Archiwum dla Listopad, 2003

Blame Canada!

Pietrucha, oprócz rozlicznych innych rzeczy czyta sobie ksiązkę Grzegorza Swobody o bitwie pod Batoche w roku 1885, w Kanadzie. Rzecz godna polecenia, napisana naprawdę porządnie, żywo i złośliwie. Przykład? Motto książki brzmi:
„Kanada została ukształtowana w epoce lodowcowej, a potem wydarzenia znacznie zwolniły tempa”
Ksiązka wydana w serii „Bitwy Historyczne” Domu Wydawniczego Bellona, z której to serii Pietrucha POLECA także Artura Dmochowskiego książkę o Wojnie w Wietnamie, natomiast zdecydowanie NIE POLECA ksiązki Jadwigi Nadziei o bitwie pod Falaise w 1944 roku.

HFPC – Czy można interweniować zbrojnie w obronie Praw Człowieka?

Taka się odbyła dzisiaj dyskusja na zjeździe Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka . Paneliści – prof. Halina Bortnowska (Komitet Helsiński w Polsce) prof. Adam Zieliński (Rzecznik Praw Obywatelkich), prof. Andrzej Rzepliński (HFPC), prof Marek Safjan (Prezes Trybunału Konstytucyjnego), prof Wiktor Osiatyński (Uniwersytet Środkowoeuropejski w Budapeszcie). Oczywiście mowa była o skuteczności interwencji zbrojnych w odniesieniu do ochrony praw człowieka, jako dykusyjnej. Mowa była o tym, że łatwo jest manipulować samym hasłem – innymi słowy używać Praw Człowieka jako „wytrzyj-mordki” (Osiatyński). Mowa była też o tym, że interwencja zbrojna może być uznana za środek dopuszczalny tylko w wypadku stanu wyższej konieczności (Safjan). Zdania podzielone, rozmaite kryteria, rozmaite przesłanki i próby kategoryzacji. Nad wszystkim unosił się cień Iraku, chociaż to nie jedyna tego typu interwencja w ostatnich latach. Najbardziej chyba zapadło mi w myśl bardzo osobiste wytąpienie Haliny Bortnowskiej, którego konkluzja była doyć prosta, że jakby nie było, nie można dyskusji na ten temat sprowadzać do abstrakcyjnych działań, ale dochodzić konkretu. Że nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie, nie ma uniwersalnych zasad, które pomogły by politykom podejmować tego typu decyzje, a nam – opinii publicznej która im patrzy (?) na ręce – pomogły wyrobić sobie opinię.

Ryszard Chłopek czytany w pociągu

Nie wiem, czy ktoś dotarł do nowej książki Ryszarda Chłopka (Gliwice) „Legendy schodzą z pomników”.

Legendy_mini.JPG

Ja tam rzecz posiadłem i bardzo sobie cenię ten fakt. Jakby co, ergo gdyby ktoś chciał sprawdzić czy chce, to zawsze można zajrzeć na stronę jego wydawcy i ewentualnie kupić.
Jadąc z Katowic do Warszawy przeglądałem książkę po raz piąty chyba, szukając rozmaitych metod jej odbioru. Znalazłem chyba ze cztery. Siłą i słabością zarazem jest spójność tej książki. Wiersze bronią się w ścisłym powiązaniu ze sobą, całość wtedy nabiera charakteru dojrzałej etycznej, estetycznej, eschatologicznej deklaracji, manifestu, traktatu w kilkudziesięciu odsłonach. Problem w tym, że gdy przypatrzyć się samym wierszom to mają one sporo słabości. Słabości które wydają się nieuniknione gdy ogólną ideą było ich ścisłe powiązanie. To tak jak super spójne bywają te rodziny, które równocześnie z czegoś istotnego okrajają, w imię wspólnoty, osoby które wspólnotę tworzą.
No ale to bardzo pobieżna ocena, ciekawy jestem czy ktoś ma inne zdanie.

Katowice w przelocie. Samokrytyka postopolska.

Zaspałem na expres do warschau więc czołgam się przez Katowice. Na dworcu mormoni namawiają do angielskiego, rzucania palenia. Mnie tam, jak już, bardziej pociąga wielożeństwo. Jakiego faceta taka perspektywa by nie pociągała w głębi plugawej, obleśnej i samczej duszy?
Dobra, ale na temat. No więc przeprosiny za wczorajszy wieczór należą sie Kasi Rak , bo miałem tylko 90 sekund na wgląd w jej 6 wierszy i moja krótka, wprowadzająca wypowiedź była chyba najbardziej nietrafioną tego wieczoru. Trafność pozostałych plasowała się na poziomie 65%. Ale już mówię – chciałem każdego przedstawić charakterystycznie, bez nieświadomego nawet faowryzowania tych, których twórczość znam dłużej, albo których znam nawet osobiście. To wymagało pewnej konferansjersko-krytycznej ekwilibrystyki, ot i przyczyna lekkich wtop. No a, że zapomniałem przy niektórych podać daty urodzin, kierunek studiów, przynależność organizacyjną, etc., to było już ciśnienie sali. Pierwszy raz widziałem w Opolu taką ilość osób na spotkaniu poetyckim. Bedzie ze 100 może 120. Na Honecie w tym roku było osób może z 10-12, rok temu na spotkaniu Marzanny Kielar – może z 6. Czy to oznacza, że Opole się jakoś tam budzi? Czy po prostu chwilowy snobizm Quasi-wielkomiejski, po którym wszystko wróci do normy?

Z tego miejsca dziekuję szczególnie sredecznie Sławkowi Kuźnickiemu i jego małżonce, że przenocowali mnie w Op. Tak skutecznie, ze zaspałem na ten expres poranny. Bez nich bym nie zaspał, ale chyba bym nocowal na dworcu. Acha – placki ziemniaczane były super.

Zdrawiam. Następne noty będą bardziej odczapne, bo akurat jestem w trakcie fascynujacych lektur i….

Rzeczywistość Ha.Artu a Pietrucha – Dementi

W związku z tym, że wywiad Pietruchy donosi iż w prasie krakowskiej pojawiły się na ten temat anonse – Pietrucha czuje sie zobowiązana zdementować informację jakoby miał być obecny na festiwalu „Rzeczywistość” organizowanym przez Krakowską Alternatywę i Ha.Art . Zaproszenie na tę imprezę dopadło Pietruchę w ostatnią niedzielę, pod postacią telefonu komórkowego grającego dźwięcznie – cóż by innego – „Marsz Radetzky’ego”. Pietrucha stała właśnie w ciemnym borze, koło Namysłowa i dumała dlaczego skoro działa już w Peżocie lewy, tylny migacz, to z kolei siadła lewa lampa krótkich (oczywista z przodu). W głębi lasu chrumkało coś i ryło za truflami. A Pietrucha zaskoczona niepomiernie, że ktoś wie, że Pietrucha właśnie jest gdzie jest i robi to co robi, musiała powiedzieć niestety, że przeprasza, że sory gregory, ale jest umówiona.
No, to tak dla pełnej demencji.

YMCA (Pietrucha mysli nocą)

Siedząc nocą nad prowadzeniem dzisiejszego spotkania w Opolu Pietrucha próbowała sobie jakoś wyjaśnić kwestię młodości. Bo impreza „Pejzaże młodości” ma się zwać, ale nie jest do końca jasne co to za młodość. Pamiętam, że już kilka lat temu zawiodłem znacznie dziennikarkę PR Wrocław, która po krótkiej introdukcji z mojej strony jęknęła:
- O jezu, chciałam rozmawiać z kimś naprawdę młodym!
No cóż. Podumała Pietrucha i stwierdziła, że chodzi w tej całej poetyckiej młodości o szlachetne niezdecydowanie, rozdroże literackie, radosny brak przyciężkawej samoświadomości (młodość sama o sobie nie wie), nakierowanie prospektywne, rzutowanie siebie w przyszłość, która wydaje sie być przestrzenią słabo ograniczoną. Jeżeli tak to badanie prawidłowości naprawdę młodej literatury jest pozbawione sensu, bo ona z punktu wyjścia może się wywichnąć badaczowiw dowolną stronę. Jeżeli tak nie jest, to być może nie jest ona już młoda? A może tworzenie rzeczy literackich i literackopodobnych przeczy tak dosyć pobieżnie zdefiniowanej „młodości”. Innymi ktoś kto zaczyna pisać, to co można już nazwać literaturą, czyli jest odbarzone ładunkiem świadomości (w tym samo-świadomości), może już z definicji przestaje być „młodym”?
Zaznaczę tylko, że mowa jest o młodości jako o stanie umysłu a nie kwestii metrykalno-fizjologicznej.

Phantom in the Opera

Sprawa jest poważna. Ostatnio w rozmowie z niejakim Dawidem Jungiem (Gniezno) – to taki młody tenor, na dokładkę pisujący wiersze – zgadało się nam o muzyce. Wyszło na to, że przydałaby się reforma składu orkiestry symfonicznej, jej instrumentarium, bo naszym zdaniem, obecny skład blokuje dalszy rozwój muzyki, spychając ja w objęcia kakofoniki. Tutaj opieram się na zdaniu Dawida, który chyba wie co mówi, będąc na IV roku Akademii Muzycznej. Zatem przydałaby się reforma, bo ostatnia była około 200 lat temu. Chodzi o to, żeby komponować na określony skład, a nie dokonywać ryzykownych połączeń „last minute”, zestawiając ze sobą np. zespół heavy-metalowy z orkiestrą w tradycyjnym składzie. Np. „Jesus Christ Superstar” (szczególnie polecam wersję brytyjską) – zdaje sie był tak właśnie komponowany, że od razu skład był inny – i efekty brzmieniowe były chyba ciekawsze, niz przy płycie „Metallica S/M”. Bardziej pełne i harmonijne. Jakie instrumenty można by wprowadzić? Bo przeciez to musza być instrumenty, których brzmienie, właściwości dawały by się odzwierciedlić, zdefiniować w partyturze. Moja propozycja brzmiała, że np. gitary: Fender Stratocaster i Telecaster oraz Gibson SG i Les Paul, są na tyle klasycznymi, rozpoznawalnymi brzmieniowo instrumentami, że nadawałyby się do zastosowania. Ciekawe, co wy na to? Wyobrażacie sobie nowe „Wesele Fiagra” na orkiestrę w której występuje sekcja gitar elektrycznych (I-sza gitara Start, II-gitara Tele…chichi). A przecież gitary to nie wszystko. Czy np. organy Hammonda nie są już na tyle sklasyczniałym instrumentem by wejść w skład odnowionej orkiestry?

Pietrucha Zaprasza 1

Tak BTW – zapraszam na najbliższe prezentacje jakie będą miały miejsce z nieskormnym udziałem Pietruchy:

26.11. 2003, Opole, M.O.K. (Amfiteatr), godzina 18:00 – w ramach Opolskiej Jesieni Poezji – spotkanie pt. „Pejzaże Młodości” (hehe – chyba zetempowskiej) – wystepują: Sławek Kuźnicki, Ewa Kaca, Zuzanna Witkowska, Łukasz Zalewski, Zocha, Anna Chwist, Juliusz Gabryel, Tomasz Zacharewicz, może także Łukasz Bagiński. Prowadzenie – PIetrucha. Kto wie, może i cos przeczyta?

27.11.2003, Warszawa, ul. Francuska 50, knajpa AVION, godz. 19:00 – spotkanie pod tytułem „poeci sieci” organizowane przez serwis nieszuflada , wsród wystepujących: Piotr Czerniawski, Anna Tomaszewska, Monika Mosiewicz, Piotr Kuśmirek, Darek Pado no i Pietrucha – Radosław Wiśniewski

29.11.2003, Warszawa a tak naprawde – Łomianki, Centrum Kultury w Łomiankach, ul. , godzina 19:00 – Kult Jednostki – Pietrucha solo na spotkaniu autorskim, prowadzenie – Kosiarz Konkursów Poetyckich 2003 – MIłosz Kamil Manasterski. Dojazd autobusami linii „Ł” i „Ł-bis” z przystanku pod Halą Marymoncką w Warszawie, wysiadka na przystanku „Łomianki Centrum”.

Pietrucha Zaprasza

Pietrucha Wita

radek1.jpg

Oto i Pietrucha Jurodiwa, rocznik 1974 ( to był dobry rocznik…), znana szerzej jako Wiśnia, Ikona Niewdzięczności a dla wtajemniczonych Radek Wiśniewski. Pietrucha pisuje wierszyje, wydane niedawno w zbiorczym tomie „Nikt z przydomkiem” w bibliotece pisma artystyczno-literackiego „undergrunt” z Torunia. W godzinach pracy Pietrucha urzęduje w Instytucie im. Franza Kafki we Wrocławiu, by po godzinach zajmować się jako prezes w jednej z tzw. organizacji pozarządowych działaniami dedykowanymi kulturze. I mozna by jeszcze długo, tylko po co?