej Robert i RObert Król 1:11 i nierostrzygniętym dwubojem bilardowo-hokejowym.

No i jeszcze dwa słowa komentarza:
Misterem imprezy został ulubieniec kobiet, wzorzec poety, prosty jak suwnica portowa, zaginający parol jak żuraw stoczniowy – WOJCIECH BOROS.

W ostatnim dniu imprezy z nagła pojawi ła delegacja dawnego Stowarzyszenia Literackiego „Logos” ze Świdnicy. I dobrze, bo rano jakiś ścisk dupska złapał organizerów, że Syfon a tutaj bez Miłka Wrześińskiego, bez Tamary Hebes.

Jeszcze raz dziekuję w imieniu organizatorów wszystkim, publiczności autorom,laureatom, artystom.

Bóg zapłać. Na razie odpoczyn, szacun
za dwa tygodnie będziemy se gadac i kumbinować co by za rok spieprzyć bardziej. Kogo chcecie na końcowa imprezę? I chyba finał trzeba robić w sobotę, nie? żeby dać czas na odtajanie.

SYF ON NEWS. KOŃCÓWKA

Kochani. Spokojnie. Niebawem juz Syf-On się zamknie a Pietrucha wróci do normalnego trybu życia i szycia.

Póki co w Opolu wszechstronnie dziwnie było w Klubie Kocioł i może zamkniemy temat. Wyjazdówki w ramach „Syfonu” chyba słabo sie sprawdzały zawsze i wnioski zostaną wyciagnięte.

Spotkanie z Pomorem Pomorskim – czyli w ostateczości z Cezarym Domarusem i Wojciechem Borosem w czwartek wypadło frekwencyjnie jakoś słabiutko, ale też przy takiej ilości osób łatwiej było o tworzenie klimatu. Tak sie mówiło pono w kuluarach, czego radośnie Pietrucha podsłuchiwała.

Wczoraj zaś, zaraz po tym jak Pomór zaatkował jedna klasę w II LIceum im. Zbigniewa Herberta, Śląsk – w osobach Pawła Sarny, Adama Pluszki i Ryszarda Chłopka – napadł z wierszami w ręku, i trzeba przyznać że spotkanie pobiło czasowy rekord wśród syfonowych prezentacji. Bite dwie godziny w małej Sali Galerii no i prawie pełna sala. Przynjamniej na początku, potem zaczęły sie nerwowe ruchy ludności, bo ci co palili, nerwowo pomykali w stronę rejonów, gdzie było wolno. Potem wracali a wcyhodzili inni. Adam Pluszka przeczytał dwa sprośne limeryki, Ryszard Chłopek wiersze nowe, Paweł Sarna te wydane. Nie było Pawła Lekszyckiego, który zapomniał, że jak nie dają urlopu to można jeszcze wziąć zwolnienie lekarskie. Jak to sie robi szczegółowo objaśnia Wojciech Boros.

Po spotkaniu publicznosć z autorami rządziła w lokalu „Grota” przy ul. Chrobrego, a potem sami autorzy w gronie wyłącznie męskim rządzili w klubie „Ósemka” przy ul. Robotniczej.

Tam też Wiśniewski z Domarusem zapodawali jakis wysoce abstrakcyjny temat w ramach którego przeżeglowali Steinera, Mertona, Krishnamurtiego. Namysłowski Wiking Jarosław Pawłowski przegrał z Adamem Pluszką w bilarda.

Dzisiaj spotkanie z Mariuszem Grzebalskim i Tomkiem Różyckim i preformance i wernisaż. Jutro spotkanie z Gruzlą Jarkiem, Maciejem Robertem i Robertem Królem.

PATRON FEMINIZMU

a3.jpg

W przerwie, z zapisków niewczesnego historyka jakim juz Pietrucha pewnie nigdy nie zostanie, chociaz to pierwsza miłość – historia. Owóż z nagłego olśnienia wynika, że w zasadzie Ojcem Feministek, a w każdym razie patronem rozmaitych ruchów takich a takich to pań co tam palą częsci bielizny w miejscach publicznych i musza koniecznie donieść światu że posiadają macicę – że ich Faderem duchowym, Patronem jest tutaj oto powyżej przedstawiony Ojciec Turków – Kemal Ataturk. Boc to on jednym ruchem pióra likiwdując Haremy uwolnił największą ilosć kobiet od poniżenia, niewoli i upodlenia. Od jego czasów w Turcji obowiązuje kodeks cywilny skopiowany ze Szwajcarii o ile pamięć Pietruchy nie myli, a nie prawo koraniczne.

SYFON NEWS. AFTER – KEZ, WARSSAWKA, THYHASTUR

Wybaczcie Pietrusze, ale on przeżywa SYFON jak nie przymierzając – żaba okres.

Owóż wedle relacji zainteresowanych w pierwsze spotkanie Syfonu – czyli Białostockie Żubrowanie – było spoko. Na wernisażu Moniki Golińskiej było miło, a na spotkaniu autorskim jeszcze milej. Aczkolwiek przyjechała tylko KEZ czyli Kasia Zdanowicz i zaraz natychmiast pojechała w te pędy do siebie. Tego Pietrucha nie widział, tylko słyszał, bo był naonczas w Kędzierzynie, gdzie jury Konkursu Krajobrazy Słowa oralnie i pisemnie odebrało nagrodę Zuzannie Witkowskiej. Trochę to wszystko było smutne, bo na temat tej drugiej okazji publicznie i słownie było długo. Chyba za długo.
A sama impreza wielce sympatyczna, syta i przy ful frekwencji. Szkoda tylko, że wierszy żadnych nie czytano.

W sobotę pomimo licznych prób ograniczenia działalności organizatorów przez orkiestre dętą oraz młodziezowe teatry taneczne – odbyło sie spotkanie akademickiego odłamu metafizo-neuro-euro-city-lingwizmu z brzeską publicznością. Pietrucha była trochę stumaniona, bo część odłamu – Joanna Mueller przyjechała wcześniej i załapała się na komponent interaktywny imprezki (poniosła 4 krzesła), a część przybyła z niejakim opóźnieniem. Co więcej ostatnie minuty upłynęły w klimacie czekania na barbarzyńców, w role których wcielił sie anonimowe dzieci pod drzwiami sali w której odbywało sie autorskie warsów i sawy.

Ale zdaniem publiki super, szczególnie takiego gościa, który złapał Lenę Jedlicką gdzies na korytarzu i zapytał: – te a co to wogóle jest ten neolingiwzm?

Rozdany w czasie spotkania wiersz Marii Cyranowicz czytały w godzinach wieczornych podejrzane dzieci gdzieś pod domem kultury, chóralnie i na głosy. Imprezka dyskusyjna odybawała się w „Starej Karczmie”, a około północy przeniosła się do bilardowni „Ósemka” przy ul. Robotniczej, gdzie naczelny „BregArtu” – Piotr Czubryt rozgromił szeregową „Radia Bis” Katarzynę Hagmajer, zaś nielingwistyczny lingwista Paweł Kozioł rozniósł w puch krytycznego Michała Kasprzaka, który jednak z dużym powodzeniem trafiał kijem w bile.

Pietrucha po raz pierwszy w historii „Syfonu” lekko się wstawił i był szczęśliwy.

W niedzielę zjednoczenie z zespołem zgiełkliwym „THYHASTUR” z Namysłowa chociaż zgromadziło ostatecznie około setki publiczności nie było dosyć dopracowanym eksperymentem. Pomimo tego ze trzy osoby machające wczęsniej piórami pod sceną powiedziały
- e no kurde wierszyki były spoko, wpadnijcie kiedyś, fajna rozpierdolka…

Od środy kręcimy interesm dalej. Na razie trochę odsapu.

SYFON ANTE PORTAS

No, no, jeszcze troszeczkę i Pietrucha przestanie nudzic o tym Syfonie. Na razie nowa tranzycja taka, że nie ma już plakatów, kto by chciał na pamiątke może po imprezie sobie zerwać z ulic Wrocławia, Opola, Brzegu. Tylko w tym ostatnim nie będzie musiał specjalnie szukać.
No i jeszcze wiemy że w sobotę oprócz Pawła Kozioła, Asi Mueller i Michała Kasprzaka zjawią się – Krzysztof Ciemnomłoński i Kasia Hagmajer. Brawa dla tych Państwa, jadą w sumie na sam tylko nocleg, ale może i wiersze przeczytają.
Pomimo programowych obostrzeń Syfonowa kula śniegowa ruszyła i się już toczy.

tutaj zaś niejaki Pan Nikman zaczął programową dysputę na nieszufladzie o offie.

A w ankiecie kilka notek poniżej rządzi opcja, że dziwny jakis „Syfon” będzie bo bez noszenia krzeseł. Akuku, juz dzisiaj pierwsza partie z nosilismy na grzebitach z Simonem i Wojtkiem Janczykiem masowym wytwórca trofealno-laureackich syfonów. Stoją ładnie w Galerii.

Do zobaczenia jutro. W Brzegu Żubry wprowadzi Zachary zwany Tomaszem a Pietrucha pojedzie po nagrodę do Kędzierzyna Koźla. Ajol. Od soboty wszystko zgodnie z fabułą.

SYFON NEWS. SAMOUCZEK SYF-ON-IARZA.

PROGRAM JEST TUTAJ, NIE WKLEJAM GO PO RAZ DRUGI! a jak komuś się nie chce skakać, niech zerknie kilka notek niżej… no. A teraz porady dla uzytkowników „Syfonu”

1. SYFON jest rozbity na dni i jest pełzający w związku z powtarzającymi się sugestiami ze strony faktycznej i potencjalnej publiczności. czy ten eksperyment sie sprawdzi – to się okaże.

2. A teraz ponieważ ewentualnej publiczności przyjezdnej organizatorzy nie zapewniają noclegów informuję, że sa w Brzegu dwa w miare sensowne miejsca noclegowe:
A.Pensjonat Zofii Demskiej przy ul.Rzemieślniczej 7 – adres www.republika.pl/pensjonat1 ; adres e-mail: pensjonat_brzeg@op.pl
telefon 077 416 46 88
ceny noclegów około 50 zeta, pewnie do negocjacji
B. Hotel „Piast”, ul. Piastowska 14, tel. 077 416-20-27 i 416-20-28 ceny noclegów najtańszych od 40 zeta

Mozna próbować w internatach i w Hotelu Garnizonowym ale sprawdzalimy – jest total obłożenie z powodów takich: że wesela, że przegląd ukulturalnienia jednostek wojskowych Śląskiego Okregu Wojskowego w tym samym czasie i Targi Ogrodnictwa na Zamku.

3. Osobom z Wrocławia Opola i okolic zalecałbym raczej wybór imprez które chcą nawiedzić i operacje pod kryptonimem „przyjazd-impra-wyjazd”. Pospieszne są w zasadzie całą dobę w odstepach co godzinę, osobowe w godzinach 5:53 do 21 z minutami.
Normalny bilet osobowy kosztuje bodaj około 8 zeta, pospieszny około 11.
Czas z Opola i Wrocławia jazdy pospiesznym 30 minut, osobowym około 40 minut.
Czas dojścia do Rynku z Dworca około 8-11 minut.
Acha – Brzeg leży na linii kolejowej Wrocław – Kraków więc jak coś jedzie po tej trasie, to MUSI stawac w Brzegu.
(linia kolejowa co przechodzi przez Brzeg została ułozona w 1842 roku – w tym roku mijaja więc 162 lata od kiedy przejechał tedy pierwszy pociąg)

4. co mozna robić jak sie nie daj Boże przyjechało i ma się trochę free time’u:
A. Polecam zwiedzić Zamek Piastów Śląskich, czynny bodaj we wszystkie dni do 15:30, szczególnie Wystawę Sztuki Sląskiej od średniowiecza do XVIII wieku, a już najbardziej obraz ukrzyzowania pędzla Wilmanna. Mało znany malarz, ale wyskoczył przed epokę i to sporo.
B. Zaraz obok Kościoł p.w. św. Krzyża z barokowymi polichromiami Niderlandczyka – Jana Kubena, warte obejrzenia, kontemplowania.

C. Obok też Kaplica św. Jadwigi która jest niestety chyba otwarta tylko na msze młodziezopwe w niedzielę o 10:30.
D. W rynku wiadomo, że Ratusz, że Galeria ale jakby namówić obsługę, dla zorganizowanej grupy, może dałoby się załatwić wejście do sali rajców miejskich oraz na wieżę (uff nielegalnie) gdzie przez XVIII-wieczny mechanizm zegara droga wiedzie.
Jeszcze dołożyłbym Koscioł św. Mikołaja. Dla tych co maja ochotę połazic po parkach – tzw. planty na obrysie dawnych fortyfikacji miejskich wokół całego tzw. „Starego Miasta”, spacer za Odrę, albo”za tory” do Parku Wolności gdzie niegdys i sarne spotkać można było.
A jak komu za dużo atrakcji będzie – polecam krytą pływalnię przy ul. Wrocławskiej, a tam Jaccuzi zjeżdżalnia, hydromasaże i takie tam inne. nie jest to AquaPark, ale na relaksację wystarczy.

5. Knajpki które Pietrucha może w miare polecic w celach piwnych – „Stara Karczma” – ul. Młyńska, „Grota” ul. Chrobrego (lud roboczy), „Tequila” ul. Reja, „Ratuszowa” (no wiadomo), „Ambrozja” ul. Długa (bywaja tam jakieś koncerty, ale o tym może Szczepan Kopyt), „Herbowa” ul. Łokietka.

6. W celach aprowizacyjnych – „Herbowa”, „Brzeska”, „Ratuszowa” i nade wszystko BAR MLECZNY przy ul. Długiej i zaraz obok BAR PICCOLO.
Nocą – oprócz licznej sieci „Żabek” sklep nocny jest na ul. 8 marca, zaraz koło dworca PKP.

7. W okolicy Brzegu jest sporo innych tarakcji – na przykład Zamek w Kopicach, okolony murami Grodków i Namysłów, lasy w okolicach Lubszy, grodziska wczesnosłowiańskie w Ryczynie. No. Starczy na razie.

Więcej (?) info – www.brzeg.pl
i ja sam.