SENNIK KOSMITY




księga gości


2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad



Call me elvis
jurodiwyj@wp.pl
GG6691170

Inne gawra
LITERNET - jeszcze jeden projekt Leszka Onaka
POECI DLA TYBETU - wspólny projekt z Patrykiem Dolińskim
Literackie - dużo małych stron wielu autorów, w tym Jurodiwego
E-BOOK JURODA - wiersze stare
RED.-akcja newsy z towarowej 6/10
JURODIWIEC FORUM Forum dyskusyjne jurodiwego
Nieszuflandia tutaj się gnieżdżę także
macierz moja internetowa macierz, poczciwina
K.I.T. czyli Stowarzyszenie

Alter Ego
Radek Kirschbaum tak mógłbym się nazywać.

Pietrucha lubić ich - Ich lubić Pietrucha
Jerry Klejnocki porzucił wiersze, porzucił krytykę, ale nadal czujny
Szycownik czyli blog Pablo Lekszyckie herbu de Giwera
Wangin - albo Lucka rzecz
Lemur i Noemi - postac ukryta
Dwa Doktory i Wiktor - old firends inaczej
Jaras z Koronowa albo Uliczny Sprzedawca Owoców
Kuba Certowicz i jego flatten-foto-ekipa
Commodore64 - kto z was jeszcze pamięta o co chodzi z C64?
Piotr Wiktor Sopocki intersubiektywnie komunikowalne obserwatorium kultury
Steppenwolf Marek, dawniej Kleryk, obecnie Czarny

Gościniec
Niedoczytalnia Nowy żwawy serwis literacki - arriva!
Biała Fabryka --- produkuje biel i czerń
Orliński albo Mumu humu
Helenka można pomóc jednej małej osobie.
Wysocki co ma pióro i klocki
Władysław Bartoszewski Blog - wierzyć się nie chce, ale Profesor Władysław Bartoszewski prowadzi bloga!
Jerzysosnowski.pl pisarz
Zrozum blog brata brata
Oooops - jad - ach jak ja lubie ten Jad, też jurodiwy czyli rozumny człowiek
Gil Gilling niezastapiony fotoreporter życia literackiego kraju
Marcel Chyrzyński kompozer którego warto śledzić i podsłuchiwać
NAJMNIEJSZA SEKTA ŚWIATA - z ich kasą i sławą mogliby nic nie robić.
Powstanie Warszawskie z Płocka mnie ta płyta "Lao Che" rozwaliła zupełnie. Szacun i rispekt Panowie.
Mariusz Sieniewicz piewca olsztyńskiego zatorza.
BARD CZYLI INNY RODZAJ ZWIERZA MIrek Czyżykiewicz jest chyba ostatnim z tego rodu Bardów, ostatnim znanym i tak autentycznie dobrym

Sól ziemi
Parafia na końcu świata - Blog ks. Marka Maszkowskiego z Madagaskaru
We will build this city on rock'n'roll:) Internetowe Społeczeństwo Miasta Brzeg
WOLNY TYBET POZA TYBETEM oficjalna strona Rządu Tybetańskiego na wygnaniu
TYBET serwis informacyjny
Prawa Człowieka Helsinska Fundacja Praw Człowieka. Pozytywn Mafia i Centrum Rewolucji.
Brzeg jestem z tego miasta

jurodiwy-pietruch


SEN 13605
A zatem to jest tak, że nie wiedzieć dlaczego, słyszę dziecko, które zza zasłony snu mówi głośno i ze złością, że coś jest niedobre a ja w jasny dzień wkraczam w słoneczne podwoje empiku i nagle widzę na półce, och to nie do wiary biało wydrukowany z klejonym grzbietem 48 numer czasopisma literackiego „Portret”. To przecież niemożliwe jest zupełnie, bo „Portret” jako jedno z niewielu pism literackich pożegnał się ze swoją publicznością z klasą wydając ostatni numer, zatytułowany jako „ostatni” a tutaj nagle zmartwychwstanie? I to jakie, okładka biała, druk na niej jakby z Staromiejskiego Domu Kultury i „Wakatu” zdarty, i to już 48 numer. A skąd on się wziął, to jasne odwracam pismo na IV stronę okładki a tam w pozach młodych księżycowych czarodziejek uproszczone do komiksowych zarysów trzy mocne kobiety polskiej literatury – Agnieszka Wolny Hamkało, Marta Mizuro i Joanna Lech. Wszystkie trzy stoją z zaciśniętymi pięściami, opuszczonymi rękami. Środkiem, skosem wielkie, bezszeryfowe, masywne czcionki „Jak nie MY to KTO?”. No właśnie? Kto?
2011-12-18 12:32:07 skomentuj (0)
SEN 13544
Ona pali papierosa w moim pokoju! Ona, która po pierwsze nigdy nie paliła a poza tym wszystkich, nawet najbliższych wywalała do kuchni a potem nawet z kuchni z papierosem a teraz śmie w tej czerwonej sukience, mocnym makijażu, krwawej szmince kopcić jakiegoś „Marlboro”?! I żeby to jeszcze się zaciągała, ale nie, po prostu kopci, nabiera do ust i wypuszcza ten tłusty, niedobry, ciężki dym w pokój, mój pokój, albo już nie taki mój pokój. Wynocha mówię, pokazuję jej drzwi i sam wychodzę na miasto, to Brzeg, to pewne że to Brzeg. Idę długą w stronę Centrum Kultury, na Plac Polonii Amerykańskiej, widzę, że  na rogu długiej i mlecznej nie ma kamienicy. Ściśnięte rusztowania trzymają fasadę, ale w środku pozapadane wszystkie stropy, jedno kłębowisko cegieł. Po co ta demolka? Widzę że takich ściśniętych rusztowaniami kamienic jest więcej, średnio co druga, co trzecia tak wygląda wzdłuż prawej strony ulicy Długiej. Wśród nich jakiś betonowy szkielet wieżowca – zaraz będą wyburzać – mówi ktoś z boku, dlatego tak ściskają rusztowaniami, żeby sypało się do środka. I nagle ten dziwny betonowy wieżowiec zaczyna się składać pionowo, jak WTC 11 września, ale w połowie swojej wysokości coś się nie udało i budynek zaczyna się chylić w lewo, na dachy sąsiednich kamienic. Nie , no widać, że to bez ofiar się nie obejdzie. Zaczynają się kolejne wyburzenia, ale zamiast spokojnie robi się masa huku, wokół zaczynają latać kawałki gruzu, odłamki cegieł. Widzę jak spory blok muru uderza radiowóz jadący Długą, ludzie uciekają w różnych kierunkach ale głownie, nie wiedzieć czemu wzdłuż walących się murów a nie aby dalej od nich. I wtedy widzę tego człowieka na pomoście, który w przyspieszonym tempie jedzie w dół, wzdłuż walącej się ściany. Przez chwilę wydaje się że da radę, ale potem pomost się gnie i następuje jeszcze większa eksplozja, latające odłamki gruzu, brunatny kurz, uciekam w zaułek za kościołem św. Mikołaja, mam nadzieję, że jego wysoka bryła mnie uchroni.
2011-12-18 12:31:10 skomentuj (0)
SEN 13530. NAD PRZEPAŚCIĄ.
 Zatem góry, nie wiem skąd wiem, że to Bułgaria, że to Bałkany. Góry a w górach zamek, ściana, gzymsy z trawy wzmacniane od wewnątrz klockami lego. No ładnie, trzeba tylko iść po tym gzymsie wokół szczytu, nie patrzeć w dół, dobrze, że tu nie ma żadnego dziecka, jakby je przeprowadził, kiedy musze obiema rękami asekurować samego siebie. A jakie dziecko by utrzymało się na wąskim gzymsie pod nogi musząc chwytać się tego co jest na wierzchu tego wzniesienia. Czy to szczyt góry, czy może raczej korona fortecy? Chyba raczej forteca, wielka forteca, którą trawersujemy naokoło korony fortyfikacji (już my, od kiedy my). W którymś momencie kończy się trawiasta półka, zaczyna się skalna, o połowę węższa niż dotychczasowa, góra na której opieram ręce zaczyna się rozłazić, dół ledwo mnie trzyma, ale myślę twardo, nie patrzyć w dół, skupiać się na chwytach, podchwytach, łapać się tego co da się łapać, nie myśleć ile jeszcze przede mną, przed nami, krok po kroku, chwyt po chwycie, nie ma innej drogi, po prostu nie ma, tylko ta półka nad przepaścią.
2011-11-23 15:08:17 skomentuj (0)
SEN POMIĘDZY
Idziemy szlakiem przez lodowiec, po zboczu wielkiej góry, wielkiej białej góry jak Cerro Illimani. Z boku mówia oberwała się lawina seraków i przechodząc po jęzorze zerwała jego fragment odsłaniając katedrę, kościół, duża budowle jakby wyjętą sprzed kilkuset lat, rejon powstania Włochy, Francja, może Hiszpania, jasny kamień, przypory, zdobienia, rozety w okrągłych oknach. Wchodzimy do środka, a tam ktoś mówi, że ten lód odsłonił średniowieczne krypty pod katedra i okazało się, że tych ludzi można powoli rozmrażać, bo oni nie umarli kilkaset lat temu, ale ulegli hibernacji i teraz, jeżeli tylko ich delikatnie traktować i rozmrażać powoli, poprzez okładanie zimnymi szmatami – świetnie się rozmrażają i żyją. Wchodzimy do refektarza gdzie na drewnianych kozłach leża rozmrażane trumny a w nich w workach z płótna leżą ludzie. Tutaj się ich rozmraża, powoli i delikatnie, ci przebudzeni są obok w Sali, boimy się ich wypuścić od razu w doliny, mogą doznać szoku poznawczego, przecież nie żyli kilkaset lat. Wchodzę do tego innego pomieszczenia obok refektarza to chyba nawa główna tej zasypanej lodem katedry. Tam rzeczywiście stoją jeszcze w tych beżowych workach ludzie w róznym wieku, bosi, a wszyscy mają po jednym oku w środku głowy. No co, patrzę na nich i mówię do jakiejś jednookiej dziewczyny – inaczej jest niż było przed śmiercią, co? A ona patrzy na mnie, bo mam jakiś goreteks, polar. Poczekajcie jak zejdziecie w doliny, mówię, poczekajcie, dopiero będzie impreza.
2011-11-07 22:12:11 skomentuj (2)
SEN 13510
Jest Brzeg, jakieś spotkanie Stowarzyszenie, są wszyscy, którzy maja być, nawet Rychu wpadł, Pietka, Ola i Szymek Goriaczko, Konrad Góra, Piotrek Czerniawski. Wracamy z imprezy, chyba to było w „Ambrozji”, jest jesień, może początek zimy, śniegu nie ma, ale jest szelest jesiennych liści, mokre ulice po deszczu. Mam jakiś problem do rozwiązania, wielopoziomowy i wielopłaszczyznowy a Konrad Góra śmiejąc się mówi „Nie pierdol rzucimy orła i reszkę i ci wyjdzie co masz w życiu robić” i wyciąga garść monet, głownie 5 złotowych i chce rzucić a ja na to, „ej, kurwa zaczekaj, nie rzucaj, tu jest kupa kasy a nie ustaliliśmy która moneta reszka, orzełek, co znaczy.”. Konrad się zawahał, tak jakby mu ręka zadrżała, chociaż poleciało mu kilka piątek na ulicę, ale nie spojrzał za nimi. Na to Piotrek Czerniawski sięgnął do worka z białego drelichu który trzymał w ręku Konrad i wyjął jeszcze większa kiść piątek i powiedział „nie martw się, znajdą się tacy co pozbierają” i zanim ustale co jest orłem a co reszką razem z Konradem wysypują szerokim rzutem w górę te piątki, dziesiątki papierowe. No ładna dupa, już nie będę wiedział co wybrać i co jest czym czego. Myśle, zbierać, nie zbierać, czy chce należeć do tych co i tak pozbierają czy bliższy mis zeroki gest Konrada i Piotrka. No nic. Wchodzimy do knajpy, może „El Paso” naprzeciwko sądu i więzienia. W jednej Sali Szymon z Olą z kimś tam, na ulicy Pietka z Rychem zbierają jednak te rozsypane piątki, kupujemy od razu na zapas kilka piw, żeby dobrze łupnęło.
Wracam sam, jasnym porankiem, jakby letnim, alejkami osiedla, świeżo zasadzone drzewka wzdłuż rowerowych ścieżek. Jestem nagi, nie wiem dlaczego, więc chce jakoś szybko dotrzeć do domu, co nie? I nagle widzę na świeżym trawniku, koło drzewka pies, kundel taki, sernik białobrązowy, na łańcuchu ktoś go prowadzi znaczy, bo widzę obroża, pies, trawnik, to jest lato. Ale ktoś szarpie ten łańcuch, obrożę, widzę, że pies ma czerwoną sierść wokół kłębu od tej obroży zapewne, myślę, co za skurwysyn go tak urządził, kopie łańcuch i czuję, że nie od parady ten łańcuch jest. Ktoś ciągnie za ten łańcuch, i psina potyka się, plącze łapy w ten łańcuch, wyplątuje, skowycze z cicha i leci dalej. Długi ten łańcuch, ciągnie się po ziemi, patrzę a na jego drugim końcu ni to człowiek ni pies, na czterech łapach, ale widzę, wiem, że to nie pies, to człowiek udający psa, przecież pies nie potrafi być tak okrutny. Po ten człowiekopies patrzy tylko jak ten pierwszy pies chce oddać mocz i wtedy ciągnie łańcuch a jest większy, szybszy i ciągnie łańcuch, łańcuch się zwija w najwymyślniejsze węzły a tamten pies biegnie, próbuje jechać na splątanym łańcuchu ciągniętym po asfalcie, zeskakuje, wywija łapy. Myślę, musi być jakieś pogotowie na takich co męczą zwierzęta i tak stoję oniemiały gdy spomiędzy bloków wypada na mnie koziorożec, wielka kozica. Chowam się za jakimś przystankiem, kulę pod murkiem, ale ona bezbłędnie wskakuje na mnie i wiem że zaraz mnie zabije, tak jak na tych filmach na Youtube, gdzie rogacizna rzuca człowiekiem po arenie albo ulicach Pampeluny. Łapię to coś, tego kozłoczłowieka za rogi i przytrzymuje z całych sił, żeby nie zdążył uderzyć, machnąć, wbić mi we flaki tego co ma na głowie, przecież jestem nagi a wokół nikogo. Wiem że jak mi nikt nie pomoże ani ta kozicoosoba nie powstrzyma to nie wytrzymam długo. I wtedy Koziorożec zaczyna wykrzykiwać pytania. „Kto nie wrócił z imprezy Brzegu? Dlaczego? Jak miał na imię?” A ja kurwa nie wiem, nie pamiętam, zaraz zginę, skąd mam to wiedzieć. Ostatnie zdanie przechodzi w śpiew, śpiewoskowyt. Bo skąd mam to kurwa wiedzieć, nie jestem twardym dyskiem, skąd mam to kurwa wiedzieć.

2011-10-24 19:11:42 skomentuj (0)
SEN 13285

Jechałem samochodem w jakiś jasny dzień, pewnie poranek na umówione spotkanie z kimś ważnym od kogo mogły zależeć losy mojego dalszego życia. Mieliśmy się spotkać na szczycie wielopoziomowego parkingu. Nie wiedzieć dlaczego zatrzymałem samochód obok tego budynku przypominającego wielopoziomowy parking. Wokół była masa ludzi i skądś wiedziałem że muszę ich zmylić. Zatem zaczynam się wspinać po ścianie, klinując nogi z jednej strony między rynną a ścianą z drugiej wpychając nosek buta w szczeliny które czasem powstają między płytami. Ci ludzie w środku już mnie widzą, mają rusztowani idą szybciej do góry. Przez szpary, niezabudowane okiennice widzę, że ten budynek jest w środku pusty, w środku lewitują tylko luźno rozrzucone płyty OSB, dechy, betony, rusztowania. W górę i w dół, droga którą przeszedłem wydaje się niemożliwa do bezpiecznego przebycia a najgorsze jest to, że wiem w tym śnie, że samo dotarcie na górę, na to umówione spotkanie nic nie zmieni. Staniemy na dwóch oddzielonych od siebie przepaścią płytach wiórowych.  I co dalej? Będziemy skakać z płyty na płytę? Dokąd? Aż ktoś nie spadnie? I wtedy zaczynam się zsuwać. Nikt mnie nie ściga. Ląduję na ziemi.


2011-10-12 10:11:58 skomentuj (2)
LITERACKI NOBEL 2011
Thomas Transtromer! I bardzo dobrze! Amen
2011-10-06 13:56:39 skomentuj (0)
SEN 13230

Siedzimy na murku okalającym kościół, gdzieś w Asyżu, takie miasto we Włoszech. My czyli - Ojciec Jan Andrzej Kłoczowski OP i ja. Rozmawiamy jak za dawnych czasów moich studiów na UJ, jest ciepło. Ten kościół obok to chyba taki kościół na drodze wlotowej, zaraz za bramą do miasta Asyż po lewej stronie gdy iść w kierunku Bazyliki św. Franciszka. Nie jest to kościół główny tego miasta na pewno, ale jeden z ważniejszych. Nieszczególny ten kościół a wokół pora gdy miasto jest słoneczne i puste. Kłoczu w swoim dominikańskim habicie, ja nie wiem w czym. Zaraz wejdziemy do kościoła na jakąś konferencję czy inne wystąpienie publiczne. Ma być jakiś panel, krzesła mają być ustawione na podwyższeniu przed ołtarzem i ludzie mają się wypowiadać panelowo, w tym i Kłoczu i ja. Kłoczu dyskursywnie a ja tam mam czytać wiersz jakiś zaangażowany czy coś podobnego. To jest coś na pograniczu konferencji dotyczącej religii i literatury albo czegoś jeszcze. Tak, zdecydowanie czegoś jeszcze. I wtedy przychodzi organizator tego strasznego mityngu i mówi, że mu strasznie przykro, że on nie wie co zrobić ale Andrzej Piasek Piaseczny, reprezentujący środowisko homoseksualistów i homoseksualistek nie przyjdzie, bo nie może. Ogólne przerażenie, bo zdaje się że interkulturowy i transseksualny charakter mityngu w Asyżu bierze w łeb. „To jak będzie?” pytam z lekka zdenerwowany a Ojciec Kłoczowski uśmiecha się i odpowiada „No jak to jak będzie Radek, normalnie będzie, jak ma  być, wjedziemy tam, siądziemy na krzesłach obok siebie, ty po prawej jako mój ulubiony uczeń i powiemy co mamy do powiedzenia na temat”. I wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że nawet we śnie wiem, że jest dokładnie odwrotnie, to Kłoczu jest, był i pewnie pozostanie moim ulubionym wykładowcą i Mistrzem a ja jako uczeń i student już dawno zapewne przestałem dla niego istnieć.

 
2011-09-09 21:56:07 skomentuj (0)
SEN 13224
Ocean, ale skąd wiadomo, że ocean? Ujście Amazonki, bo woda brunatna i ciepła. Leżę w gumowym pontonie nieokreślonego koloru, a ponton jest też wypełniony częściowo tą wodą, leniwie falującą. Mam plan wypłynąć na szerokie wody, więc sprawdzam odporność podłogi pontonu, bo jakby tak rekin… I widzę, że odległość między wierzchem pływaka a wodą to dwa palce. Powinno być do cholery więcej wolnej burty niż dwa palce jak się człowiek wybiera na ocean. I nagle w oceanie otwiera się katarakta, oceaniczny wodospad, próg wodny wielki jak wodospady Iguazu albo jeszcze większy. Steruję pontonem ku krawędzi, może jakoś bokiem, na ten ocean, chociaż po chwili ponton jest już pełen wody, brunatnej cieczy mimo że wodospady błękitne i białe. Po chwili mój ponton w zasadzie zamienia się w ponton podwodny. Marszczą mi się ręce i stopy, i nie mam co pić i leżę w zatopionym unoszącym się pod powierzchnią wody pontonie w słonej wodzie. Dobijam do progu wodospadu z boku, wychodzę na skalny próg na jego krawędzie. Do dupy, nigdzie nie popłynę w takim stanie.
2011-09-06 22:44:10 skomentuj (1)
SEN 13223b

Jest piękny słoneczny dzień, chyba lato, ogród pałacu w Kopicach. Jestem przerażony. Zaraz za mostkiem na fosie-kanale doprowadzającym wodę do stawu w ogrodzie barona Schaffgotscha.  Tutaj obok stał kiedyś święty Krzysztof, ale odpiłowano go na polecenie jego magnificencji, rektora pobliskiej wyższej szkoły gotowania na gazie ziemnym zamienionej na uniwersytet dla niepoznaki. Odpiłowano i zabrano. A teraz patrzę zza mostku a tutaj już nie ma pałacu w kopicach. Jest plac przed pałacem i zrównany z ziemią teren wśród traw, ze dwa buldożery ugniatają jeszcze pryzmy gruzu tam gdzie były piwnice pałacu. Nawet kaplicy nie zostawili. „No, co?!” mówi miejscowy „stało niszczało, już by nikt tego nie odbudował nigdy a tak może chociaż jakieś domy dla ludzi postawią, żeby się mieszkać dało.” Chcę tłumaczyć, że przecież kultura, dziedzictwo architektoniczne, że porównywanie nawet ruiny pałacu w Kopicach do jakiejś deweloperki to obraza boska, ale miejscowi nie dawali się przekonać, mówili, że teraz bez tej ruiny będzie normalniej, że tam piwnice były odkryte i można było nogę złamać i młodzież się łajdaczyła, chlała, piła, gziła się i rzygała a teraz już nie będzie miała gdzie. Nic nie będzie.


2011-09-02 11:52:48 skomentuj (3)
SEN 13223a

 

To jest Jeż, wielki Jeż, stary Jeż, wypadły mu igły i została zamszowa skóra, nader wrażliwa na dotyk. Bo jeże są wrażliwe, jeże to męczennicy z pokora znoszący swój los. W języku leporydzkim jeż, wykłada się na „lendri” i to mniej więcej opowiada mi jeż. Jest tutaj od trzech dni, niewiele się rusza, w zasadzie bardziej przypomina chyba inne zwierzę a nie jeża, tylko pyszczek ma jeżowy. Pochylam się nad nim i widzę mokre plamy za głową. „Krew” myślę z przestrachem, jakby na jeżu mi jakoś szczególnie zależało. Dotykam, a jeż mówi „spokojnie to tylko ciepła woda”. I rzeczywiście, woda. Gdzieś spod jeża. Odwracam go na plecy, żeby nie leżał w tej wodzie, która mu wychodzi na skórze i widzę, że ten wielki jeż od spodu jest wypatroszony i upieczony. Jest rozpruta i pusta jama ciała a zamiast nóg ma tylko upieczone kikuty jakby był prosięciem. Ale przecież z drugiej strony żyje, bo jest tutaj od trzech dni. Trzeba go zabrać do kogoś kto go pozszywa i naprawi, no bo skoro z taką dziurą jest tutaj od trzech dni i potrafi mówić, to jak go się zaszyje i naprawi, odpiecze zapieczone łapy – będzie jeszcze lepszym jeżem.


2011-08-27 05:41:34 skomentuj (0)
SKRAJ
a w zasadzie to nic.
2011-08-03 21:32:43 skomentuj (1)